Real Madryt chciał go za miliony. 74 lata Ołeha Błochina

Tomek Sowa
Ołeh Błochin, kapitan radzieckiej reprezentacji narodowej w 1979 rokuOłeh Błochin, kapitan radzieckiej reprezentacji narodowej w 1979 roku
Źródło zdjęć: © domena publiczna

Najpierw zadziwił Polaków szybkością, potem ośmieszył obronę Bayernu i sięgnął po Złotą Piłkę. Ołeh Błochin mógł zostać gwiazdą Realu Madryt, lecz władze ZSRR nie pozwoliły mu wyjechać. Jeden z najlepszych skrzydłowych w historii futbolu kończy dziś 74 lata.

Augsburg, 5 września 1972 roku. Piłka leci z prawej strony boiska. Hubert Kostka wychodzi do niej za późno. Wcześniej wystartował szczupły blondyn w koszulce Związku Radzieckiego. Dopada do piłki i strzela. Jest 29. minuta. Polska przegrywa 0:1.

Bramkarz Górnika Zabrze jeszcze nie wie, że na zawsze zapamięta tego chłopaka. Nazywa się Ołeh Błochin. Ma dziewiętnaście lat. Dwa miesiące później znów pokona Kostkę. Tym razem w Chorzowie, w meczu Dynama Kijów z zabrzańskim Górnikiem. Polacy wygrają oba spotkania. Ale on zdąży pokazać coś niepospolitego. Kiedy ściga się z polskimi zawodnikami, to oni wyglądają, jakby… biegli pod wiatr. Tak szybki jest ten młodzian zza wschodniej granicy.

Najpierw w Augsburgu w ogóle nie wiadomo, czy zagrają. Na murawę wbiega delegat i ogłasza odwołanie spotkania. Po kilku minutach decyzja się zmienia. W Monachium olimpijski turniej piłkarski toczy się w cieniu zamachu na ekipę izraelskich sportowców. Polacy, przegrywający do przerwy, odwracają wynik po karnym Kazimierza Deyny i golu Zygfryda Szołtysika. Kibice pamiętają to 2:1. Polscy obrońcy - szybkość radzieckiego skrzydłowego.

Błyskawica w podartych butach

Z tą szybkością Ołeha od początku był pewien kłopot. Matka chciała, żeby wykorzystał ją na bieżni. Katarzyna Błochina sama uprawiała lekkoatletykę, ojciec Wołodymyr również znał się na sprincie. W ich domu futbol nie był oczywistym wyborem. Syn tymczasem kopał wszystko, co tylko się nadało. W szkole za bramki służyły tornistry, za piłkę jego własna czapka. Na osiedlu wystarczały dwie cegły i kawałek asfaltu.

Po latach z dużym sentymentem wspominał skórzaną piłkę przyniesioną przez ojca:

"Miała w środku dętkę. Trzeba ją było ręcznie sznurować, przeciągając sznurek metalowym haczykiem. Dopiero potem pompowaliśmy ją pompką z drewnianą rączką".

Matka zaprowadziła go najpierw na boisko kijowskiego instytutu budowlanego. Ojciec pomógł dostać się do szkółki Dynama. Tak rozpoczęła się historia, która o mało co nie zakończyła się na… ławce rezerwowych!

W juniorskiej drużynie luksusów nie było. Na jednym z treningów Wiktor Masłow zauważył, że młody Błochin biega w butach podartych po obu stronach. Nowych nie miał za co kupić. Dopiero po mundialu w 1970 roku odkupił od Anatolija Puzacza schodzone adidasy. Zapłacił sto rubli. Wtedy była to dla niego fortuna.

Dynamo Kijów w 1975 r. Błochin klęczy pierwszy z lewej
Dynamo Kijów w 1975 r. Błochin klęczy pierwszy z lewej © domena publiczna | Nationaal Archief, Den Haag

Jeszcze w 1971 roku trener Aleksandr Sewidow dał mu w pierwszej drużynie zagrać ledwie kwadrans. Blondyn był jednak pilnym uczniem. Korzystał z szybkości i potrafił strzelać gole. Ale uznania w oczach trenera juniorów nie zyskał. Wiosną następnego roku kontuzji doznał Witalij Chmielnicki, lewoskrzydłowy kijowian. Nie było kim go zastąpić, więc Sewidow posłał do gry chłopaka, którego dotąd trzymał na uboczu.

Wystarczyło.

Błochin został królem strzelców radzieckiej ligi z czternastoma bramkami. Dopiero zaczynał, a już zyskał miejsce w reprezentacji olimpijskiej. Wkrótce dziennikarze zachodzili w głowę, jak dogonić kogoś, kto trzydzieści metrów pokonuje w 3,7 sekundy, a setkę w jedenaście. Sam wspominał, że taki czas na sto metrów uzyskał bez przygotowania, ponoć w chińskich półtrampkach.

Złota Piłka za żelazną kurtyną

Ale najszybszy nie od razu znaczy przecież, że najlepszy. Fenomen Ołeha polegał na czymś innym. Bo on w tym pełnym biegu potrafił zwodzić, zmieniać kierunek i kontrolować piłkę. W listopadzie 1972 roku doświadczył tego Stanisław Oślizło. W Chorzowie młody skrzydłowy zamarkował zejście w prawo, po czym uciekł w przeciwną stronę i pokonał Kostkę. Obrońca poszedł w jedną, a on w drugą. Wielu jeszcze tak mijał…

Na kijowskim stadionie jego matka śledziła akcje syna z loży honorowej. Kiedy trafiał, podrywała się i wołała: "Pięknie!". Wtedy wiedziała już, że sprint nie jest jego powołaniem.

Później przyszedł Walerij Łobanowski ze swoją szkołą futbolu, Puchar Zdobywców Pucharów i rok 1975. W pierwszym meczu o Superpuchar Europy Błochin przebił się przez obronę Bayernu, zostawiając za sobą kilku mistrzów świata. Strzelił w Monachium. Dorzucił też dwa gole w Kijowie. W tamtym roku Złota Piłka trafiła właśnie do niego. Ale uznanie zyskał też w oczach przeciwników. I to tych największych! Franz Beckenbauer mówił, że jest groźniejszy od Johana Cruyffa!

Sam Błochin wspominał, że o nagrodzie dowiedział się przed Nowym Rokiem z telewizji. Długo nie potrafił uwierzyć, że zachodni dziennikarze wyróżnili piłkarza z ZSRR.

Mogło być jeszcze inaczej. Real Madryt próbował go ściągnąć już w 1973 roku, wracał do tematu w 1977 i 1982. Błochin przyznawał:

"Chciałem grać w Europie, bo wiele zrobiłem dla Dynama Kijów. To byłoby interesujące, ale system nie pozwalał nam wyjeżdżać".


WIDEO

W 1982 roku rozmawiano nawet konkretnie. Padła suma czterech i pół miliona dolarów. Tyle że nie on podejmował decyzję. Radzieckie władze nie zamierzały odsprzedawać swoich gwiazd. Gdyby zdecydował się na ucieczkę, ucierpiałaby jego rodzina.

Na Zachód trafił dopiero pod koniec kariery. Najpierw do austriackiego Vorwärts Steyr, a później na Cypr. Miał wtedy 36 lat. Była zbyt późno, by świat zobaczył jego najlepsze wydanie.

Kto wie, jakby potoczyła się jego kariera, gdyby politycy wydali zgodę. Może nie skończyłoby się na jednej Złotej Piłce?

Dziś Ołeh Błochin kończy 74 lata.

Wybrane dla Ciebie