Historia z książki: Harold Abrahams
W 1924 roku Harold Abrahams został mistrzem olimpijskim w biegu na 100 metrów. Jego historię drobiazgowo opisali autorzy 7 tomu „Igrzysk lekkoatletów”. Jak chłopiec, który miał żyć tylko kilka godzin zgasił sprinterską potęgę Amerykanów?
Harold łamie monopol
Był poniedziałek, 7 lipca 1924 roku. Na paryskim stadionie zapanowała grobowa cisza. O 19:05 doktor Moir dał sygnał do startu. Sześciu najlepszych sprinterów globu, bez falstartu, pognało co sił. Trwał finał w biegu na 100 metrów mężczyzn – konkurencji widowiskowej, crème de la crème letnich igrzysk olimpijskich.
Do 40 metra szybkobiegacze sunęli równo. Ręka w rękę. Ale już później, z każdym krokiem, centymetr po centymetrze na czoło wychodził szczupły Anglik. Nazywał się Harold Abrahams. Tego dnia był bezkonkurencyjny. Setkę przebiegł w 10,6 s i zdobył złoty medal olimpijski. Chwilę po tryumfie szczerze się uśmiechał. Ale któż by tego nie zrobił. Abrahams w pokonanym polu zostawił całą amerykańską koalicję – na sześciu finalistów aż czterech pochodziło z USA – oraz Nowozelandczyka. Przerwał tym samym monopol sprinterów zza Atlantyku na zgarnianie olimpijskich laurów. Został też pierwszym europejskim zwycięzcą tej konkurencji. Sporo tytułów, jak na jeden bieg.
„Tygodnik Sportowy” tak relacjonował to przełomowe wydarzenie (pisownia oryginalna):
Porażka bolała Amerykanów tym bardziej, że jeszcze przed biegami eliminacyjnymi Grantland Rice, jeden z wysokich urzędników tamtejszej federacji, śmiało przekonywał redaktorów, że do Paryża wyjeżdża sprinterski gwiazdozbiór, najlepszy skład w dotychczasowej historii igrzysk.
Chłopiec, który przeżył
Mistrzem olimpijskim został lekkoatleta, którego widywano przy kuflu piwa, z cygarem w ręku. Chłopak z wyboistą drogą do złota. Harold urodził się 15 grudnia 1899 roku i był najmłodszym z sześciorga dzieci – synem Isaaca Abrahamsa, żydowskiego emigranta z Litwy mieszkającego w Bedford i Esthery, wywodzącej się z żydowskiej rodziny w Walii. Już kilka minut po porodzie myślano, że umrze – ważył tylko kilogram, był wcześniakiem. Nie trudno się domyślić, że medycyna sprzed ponad wieku – mimo ogromnych chęci – najczęściej przegrywała w takich przypadkach. Dni mijały. Mały Harold za nic miał sobie te smutne diagnozy. Przeżył.
Kiedy skończył 14 lat starsi bracia, Stanley i Adolphe, zabrali go ze sobą na słynny londyński Stamford Bridge. Obejrzał lekkoatletyczne zawody. Oczarowany zawodniczą szybkością i atmosferą rywalizacji, rozpoczął treningi. W 1920 roku wziął udział w Igrzyskach Olimpijskich w Antwerpii, ale nie zdobył złotego medalu. Wtedy jeszcze oglądał plecy amerykańskich zawodników, z Paddockiem na czele. Startując dla Uniwersytetu Cambridge w latach 1920-1924, odniósł serię zwycięstw nad Oxfordem w sprincie i skoku w dal. Stał się tym samym brytyjską nadzieją olimpijską.
Do francuskiej stolicy przyjechał dobrze przygotowany. Wszystko za sprawą intensywnego programu treningowego, realizowanego pod kierunkiem osobistego trenera lekkoatletyki Sama Mussabiniego – faceta, który zmienił jego sprinterskie wartości. Szkoleniowiec zdawał sobie sprawę z możliwości podopiecznego, dlatego sporo od niego wymagał. Jedna z opowieści mówi że, w czasie treningów układał na torze kartki papieru. Po starcie Abrahams miał biec tak, aby nabić wszystkie na podeszwę buta. Ile w tym prawdy? Nie wiadomo. Ale współpraca zaczęła przynosić efektywne rezultaty.
To on przed pamiętnym finałem w Paryżu poradził mu:
Posłuchał. Wiemy, jak to się skończyło. Ale co dalej?
Harold Abrahams – człowiek renesansu
Talent eksplodował. Spełnił pokładane w nim nadzieję i… już rok później zszedł z bieżni. W 1925 roku Abrahams doznał kontuzji, która zakończyła jego sportową karierę. Później został adwokatem, nadawcą radiowym i administratorem sportowym, pełniąc funkcję prezesa Brytyjskiej Rady Amatorskiej Lekkoatletyki w latach 1968-1975. Pisał szeroko o lekkoatletyce i był autorem wielu książek, w tym „The Olympic Games, 1896-1952”. Między innymi to jego życiorys stał się inspiracją dla twórców kultowego filmu „Rydwany ognia”. Co ciekawe, złoty medal olimpijski z Paryża został mu skradziony. Nigdy go nie odnaleziono. Zresztą, tak jak najcenniejszy – bo pierwszy w polskiej historii – krążek Haliny Konopackiej.
Nie bał się też mówić tego, co myśli. Bez kurtuazji odpowiedział na propozycję MKOl, który na początku lat 60. myślał o kontrowersyjnej zmianie przepisów uczestnictwa w igrzyskach. Otóż według działaczy w imprezie nie mogliby startować zawodnicy, którzy na wcześniejszych edycjach zdobyli tytuł mistrzowski. Harold tak odpowiedział:
Harold Abrahams zmarł 14 stycznia 1978 w Enfield. Philip Noel-Baker tak go scharakteryzował:
Książkę „Igrzyska lekkoatletów. Tom 7: Paryż” możesz kupić tutaj: