Mike Krzyzewski i niezwykła seria USA

Mike Krzyzewski fot. Christopher Johnson/CC BY-SA 2.0

Dla koszykarzy był mentorem, dla kibiców symbolem zwycięstw. Mike Krzyzewski w Rio de Janeiro po raz ostatni stanął na czele reprezentacji USA. Trzecie olimpijskie złoto z rzędu stało się ukoronowaniem jego niezwykłej kariery i zamknięciem epoki pełnej sukcesów.

Finały olimpijskie w koszykówce mężczyzn budzą ogromne emocje. To właśnie na igrzyskach można podziwiać największe gwiazdy NBA, które w barwach narodowych walczą o prestiż, honor i medale. Tak było również w Rio de Janeiro w 2016 roku, gdzie 21 sierpnia Amerykanie potwierdzili swoją dominację. Na ich czele stał Mike Krzyzewski, legendarny trener o polskobrzmiącym nazwisku…

Amerykanie przystąpili do turnieju w Rio jako obrońcy tytułu. Wcześniej triumfowali w Pekinie (2008) i Londynie (2012). Zespół prowadzony przez Mike’a Krzyzewskiego naszpikowany był gwiazdami NBA. W składzie znaleźli się m.in. Kevin Durant, Carmelo Anthony, Kyrie Irving, Klay Thompson czy DeMarcus Cousins.

|Czytaj też: #TegoDnia: 8 sierpnia 1992 r. „Dream Team” wygrał turniej olimpijski w Barcelonie

Droga do raju

Droga USA do finału nie była jednak wolna od wyzwań. W fazie grupowej zdarzały się mecze, w których rywale, a zwłaszcza Serbia i Francja, potrafili postawić się Amerykanom i utrzymywali wynik stykowy. Najtrudniejsza okazała się półfinałowa konfrontacja z Hiszpanią, tradycyjnym rywalem USA w koszykówce olimpijskiej. Mecz był napięty, pełen walki, ale ostatecznie Amerykanie zwyciężyli 82:76, zapewniając sobie grę o złoto.

W finale znów spotkali się z Serbią, która miała w składzie zawodników dobrze znanych z parkietów NBA i europejskiej koszykówki. Liderem drużyny był charyzmatyczny Miloš Teodosić, a obok niego grali Bogdan Bogdanović i młodziutki Nikola Jokić. Serbowie liczyli na powtórkę z wyrównanego meczu w fazie grupowej, ale tym razem różnica klas była wyraźna.

Od pierwszych znakomicie spisywał się Kevin Durant, który zdobył aż 30 punktów (10 trafionych rzutów na 19 prób), prezentując pełen repertuar swoich ofensywnych umiejętności: dynamiczne wejścia pod kosz i skuteczne rzuty z dystansu. Wspierał go DeMarcus Cousins, który w 17 minut gry zanotował imponujące 13 punktów i 15 zbiórek.

Serbowie nie potrafili znaleźć odpowiedzi na amerykańską intensywność i fizyczność. Mecz zakończył się wynikiem 96:66. Trzydzieści punktów, to jednak pogrom…

Ale mecz ten był też symbolicznym momentem końca pewnej ery.

|Czytaj też: Edward Jancarz i jego tragiczna historia. 79 lat temu narodziła się żużlowa legenda

Mike Krzyzewski, trener-legenda

To złoto było ukoronowaniem kariery trenera Mike’a Krzyzewskiego, który po Rio zakończył pracę z reprezentacją. Zatrudniono go w październiku 2005 roku. Pisano, że to jeden z najlepszych trenerów uniwersyteckich w Stanach Zjednoczonych. Zadanie miał trudne, bo był pierwszym wyłącznie akademickim szkoleniowcem, który objął kadrę naszpikowaną gwiazdami NBA. Mike potrafił jednak z nimi rozmawiać. “Coach K.”, bo tak o nim mówili, był profesjonalistą i – przede wszystkim – człowiekiem. Naturalnym, charyzmatycznym, nie bojącym się ciężkiej pracy. Broniły go też liczby, jakie osiągał na uniwersyteckich boiskach z Duke Blue Devils.

Tyle że na pierwszej poważnej imprezie z nim na ławce, mistrzostwach świata w Japonii, USA zdobyło brąz. Znów brąz! Dla wielu drużyn byłby to ogromny sukces, ale nie dla Amerykanów, którzy po trzecim miejscu w Atenach (2004) chcieli wrócić na zwycięską ścieżkę. Trener przeanalizował tamten turniej. Cierpliwie budował zespół.

“Lubię wyzwania. Człowiek powinien stawiać sobie najwyższe z możliwych celów. Jeśli mi się coś nie uda, wiem, że było to po prostu bardzo trudne do osiągnięcia. Dlatego nie boję się pójść na całość. Wtedy mam większe szanse, że zdobędę to, o co walczę” – mówił w jednym z wywiadów.

Koszykarze Duke University i Mike Krzyzewski Chairman of the Joint Chiefs of Staff/CC BY 2.0

Nie rzucał słów na wiatr. W 2008 roku w Pekinie przyszło złoto. Cztery lata później w Londynie kolejne. W 2016 ukoronowanie kariery w postaci trzeciego mistrzostwa. Jeśli dodamy do tego dwa mistrzostwa świata (w 2010 i 2014), to rysuje się obraz trenera, który nie przegrywał…

Polski wątek

Polscy kibice szczególną uwagę zwracali na nazwisko szkoleniowca. Krzyzewski rzeczywiście miał polskie korzenie. Jego rodzina wyjechała znad Wisły na początku XX wieku, prawdopodobnie z okolic Krakowa. Dorastał w Chicago, w dzielnicy, w której żyło wielu Polaków. Tyle że nigdy nie nauczył się języka przodków. W 1999 roku mówił:

“Jest mi bardzo przykro, ale nigdy nie nauczyłem się polskiego. Moi rodzice mówili po polsku, podobnie jak dziadkowie, którzy przyjechali do Stanów z okolic Krakowa. Ja byłem zbyt głupi, żeby się go nauczyć Czuję się Polakiem, ale nie znam polskiego. Nigdy nie byłem w Polsce, ale zamierzam tu przyjechać”.

Na emeryturę przeszedł w 2022 roku, po 47 latach pracy.

0 0 Głosy
Ocena artykułu

Zobacz podobne:

Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 Komentarze
Najstarsze
Najnowsze Najczęściej oceniane
Informacje zwrotne w linii
Zobacz wszystkie komentarze