W skokach narciarskich największe owacje towarzyszą najdłuższym skokom. To chyba jasne. Ani  piękna sylwetka w trakcie lotu, ani wybitne lądowanie nigdy nie wzbudzą tylu emocji, co soczysty lot „na sam dół” zeskoku. W historii tego sportu wielokrotnie bito nieoficjalny rekord w długości skoku, trzeba przy tym wiedzieć, że trzykrotnie uczynili to Polacy.

W skokach narciarskich największe owacje towarzyszą najdłuższym skokom. To chyba jasne. Ani piękna sylwetka w trakcie lotu, ani wybitne lądowanie nigdy nie wzbudzą tylu emocji, co soczysty lot „na sam dół” zeskoku. W historii tego sportu wielokrotnie bito nieoficjalny rekord w długości skoku, trzeba przy tym wiedzieć, że trzykrotnie uczynili to Polacy. Pierwszym był Stanisław Marusarz. Wszechstronnie utalentowany Zakopiańczyk zadanie miał nie lada ciężkie. W latach 30-tych XX wieku, narciarstwo klasyczne, a więc i skoki zdominowane było przez Norwegów. To oni dyktowali warunki. Brakowało im jednak klasy. O ich przerośniętym ego i nadmiernym ignorowaniu rywali niech świadczy historia, która miała miejsce w 1935 roku, w czasie zawodów w (jugosłowiańskiej wówczas) Planicy. Polak zameldował się na „Olbrzymce”, zaprojektowanej przez Stanko Bloudka w genialny sposób. We wszystkich treningach przeskakiwał norweskie gwiazdy. Sposób w jaki to robił nie pozostawiał złudzeń – to on musiał wygrać te zawody. I wygrał. Tyle, że przed ich oficjalnym rozpoczęciem Skandynawowie wycofali się. Powód był błahy i mocno naciągany: Reidar Andersen i spółka powołali się na zakaz rywalizacji na „mamutach”, który wydali działacze. Wszyscy przybyli zawodnicy skakali – oni nie. Ciąg dalszy absurdu miał miejsce po konkursie. Widząc, że Marusarz w swojej najlepszej próbie uzyskał 87,5 metra norweska ekipa zgłosiła chęć pobicia rekordu świata. Oczywiście wyczyn miał mieć miejsce w nieoficjalnych próbach. Podnieceni takim obrotem spraw organizatorzy wydali pozwolenie, liczyli bowiem, że na ich skoczni ktoś przeskoczy magiczną odległość 100 metrów. Norwegowie ruszyli. Najlepszy z nich – Andersen już w pierwszym podejściu zanotował skok na odległość 91 metrów. Tylko o metr gorszy od najlepszego wyniku w historii. Stanisław Marusarz nie wytrzymał. Ruszył w stronę rozbiegu. Duma i honor nakazywały mu podjąć rzuconą rękawicę. Mimo zmęczenia pobił wyczyn norweskiego skoczka Uzyskał 93 metry i rekord świata! Kilka minut później Reidar Andersen odpowiedział i wylądował metr dalej niż Polak. Zakopiańczyk ponownie musiał skakać. Wychodząc na rozbieg zatrzymał się w okolicach progu i usypał niewielką górkę, która miała pomóc mu w lepszym wybiciu. Gdy już jechał w dół spostrzegł, że jego budowla zniknęła. Usunęli ją norwescy zawodnicy. Pomimo takiej niespodzianki skoczył 95 metrów (niektórzy mówili nawet o 97 metrach). Rekord znów należał do Polaka. Ambitny Norweg podjął kolejną, ostatnią jak się później okazało przymiarkę. Wylądował na 99 metrze. Zmęczony Marusarz postanowił odpuścić. Jego organizm i tak był już przesadnie obciążony i kolejny skok mógł skończyć się beznadziejnie. 14 marca 1987, do tego dnia przyszło polskim kibicom czekać na kolejny, najdłuższy w historii skok, którego autorem był Polak. Konkretnie, pochodzący z Buczkowic, Piotr Fijas. Najwyższy zawodnik ówczesnej edycji Pucharu Świata (189 cm wzrostu) lubował się w mamucich skoczniach. Gdy wychodził na belkę startową w czasie zawodów (a jakże by inaczej) w Planicy mało kto spodziewał się, że za parę sekund nastąpi wydarzenie historyczne. Fijas ruszył, odbił się piekielnie mocno i pofrunął na 194 metr. Wszystko to działo się w czasach, gdy chyba tylko Szwed Jan Boklev myślał o „stylu V”. Nikt nigdy, ani przed, ani po Fijasie nie skoczył tak daleko „stylem klasycznym”. Dopiero po 7 latach jego wynik pobił Martin Höllwarth. Oczywiście uczynił to popularną dziś „fałką”. Ostatnim Polakiem, który widniał na szczycie listy rekordzistów świata był Adam Małysz. Trzeba przy tym przyznać, że jego panowanie było krótkie i niesamodzielne. W czasie jednego z treningów na Letanicy, w marcu 2003 roku, wyrównał wynik Andreasa Goldbergera. Skoczył 225 metrów. Parę minut później obu panów zdetronizował Fin Matti Hautamäki. Wylądował 2,5 metra dalej. Trzy dni później jeszcze poprawił swój wynik uzyskując ostatecznie 231 metrów.

Stanisław Marusarz – pierwszy polski rekordzista świata w długości skoku.

Pierwszym był Stanisław Marusarz. Wszechstronnie utalentowany Zakopiańczyk zadanie miał nie lada ciężkie. W latach 30-tych XX wieku, narciarstwo klasyczne, a więc  i skoki zdominowane było przez Norwegów. To oni dyktowali warunki. Brakowało im jednak klasy. O ich przerośniętym ego i nadmiernym ignorowaniu rywali niech świadczy historia, która miała miejsce w 1935 roku, w czasie zawodów w (jugosłowiańskiej wówczas) Planicy. Polak zameldował się na „Olbrzymce”, zaprojektowanej przez  Stanko Bloudka w genialny sposób. We wszystkich treningach przeskakiwał norweskie gwiazdy. Sposób w jaki to robił nie pozostawiał złudzeń – to on musiał wygrać te zawody. I wygrał. Tyle, że przed ich oficjalnym rozpoczęciem Skandynawowie wycofali się. Powód był błahy i mocno naciągany: Reidar Andersen i spółka powołali się na zakaz rywalizacji na „mamutach”, który wydali działacze. Wszyscy przybyli zawodnicy skakali – oni nie. Ciąg dalszy absurdu miał miejsce po konkursie. Widząc, że Marusarz w swojej najlepszej próbie uzyskał 87,5 metra norweska ekipa zgłosiła chęć pobicia rekordu świata. Oczywiście wyczyn miał mieć miejsce w nieoficjalnych próbach. Podnieceni takim obrotem spraw organizatorzy wydali pozwolenie, liczyli bowiem, że na ich skoczni ktoś przeskoczy magiczną odległość 100 metrów. Norwegowie ruszyli. Najlepszy z nich – Andersen już w pierwszym podejściu zanotował skok na odległość 91 metrów.  Tylko o metr gorszy od najlepszego wyniku w historii. Stanisław Marusarz nie wytrzymał. Ruszył w stronę rozbiegu. Duma i honor nakazywały mu podjąć rzuconą rękawicę. Mimo zmęczenia pobił wyczyn norweskiego skoczka Uzyskał 93 metry i rekord świata! Kilka minut później Reidar Andersen odpowiedział i wylądował  metr dalej niż Polak. Zakopiańczyk ponownie musiał skakać. Wychodząc na rozbieg zatrzymał się w okolicach progu i usypał niewielką górkę, która miała pomóc mu w lepszym wybiciu. Gdy już jechał w dół spostrzegł, że jego budowla zniknęła. Usunęli ją norwescy zawodnicy. Pomimo takiej niespodzianki skoczył 95 metrów (niektórzy mówili nawet o 97 metrach). Rekord znów należał do Polaka. Ambitny Norweg podjął kolejną, ostatnią jak się później okazało przymiarkę. Wylądował na 99 metrze. Zmęczony Marusarz postanowił odpuścić. Jego organizm i tak był już przesadnie obciążony i kolejny skok mógł skończyć się beznadziejnie.


14 marca 1987, do tego dnia przyszło polskim kibicom czekać na kolejny, najdłuższy w historii skok, którego autorem był Polak. Konkretnie, pochodzący z Buczkowic, Piotr Fijas. Najwyższy zawodnik ówczesnej edycji Pucharu Świata (189 cm wzrostu) lubował się w mamucich skoczniach. Gdy wychodził na belkę startową w czasie zawodów (a jakże by inaczej) w Planicy mało kto spodziewał się, że za parę sekund nastąpi wydarzenie historyczne. Fijas ruszył, odbił się piekielnie mocno i pofrunął na 194 metr. Wszystko to działo się w czasach, gdy chyba tylko Szwed Jan Boklev myślał o „stylu V”. Nikt nigdy, ani przed, ani po Fijasie nie skoczył tak daleko „stylem klasycznym”. Dopiero po 7 latach jego wynik pobił Martin Höllwarth. Oczywiście uczynił to popularną dziś „fałką”.


Ostatnim Polakiem, który widniał na szczycie listy rekordzistów świata był Adam Małysz. Trzeba przy tym przyznać, że jego panowanie było krótkie i niesamodzielne. W czasie jednego z treningów na Letanicy, w marcu 2003 roku, wyrównał wynik Andreasa Goldbergera. Skoczył 225 metrów. Parę minut później obu panów zdetronizował Fin Matti Hautamäki. Wylądował 2,5 metra dalej. Trzy dni później jeszcze poprawił swój wynik uzyskując ostatecznie 231 metrów.


Tomek Sowa

Tomek Sowa

autor

Ciągle jeszcze młody, 28–letni „wynalazca” strony, na której jesteś. Mąż Aliny i ojciec Antosia, których zawsze stawia sobie na pierwszym miejscu. Fan sportu, historii, książek i filmu. Zatrudniony w jednym z bielskich przedsiębiorstw stara się połączyć pracę i pasje.

Podziel się: