Dźwigał ponad 200 kilogramów. Dziś Tadeusz Rutkowski walczy o zdrowie

Dwa razy stawał na olimpijskim podium, jako pierwszy Polak osiągnął 400 kg w dwuboju. Dziś Tadeusz Rutkowski, legenda ciężarów, nie może samodzielnie chodzić. Po licznych operacjach walczy o powrót na nogi, a rodzina zbiera fundusze na rehabilitację.

Tadeusz RutkowskiTadeusz Rutkowski
Źródło zdjęć: © Polski Związek Podnoszenia Ciężarów
Tomek Sowa

Sztanga waży 217,5 kilograma. Tadeusz Rutkowski próbuje ją podrzucić, ale w decydującym momencie popełnia błąd. Zamiast cofnąć lewą nogę, wykonuje niewłaściwy ruch. Podejście jest spalone. Polak wie, że zmarnował wielką szansę.

Jest 26 lipca 1976 roku. Igrzyska olimpijskie w Montrealu.

Tadeusz startuje w kategorii do 110 kilogramów. W rwaniu uzyskuje 167,5 kg, w podrzucie 210. Łącznie daje mu to 377,5 kilograma w dwuboju. Wynik świetny, ale niewystarczający do zdobycia medalu. Zwycięża Bułgar Walentin Christow, który osiąga aż 400 kilogramów. Za nim plasują się Jurij Zajcew ze Związku Radzieckiego i Krastiu Semerdżijew, kolejny Bułgar.

Polak jest czwarty, to miejsce dla sportowca najgorsze.

Wydaje się, że historia jego olimpijskiego występu została zamknięta. Ale już po zawodach wybucha skandal.

Okazuje się, że Christow stosował niedozwolone środki dopingujące. Bułgar zostaje zdyskwalifikowany i traci złoty medal. Pozostali zawodnicy przesuwają się o jedno miejsce. Mistrzem olimpijskim zostaje Zajcew, srebro przypada Semerdżijewowi. Brąz trafia do Tadeusza Rutkowskiego! Polak zostaje medalistą olimpijskim. Ma zaledwie 25 lat i należy już do ścisłej światowej czołówki.

Kilka miesięcy później udziela obszernego wywiadu Wiesławowi Krajowi z "Gazety Południowej". Dziennikarz pyta go o występ w Montrealu. O treningi i psychikę zawodników. Sztangista tłumaczy, że największy problem sprawia mu pierwsze podejście w rwaniu. Można być doskonale przygotowanym, dysponować niewiarygodną siłą, a i tak popełnić techniczny błąd. Czasami właśnie nadmiar siły okazuje się przeszkodą.

Przed wejściem na pomost zawodnicy mają własne rytuały. Niektórzy krzyczą. Są też tacy, którzy się modlą lub próbują pobudzić agresję. Rutkowski szuka przede wszystkim koncentracji. Próbuje się wyłączyć. Skupić na najmniejszym nawet ruchu. Niedziwne, bo dwieście kilogramów nie wybacza pomyłek…

Cztery lata później jest już znacznie potężniejszy. Waży ponad 110 kilogramów i rywalizuje w kategorii superciężkiej. W kwietniu 1980 roku w Opolu odbywają się mistrzostwa Polski. Kibice czekają przede wszystkim na pojedynek dwóch olbrzymów: Tadeusza Rutkowskiego i Roberta Skolimowskiego.

Ten drugi osiąga 392,5 kilograma w dwuboju. Jeszcze niedawno taki rezultat oznaczał rekord Polski. Ale Rutkowski idzie dalej. W drugiej próbie podrzuca 220 kg. Później dokłada kolejne pięć kilogramów. Sztanga wędruje nad głowę, a jego wynik w dwuboju rośnie do… 400 kilogramów!

Jako pierwszy polski ciężarowiec osiąga "granicę marzeń".

To ich starcie jest wizytówką polskich ciężarów. Niedługo później obaj jadą do Moskwy na igrzyska olimpijskie.

Jest 30 lipca 1980 roku. W kategorii superciężkiej zdecydowanym faworytem wydaje się być Sułtan Rachmanow ze Związku Radzieckiego. Potężny zawodnik nie pozostawia rywalom złudzeń. W rwaniu osiąga 195 kilogramów, a w podrzucie niewiarygodne 245.

Razem 440 kg. Wynik z innej epoki…

Tadeusz walczy o miejsce na podium. W rwaniu podnosi 180 kilogramów. W podrzucie poprawia rekord Polski, osiągając 227,5 kg. Łącznie 407,5 kilograma. To daje kolejny brąz. Srebro zdobywa Jürgen Heuser z NRD, który uzyskuje 410 kg. Rutkowski przegrywa z nim o zaledwie dwa i pół kilograma. Cztery lata po Montrealu ponownie staje na olimpijskim podium. Tym razem bez żadnych dyskwalifikacji i późniejszych zmian klasyfikacji. Ma 29 lat. Dwa razy stał na olimpijskim podium. Do tego uchodzi za jednego z najsilniejszych Polaków.

Od sztangi z kół od wozu do olimpijskich medali

A przecież to jego dźwiganie zaczęło się dość niewinnie…

Tadeusz Rutkowski urodził się 25 kwietnia 1951 roku w Krakowie. Wychowywał się w wielodzietnej rodzinie na Zwierzyńcu, niedaleko Kopca Kościuszki. Miał cztery siostry i brata. Od dziecka fascynowała go siła. W rodzinnym domu zawiesza na drągu dwa koła od wozu. Tak powstaje jego pierwsza prowizoryczna sztanga.

W 1967 roku trafia do Olszy Kraków. Zaczyna trenować pod okiem Władysława Sokolnickiego. Rok później przenosi się do Odry Opole. Krakowski klub jest biedny. Ten opolski oferuje znacznie lepsze warunki. Kończy technikum mechaniczne, ale to podnoszeniu ciężarów podporządkowuje swoje życie.


WIDEO

W Opolu pracuje między innymi z Ryszardem Szewczykiem. Później ogromny wpływ na jego rozwój ma Klemens Roguski, trener reprezentacji Polski, który dostrzega w nim potencjał do rywalizacji z największymi siłaczami świata.

Treningi bywają mordercze. Zdarza mu się ćwiczyć nawet kilkanaście razy w tygodniu, przerzucając podczas jednej sesji dziesiątki ton żelaza.

W lutym 1977 roku właśnie o tym opowiada "Gazecie Południowej". Dziennikarz spotyka człowieka, który doskonale rozumie, jak wiele zależy od szczegółów. Sztangista wie, że nie wystarczy podejść do sztangi i szarpnąć z całej siły. Trzeba jeszcze właściwie ustawić nogi, utrzymać równowagę, nie spóźnić ruchu o ułamek sekundy.

Tego wszystkiego nauczył się na własnych błędach.

W 1978 roku zajmuje czwarte miejsce na mistrzostwach świata w Gettysburgu. W 1981 roku przywozi z Lille brąz mistrzostw świata i mistrzostw Europy. Osiąga wtedy 415 kilogramów w dwuboju. W całej karierze dziesięciokrotnie zdobywa mistrzostwo Polski. Dziewiętnaście razy poprawia krajowe rekordy. Jeszcze w 1987 roku, mając 36 lat, zdobywa kolejny tytuł mistrzowski. Rok później nadal reprezentuje Odrę Opole.

Najważniejsza walka w życiu

Przez dwie dekady należy do najważniejszych postaci polskiego podnoszenia ciężarów. Później kończy karierę. Znikają wielkie zawody, zgrupowania i podróże po świecie. Trzeba nauczyć się zwyczajnego życia. Rutkowski pracuje między innymi jako taksówkarz.

Z upływem lat coraz mocniej odczuwa skutki wieloletnich przeciążeń organizmu. Dochodzą poważne problemy zdrowotne. Człowiek, który kiedyś potrafił utrzymać nad głową ponad dwieście kilogramów, stopniowo traci sprawność.

Dziś Tadeusz Rutkowski ma 75 lat. Jest po wielu operacjach, zmaga się z chorobami i nie może samodzielnie chodzić. Jego bliscy zbierają środki na dalsze leczenie i rehabilitację.

I marzy już nie o kolejnym rekordzie. Tylko o tym, żeby jeszcze raz stanąć na własnych nogach…

Wybrane dla Ciebie