Opowieść o klubie, który może być kojarzony z dominacją, zwycięstwami i sukcesem. No i z pieniędzmi, przez które wielu go znienawidziło. Ci, którym taki wizerunek nie przeszkadza – wręcz przeciwnie – trwają przy nim wiernie. Bayern Monachium. Chyba ciężko znaleźć niemiecki zespół budzący tak skrajne emocje. Nim jednak opowiemy się po którejś ze zwaśnionych stron, warto przeczytać książkę Uliego Hesse „Bayern: globalny superklub”.

Zacznijmy od tego, że… nigdy nie byłem kibicem Bayernu. Należałem do tej grupy, która zawsze kibicowała jego przeciwnikom. Denerwowało mnie, gdy Czerwoni z Monachium sięgali po kolejne gwiazdy lub podkradali najlepszych grajków ligowym konkurentom. Nigdy też specjalnie nie zagłębiałem się w historię tego klubu. No bo po co? Dla mnie był to „gwiazdozbiór” bez tożsamości. Jakiż to był błąd! Ogromny jak południowa ściana Lhotse. Ale w porę naprawiony.

Jakiś czas temu w moje ręce trafiła książka „Bayern: globalny superklub” Uliego Hesse, opublikowana przez Wydawnictwo SQN. Dobra okładka, dopełniona nazwiskami polskich kibiców tego klubu, opinie czytelników zamieszczone w sieci i ewidentne luki w mojej wiedzy na temat Bayernu sprawiły, że zabrałem ją ze sobą na urlop. Dziś twierdzę, że trafiłem idealnie!

Uli Hesse, autor m.in. „Tor! Historia niemieckiego futbolu”, od pierwszych zdań, lekkim i przejrzystym językiem, prowadzi czytelnika przez dzieje „Die Roten”. Niełatwe – trzeba przyznać. Najpierw trafiamy do restauracji Gisela, gdzie 27 lutego 1900 roku, niejaki Franz John z dziesięcioma kompanami zakłada FC Bayern. Klub sprawnie i szybko rozwija się, ale nie unika problemów. Brak własnego stadionu, późniejsza pogarda ze strony nazistów (uważali, że FC Bayern to klub żydowski), albo wykluczenie z nowo powstałej Bundesligi – tylko umacniały wewnętrzne więzi i miłość stale rosnącej liczby członków klubu. Później poznajemy smak seryjnych zwycięstw, utalentowanych chłopaków z początku lat 70-tych ubiegłego stulecia, których sukcesy rywale przypisywali szczęściu (stąd określenie Bayern-Dusel) – choć wcale tak nie było. Zazdrość? Bardzo możliwe. Wszystko to podane jest spójnie i niezwykle ciekawie.

Franz John - ojciec założyciel Bayernu

Franz John – ojciec założyciel Bayernu

Hesse uzmysławia też, jak bardzo w Monachium szanuje się wychowanków i każdego piłkarza, który zostawił na czerwonym trykocie cząstkę siebie. Sepp Maier, Franz Beckenbauer czy Karl-Heinz Rummenigge to tylko przykłady, które stały się uosobieniem obustronnej miłości. Moje stereotypowe podejście, w myśl którego Die Roten to tylko zlepek dobrych piłkarzy-najemników, którym zależy tylko na monachijskich monetach i zwycięstwach, legł w gruzach wraz z ostatnim zdaniem tej książki. Jej autor udowodnił, że owszem Bawarczyków można kochać lub nienawidzić, ale istnieje też coś pomiędzy tymi skrajnościami.

Wydawnictwo SQN oddając w ręce czytelników, jedną z najlepszych jakie czytałem – o ile nie najlepszą – opowieść o historii konkretnego zespołu – trafiło w dychę. „Bayern: globalny superklub” „pożera się” szybko i przyjemnie. Książka ta nieco mnie nawróciła. Nie, nie zostałem wiernym kibicem Bayernu. Nie zapiszę się również do jego polskiego fanklubu. Jednak po poznaniu jego chimerycznej historii i ludzi, którzy ją tworzyli – zacząłem ten klub SZANOWAĆ. Co więcej, w niektórych meczach nawet mu kibicować. I to nie dlatego, że gra w nim Robert Lewandowski. Dziś po prostu wiem ile FC Bayern przeszedł, by być w miejscu, w którym obecnie się znajduje.

Za to wielkie dzięki Panie Hesse! Dzięki SQN!

Tytuł: Bayern: globalny superklub

Autor: Uli Hesse

Wydawnictwo: SQN

Liczba stron: 339

Ocena: 9/10


 

Tomek Sowa

Tomek Sowa

autor

Ciągle jeszcze młody, 29–letni twórca strony, na której jesteś. Mąż Aliny
i ojciec Antka i Franka, których zawsze stawia sobie na pierwszym miejscu. Fan sportu, historii, książek i filmu. Zatrudniony w jednym z bielskich przedsiębiorstw stara się połączyć pracę i pasje.

Podziel się: