Artur Siódmiak kończy 51 lat. Rzut, który zapamiętamy na zawsze

W ciągu piętnastu sekund piłka ręczna napisała jedną z piękniejszych historii. Najpierw trener Bogdan Wenta wziął przerwę, by powiedzieć, że jest jeszcze dużo czasu. Chwilę później Artur Siódmiak rzucił przez całe boisko...

Artur Siódmiak i Bogdan Wenta Artur Siódmiak i Bogdan Wenta
Źródło zdjęć: © Wikipedia | Grzegorz Jereczek
Tomek Sowa

Piętnaście sekund. Patrząc na wskazówkę przesuwającą się po tarczy zegara – to chwila. Według Bogdana Wenty - "dużo czasu". I właśnie tyle wystarczyło, żeby Artur Siódmiak stał się "Królem Arturem". A polska piłka ręczna otrzymała chyba najbardziej filmową scenę w swojej historii.

"Jedna Wenta"

27 stycznia 2009 roku. Zadar, mistrzostwa świata w Chorwacji. Reprezentacja Polski, wicemistrzowie globu sprzed dwóch lat, gra z Norwegią o półfinał. Przed ostatnim meczem drugiej rundy rachuby były szalenie proste. Polska musiała wygrać. Remis nie wystarczał, porażka, rzecz jasna, też nie. Dodatkowo trzeba było jeszcze doglądać wyniku Danii z Niemcami. Dopiero potem można było myśleć o cudzie.

Duńczycy wygrali z Niemcami 27:25. Jeden warunek został spełniony. Teraz wszystko zależało od Polaków.

Tyle że długo wyglądało to źle.

Do przerwy było 14:14. Potem Norwegowie co chwila odskakiwali, a w 49. i 51. minucie Polska przegrywała trzema golami. Jeszcze minutę i 24 sekundy przed końcem rywale prowadzili 30:28. Biało-Czerwoni byli jedną nogą poza strefą medalową. I wtedy trafił Mariusz Jurasik. Potem dołożył Rafał Gliński. 30:30. Zostały sekundy. Piłka dla Norwegii. Na hali i przed telewizorami większość nie potrafiła usiąść. Tak wielkie były emocje.

Na 34 sekundy przed końcem Skandynawowie ruszyli z ostatnią akcją. Gdy zegar zbliżał się do końca, ich trener poprosił o czas. I wtedy padły słowa, które w Polsce zna dziś prawie każdy kibic sportu.

Artur Siódmiak
Artur Siódmiak © Wikipedia | Steindy

"Mamy 15 sekund, oni zdejmą bramkarza, wprowadzą siódmego gracza! Trzeba przerwać im i będzie pusta brama!" – analizował trener.

Kazał przerwać akcję, przejąć piłkę i zachować spokój. Zostanie piętnaście sekund. Czyli - według niego - mnóstwo czasu.

"Wszyscy w domach płaczą"

Norwegowie wrócili na boisko. Bramka faktycznie została pusta. Polska obrona zrobiła swoje. A piłka trafiła do Artura Siódmiaka.

I tu logika kompletnie przestała się liczyć. Część kibiców pewnie głośno podpowiadała: "podaj!". Ci z chłodniejszą głową sugerowali, by zabezpieczyć akcję lub poszukać rozwiązania najpewniejszego.

Ale Artur Siódmiak zrobił coś zupełnie innego.

Rzucił przez całe boisko.

I tutaj dodatkowy smaczek, bo nie mówimy o zawodniku, który żył ze zdobywania dziesięciu bramek na mecz. Siódmiak był przede wszystkim dobrym obrońcą. Człowiekiem od przepychania, blokowania i takiej brudnej roboty.

"Niemcy mają o mnie takie zdanie, że ja gram twardo i nawet chyba w rodzinie nie mam przyjaciół" – powiedział kiedyś o sobie.

Wspominał też, że rzadko biegał do ataku. A jednak właśnie on, w najważniejszej chwili, zdecydował się na najbardziej bezczelny rzut tamtego meczu.

Piłka leciała w stronę pustej bramki. Artur patrzył. Norwegowie patrzyli. W zasadzie… to patrzyła cała Polska.

Wpadła!

31:30.

Kilka sekund później było po wszystkim!


WIDEO
Polska - Norwegia (MŚ 2009) - końcówka

Polacy rzucili się na Siódmiaka, a lekarz kadry Maciej Nowak w euforii całował parkiet i słupek bramki. Następnego dnia gazety kombinowały z tytułem. "Król Artur Siódmiak dał nam awans do półfinału MŚ!", pisała jedna z nich. W szpaltach były też zdania o wygranej w ostatniej sekundzie. Artur Siódmiak, który w całym spotkaniu zdobył trzy gole, tym jednym rzutem został bohaterem narodowym.

Najlepsze? Dzień później na treningu koledzy kazali mu odtworzyć tę samą sytuację. Pusta bramka, całe boisko, Artur bierze zamach. Tym razem żadnej legendy nie było. Nie trafił, a trener Wenta skwitował próbę po swojemu: "wyszedł farfocel". Historia w tym wypadku nie chciała się powtórzyć. Za żadne skarby świata.

Polska przegrała później półfinał z Chorwacją 23:29, ale rozbiła Danię 31:23 i zdobyła brąz. Medal został w gablocie. Rzut Siódmiaka w zbiorowej pamięci.

"Nie mam tej bramki nagranej, jest w Internecie. Ostatnio Rafał Gliński znalazł mi taki motyw z Polskiego Radia chyba, jak ktoś komentował ten mecz i mówił, że dziękujemy chłopakom, dobrze walczyli, a nagle taki okrzyk: "Jeeeest, gol! Niemożliwe! Wszyscy w domach płaczą" – mówił strzelec w jednym z wywiadów.

A piętnaście sekund?

Od tamtej pory w polskim sporcie to już nie jest po prostu piętnaście sekund.

To "jedna Wenta" – nowa jednostka miary.

Dziś Artur Siódmiak kończy 51 lat.

Wybrane dla Ciebie