"Wileńskie żubry" podbiły Polskę. Potem mistrzów wymazała polityka

W 1946 roku dopiero budowali drużynę, dwa lata później byli już mistrzami Polski. Koszykarze YMCA Łódź, zbudowani wokół repatriantów z Wilna, zachwycali grą i wygrywali z najlepszymi. Ich triumfalny marsz zatrzymał nie rywal, lecz komunistyczna władza.

Koszykarze YMCA ŁódźKoszykarze YMCA Łódź
Źródło zdjęć: © domena publiczna
Tomek Sowa

Kwiecień 1948 roku. Premierowe powojenne mistrzostwa Polski koszykarzy rozgrywane systemem ligowym dobiegają końca. Na pierwszym miejscu nie ma ani Warszawy, ani Krakowa, ani nawet silnych poznańskich kolejarzy.

Jest za to YMCA Łódź.

Ostatnia kolejka tylko potwierdza wysoką formę łodzian. Wyprzedzają oni KKS Poznań i Wartę i zdobywają mistrzostwo Polski. Szkopuł w tym, że jeszcze kilkanaście miesięcy drużyny tej właściwie nie było. Dopiero się tworzyła. A teraz była najlepsza w kraju!

Jej siłę zbudowali przede wszystkim ludzie, których wojna zmusiła do ucieczki z Wilna. Jesienią 1946 roku do Łodzi przyjechała grupa repatriantów. Jerzy Dowgird, Ludwik Barszczewski, Władysław Maleszewski, Józef Żyliński, a wraz z nimi trener Andrzej Kulesza. Szybko zaczęto nazywać ich "wileńskim żubrami". W YMCA znaleźli salę, organizacyjne oparcie i możliwość kontytuowania sportowej pasji, która kilka lat wcześniej została brutalnie przerwane.

Już w 1947 roku podczas jednego z turniejów zachwycano się dziesięcioma minutami ich meczu z Warszawą. Trójka: Żyliński-Dowgird-Barszczewski miała przechodzić przez obronę rywali "jak tury", grając szybko, blokami i kończąc akcje celnymi rzutami. Dowgird trafiał z dystansu. Barszczewski zdobywał punkty pod koszem, a Żyliński całą tę grę organizował. Warszawa przegrała wtedy 35:50.

Potem dołączyli inni, między innymi: Tadeusz Ulatowski, Czesław Kozłowski, Wiktor Limonowicz i Jerzy Żejmo. Przed jednym z najważniejszych spotkań sezonu pierwszą piątkę YMCA nazywano wręcz "olimpijską". Pisano, że nie ma w niej słabego punktu. Cała piątka znalazła się później na przedolimpijskim zgrupowaniu reprezentacji i złożyła przysięgę olimpijską przed igrzyskami w Londynie.

Polscy koszykarze ostatecznie do Londynu nie pojechali. YMCA została za to mistrzem kraju.

Rok później miała zrobić wszystko, by tytuł obronić. Przez niemal cały sezon zajmowała drugie miejsce, a rywalizacja z ZZK Poznań doprowadziła ostatecznie do dodatkowego, decydującego spotkania. 27 marca 1949 roku we Wrocławiu, na neutralnym boisku, obie drużyny miały rozstrzygnąć, kto zostanie mistrzem Polski.

Ale YMCA przegrała 23:27...

Dlaczego? Łodzian chwalono za taktykę, technikę, szybkość i celne rzuty z półdystansu. Pierwsze skrzypce mieli grać Żyliński i Ulatowski. Jednocześnie wskazywano dziwną słabość zespołu. Jej przyczyną miała być mała sala, na której trenowali. Ścisk nauczył zawodników świetnych podań i gry w tłoku, ale na dużym boisku tracili orientację i dynamikę. We wrocławskim finale właśnie to miało być szczególnie widoczne.

Srebro i tak było sukcesem. YMCA wciąż była jedną z najlepszych drużyn w Polsce. Problem polegał na tym, że niedługo przestało mieć znaczenie, jak dobrze grają jej koszykarze. Do głosu doszła… polityka.

Mistrzów pokonała polityka

W 1949 roku sport w Polsce był przebudowywany według modelu radzieckiego. Niezależne kluby i stowarzyszenia miały ustępować miejsca organizacjom podporządkowanym władzy. YMCA dodatkowo miała wszystko, czego komuniści nie lubili: chrześcijańskie korzenie, międzynarodową strukturę i bliskie związki z Zachodem.

Ba, została uznana za organizację ideologicznie wrogą! W propagandowym języku nazwano ją nawet "narzędziem burżuazyjno-faszystowskiego wychowania, popieranym przez zagranicznych mocodawców". Majątek przejęło państwo. W Łodzi zniszczono również bibliotekę i kolekcję płyt jazzowych związaną z tamtejszym środowiskiem YMCA.

Drużyna mistrza Polski została w praktyce rozebrana. Latem 1949 roku jej sekcję wraz z miejscem w lidze przyłączono do ŁKS-u, występującego później jako Włókniarz. Zawodnicy rozeszli się do innych klubów. Nie przestali wygrywać: byli koszykarze YMCA współtworzyli później mistrzowskie zespoły Spójni Łódź, a Józef Żyliński i Andrzej Kulesza mieli duży udział w mistrzostwie ŁKS-u w 1953 roku.

Sama YMCA na oficjalny powrót musiała czekać do 1990 roku. I dlatego jej historia jest tak niezwykła. Bo po serii sukcesów wymazano ją z koszykarskiej mapy Polski.

Wybrane dla Ciebie