Dlaczego piłka ręczna to szczypiorniak? Kto i w jaki sposób pierwszy rzucił 100 punktów w meczu NBA? Czy Formuła 1 to sport tylko dla mężczyzn? Odpowiedzi na te pytania znajdziecie w kolejnej części sportowo-historycznych ciekawostek.

Dlaczego szczypiorniak?

Stanisław Grzmot Skotnicki

                           Grzmot Skotnicki Stanisław

Chociaż na całym świecie piłka ręczna nazywana jest handballem, to w Polsce popularniejsza jest nazwa „szczypiorniak”. Nie dość, że w tej drugiej nazwie nie ma niczego co związane jest  z piłką lub ręką, to jeszcze wymówienie tego słowa (przynajmniej dla zagranicznych kibiców) jest nie lada wyzwaniem. Skąd więc pomysł na takie nazewnictwo? Odpowiedzi na to pytanie musimy szukać

w Szczypiornie, dzielnicy Kalisza, która do 1976 roku była niezależną miejscowością. W 1915 roku, władze niemieckie utworzyły tam obóz dla internowanych. Zamykano w nim m.in. polskich działaczy niepodległościowych, żołnierzy Legionów Polskich

i wszystkich, którzy w jakikolwiek sposób zaszli za skórę niemieckiej władzy. Na 8 hektarach ziemi, oddzielonej od świata drutem kolczastym, w latach 1917-1918 o przeżycie walczyło prawie 4 tysiące polskich żołnierzy. Wśród nich znalazł się major Stanisław Grzmot-Skotnicki – człowiek niezwykły, odważny i otwarty na nowe. Nim trafił do niewoli służył w 1 Pułku Ułanów Legionów Polskich. Wśród współwięźniów cieszył się sympatią i szacunkiem, które wypracował sobie m.in. organizacją czasu w obozie. Zajęcia te zabijały codzienną nudę i monotonię. Dzięki jego inicjatywie internowani pierwszy raz złapali szmaciankę do rąk i zaczęli wymieniać podania. Skąd w ogóle pomysł na taką grę? Legenda głosi, że wojskowi sami ją wymyślili. Fakty jednak są inne.

Do obozu w Szczypiornie trafiała niemiecka prasa, w której sporo miejsca poświęcano nowej grze zespołowej. Opierała się na wymianie podań za pomocą rąk i rzucaniu piłki do bramek. Aby rozpocząć rywalizację nie trzeba było wiele: kawałek placu, dwie drużyny, bramki i wspomniana wcześniej „szmacianka” czyli po prostu piłka. Grzmot-Skotnicki co nieco przeczytał i w kilka dni wszystko to zorganizował. Poszczególne baraki stworzyły swoje drużyny i rozpoczęły zmagania. Z czasem reguły gry były ulepszane, a drużyny budowano według nacji. Swoje reprezentacje obozowe mieli Polacy, Serbowie, Rosjanie, a nawet Niemcy. Kiedy Polska odzyskała niepodległość, szczypiorniak był jedną z pierwszych dyscyplin, które uprawiano na masową skalę. W 1922 roku założono Polski Związek Palanta i Gier Ruchowych, w struktury którego włączono piłkę ręczną.


 

Wilt Chamberlain i jego setka

Wilt Chamberlain

Wilt Chamberlain

Rekordy, statystyki, liczby to coś, co dla prawdziwego fana koszykówki jest częścią składową  codzienności. Szczególnie tego związanego z NBA. Wśród dziesiątek tysięcy “naj, naj, naj” jest jedna szczególna liczba: 100. Tylko jeden gracz w historii amerykańskich parkietów rzucił tyle punktów w jednym meczu. Mowa o Wiltcie Chamberlainie. „Szczudło”, bo taki przydomek nosił czarnoskóry koszykarz, swój popisowy występ zaliczył w spotkaniu jego Philadelphia Warriors z New York Knicks, 2 marca 1962 roku. Być może ponadczasowy rekord nigdy by nie padł, gdyby nie koledzy z drużyny Wilta. Gdy do końca spotkania pozostało około 8 minut, Chamberlain poprawił, ustanowiony przez siebie, rekord punktów w jednym meczu, rzucając 79 oczek. Ale, ale! Zegar ciągle tykał, więc ekipa Warriors zmieniła taktykę i do ostatnich sekund grała na swojego środkowego, a ten… trafiał i trafiał. Na niecałą minutę przed końcem, publiczność oszalała: Wilt zdobył setny, historyczny punkt i chociaż miał jeszcze kilka sekund na wyśrubowanie rekordu, stanął w miejscu. Być może delektował się chwilą, lub rozmyślał, którą ze swoich kobiet tym razem zaciągnie do sypialni. Bo trzeba wiedzieć, że „Szczudło” był ogromnym bawidamkiem. I jeśli potraktujemy jego słowa na serio, to rekordy bił nie tylko na koszykarskim parkiecie…


 

Pierwsza kobieta w Formule 1

Ponoć kobieta za kierownicą samochodu to Bogini…pasażerowie się modlą, a przechodnie żegnają. To stereotypowe i bardzo tendencyjne stwierdzenie dla wielu pań jest krzywdzące. Wśród zranionych z całą pewnością znalazłaby się Maria Teresa de Filippis, Włoszka, która bez kompleksów zameldowała się w męskim świecie Formuły 1. Będąc jeszcze nastolatką musiała udowadniać, że “baba” za kierownicą nie jest gorsza od faceta. Prowokowana przez swoich starszych braci: Antonio i Giuseppe ścigała się z nimi po krętych ulicach w okolicy Neapolu. Robiła to nie tylko efektownie, ale i efektywnie.

Maria Teresa de Filippis

15 czerwca 1958 roku, w czasie Grand Prix Belgii, została pierwszą przedstawicielką płci pięknej, która zdobyła punkty wliczane do klasyfikacji generalnej. Prowadząc Maserati 250F jako 10 minęła linię mety. Warto dodać, że na finiszu zameldowała się ostatnia, gdyż 9 z 19 kierowców nie ukończyło tamtego wyścigu. Maria ścigała się jeszcze rok, zmieniając barwy Maserati na niemieckie Porsche. Nigdy jednak nie powtórzyła wyniku z belgijskiego toru Spa-Francorchamps.

Po rozstaniu ze sportem zajęła się rodziną. Nie unikała jednak odpowiedzi na pytania związane z Formułą 1. Gdy w 2006 roku dziennikarz zapytał ją czym różnią się współczesne wyścigi od tych, w których dane jej było uczestniczyć, odpowiedziała dość wymownie:

“W naszych czasach kierowcy byli przyjaciółmi. Jeździliśmy razem, mieszkaliśmy w tym samym hotelu. Dziś kierowcy nie wydają się iść razem. Po wyścigu po prostu wskakują do swoich prywatnych samolotów i znikają. Bardzo niewiele pozostało w tym sporcie “tego czegoś”, co towarzyszyło mi i moim kolegom w naszych czasach”

 


Podziel się: