Chyba nigdy w historii sport i polityka nie weszły ze sobą w tak głęboką komitywę. 15 czerwca 1969 roku wybuchła „wojna futbolowa” czyli konflikt na linii Salwador – Honduras.

 

Eliminacje do World Cup 1970. Tegucigalpa, stolica Hondurasu. Reprezentacja gospodarzy pokonuje gości z Salwadoru 1:0. Być może mecz mógł stać się jednym z wielu, gdyby nie ogromne napięcie pomiędzy rządami obu państw. Dzień przed wspomnianym spotkaniem, reprezentantom Salwadoru, spędzający noc w stołecznym hotelu, urządzono pod oknami „mini piekło”. To większe miało dopiero się rozpocząć. O co dokładnie chodziło? Nie do końca o futbol i sportową rywalizację czy jakieś kibicowskie porachunki. Na tę płaszczyznę przeniesiono tylko polityczne problemy. Głównym zarzewiem konfliktu byli salwadorscy rolnicy, którzy osiedlali się na przygranicznych terenach Hondurasu. Władze tego kraju starały się odesłać przybyszów w macierzyste strony. Widząc co się dzieje, salwadorscy politycy, słusznie przypuszczali, że fala powrotów biednych rolników może zaostrzyć sytuację wewnętrzną w ich kraju. Chodziło również o potężne obszary ziemskie, które w wyniku takiej migracji, musiałby zostać podzielone. Co więcej, ludzie, z biedy, z rozgoryczenia i nie mając nic do stracenia mogli formować antyrządowe organizacje. Wojna domowa w Salwadorze, mogła stać się faktem. Sprytni politycy, przy użyciu odpowiednich narzędzi, czytaj mediów, rozpoczęli propagandową wojnę. Obie strony obrzucały się wzajemnymi oskarżeniami, nienawiść pomiędzy narodami rosła, a do tego… piłkarskie reprezentacje zwaśnionych stron musiały rozegrać wspomniane mecze eliminacyjne. Ten pierwszy, w Hondurasie, już krótko opisałem. Ten drugi, w Salwadorze, krótko opisać nie sposób.

 

Demonstracje nienawiści w Salwadorze

Demonstracje nienawiści w Salwadorze

Kadra gości, na stadion dostawała się wozami pancernymi. Jakby tego było mało, w czasie odgrywania hymnu Hondurasu, kibice wyli i gwizdali, a później, gdy na maszt zamiast flagi gości wciągnięto jakąś starą szmatę, śmiali się i klaskali. Nie wierzę, że nastrój nie udzielił się samym zawodnikom. Napompowani do granic możliwości futboliści z Salwadoru zwyciężyli w tym meczu 3:0. Ku uciesze tłumu i rządu. Ale to nie był koniec. Po spotkaniu, w starciach pomiędzy kibicami obu drużyn, zginęły dwie osoby. Rzesze stały na ulicach i manifestowały swoją nienawiść do Hondurasu. W radio pojawiły się komunikaty, pochlebiające takim zachowaniom! Mając tak nastawione społeczeństwa, rządy obu państw zerwały stosunki dyplomatyczne. 14 lipca 1969 roku, armia Salwadoru wkroczyła na tereny sąsiada. Tak o tym wydarzeniu pisał w swoim telegramie Ryszard Kapuściński, wybitny polski reportażysta i dziennikarz:

„TEGUCIGALPA (HONDURAS) PAP 14 LIPCA VIA TROPICAL RADIO RCA DZISIAJ SZÓSTA WIECZOREM ROZPOCZĘŁA SIĘ WOJNA SALWADORU Z HONDURASEM LOTNICTWO SALWADORU ZBOMBARDOWAŁO CZTERY MIASTA HONDURASU STOP JEDNOCZEŚNIE WOJSKA SALWADORU PRZERWAŁY GRANICE HONDURASU USIŁUJĄC WEDRZEĆ SIĘ W GŁĄB KRAJU STOP W ODPOWIEDZI NA ATAK AGRESORA LOTNICTWO HONDURASU ZBOMBARDOWAŁO WAŻNIEJSZE OBIEKTY PRZEMYSŁOWE I STRATEGICZNE SALWADORU A SIŁY LĄDOWE PODJĘŁY DZIAŁANIA OBRONNE.”

Walki zbrojne trwały 100 godzin. 18 lipca 1969 roku zawieszono broń, co nie znaczy, że strony konfliktu nagle zaczęły pałać do siebie sympatią. Nic z tych rzeczy. Traktat  pokojowy pomiędzy Salwadorem i Hondurasem podpisano dopiero w 1980 roku!

Termin „wojna futbolowa”, choć mocno związany ze sportem dla wielu osób jest mylący. Nie, ta wojna nie zaczęła się na piłkarskim boisku. Jej przyczyną nie była porażka sportowa. Do tego konfliktu, rządząca Salwadorem junta przygotowywała się od miesięcy. Manipulując społeczeństwem doprowadziła do eskalacji nienawiści, którą w sprytny sposób wykorzystano na stadionie. W tej wojnie, sport stał się narzędziem i z całych sił, takie działanie, każdy kibic powinien potępiać.


Tomek Sowa – ciągle jeszcze młody, 27 – letni „wynalazca” strony, na której jesteś. Mąż Aliny i ojciec Antosia, których zawsze stawia sobie na pierwszym miejscu. Fan sportu, historii, książek i filmu. Zatrudniony w jednym z bielskich przedsiębiorstw stara się połączyć pracę i pasje.

Podziel się: