Jak Pavel Polc obok własnego domu pobił rekord świata

Loty narciarskie nie wybaczają błędów. W 1983 roku Pavel Ploc miał 18 lat, a jego rodzinny dom skał kilka metrów od skoczni w Harrachovie. Kilka sekund później był już rekordzistą świata i srebrnym medalistą...

Pavel PlocPavel Ploc
Źródło zdjęć: © Screen YouTube
Tomek Sowa

Harrachov dla Pavla Ploca był domem. Nie musiał przyjeżdżać do miasta obładowany walizkami i sprzętem. Ot, wstał rano, zjadł śniadanie, zabrał narty i poszedł na konkurs. Znał tamtejszą mamucią skocznię. Uwielbiał ją. Dla osiemnastoletniego Czechosłowaka mistrzostwa świata w lotach narciarskich w 1983 roku więc czymś szczególnym.

Harrachov - dawna górska osada, rozrastająca się w zimowy kurort, miała skocznię, na którą zwykły śmiertelnik spoglądał z przerażeniem. Na Čerťáku śmiałek wychodził z progu, a gdy ten element wykonał perfekcyjnie, to w kolejnej fazie szybował wysoko nad zeskokiem. Ten pułap był ogromny! Można było wręcz przestraszyć się wysokości. Ploc o tym wiedział. W jednym z wywiadów mówił nawet, że w lotach każdy musi się bać. Na normalnej skoczni można jeszcze poprawić pomyłkę. Na mamucie nie ma na to czasu. Od ruszenia z belki do lądowania wszystko dzieje się z taką prędkością, że nawet drobne wystawienie ręki albo zmiana pozycji ciała może wszystko zmienić…

A jednak ten chłopak miał drugiego dnia mistrzostw świata zrobić coś szczególnego.

Skok do historii

Konkurs rozpoczął się zgodnie z przewidywaniami. Matti Nykänen, niekoronowany król skoków, wygrał piątkowe loty. Armin Kogler, doświadczony Austriak, też pozostawał groźny. Klaus Ostwald z NRD jakby czaił się od pierwszego dnia Jeszcze nie błyszczał. Klasyfikacja była ciasna. Wystarczył jeden dobry skok albo nie udany i wszystko się zmieniało. Koniec końców okazało się, że o tytule zadecydują nie tylko metry, ale i odporność psychiczna.

Pavel Ploc presję od początku miał większą niż inni. Nie był anonimowym zawodnikiem. Był miejscowy. Jego dom stał niedaleko, w bocznej uliczce. Na trybuny przyszła rodzina. Jego ojciec, także Pavel Ploc, był znana postacią czechosłowackiego sportu. Trenował biathlon, był olimpijczykiem a później trenerem. W domu rządziła matka, Veronika, też pasjonatka sportu i jej imienniczka, siostra Palvla.

Kiedy 19 marca 1983 roku Ploc ruszył po rekord świata z progu wylatywał z szybkością ponad stu kilometrów na godzinę. Leciał wysoko. Czerwona kreska wyznaczająca punkt krytyczny leżała na 180 metrze. A on poleciał za nią! Sto osiemdziesiąt jeden metrów. O metr dalej niż dotychczasowy rekord Koglera. Był trzecim z Czechosłowaków, który wpisała się na listę rekordzistów świata w długości lotu narciarskiego, po Jiřím Rašce i Rudolfie Höhnlu Motejlku. Ten jego rekord nie wyglądał jednak spokojnie. Wylądował niepewnie, ale ustał. Próba dała mu srebrny medal.

Trener i polityk

Kariera Pavla Ploca nie zatrzymała się na Harrachovie. Urodzony w 1964 roku w Jilemnicach, wychowany sportowo w Harrachovie, zaczął skakać jako dziecko i szybko wszedł do światowej czołówki. Rok po rekordzie zdobył brązowy medal olimpijski na dużej skoczni w Sarajewie. W 1985 roku dołożył brąz mistrzostw świata w lotach w Planicy.

Pavel Ploc w 2013 roku
Pavel Ploc w 2013 roku © Wikipedia | David Sedlecký - Own work, CC BY-SA 3.0

Największy olimpijski sukces odniósł w Calgary w 1988 roku, zdobywając srebro na normalnej skoczni. W Pucharze Świata wygrał dziesięć konkursów, a sezon 1987/88 zakończył na drugim miejscu w klasyfikacji generalnej. Był jednym z tych zawodników, którzy łączyli starą szkołę skakania z nadchodzącą epoką coraz dalszych lotów. Po zakończeniu kariery pracował jako trener, prowadził młodzież, wrócił do Harrachova także jako gospodarz pensjonatu, a później zaangażował się w politykę…

Wybrane dla Ciebie