Paavo Nurmi to sportowiec legendarny. Biegacz, który zrewolucjonizował całą dyscyplinę. Zapraszam na swój podcast, w którym opowiadam o jego życiu, karierze i charakterze.
Kwadrans po piętnastej, Paryż, lato 1924 roku. Dwóch Finów na ostatnim okrążeniu biegu na 5000 metrów walczy bark w bark o złoto. Jeden z nich twarz ma skupioną, posągową. Nie reaguje na rywali, na wrzawę trybun, nie przyspiesza nerwowo. Patrzy tylko na wskazówki, jakby biegł nie przeciwko ludziom, lecz przeciwko czasowi. To Paavo Nurmi – „Latający Fin”, „Wielki Niemowa”, człowiek, który zmienił bieganie z romantycznej szarpaniny w precyzyjnie zaplanowany proces.
W tym odcinku zabieram Cię w podróż przez całe jego życie: od biednego chłopaka z Turku, który ciągnął wózek z chlebem po stromych ulicach, po dziewięciokrotnego mistrza olimpijskiego, którego spokój na bieżni budził u rywali coś pomiędzy podziwem a przerażeniem. Opowiadam o rekordach świata, morderczym crossie w paryskim skwarze, o amerykańskim tourneé, które przyniosło mu fortunę… i kłopoty.
Zobacz inny, lekkoatletyczny odcinek: Mistrzowie: smutny i zapomniany
Nie zabraknie też polskiego wątku: wizyty Nurmiego w Warszawie, gdy na Stadionie Wojska Polskiego stanął naprzeciw Stanisława Petkiewicza. To był wieczór, w którym polski biegacz „pokonał Messiego swoich czasów” – i sprawił, że cała sportowa Polska oszalała.
Usłyszysz również, dlaczego Nurmi uchodził za bufona, jak wyglądały jego pionierskie treningi ze stoperem w dłoni i w jaki sposób Finlandia oddała mu hołd, powierzając mu zapalenie znicza olimpijskiego w Helsinkach w 1952 roku.
Na końcu odcinka czeka na Ciebie konkurs, w którym możesz wygrać książkę „Wrogowie” Michała Hasika z autografem autora.
Ten sam temat rozwijam szerzej w artykule na blogu, jeśli po odsłuchaniu będziesz miał niedosyt, zajrzyj tam po jeszcze więcej historii, cytatów i smaczków z życia człowieka, który twierdził:
„Ja tylko biegałem. Inni zrobili z tego legendę”.
Inspiracją to powstania podcastu był artykuł:

Urodziłem się w 1990 roku i nie mam prawa tego pamiętać, ale dzięki artykułom i internetowi zaciekawiła mnie rywalizacja Detroit Pistons i Chicago Bulls z lat 1988-1991. To wtedy rozpoczęła się droga Jordana na szczyt lecz początki lat 90 należały jeszcze do Tłoków których bezpardonowa, brutalna gra zdominowała ligę dając im dwa mistrzowskie tytuły. Lecz to był ich łabędzi śpiew a pałeczkę po nich przejęły Byki. Każdy pojedynek Tłoków i Byków był jak wojna, nikt się nie oszczędzał. Play-offy tych lat to najlepsze pojedynki jakie widział świat. Chciałbym zobaczyć to na własne oczy i przeżyć te emocje.