Śmierć na receptę. Wstrząsająca historia Birgit Dressel

Birgit Dressel była jedną z największych nadziei zachodnioniemieckiej lekkoatletyki. Zmarła w wieku 26 lat, po latach leczenia, setkach iniekcji i stosowaniu wielu preparatów. Jej śmierć odsłoniła ciemną stronę medycyny sportowej.

Birgit Dressel Birgit Dressel
Źródło zdjęć: © olympedia.org | nieznany
Tomek Sowa

Sarajewo, luty 1984 roku. Na stadionie Koševo płonie olimpijski znicz. Na trybunach powiewają flagi. Sport na chwilę znów znajduje się w centrum uwagi świata. Do byłej Jugosławii przyjeżdża ponad 1200 zawodników z 49 państw. Klasyfikację medalową wygrywają reprezentanci NRD, jedna z największych powojennych potęg sportowych. Polityczne podziały są widoczne nawet na podium, choć podczas transmisji liczą się głównie wyniki. Laboratoria, gabinety lekarzy czy apteczki zawodników pozostają poza kadrem. A jak się po latach okaże - odgrywają wówczas wielką rolę w rywalizacji.

Cena wyniku

Birgit Dressel nie startuje w Sarajewie. Igrzyska ogląda w domu, rozpoczynając przygotowania do swojego występu olimpijskiego. Ten nadchodzi kilka miesięcy później, latem w Los Angeles. Birgit reprezentuje Republikę Federalną Niemiec w siedmioboju, jednej z najbardziej wyniszczających konkurencji lekkoatletycznych. Przez dwa dni musi biegać przez płotki i na 200 oraz 800 metrów, skakać wzwyż i w dal, pchać kulą i rzucać oszczepem. Zajmuje dziewiąte miejsce. Medalu nie zdobywa, ale ma 24 lata i czas, żeby zaatakować światową czołówkę. Dwa lata później jest już czwarta na mistrzostwach Europy w Stuttgarcie. Zostaje też mistrzynią RFN i osiąga życiową formę.

Ma jednak problemy, bo jej organizm nie rozwija się tak harmonijnie, jakby wskazywały wyniki.

Od początku lat 80. cierpi na chroniczne bóle biodra i kręgosłupa. Pojawiają się zmiany w obrębie dysków, problemy z kolanami, przesunięcie miednicy i przeciążenia, które w normalnych okolicznościach oznaczałyby dłuższy odpoczynek. Ale w jej przypadku było inaczej - szukano sposobu, żeby zawodniczka mogła trenować dalej. I tu zaczyna się ciemna strona jej historii.

Jedną z najważniejszych osób systemie "leczenia" staje się profesor Armin Klümper, lekarz sportowy z Freiburga. Przez jego gabinety przewijają się znani zachodnioniemieccy sportowcy. W środowisku ma opinię człowieka potrafiącego stawiać zawodników na nogi nawet wtedy, gdy inni rozkładają ręce. Dressel ufa mu podobnie, jak wielu innych. W jej dokumentacji medycznej pojawiają się setki iniekcji, rozmaite preparaty przeciwbólowe, środki regeneracyjne i substancje, których wskazania trudno pogodzić ze stanem młodej lekkoatletki. Od 1986 roku otrzymuje również sterydy anaboliczne. Granica pomiędzy leczeniem a wspomaganiem wyniku zaczyna zanikać…

Birgit Dressel nie widzi w tym nic niezwykłego. Raz matka pyta ją o lekarstwa. W odpowiedzi córka rzuca:

"Wszyscy je biorą. To nic takiego".

Granica, której nie było

W 1986 roku lekkoatletka otrzymuje ostrzeżenie. Horst Leo Klehr, farmaceuta z Moguncji i działacz lekkoatletyczny, zwraca uwagę na zmiany w jej wyglądzie. Od lat interesuje się dopingiem i zna skutki stosowania anabolików. Rozmawia z nią podczas zawodów, mówi o zagrożeniach związanych z hormonami. Zawodniczka wydaje się być spokojna. Odpowiada, że zmiany na pewno są "odwracalne".


WIDEO

Być może jak na złość, ale Birgit zaczyna robić postępy sportowe. W 1986 roku awansuje do światowej czołówki. Czwarta lokata na europejskim czempionacie w Stuttgarcie sprawia, że zaczyna być wymieniana wśród najpoważniejszych nadziei zachodnioniemieckiej lekkoatletyki przed mistrzostwami świata w Rzymie i igrzyskami olimpijskimi w Seulu. Na początku 1987 roku przebywa na zgrupowaniu kadry w Nowej Zelandii. 4 lutego w Auckland uzyskuje 6201 punktów w godzinnej odmianie siedmioboju. Wynik ten tylko utwierdza ja w przekonaniu, że droga, którą obrała, jest słuszna.

Niecałe trzy miesiące później nie żyje.

Jeszcze pod koniec lutego sportsmenka odwiedza Klümpera. Lekarz opisuje ją jako osobę w znakomitym stanie. Mówi o szczycie formy. Dopiero po jej śmierci w dokumentacji medycznej wyczytano, że cierpiała na przewlekłe dolegliwości aparatu ruchu, problemy z kręgosłupem, kolanami i podatność na infekcje. Jej organizm wystawiono na długotrwałe działanie wielu substancji. Podczas jednej z ostatnich wizyt dostaje mieszaninę licznych preparatów. Wśród stosowanych wobec niej metod pojawiają się również preparaty komórkowe, których wpływ na reakcję immunologiczną staje się później jednym z elementów analiz dotyczących jej śmierci.

W pierwszych dniach kwietnia powraca ból dolnego odcinka kręgosłupa. Pojawia się podczas treningu pchnięcia kulą. Dla Birgit to żadna nowość, przecież podobne dolegliwości miała już kilka razy. Problem w tym, że wcześniej sobie z nimi radziła. Tym razem jednak ból nie znika.

Organizm mówi "dość!"

7 kwietnia 1987 roku trafia do ortopedy w Moguncji. Otrzymuje środki przeciwbólowe. Nie pomagają. Potem są kolejne wizyty, preparaty i próby opanowania objawów. Im większy jest ból, tym bardziej intensywna staje się farmakologiczna odpowiedź. W ciągu następnych dni Dressel trafia pod opiekę coraz większej liczby lekarzy. Każdy z nich widzi fragment problemu: a to kręgosłup, nerki, układ nerwowy albo możliwe zatrucie. Serwowane są kolejne lekarstwa. Młoda, wytrenowana kobieta cierpi coraz bardziej, a wokół niej pojawiają się kolejni specjaliści z nowymi diagnozami i… lekami. Nikt nie potrafi zatrzymać tego mechanizmu.

Lekkoatletka zaczyna mieć poważne problemy ze snem. Jej ciało staje się niezwykle wrażliwe na dotyk i zimno. W pewnym momencie dochodzą zaburzenia pracy nerek. Trafia do kliniki uniwersyteckiej w Moguncji. Badania nie potwierdzają jednak tego problemu. Zostaje przeniesiona dalej. Medycy próbują przede wszystkim pomóc jej uśmierzyć ból. Dostaje kolejne wlewy i środki przeciwbólowe, w tym preparaty zawierające metamizol. Późniejsze ekspertyzy wskazują, że przedawkowanie tego środka w dniu śmierci mogło przyczynić się do wystąpienia wstrząsu prowadzącego do niewydolności wielu narządów. Ale czy to faktycznie ta substancja miała wpływ na jej śmierć? Odpowiedzi nie ma…

Stan pogarsza się z godziny na godzinę. Birgit odczuwa ogromne pragnienie. Jej usta i paznokcie sinieją. Pojawiają się problemy z oddychaniem, serce przyspiesza. W pewnej chwili lekarze podejrzewają zatrucie tabletkami. Później rozpoznają wstrząs zagrażający życiu. Zawodniczka trafia na intensywną terapię, jest podłączona do respiratora. Otrzymuje krew i kolejne leki. Organizm, który jeszcze kilka tygodni wcześniej miał być "u szczytu formy", poddaje się.

10 kwietnia 1987 roku Birgit Dressel umiera. Ma 26 lat.

Za dużo wszystkiego?

Biegli określają proces prowadzący do śmierci jako złożoną reakcję toksyczno-alergiczną. Nie wskazują jednej, konkretnej przyczyny. Wskazują natomiast, że wieloletnie stosowanie różnych leków mogło sprzyjać powstaniu reakcji, która ostatecznie wymyka się spod kontroli. W chwili śmierci w jej historii medycznej znajduje się ogromna liczba kuracji, a w ostatnim okresie korzysta z pomocy kilku lekarzy i przyjmuje wiele różnych preparatów. To komplikuje również pytanie o odpowiedzialność.

Tutaj działa cały łańcuch.

Zawodniczka jest gotowa podporządkować zdrowie wynikom. Lekarze są przekonani, że mogą kontrolować reakcje organizmu. Jest środowisko sportowe, w którym farmakologiczne wspomaganie funkcjonuje znacznie szerzej, niż oficjalnie się przyznaje. Jest wreszcie presja rezultatu, chodzi przecież o dobry start w Rzymie w 1987 czy w Seulu w 1988.

O śmierci lekkoatletki pisano m.in. w polskiej prasie
O śmierci lekkoatletki pisano m.in. w polskiej prasie © domena publiczna

Na pogrzeb dziesięcioboistki przychodzi około pięciuset osób. Wieść i plotki o okolicznościach jej śmierć niosą się po środowisku z prędkością błyskawicy. Zachodnioniemieccy sportowcy zaczynają się bać. Niektórzy wyrzucają lekarstwa. Sądzą, że opróżnienie apteczki w jakiś sposób pomoże. Szok jednak szybko mija. Życie i sportowe kariery toczą się dalej. Spór o śmierć zawodniczki zaczyna dotyczyć nawet samego języka: czy jest to "śmierć dopingowa", "tragiczne zatrucie lekami", "efekt błędów medycznych", a może "wynik wyjątkowej reakcji organizmu". Dlaczego to takie ważne? Bo każde z tych sformułowań inaczej rozkłada odpowiedzialność.

Prokuratura w Moguncji nie doprowadza sprawy do finału, którego oczekuje rodzina. Pojawia się nawet argument, że lekkoatletka zgadzała się na "kuracje". Organy ścigania nie podejmują również części wątków dotyczących stosowania środków bez wyraźnych wskazań medycznych. Dziś dużo mówi się o faszerowaniu sportowców z NRD. O systemowym dopingu w tym państwie. Zapomina się, że RFN podjęło tę rękawicę. Może nie w takiej skali jak na wschodzie, ale jednak.

Najbardziej przykre jest jednak coś innego. Birgit Dressel nie umiera dlatego, że nikt się nią nie interesuje. Nie jest anonimową zawodniczką kupującą nieznane środki od przypadkowego handlarza i ukrywającą wszystko przed lekarzami. Przeciwnie. Znajduje się pod stałą opieką medyczną. Jest badana, leczona i konsultowana. Wokół niej nie brakuje specjalistów.

Problem w tym, że jest ich chyba zbyt wielu…

Wybrane dla Ciebie