41 lat, 112 gemów i siedem piłek meczowych. Mecz, który przeszedł do historii

Miał 41 lat, przegrał dwa pierwsze sety i obronił siedem piłek meczowych. Pancho Gonzales nie zamierzał jednak zejść z kortu pokonany. W 1969 roku rozegrał z Charliem Pasarellem w Wimbledonie 112 gemów, tworząc historię, która przetrwała całe dekady.

Pancho GonzalesPancho Gonzales
Źródło zdjęć: © domena publiczna
Tomek Sowa

24 czerwca 1969 roku. Pierwsza runda Wimbledonu. Kiedy Pancho Gonzales pojawia się na trawiastym korcie ma 41 lat. Naprzeciwko staje Charlie Pasarell, zawodnik o szesnaście lat młodszy. Różnica wieku jest spora. Można pomyśleć, że promuje Charliego. Ale po pierwszym secie nikt już nie ma wątpliwości. Staruszek Pancho, może i przegrywa seta, ale wrażenie robi wytrzymałość tenisisty i wynik: 24:22. Potem wydarzenia przybierają wręcz historyczny bieg…

Przez 45 kolejnych gemów żaden z nich nie potrafi przełamać rywala. Gonzales raz po raz ucieka spod topora. Broni jedenaście piłek setowych, zanim przy dwunastej Pasarell wreszcie dopina swego. Ten pierwszy set trwa tyle, ile niejedno całe spotkanie. Gra dłuży się. Zmrok ogranicza widoczność. Pancho protestuje. Twierdzi, że nie widzi piłki. Złości się na arbitra. Publiczność zaczyna go wygwizdywać. A Pasarell wykorzystuje chaos i wygrywa drugą partię 6:1.

Po dwóch setach wygląda na to, że stary mistrz zakosztuje porażki... Mecz zostaje przerwany.

Następnego dnia Wimbledon otula słońce. Gonzales wraca na kort i zaczyna odrabiać straty! Trzeci set przeciąga się do 16:14, na jego korzyść. Czwarty Amerykanin bierze 6:3. Zostaje piąty, który natychmiast przybiera dramatyczny przebieg.

Przy 4:5 Pancho przegrywa przy własnym serwisie 0:40. Trzy piłki meczowe dla Pasarella. A on broni wszystkie! Przy 5:6 sytuacja powtarza się: znowu 0:40, znowu trzy szanse na zakończenie meczu i… znowu żadna nie daje zwycięstwa 25-latkowi. Siódma piłka meczowa jest przy 7:8. Pasarell próbuje lobować. Ale piłka ląduje kilka centymetrów za linią.

Aut!

Pancho Gonzales jest potwornie zmęczony. Opiera się o rakietę. Liczy każdy krok, by oszczędzać siły. Czasami nawet nie rusza do piłek, których - jak ocenia - i tak nie uratuje. Ale kiedy trzeba serwować, to potrafi jeszcze wspiąć się na wyżyny. Przy 9:9 nagle przełamuje przeciwnika. Chwilę później sam wygrywa gema serwisowego bez straty punktu.

22:24, 1:6, 16:14, 6:3, 11:9. 112 gemów. Dwa dni. Siedem obronionych piłek meczowych.

Oficjalne kompendium Wimbledonu podaje 5 godzin i 12 minut gry. Przez następne 41 lat żaden mecz w historii turnieju nie trwał dłużej. Dopiero w 2010 roku John Isner i Nicolas Mahut rozegrali swój absurdalny, trzydniowy maraton…

Nawet w erze Open

Najbardziej niezwykłe w tej opowieści są: wiek Pancho i jego niebywała żywotność. Bo on, mimo goniących go lat, był jednym z gigantów tamtych czasów. Choć tenis nie zawsze był dla niego łaskawy.

Urodził się w Los Angeles w rodzinie meksykańskiego pochodzenia i właściwie nauczył się grać sam. Nie przechodził wielkich akademii. Rodziców nie było stać na prywatne lekcje. W 1948 i 1949 roku wygrał mistrzostwa USA, a mając 21 lat przeszedł na zawodowstwo. Decyzja ta oznaczała koniec startów w turniejach wielkoszlemowych. Profesjonaliści jeździli własnym tournee i grali między sobą. Pancho przez lata był budował swoja pozycję. A International Tennis Hall of Fame przypisuje mu aż osiem lat na światowym szczycie.


WIDEO
Tony Roche defeat Richard Pancho Gonzales - Forest Hills 1969

Kiedy w 1968 roku rozpoczęła się era Open, miał już czterdzieści lat. Nadal jednak potrafił eliminować zawodników młodszych o kilkanaście lat. Jeszcze w 1972 roku, kilka miesięcy przed 44. urodzinami, wygrał turniej w Des Moines. Karierę kończył z ponad setką tytułów.

Nigdy za to nie wygrał Wimbledonu. Ale przez te dwa dni czerwca 1969 roku zdążył zapisać się w historii turnieju. Co ciekawe, nie tylko samym meczem, ale i sprzętem, którego użył. Bo w tamtym starciu grał aluminiową rakietą firmy Spalding. Był jednym z pierwszych, który zamienił drewno na aluminium.

Wybrane dla Ciebie