Henryk Mückenbrunn. „Mały, dziki diabeł”
Nie był idealnym skoczkiem, ale miał coś, czego nie dało się wytrenować – dziką odwagę i upór. Henryk Mückenbrunn, jeden z pionierów polskiego narciarstwa, potrafił wygrać zawody na pożyczonych nartach, przemierzać dziesiątki kilometrów przez Tatry, a później stać się legendą alpejskiego Chamonix. Jego życie było historią sportu, emigracji i gór, którym pozostał wierny aż do ostatniej chwili…
W oficjalnych zawodach pojawił się jako bardzo młody chłopak. Był rok 1920, kiedy siedemnastoletni Henryk Mückenbrunn wygrał juniorskie skoki na mistrzostwach Polski. Kariera przyśpieszyła. W 1922 roku zwyciężył w biegu juniorów w Zakopanem. Ustanowił też rekord skoczni. Ale nie był wtedy skoczkiem doskonałym. Wojciech Bajak, autor książki „Opowieści z dwóch desek”, zauważa:
|Czytaj też: Andrzej Marusarz, narciarz, ratownik, marynarz
„Mały, dziki diabeł”
Mimo to zaczął zaznaczać swoją obecność także poza krajem. Choćby w Westerowie (dzisiejsza Tatrzańska Polanka) w ówczesnej Czechosłowacji, gdzie stawał na podium w biegach i skokach. Swoją drogą z relacji gazety „Morgenzeitung”, która skrzętnie opisała zawody, można wywnioskować, jak trudne warunki mieli polscy sportowcy sprzed stu lat (pisownia oryginalna):
Mimo tych wszystkich niedoskonałości został potem Henryk rekordzistą Polski, lądując w Szumawie na 27. metrze. Rok później potwierdził, że stale się rozwija. Wygrał bieg główny na mistrzostwach związkowych, zdobył tytuł mistrza Polski na 18 kilometrów, a skokiem na 38 metrów poprawił własny rekord kraju. Był sportowcem wszechstronnym. Potrafił wygrywać na trasie, a zaraz potem walczyć o medale na skoczni. Śmiało można nazwać go jednym z pionierów polskiego narciarstwa.
Henryk Mückenbrunn u szczytu kariery
Najmocniej zabłysnął w połowie lat 20. W 1924 roku na mistrzostwach Polski w Krynicy wygrał konkurs skoków, zwyciężył w kombinacji norweskiej, zdobył tytuły w sztafecie i biegu z przeszkodami. Łącznie sięgnął po cztery mistrzostwa kraju! Był też brany pod uwagę do startu na igrzyskach w Chamonix, lecz ostatecznie nie wystąpił. Pisano, że przyczyną była kontuzja. Bardziej prawdopodobny jest jednak… brak pieniędzy. PKOl, bijący się ze spięciem budżetu, musiał kogoś wykreślić z olimpijskiej listy. I padło na Heńka.
W 1925 roku znów został mistrzem Polski w skokach i kombinacji. Wystartował też w zawodach FIS w Jańskich Łaźniach, które później uznano za pierwsze mistrzostwa świata w narciarstwie klasycznym. Rok 1926 przyniósł mu kolejny wielki moment. W Starym Smokowcu zwyciężył w biegu, a potem podczas prestiżowych zawodów w Nowym Mieście na Morawach zdobył tytuł mistrza Czechosłowacji. Publiczność i dziennikarze byli pod wrażeniem Polaków, bo narzucili rywalom tempo, którego inni nie potrafili wytrzymać. Znów nazywano ich „Diabłami”.
Henryk Mückenbrunn miał w sobie właśnie coś z takiego sportowego żywiołu. Był szybki, odważny, wszechstronny i nieustępliwy. Gdy rodzice sprzeciwili się jednemu z jego startów i ostentacyjnie zabrali mu narty oraz buty, to pojechał na zawody… z nartami siostry. I zwyciężył!
Francuskie dni
Jeszcze w 1926 roku wyemigrował do Francji i osiadł Chamonix. Tam szybko stał się znanym narciarzem, alpinistą i instruktorem. Startował nie tylko w zawodach narciarskich, ale także w skijöringu, saneczkarstwie i bobslejach. Uczył jazdy na nartach. Przyciągał klientów znajomością języków. Współtworzył podręcznik narciarski i prowadził własną szkółkę razem z Émile’em Allaisem, jednym z najwybitniejszych francuskich narciarzy epoki. Pracował również jako nauczyciel wychowania fizycznego na uniwersytecie w Lyonie, dawał lekcje tenisa, prowadził sklep sportowy i współposiadał hotel. Znów ta wszechstronność…
W czasie wojny ukrywał się przed okupantem, a zarazem przeprowadzał uciekinierów do Szwajcarii. W 1944 roku został schwytany przez gestapo. Trafił do więzienia, ale zdołał uciec. Po wojnie pomagał polskim narciarzom wracającym na alpejskie trasy. Zginął w marcu 1956 roku w rejonie Vallée Blanche, gdzie wraz z dwoma towarzyszami został zaskoczony przez śnieżną burzę i mróz. Umarł w górach, którym podporządkował całe życie.
Taki był Henryk Mückenbrunn. Dziś 123. rocznica jego urodzin.