Plastry na nos z "Bravo Sport". Kultowy dodatek lat 90.

"Plaster, który doda ci skrzydeł!" – taki krzykliwy nagłówek ukazał się w kultowym "Bravo Sport". Obok Marcin Mięciel, napastnik Legii Warszawa, prezentował pasek przyklejony w poprzek nosa. Czytelnik dostawał taki sam jako dodatek do gazety.

Okładka numeru, w którym można było znaleźć "magiczne" plastryOkładka numeru, w którym można było znaleźć "magiczne" plastry
Źródło zdjęć: © domena publiczna | Bravo Sport
Tomek Sowa

Redakcja przekonywała, że dzięki podobnemu wynalazkowi Robert Korzeniowski zdobył olimpijskie złoto, a plastikowe sprężynki wewnątrz plastra zapewniają lepszy dopływ powietrza.

Wynalazek ten jawił się jak najszybszy i najskuteczniejszy sposób na poprawę swoich piłkarskich osiągnięć na podwórku. Za jedyne 1,30 zł. można było poczuć się jak profesjonalista. Numer ukazał się też pod koniec wakacji, więc w pierwszych dniach września na pierwszych wuefach pojawili się jegomoście z dodatkiem na nosie.

Co ciekawe, Marcin Mięciel nie dostał za sesję ani złotówki. "Zaprosili mnie i Czarka Kucharskiego" - wspominał po latach. Obaj piłkarze słyszeli wcześniej o kolarzach korzystających z podobnych plastrów, a przez pewien czas sami wierzyli w ich działanie. Stosowali je regularnie. Co innego dzieciaki, które biegły do kiosku po gazetę z tym dodatkiem. Zazwyczaj zachowywały zakup na "ten najważniejszy mecz". W trakcie zwykłych gierek przyklejali na nos klasyczny, apteczny plaster opatrunkowy.

Moda czy faktyczny wspomagacz?

Moda ta przywędrowała zza oceanu. W połowie lat dziewięćdziesiątych amerykańscy futboliści, wśród nich Jerry Rice, zaczęli pokazywać się z plastrami Breathe Right, które pierwotnie miały pomóc osobom chrapiącym w nocy. Kamery pokazywały je podczas meczów NFL. I właśnie stamtąd trafiły do innych dyscyplin. A potem do sportowców-amatorów.

Na Euro 1996 nosił je Pierluigi Casiraghi, strzelec dwóch bramek dla Włoch w meczu z Rosją; widywano je również u zawodników Portugalii, Bułgarii i Turcji. W Liverpoolu Robbie Fowler zrobił z podobnego plastra swój znak rozpoznawczy! Przykleił go też w meczu przeciw Polsce w Warszawie we wrześniu 1999 roku.

Cezary Kucharski w jednym z wywiadów przyznał telewizyjnemu reporterowi, że pomysł podpatrzył właśnie na mistrzostwach Europy. Nie wiedział jednak, czy inni noszą zwykłe plastry, czy może "specjalnie nasączone jakąś substancją". Klubowy lekarz Stanisław Machowski sugerował przed kamerą, że klejąca innowacja może mieć wpływ rozszerzanie oskrzeli i zwiększanie pojemności płuc. A prawda była taka, że… w pasku nie było żadnego tajemniczego preparatu, a jedynie dwie elastyczne listewki, które mechanicznie odciągały skrzydełka nosa.

Nie oznacza to, że plastry były całkowicie nieużyteczne…

Efekt placebo?

Rozszerzenie zastawki nosowej może zmniejszyć opór przepływającego powietrza, pomagając osobom z zatkanym nosem, zapadającymi się skrzydełkami czy niekiedy skrzywioną przegrodą. Nie leczy jednak przyczyny niedrożności, nie rozszerza oskrzeli i nie powiększa płuc. Podczas intensywnego wysiłku, gdy piłkarz oddycha także ustami, łatwiejsze wciąganie powietrza przez nos nie musi od razu oznaczać większej wydolności.

Trend był popularny nie tylko w Polsce czy USA. W 1997 roku brazylijska "Folha de S.Paulo" naliczyła ponad trzydziestu użytkowników plastrów w lidze stanowej São Paulo. Piłkarze podpatrzyli je u koszykarzy NBA. Ciekawie zachwyty zawodników skwitował lekarz Corinthians, Joaquim Grava, który poradził im, by… otworzyli usta. Inny lekarz, Wilfried Kindermann z Niemiec, przypominał w trakcie Euro 1996, że gole Casiraghiego nie stanowią dowodu skuteczności.

Marcin Mięciel także zmienił zdanie, mimo że na początku uważał, że działa. Później mówił raczej o efekcie placebo.

Nie zmienia to faktu, że w latach 90. plaster był ogromnym hitem. Nie wiem, czy ktoś posiada jeszcze tamten numer "Bravo Sport" z nieodpakowanym plastrem. Jeśli tak, to pewnie mógłby dziś nieźle zarobić. Albo może jeszcze czeka na ten "najważniejszy mecz".

Wybrane dla Ciebie