O historii sportu można mówić na wiele sposobów: przez pryzmat bramek, pobitych rekordów, a nawet uwarunkowań społeczno-gospodarczych, czy politycznych danego okresu. Dzieje stadionowych zmagań można przedstawić również za pomocą sportowej fotografii, uchwycającej to, co niejednokrotnie wydawałoby się nieuchwytne. Dlatego też proponujemy naszym czytelnikom nowy dział: „Historia jednego zdjęcia”, w którym będziemy przedstawiać najważniejsze wydarzenia z dziejów kultury fizycznej, uwiecznione na fotograficznej kliszy. W pierwszej części historia kenijskiego biegacza, który przetarł szlaki swoim rodakom na olimpijskich, lekkoatletycznych arenach.

Finał olimpijski w biegu na 800 metrów mężczyzn – Tokio 16 października 1964 roku. Wśród startujących, z numerem 386 pojawia się czarnoskóry biegacz z Kenii – Wilson Kiprugut Chumo. Człowiek nieznany i niedoceniany. Chyba tylko garstka towarzyszących mu rodaków wiedziała, że urodził się w 1938 r., w mieście słynącym z uprawy herbaty – Kericho. Kiedy zaczynał swoją przygodę z bieganiem był 12-letnim uczniem. Miał talent i nic poza tym. Jak sam przyznał po latach, w jego czasach kenijskim biegaczom brakowało wszystkiego: trenerów, sprzętu, miejsc gdzie można było swobodnie doskonalić umiejętności. Tym bardziej nie powinien dziwić fakt, że Komitet Olimpijski z tego afrykańskiego kraju wysłał swoich sportowców na igrzyska dopiero w 1956 roku, do Melbourne. Niestety, debiutanci nie przywieźli do ojczyzny żadnych medali. Podobnie było cztery lata później – w Rzymie. Sukcesy przyszły dopiero,gdy sprawy w swoje ręce i nogi wziął Kiprugut.

Chociaż w Tokio, nie dawano Wilsonowi większych szans medalowych, część specjalistów zwracała uwagę na jego solidny i mocny start. Od pierwszych metrów starał się dyktować tempo, które w biegach eliminacyjnych, było dla konkurentów zabójcze. Oni po prostu oglądali jego plecy. Podobną taktykę zastosował w biegu finałowym. Znów parł do przodu, starając się uciec rywalom tyle, że ci uważnie go pilnowali. Kiedy do mety pozostało 200-300 metrów Kiprugut nieco osłabł, a Peter Snell z Nowej Zelandii (na zdjęciu pierwszy z prawej), George Kerr z Jamajki (drugi z prawej) i Kanadyjczyk Bill Crothers (na zdjęciu w okularach) rozpoczęli finisz. Snell i Crothers wyprzedzili Kenijczyka. Kerr również miał na to ochotę. Kiprugut nie chciał mu na to pozwolić. Ostatnie metry w wykonaniu obu czarnoskórych biegaczy to istna walka ramię w ramię. Kenijczyk mówił później, iż jamajski rywal próbował zepchnąć go z trasy. Nie przebierał przy tym w środkach, on odpłacił mu tym samym. Opłaciło się! Linię mety minął jako trzeci stając się jednocześnie pierwszym, kenijskim medalistą olimpijskim. Sportowcem wywodzącym się z kraju, który dopiero parę lat później stanie się potęgą biegów średnio i długodystansowych. Zwycięzcą tamtej rywalizacji został Peter Snell (1:45,1), srebro przypadło Billowi Crothersowi (1:45,6).


Tekst powstał dzięki współpracy z:


 

Tomek Sowa

Tomek Sowa

autor

Ciągle jeszcze młody, 28–letni „wynalazca” strony, na której jesteś. Mąż Aliny i ojciec Antka i Franka, których zawsze stawia sobie na pierwszym miejscu. Fan sportu, historii, książek i filmu. Zatrudniony w jednym z bielskich przedsiębiorstw stara się połączyć pracę i pasje.

Podziel się: