27 lipca 1993 roku. Salamanca. Poprzeczka wędruje na wysokość 2 metrów i 45 centymetrów.
Kubańczyk Javier Sotomayor ma już za sobą trzy udane skoki: 2,23, 2,32 i 2,38. Wszystkie w pierwszych próbach. Nie bawi się w półśrodki. Każe podnieść poprzeczkę o siedem centymetrów. Założenie ma proste, jeśli przejdzie, to pobije własny rekord świata.
I pierwsza próba jest nieudana…
Przed drugą przystaje na moment. Raz jeszcze układa w głowie sekwencję kroków na rozbiegu. Rusza. Kilkanaście susów i potężne odbicie z lewej nogi. Potem plecy przechodzą nad poprzeczką. Przy opadaniu lekko ją zahacza. Poprzeczka drży. Ale zostaje.
Mijają trzy dekady i wciąż nikt nie skoczył wyżej. Sam Sotomayor po latach studził legendę "idealnego skoku":
"Technicznie miałem lepsze skoki, ale liczy się ten, przy którym poprzeczka znajduje się najwyżej".
Wspominał też, że tydzień wcześniej w Londynie czuł się jeszcze mocniejszy, lecz po pokonaniu 2,40 przyszła ulewa. Rekord najwyraźniej miał czekać na Salamankę.
High Jump World Record | Javier Sotomayor 2,45m
To zresztą było jego miasto. Pięć lat wcześniej właśnie tam po raz pierwszy został rekordzistą świata, uzyskując 2,43. W 1989 roku w San Juan dołożył centymetr i jako pierwszy człowiek w historii pokonał osiem stóp, czyli 2,44. W 1993 postawił kropkę nad "i".
Fenomenem był od dziecka. Jako 16-latek skakał 2,33, dwa lata później był już mistrzem świata juniorów. W wieku, w którym inni dopiero wchodzili do seniorskiego sportu, on ocierał się granice ludzkich możliwości.
Ale miał pecha do olimpijskiego kalendarza.
Oczekiwanie i kontrowersje
Gdy ustanawiał pierwszy rekord świata w 1988 roku, do igrzysk w Seulu pozostawało kilka dni. Był jednym z naturalnych kandydatów do złota, ale Kuba zbojkotowała imprezę. Javier musiał poczekać cztery lata. W Barcelonie przyszło spełnienie. Skoczył 2,34 i został mistrzem olimpijskim.
Rok 1993 był jego koronacją. Najpierw wygrał halowe mistrzostwa świata w Toronto. Potem ustanowił to 2,45 w Salamance. Kilka tygodni później w Stuttgarcie zdobył pierwszy tytuł mistrza świata na stadionie. W jednym sezonie zebrał właściwie wszystko, co skoczek wzwyż mógł mieć.
Kilka miesięcy później przyjechał do Polski. Spała, styczeń 1994, mityng "Opoczno '94". I niemal od razu zrobiło się nerwowo.
W drodze zaginął jego bagaż ze sprzętem. Organizatorzy chcieli ratować sytuację butami Asicsa. Kubańczyk odmówił. Miał kontrakt z niemiecką firmą i nie zamierzał występować w obuwiu konkurencji. Ostatecznie wystartował w nowych, niesprawdzonych butach i wygrał wynikiem 2,34.
"Bałem się ryzykować dalszych skoków, gdyż startowałem w nowych butach. Oczywiście, gdyby ktoś próbował skoczyć wyżej, pewnie zdecydowałbym się na dalszy start".
A pytany o kolejne rekordy odpowiadał jeszcze ciekawiej:
"Nie myślę o nowych rekordach, lecz ustabilizowaniu poziomu powyżej 240 cm, gdyż ta wysokość gwarantuje zwycięstwa w najpoważniejszych imprezach. Rekordu nie bije się na zamówienie, lecz muszą zaistnieć właściwe warunki. W sporcie liczą się zwycięstwa".
Trudno o lepsze podsumowanie tej jego wielkiej kariery. Czterokrotny halowy mistrz świata. Dwukrotny mistrz świata na stadionie. W 1994 roku wygrał 30 z 31 konkursów. W Atlancie 1996 przeszkodziła mu kontuzja, za to rok później odzyskał mistrzostwo świata w Atenach. Łącznie aż 21 razy pokonywał co najmniej 2,40.
Była też ciemniejsza karta. W 1999 roku po igrzyskach panamerykańskich wykryto, że mógł brać kokainę. Został zdyskwalifikowany i zawieszony, choć konsekwentnie zaprzeczał świadomemu użyciu. Karę skrócono z dwóch lat do roku, dzięki czemu w Sydney zdobył jeszcze olimpijskie srebro. Po zakończeniu kariery potwierdzono również pozytywny test na nandrolon z próbki pobranej w 2001 roku. Sotomayor także i temu zaprzeczał.
Karierę zakończył w 2001 roku, zmęczony urazami ścięgien.