Wygrać Tour de France na za małym rowerze? Da się!

Nicolas Frantz zapisał się w historii Tour de France wyczynem niezwykłym. Wygrał wyścig, mimo sporych kłopotów...

Nicolas FrantzNicolas Frantz
Źródło zdjęć: © domena publiczna
Tomek Sowa

W tym artykule:

12 lipca 1928 roku. Dziewiętnasty etap Tour de France. 159 kilometrów z Metz do Charleville. Nicolas Frantz jedzie w żółtej koszulce. Ma ponad godzinę przewagi nad André Leducqiem. Wydaje się, że nic nie może odebrać mu zwycięstwa.

I wtedy pęka rama, a do mety zostaje około stu kilometrów.

Dzisiaj pewnie podjechaliby ludzie i z wozu technicznego zdjęliby identyczny rower, ledwie po kilku sekundach. W 1928 roku sprawa wyglądała zupełnie inaczej. Frantz musiał znaleźć sprzęt po drodze. I właśnie tutaj zaczyna ciekawa opowieść. Według jednej wersji w pobliskim sklepie został tylko mały damski rower. Według drugiej Luksemburczyk pożyczył rower od kobiety stojącej przy trasie. Akurat tego szczegółu nie sposób dziś jednoznacznie rozstrzygnąć.

Pewne jest jedno. Dostał zdecydowanie za mały rower a i tak ruszył w pogoń. I to przez około sto kilometrów! Wyobraźcie sobie lidera największego wyścigu świata, zgiętego nad zbyt niską kierownicą, pedałującego na rowerze, którego normalnie nie zabrałby nawet na trening. A przed nim ucieka cały Tour.

Frantz dotarł do Charleville prawie 38 minut za zwycięzcą etapu Marcelem Huotem. Co więcej, jego najważniejszy rywal również stracił czas. W praktyce przewaga Luksemburczyka nad Leducqiem stopniała z ponad godziny i kwadransa do niespełna 48 minut.

Ale żółta koszulka została!

Z żółtą koszulką

Trzy dni później Nicolas Frantz wjechał do Paryża jako zwycięzca Tour de France. Mało tego, wygrał ostatni etap. A Leducqa pokonał ostatecznie o ponad 50 minut.

Prawda jest taka, że historia z małym rowerem nie uratowała lidera przypadkowego. On od początku tamtej edycji demolował konkurencję. Wygrał pierwszy etap Touru 1928 i nie oddał już prowadzenia aż do Paryża. Zwyciężył pięć razy, a przed pechowym dziewiętnastym etapem miał tak wielką przewagę, że nawet poważna awaria nie była w stanie zniszczyć jego wyścigu. Musiał tylko dojechać.

W Luksemburgu żartowano, że to już nie jest Tour de France., a raczej "Tour de Frantz". I trudno było protestować.

Nicolas Frantz urodził się w 1899 roku w Mamer. Zawodowcem został w 1923 roku i od razu wszedł do europejskiej czołówki. Rok później po raz pierwszy wystartował w Tour de France i zajął drugie miejsce, ustępując jedynie wielkiemu Ottaviowi Bottecchii. Wygrał wtedy dwa etapy.

W 1925 roku był czwarty i dołożył cztery zwycięstwa etapowe. Rok później znów wygrał cztery etapy i ponownie zakończył Tour na drugim miejscu. Brakowało tylko jednego. Żółtej koszulki w Paryżu.

Ubrał ją w 1927 roku. Frantz wygrał trzy etapy i cały wyścig z ogromną przewagą nad Maurice’em De Waele’em. Rok później zrobił to ponownie, ale w jeszcze bardziej efektownym stylu.

Po drugim triumfie nadal ścigał się z czołówką. W 1929 roku wygrał Paryż-Tours, dwa kolejne etapy Tour de France i został wicemistrzem świata. W 1932 zdobył brąz mistrzostw świata. Łącznie odniósł 20 etapowych zwycięstw w Tourze, a przez dwanaście kolejnych sezonów zdobywał mistrzostwo Luksemburga.

Po zakończeniu kariery nadal żył kolarstwem. Prowadził sklep rowerowy, działał w miejscowym klubie i przez lata kierował luksemburskimi ekipami podczas Tour de France.

Zmarł w 1985 roku.

Wybrane dla Ciebie