Zawzięty talent. Piotr Milan i wypadek hokeistów STS Sanok
23 stycznia 1995 roku doszło do tragicznego w skutkach wypadku, w którym uczestniczyli hokeiści STS Sanok. Jeden z nich, Piotr Milan, zginął na miejscu.
W tym artykule:
Czytaj też: Hokejowa zemsta po czechosłowacku
To była chwila
Był 23 stycznia 1995 roku. W wypadku autokaru wiozącego drużynę hokejową STS Autosan Sanok w miejscowości Gniewoszówka zginęły trzy osoby, w tym hokeista Piotr Milan. Nazajutrz w gazetach ukazały się wzmianki o wypadku, dość szczegółowe. W autobusie podróżowało trzydzieści osób. Kierowca jechał wolno, około 20 km/h. Pasażerowie zajmowali się sobą. Część oglądała film. Inni spali. Wiatr utrudniał jazdę. Był tak silny, że „nosił” po jezdni ciężki autobus. Około godziny trzeciej, gdy przyszły dwa podmuchy, jeden po drugim, pojazd runął do przydrożnego dołu. „Trybuna Śląska” pisała później tak:
Drużyna wracała z Sosnowca, gdzie w ligowym meczu mierzyła się z tamtejszym SMS. Sanoczanie wygrali pewnie, 6:1. Piotr Milan dwukrotnie pokonał bramkarza rywali. Po tym meczu zespół zajmował 9. miejsce w lidze. Wieczorem 22 stycznia 1995 wszyscy uszczęśliwieni wygraną, wsiedli do Autosanu. Milan siedział po prawej stronie autokaru, który przechylił się w lewo. W czasie wypadku spał. Najprawdopodobniej przeleciał przez całą szerokość pojazdu, przebił okno i znalazł się pod nim. Koledzy twierdzili, że pewnie nawet nie zdążył się wybudzić, bo to była chwila. Zginął na miejscu. Ale lekarze stwierdzili zgon dopiero po tym, jak na miejscu pojawił się drugi dźwig. Jeden nie był w stanie podnieść roztrzaskanego pojazdu…
Została kurtka
Arkadiusz Burnat, uczestnik wypadku, mówił w „Gazecie Wyborczej”:
Za autobusem jechał samochód. Kierowca przytomnie ruszył na najbliższy komisariat, żeby zgłosić wypadek. Służby pojawiły się na miejscu dość szybko, ale nie bez problemów. Policyjną nyskę, która jechała na miejsce, również zdmuchnęło z drogi. Na szczęście jej pasażerowie przeżyli.
Na zewnątrz hulał wiatr. Do tego panował potworny mróz. Tych, którzy odnieśli mniejsze obrażenia posadzono w wozach policyjnych. Poczęstowano czymś do picia. Ogrzano. Burnat wrócił do domu około szóstej. Mówił, że miał przy sobie kurtkę Piotrka.
Piotr Milan: zdolny i zadziorny
Piotr Milan, urodzony 24 sierpnia 1971 roku w Sanoku, był wychowankiem i kluczowym zawodnikiem klubu hokejowego STS Sanok. Swoją przygodę na tafli rozpoczął w wieku 10 lat, a jako 16-latek zadebiutował w drużynie seniorskiej, która wówczas nosiła nazwę Stal Sanok. Milan szybko zyskał opinię jednego z najbardziej utalentowanych graczy swojego pokolenia.
W 1992 roku był jednym z filarów zespołu, który awansował do I ligi. To był historyczny wyczyn. W finałowych meczach ze Stoczniowcem Gdańsk został też wybrany najlepszym graczem. W sezonie 1992/1993, w debiucie klubu w najwyższej klasie rozgrywkowej, był trzecim najskuteczniejszym punktującym drużyny i liderem wśród wychowanków.
Równolegle z karierą sportową Milan rozpoczął studia na Akademii Wychowania Fizycznego w Krakowie, co wiązało się z jego wypożyczeniem do Cracovii w sezonie 1993/1994. Co ciekawe, pierwszą bramkę w barwach „Pasów” strzelił… STS-owi. Po zakończeniu wypożyczenia powrócił do Sanoka.
Nikt już nie zagra z numerem 7
Na łamach „Gazety Krakowskiej”, dzień po wypadku, ukazało się wspomnienie Piotra Milana. Autor pisał:
Numer 7, z którym Milan występował w Sanoku, został zastrzeżony przez klub, a jego pamięć uczczono licznymi inicjatywami, w tym tablicą pamiątkową oraz turniejem „Memoriał Piotra Milana o Puchar Prezesa Autosanu”. Dwa dni po wypadku został pochowany w grobowcu rodzinnym na Cmentarzu Centralnym w Sanoku.
Miasto i klub wciąż o nim pamiętają.