#TegoDnia: 118 lat temu rozpoczęły się igrzyska olimpijskie w Londynie (1908)

Londyn 1908 - igrzyska nowoczesne i... pełne kłótni fot. domena publiczna

27 kwietnia 1908 roku w Londynie rozpoczęły się Igrzyska IV Olimpiady. Igrzyska te były nie tylko świętem sportu, ale i areną skandali i kłótni…

Pewnie, że można napisać o nich wiele. Przypomnieć rywalizację sportową albo momenty, które na zawsze zapisały się w historii olimpizmu. Ale dziś na londyńskie igrzyska spojrzymy od innej strony. Bo nie przypominały one spokojnego święta sportu. Był raczej areną kłótni, protestów, urażonych ambicji i decyzji sędziowskich, które jeszcze długo po zawodach wywoływały oburzenie…

|Czytaj też: Igrzyska olimpijskie 1940. Przerwany sen Finów

A miał być Rzym

Wszystko miało wyglądać inaczej. Pierwotnie igrzyska miały odbyć się w Rzymie, lecz po wybuchu Wezuwiusza Włosi musieli przeznaczyć pieniądze na odbudowę zniszczonych terenów. Sport schodził więc na dalszy plan. I wtedy na scenę wkroczyli Brytyjczycy. Londyn przyjął imprezę szybko i zapowiadał organizację z rozmachem. W rekordowym tempie powstał stadion White City, obiekt ogromny jak na ówczesne realia, mieszczący dziesiątki tysięcy widzów.

Tylko że za wielką fasadą czaił się spory chaos. Program był rozciągnięty w czasie. Przepisy nie zawsze jasne. Gospodarze zbyt często występowali w roli sędziów, organizatorów, będąc jednocześnie… stroną w sprawie. Niesmak powodował emocje, a te musiały w końcu eksplodować.

Pierwsze zgrzyty pojawiły się już na ceremonii otwarcia. Finowie, nie chcieli maszerować za rosyjską flagą, choć administracyjnie znajdowali się pod rosyjską jurysdykcją. Szwedów oburzyło to, że ich flaga nie została prawidłowo wywieszona. Amerykanie z kolei nie pochylili sztandaru przed królem Edwardem VII, co prasa brytyjska uznała za zniewagę. Od pierwszego dnia było jasne, że na londyńskich igrzyskach nie będzie tylko sportu. Polityka też lgnęła na stadion…

|Czytaj też: 105 lat od igrzysk w Antwerpii. Warto było?

Skandal w maratonie

Najgłośniejsza historia wydarzyła się w maratonie. Dystans poprowadzono od zamku w Windsorze do stadionu White City. W tym biegu wyznaczono długość 42 kilometrów i 195 metrów, która później stała się olimpijskim standardem. Na trasie biegacze padali z wyczerpania, cierpieli z powodu upału i tempa, którego wielu nie potrafiło utrzymać.

Na stadion jako pierwszy wbiegł Dorando Pietri, drobny cukiernik z Włoch. Publiczność oszalała. Przed metą Pietri zataczał się jednak jakby nie wiedział, gdzie faktycznie znajduje się finisz. Kilka razy nawet upadł. Sędziowie i lekarze podnosili go, prowadzili i wskazywali kierunek. W końcu przekroczył linię mety, lecz zwycięstwa mu nie przyznano. Protest Amerykanów był skuteczny. Włoch został zdyskwalifikowany, a złoty medal otrzymał Johnny Hayes z USA.

Szczerze mówiąc, trudno się dziwić temu protestowi, bo pomoc dla Pietriego wyraźna. Ale w tej historii jest jeszcze coś. Brytyjska publiczności, uznała Włocha za bohatera większego niż zwycięzca. Królowa Aleksandra wręczyła mu specjalny puchar, a jego dramatyczny finisz przeszedł do legendy.

Londyn 1908: sam ze sobą

Nie był to jednak jedyny skandal. Bieg na 400 metrów zamienił się w spór między Anglią i Stanami Zjednoczonymi. W finale Brytyjczyk Wyndham Halswelle walczył z amerykańskimi rywalami, którzy stosowali taktykę blokowania biegnącego przeciwnika. Dziś podobne zachowanie natychmiast spotkałoby się z reakcją sędziów. Ale w 1908 roku takiej jasności nie było. Rozjemcy unieważnili bieg i zarządzili powtórkę. Amerykanie odmówili startu. Halswelle pobiegł sam i zdobył chyba najdziwniejsze złoto olimpijskie w dziejach. Albo jedno z najdziwniejszych.

Londyn 1908: Wyndham Halswelle fot. domena publiczna
Londyn 1908: Wyndham Halswelle fot. domena publiczna

Awantura wybuchła także w przeciąganiu liny. Konkurencja ta pojawiła się bowiem w olimpijskim harmonogramie. Brytyjska drużyna, złożona z policjantów, wystąpiła w bardzo ciężkim obuwiu. Rywale twierdzili, że te buty dają gospodarzom olbrzymią przewagę. Brytyjczycy odpowiadali, że to zwykłe służbowe obuwie i że przepisy takiego elementu garderoby nie zabraniają. Protest przepadł, medal został w rękach gospodarzy. No i pozostał duży niesmak.

W tle tych wydarzeń rosło napięcie między Wielką Brytanią i Stanami Zjednoczonymi. Amerykanie zarzucali Anglikom stronniczość. Anglicy oskarżali Amerykanów o brak manier i zbyt brutalne podejście do rywalizacji. Gazety po obu stronach Atlantyku dolewały oliwy do ognia. Każda decyzja sędziego stawała się wręcz sprawą honoru, a każdy medal dowodem wyższości jednego narodu nad drugim.

Gaidzik z polską krwią

Nie należy jednak zapominać, że Londyn 1908 był także milowym krokiem dla olimpizmu. Zgromadziły więcej państw i zawodników niż poprzednie edycje. Program był bogaty, stadion imponujący, a wiele rozwiązań organizacyjnych pachniało nowoczesnością.

Dla Polaków były to igrzyska szczególne, choć Polska dopiero za dziesięć lat ponownie pojawiła się na mapach. Zawodnicy polskiego pochodzenia mogli startować tylko pod obcymi barwami. I w tej edycji znalazł się polski akcent. George Gaidzik, reprezentujący USA skoczek do wody, stanął na najniższym stopniu podium. George urodził się 1885 roku w Chicago jako syn polskich emigrantów. Ten jego brązowy medal był pewnym symbolem tamtych czasów. Przecież za ocean wyemigrowały tysiące Polaków…

0 0 Głosy
Ocena artykułu

Zobacz podobne:

Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 Komentarze
Najstarsze
Najnowsze Najczęściej oceniane
Informacje zwrotne w linii
Zobacz wszystkie komentarze