Momenty igrzysk: Pekin 2008, Islandia i Björgvin Páll Gústavsson
Koniec sierpnia 2008 roku. Reykjavík. Kibice oszaleli na punkcie piłkarzy ręcznych. Sześćdziesiąt tysięcy ludzi świętowało historyczny sukces. Warto zaznaczyć, że obecnie Islandię zamieszkuje około trzysta sześćdziesiąt tysięcy osób. Dużo? Mało? To teraz czas na prostą matematykę, która powinna coś zobrazować: w tamtej chwili na stołecznych placach i ulicach bawił się co szósty mieszkaniec tego państwa. To tak jakby w Warszawie, w jednym momencie, po ogromnym sportowym sukcesie, zgromadziło się siedem i pół miliona Polaków!
Srebrni medaliści olimpijscy byli zdumieni skalą sukcesu. Nie przypuszczali, że aż tak rozpromieni rodaków. Páll Gústavsson, który cztery lata wcześniej został wykreślony z olimpijskiej drużyny i nie pojechał do Aten, tak opisywał tamten turniej i fetę:
Pekin 2008, Islandia: po medal!
Marsz po srebro Islandczycy rozpoczęli od porażki z Niemcami. Kolejne mecze nie zapowiadały aż takiego sukcesu. Nie zmienia to jednak faktu, że potomkowie norweskich Wikingów, rozkręcali się z każdą kolejna grą. Po dwóch zwycięstwach, dwóch remisach i wspomnianej porażce zameldowali się w ćwierćfinale. Tam czekali już Polacy.
Fenomenalnie, zjawiskowo, imponująco – przysłówków określających dyspozycję Björgvina Pálla Gústavssona w tamtym meczu można by wymienić dziesiątki. Bramkarz bronił z blisko czterdziestoprocentową skutecznością. Biało-czerwoni trafili tego dnia na prawdziwy mur. Po słabej pierwszej i lepszej drugiej połowie, przegrali 30:32. Tym samym pożegnali się z marzeniami o medalach. Islandia grała dalej. I to jak! W półfinale dosłownie „staranowali” Hiszpanów (36:30). Dopiero w finale lepsza okazała się Francja.
Szczypiorniści wywalczyli czwarty medal w historii występów Islandczyków na igrzyskach olimpijskich. Wcześniej srebro zdobył trójskoczek Vilhjálmur Einarsson (1956 rok), judoka Bjarni Friðriksson (1984 rok) i tyczkarka Vala Flosadóttir (2000 rok). Wszyscy osiągali sukcesy w sportach indywidualnych. W 2008 roku swoją siłę pokazała jednak drużyna z tego niewielkiego kraju, zapisując się w historii igrzysk jako reprezentanci najmniejszego państwa, które zdobyło krążek w sportach zespołowych.
Pekin 2008, Islandia: przez system do sukcesu
Czy Pekin, srebro i tamta feta były przypadkowe? Czy były wyjątkiem potwierdzający regułę? Jeśli ktokolwiek tak pomyślał, to z błędu kilka lat później wyprowadzili go islandzcy futboliści. „Strákarnir okkar” (pol. nasi chłopcy) awansowali na Euro 2016 i rosyjski mundial w 2018 roku. Jak to więc możliwe? Mały kraj, niewielka liczba mieszkańców, nieodpowiednie warunki atmosferyczne, a takie sukcesy? Prócz sportowców, za tymi wydarzeniami stoi szeroko pojęty system, który władze tego niewielkiego państwa zaserwowały mieszkańcom.
Nim szczypiorniści dali swoim kibicom radość i niespotykane wcześniej emocje, przeszli długą drogę. Nie tylko turniejową, na której spotkali i odprawiali z kwitkiem handballowe potęgi. W kraju gdzie długie zimy bez przeszkód mogłyby usadzić obywateli przed telewizorami tak zorganizowano kulturę fizyczną, że niemal każdy ma do niej prosty i wygodny dostęp. Weźmy choćby trenerów. Już sześcioletnie dziecko trafia pod opiekę odpowiednio przeszkolonego i opłaconego fachowca, który zaraża go sportowym bakcylem. Nie inaczej ma się sprawa z bazą, która jest dostosowana do panujących na wyspie warunków atmosferycznych (całoroczne, ogrzewane hale). Ponad 110 islandzkich szkół posiada sztuczne mini boiska, na których młodzież bez przeszkód może rozwijać swoje pasje. Sport jest tam szalenie ważną dziedziną życia, która kreuje bohaterów.
Srebrni chłopcy trenera Guðmundura Guðmundssona udowodnili całemu światu, że mądre, długofalowe i konsekwentne zarządzanie sportem może przynosić sukcesy i szczęście. Bez względu na wielkość czy ilość. Natomiast Björgvin Páll Gústavsson, dowodził, że można wychowywać się w niewielkiej wiosce i zostać międzynarodowym bohaterem.
Źródło:
- https://www.olympic.org
- wikipedia.org
- Simon Kuper, Stefan Szymański: Futbonomia, wyd. SQN