Kiedy bramkarz staje się napastnikiem. Od nokautu Schumachera do tragedii na boisku

Mieli bronić bramki, ale przekraczali granicę. Schumacher, Stein, Wiese i wielu innych bramkarzy zapisało się w historii brutalnymi atakami na rywali...

Harald Schmacher chwilę przed zderzeniem z Patrickiem Battistonem Harald Schmacher chwilę przed zderzeniem z Patrickiem Battistonem
Źródło zdjęć: © facebook | Historia del futbol
Tomek Sowa

8 lipca 1982 roku. Sewilla. Półfinał mistrzostw świata pomiędzy Francją i RFN. Jest 1:1, a do końca meczu pozostaje nieco ponad pół godziny. Michel Platini zauważa lukę w niemieckiej defensywie i posyła znakomitą piłkę za plecy obrońców. Patrick Battiston dopiero kilka minut wcześniej wszedł z ławki. Teraz pędzi sam na bramkę.

Harald Schmacher rusza w jego kierunku.

Znienawidzony we Francji

Francuz jest pierwszy. Lekko przerzuca piłkę obok wychodzącego bramkarza. Futbolówka mija słupek, ale Battiston nie ma nawet czasu, by spojrzeć, gdzie poleciała. Rozpędzony Schumacher wyskakuje i z ogromną siłą wpada w przeciwnika biodrem i górną częścią ciała. Trafia go okolice głowy. Battiston bezwładnie spada na murawę…

Przez moment koledzy myślą o najgorszym. Francuz leży nieprzytomny. Stracił dwa zęby, ma uszkodzony kręg szyjny i pęknięte żebra. Lekarze wbiegają na boisko. Michel Platini wspomina potem, że wygląd kolegi był tak przerażający, iż obawiał się o jego życie.

A sędzia?

Charles Corver nie pokazuje nawet żółtej kartki! Nie ma czerwonej. Nie ma rzutu wolnego. Nie ma faulu! Gra zostaje wznowiona od bramki Niemców. Harald Schumacher stoi z boku. Czeka, aż służby medyczne zabiorą rywala. Ta pozorna obojętność sprawia, że dla milionów ludzi oglądających mundial staje się czarnym charakterem całego turnieju.


WIDEO
Schumacher collision with Battiston 82 

"Kiedy wszedłem na stadion w Strasburgu na pierwszy międzynarodowy mecz z Francją po tamtych mistrzostwach świata, poczułem się jak naturalnej wielkości lalka wisząca na szubienicy" – powie w jednym z wywiadów niemiecki golkiper.

Francuzi dali wówczas upust emocjom.

On tłumaczył, że zachował się tak obojętnie dlatego, że się przestraszył. Przyznał, że jego reakcja była formą ucieczki przed świadomością tego, co mogło się wydarzyć. Nazwał ją po prostu "tchórzostwem". Patrick Battiston z czasem mu wybaczył.

Mecz trwał dalej. Francja prowadziła w dogrywce już 3:1. Ale Niemcy doprowadzili do remisu. W rzutach karnych Schumacher obronił dwa strzały i dał im finał. Jednego wieczoru został bohaterem Niemiec i człowiekiem, którego we Francji wręcz znienawidzono. Zderzenie z Battistonem pozostaje jednym z najbardziej przerażających przykładów bramkarskiego wyjścia w przeciwnika. Nie jedynym. Bo pięć lat później brutalność miała już zupełnie inny charakter.

Nierozważny Uli Stein

28 lipca 1987 roku. Mecz Superpucharu Niemiec. Bayern Monachium gra z Hamburgerem SV. W 87. minucie jest 1:1, gdy Jürgen Wegmann po raz drugi tego wieczoru pokonuje Uliego Steina. "Die Roten" prowadzą 2:1. A HSV oddala się od trofeum. Zdruzgotany Stein leży na murawie. Napastnik rywali znajduje się obok. Bramkarz zaciska pięść i uderza go prosto w twarz.


WIDEO

Nie ma spóźnionego wyjścia, źle obliczonego lotu piłki ani decyzji podjętej w ułamku sekundy. Było już po akcji. Uli Stein stracił panowanie nad sobą.

"Nawet w szatni nie rozumiałem własnych działań. Nie wiedziałem nawet, że Bayern prowadzi 2:1" – zrelacjonuje po latach.

Za to zachowanie otrzymał czerwoną kartkę i dziesięć tygodni dyskwalifikacji. Dodatkowo włodarze HSV odsunęli go od zespołu. Wkrótce jego czas w Hamburgu dobiegł końca. Po latach bramkarz twierdził, że cała sytuacja była tylko pretekstem, by pozbyć się go z klubu. Tyle że Uli nie był boiskowym aniołkiem. Potrafił odmówić bronienia rzutów karnych czy pokazać kibicom środkowy palec. Zawsze uchodził za trudny charakter.

W 2002 roku Jens Lehmann też nie walczył o piłkę. Borussia Dortmund wygrywała na boisku Freiburga aż 5:1. Golkiper starł się w polu karnym z Soumaïlą Coulibalym. Zawodnik Freiburga znalazł się na ziemi, a bramkarz Borussii kopnął leżącego przeciwnika w udo. Sędzia tego nie zauważył. Nie było więc kartki, ale tym razem pomógł zapis z kamery.

Ludzie z niemieckiej federacji przeanalizowali nagranie i zawiesili Lehmanna na cztery spotkania. Borussia dołożyła jeszcze karę finansową. Sam zawodnik przepraszał potem, tłumacząc, że wcześniej poczuł silny ból w kolanie i w pierwszej chwili przestraszył się poważnej kontuzji. Przyznał jednak, że kopnięcie rywala było po prostu głupotą.

"Uciekła mi noga"

Jeszcze bardziej szokujące sceny miały miejsce pięć lat później w Buenos Aires.

2 maja 2007 roku. La Bombonera. Boca Juniors gra z Vélezem Sarsfield w 1/8 finału Copa Libertadores. Jest 25. minuta. W pole karne Vélezu leci dośrodkowanie. Gastón Sessa wychodzi z bramki. Rodrigo Palacio próbuje dojść do piłki. Sessa wyskakuje. I wystawia prawą nogę tak wysoko, że korkami trafia Palacio prosto w twarz.

Napastnik Boca nie ma czasu na reakcję. Upada zakrwawiony, z rozciętym czołem i okolicą oka. Tym razem arbiter nie ma wątpliwości. Czerwona kartka dla bramkarza i rzut karny. Martín Palermo jedenastki wprawdzie nie wykorzystuje, ale Boca i tak wygrywa 3:0.


WIDEO

Dla Sessy najgorsze miało dopiero nadejść. CONMEBOL zawiesił go na pół roku i dodatkowo na cztery spotkania Copa Libertadores. Przestał też pełnić funkcję kapitana drużyny. Sprawą zajmował się nawet wymiar sprawiedliwości, choć postępowanie ostatecznie umorzono.

Bramkarz usilnie próbował tłumaczyć, że "uciekła mu noga".

Mało kto wierzył tym słowom. Był wcześniej znany z wybuchowego charakteru, a argentyńska prasa przedstawiała kopnięcie Palacio jako kolejny akt utraty kontroli. Tym razem konsekwencje były znacznie poważniejsze niż kartka czy kilka meczów przerwy.

Minął rok. Niewiele brakowało, by Bundesliga oglądała podobne obrażenia.

Tylko żółta

7 maja 2008 roku. Derby północnych Niemiec: Hamburger SV gra z Werderem Brema. Chorwat Ivica Olić rusza za długim podaniem. Obok niego biegnie Naldo. Z bramki rusza Tim Wiese.

Bramkarz Werderu gwałtownie wyskakuje z wyprostowaną prawą nogą na wysokości głowy przeciwnika. Ivica w ostatniej chwili instynktownie odchyla głowę. Korki mijają jego twarz i zatrzymują się w okolicy barku i szyi. Gdyby Olić zareagował ułamek sekundy później, konsekwencje mogły tragiczne.


WIDEO

Tyle, że decyzja sędziego wywołała niedowierzanie, bo pokazał on tylko żółtą kartkę.

Tim pozostał na boisku, a Werder wgrał 1:0. Tyle że powtórki obiegły Niemcy. Przez lata przypominano tę akcję jako przykład skrajnej nieodpowiedzialności. Sam Wiese później przeprosił Olicia i zapewniał, że nie chciał zrobić mu krzywdy.

Każda z tych historii była trochę inna. A jest ich więcej. Tyle że żadna nie może równać się z tą ostatnią, gdy śmierć poniósł Jesus de Miguel Alameda...

Wybrane dla Ciebie