"Profesor zapasów". Andrzej Supron kończy 74 lata

W Moskwie olimpijskie złoto wymknęło się Andrzejowi Supronowi. Trochę, jak piasek z dłoni. "Profesor zapasów" nie potrzebował jednak złotego medalu, by przejść do historii polskiego sportu.

Andrzej SupronAndrzej Supron
Źródło zdjęć: © PKOl
Tomek Sowa

24 lipca 1980 roku. Hala CSKA w Moskwie. Andrzej Supron wychodzi na swoją ostatnią walkę w turnieju. Będzie próbował zdobyć coś, czego brakuje mu w imponującej kolekcji. Złoto igrzysk olimpijskich.

Chwilę wcześniej rozprawił się ze Szwedem Larsem-Erikiem Skiöldem. Pierwsza część pojedynku była nerwowa i zakończyła się remisem 3:3. Supron przyznawał, że wystarczyła chwila nieuwagi i mógł znaleźć się w tarapatach. Ale nie przestraszył się! Na początku kolejnej rundy Polak dopadł rywala i położył go na łopatki.

Został mu tylko Ștefan Rusu. Albo aż?

Rumun był dla Andrzeja kimś więcej niż kolejnym przeciwnikiem. Spotykali się wielokrotnie. Znali swoje najmocniejsze strony. Rok wcześniej podczas mistrzostw świata Polak pokonał go wysoko na punkty. Teraz stawką było olimpijskie złoto.

W Moskwie to Rumun wygrał. 3:2.

Jeden ruch

Polski zapaśnik długo przeżywał moment, który zdecydował o walce. Obawiał się kolejnego ostrzeżenia za pasywność, więc postanowił zaatakować. Przez to mocno się otworzył.

"A tak pozostał pewien niedosyt. Bałem się, że dostanę znów ostrzeżenie za pasywną walkę, przeto chciałem podjąć akcję, odkryłem się i Rusu, stary wyga, natychmiast to wykorzystał. Zaatakował i zdobył punkt na wagę złotego medalu" - tłumaczył po wszystkim.

Srebrny medal i tak był wielkim sukcesem. Zresztą, polskie zapasy stały wówczas na niewiarygodnie wysokim poziomie. Trener Janusz Traczewski tak mówił po zawodach:

"Wszyscy walczyli na poziomie, na jaki ich było stać. Przegrywali oczywiście z lepszymi od siebie. Moskiewski turniej stał na najwyższym światowym poziomie. Walki, a przynajmniej ogromna ich większość, wykazały doskonałe przygotowanie reprezentacji olimpijskiej. Spowodowało to duży "rozsiew medali".


WIDEO

Słowa szkoleniowca mogą brzmieć jak samochwalstwo, ale… miał rację! W 1980 roku zapaśnicy zdobyli pięć srebrnych i dwa brązowe medale. Tylko tego złota brak…

Andrzej Supron jechał do Moskwy z łatką faworyta. Był przecież mistrzem świata. Zapasy zaczął trenować jeszcze w podstawówce. Najpierw reprezentował warszawską RKS Elektryczność, później związał się z GKS Katowice. Pierwszym dowodem jego wielkiego talentu było mistrzostwo Europy juniorów w 1970 roku. Dwa lata później wystąpił też na igrzyskach w Monachium. W Montrealu w 1976 był już piąty.

Między tymi igrzyskami wyrósł na jednego z najlepszych klasyków świata. W 1974 zdobył brąz mistrzostw świata i srebro mistrzostw Europy. Rok później został mistrzem Starego Kontynentu, a na globalnym czempionacie sięgnął po srebro. W 1978 znów był drugi na świecie.

Wreszcie przyszedł rok 1979 i San Diego. Supron zdobył mistrzostwo świata. Przed igrzyskami w Moskwie miał więc właściwie wszystko, poza medalem olimpijskim. W Moskwie ją wypełnił. Tylko kolor nie był taki, jaki sobie wymarzył.

Po igrzyskach nie zwolnił. Przeniósł się do wyższej kategorii wagowej i nadal zbierał medale. W 1981 zdobył brąz mistrzostw Europy, rok później został mistrzem kontynentu w Warnie i wicemistrzem świata w Katowicach. W 1983 dołożył kolejne srebra mistrzostw świata i Europy.

Długie rozstanie

Mógł jeszcze marzyć o następnych igrzyskach. Los Angeles 1984 miało być kolejną próbą zdobycia brakującego złota, ale reprezentanci Polski nie wystąpili w igrzyskach z powodu bojkotu. Kolejne cztery lata czekać już nie zamierzał.

Choć z matą rozstawał się długo.

Jeszcze w 1985 roku wystąpił na mistrzostwach świata w Kolbotn. Po przegranej walce o brąz podszedł do niego prezydent światowej federacji Milan Ercegan i podziękował za wszystko, co zrobił dla zapasów. Gest był podobno wyjątkowy, bo Jugosłowianin nie należał do ludzi wylewnych i rozdających komplementy. Nazywano go "papieżem zapasów". Światową federacją rządził twardą ręką.

"Ercegan w FILA ma pozycję wręcz nienaruszalną, przez nikogo nie podważaną, choć kontrowersji wokół jego posunięć było w przeszłości sporo" – pisał Andrzej Grygierczyk.

I taki facet dziękował Polakowi za wkład w rozwój dyscypliny. Piękny to obrazek...

Srebrny medal olimpijski Suprona, wywalczony na igrzyskach w Moskwie w 1980
Srebrny medal olimpijski Suprona, wywalczony na igrzyskach w Moskwie w 1980 © Wikipedia | Kontrola CC0

Oficjalne pożegnanie przyszło dopiero w 1987 roku w katowickiej hali Baildonu. Amdrzej miał 35 lat, trzynaście tytułów mistrza Polski i kilkanaście medali największych imprez. Przez około piętnaście lat należał do światowej czołówki.

Był efektowny, pewny siebie, czasem odbierany nawet jako zbyt pewny siebie. Na macie ta cecha jednak mu pomagała. Bo w zapaśniczej rywalizacji nie można schować się za kolegą. Trzeba liczyć wyłącznie na siebie.

Dlatego przez lata nazywano go "Profesorem zapasów".

"Profesor" zdobył niemal wszystko. Dziś kończy 74 lata.

Wybrane dla Ciebie