<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?><rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>Archiwa: moje podium - historiasportu.info</title>
	<atom:link href="https://historiasportu.info/tag/moje-podium/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>https://historiasportu.info/tag/moje-podium/</link>
	<description>Historia sportu w internecie. Nie znajdziesz tu liczb, a ludzkie historie</description>
	<lastBuildDate>Tue, 14 Feb 2023 20:17:59 +0000</lastBuildDate>
	<language>pl-PL</language>
	<sy:updatePeriod>
	hourly	</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>
	1	</sy:updateFrequency>
	

<image>
	<url>https://historiasportu.info/wp-content/uploads/2025/12/cropped-file_00000000f634724383bb319b3760439b-1-32x32.png</url>
	<title>Archiwa: moje podium - historiasportu.info</title>
	<link>https://historiasportu.info/tag/moje-podium/</link>
	<width>32</width>
	<height>32</height>
</image> 
	<item>
		<title>Filip Czerniec i wakeboarding</title>
		<link>https://historiasportu.info/2020/09/29/filip-czerniec-i-wakeboarding/</link>
					<comments>https://historiasportu.info/2020/09/29/filip-czerniec-i-wakeboarding/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Krzysztof Załuski]]></dc:creator>
		<pubDate>Tue, 29 Sep 2020 08:39:32 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Cykle]]></category>
		<category><![CDATA[Dyscypliny]]></category>
		<category><![CDATA[Moje Podium]]></category>
		<category><![CDATA[moje podium]]></category>
		<category><![CDATA[wakeboarding]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://historiasportu.info/?p=3328</guid>

					<description><![CDATA[<p>Filip Czerniec jest w ósemce najlepszych w Europie. Uczestniczył w mistrzostwach świata. Jest też wielokrotnym mistrzem kraju i zwycięzcą wielu prestiżowych zawodów.</p>
<p>Artykuł <a href="https://historiasportu.info/2020/09/29/filip-czerniec-i-wakeboarding/">Filip Czerniec i wakeboarding</a> pochodzi z serwisu <a href="https://historiasportu.info">historiasportu.info</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<div id="bsf_rt_marker"></div><h2>Filip Czerniec jest w ósemce najlepszych w Europie. Uczestniczył w mistrzostwach świata. Jest też wielokrotnym mistrzem kraju i zwycięzcą wielu prestiżowych zawodów.</h2>
<hr />
<p><span id="more-3328"></span></p>
<p>Kiedy opowiada o swoich sukcesach, rozmówcy kiwają głową ze zrozumieniem i podziwem. Do momentu, kiedy nie wypowie nazwy dyscypliny, którą uprawia. Wtedy, na słowo &#8222;wakeboard&#8221;, wielu robi duże oczy ze zdziwienia. A co to jest? Tymczasem <strong>wakebording</strong> to nic innego jak ślizganie się po wodzie na jednej desce, która porusza się za pomocą specjalnego wyciągu lub motorówki. Wakeboard potocznie nazywany jest też snowboardem na wodzie. Różnica jest tylko taka, że snowboard to grawitacja i śnieg, a wakeboard do wyciąg elektryczny i woda. Samo ślizganie nie byłoby może takie trudne, gdyby nie ustawione przeszkody, na których zawodnicy wykonują zapierające dech w piersiach ewolucje.</p>
<figure id="attachment_3331" aria-describedby="caption-attachment-3331" style="width: 1000px" class="wp-caption aligncenter"><a href="https://historiasportu.info/wp-content/uploads/2020/09/3-1.jpg"><img fetchpriority="high" decoding="async" class="size-large wp-image-3331" src="https://historiasportu.info/wp-content/uploads/2020/09/3-1-1024x683.jpg" alt="Takie ewolucje wykonują najlepsi" width="1000" height="667" srcset="https://historiasportu.info/wp-content/uploads/2020/09/3-1-1024x683.jpg 1024w, https://historiasportu.info/wp-content/uploads/2020/09/3-1-300x200.jpg 300w, https://historiasportu.info/wp-content/uploads/2020/09/3-1-1536x1024.jpg 1536w, https://historiasportu.info/wp-content/uploads/2020/09/3-1.jpg 1600w" sizes="(max-width: 1000px) 100vw, 1000px" /></a><figcaption id="caption-attachment-3331" class="wp-caption-text">Takie ewolucje wykonują najlepsi. źródło: archiwum prywatne Filipa</figcaption></figure>
<p>Po mistrzowsku robi to Filip Czerniec, lublinianin, który odnosił też duże sukcesy w pływaniu. Był m.in. mistrzem województwa lubelskiego, zdobywał też medale w korespondencyjnych mistrzostwach kraju. Nie poszedł jednak w ślady ojca, <strong>Dariusza</strong>, który grał w koszykówkę w nieistniejącej już sekcji w <strong>Lubliniance</strong>. Od niego przejął jednak sportową pasję.<br />
O dobre przygotowanie do wake’a zadbał trener pływania <strong>Krzysztof Kozak</strong>, który oprócz treningów w basenie zawsze dbał o różnorodność sportu (gry zespołowe, wspinaczka, siłownia)<br />
&#8211; Dzięki niemu żaden sport czy też inna aktywność fizyczna nie jest mi obca – podkreśla Filip.</p>
<hr />
<p>&nbsp;</p>
<h3><strong>Jak to się zaczęło?</strong></h3>
<p>&nbsp;</p>
<p>&#8211; Moje zainteresowanie wakeboard’em zaczęło się od wyjścia na narty wodne na wyciąg Reland nad Zalewem Zemborzyckim – mówi Filip. &#8211; Był to przypadek. Ojciec mojej koleżanki, z którą wcześniej trenowałem pływanie, uprawiał od dłuższego czasu wakeboard i narty wodne. Po jednych z zawodów kończących letni pływacki sezon postanowił zabrać nas na wyciąg. I złapałem bakcyla. Do końca sezonu przychodziłem na wyciąg co kilka dni. W następnym sezonie zająłem się tym już na poważne. Duża zasługa w tym ojca, który od dziecka namawiał mnie do sportu, za co jestem mu do dziś wdzięczny.</p>
<figure id="attachment_3330" aria-describedby="caption-attachment-3330" style="width: 960px" class="wp-caption aligncenter"><a href="https://historiasportu.info/wp-content/uploads/2020/09/2-1.jpg"><img decoding="async" class="size-full wp-image-3330" src="https://historiasportu.info/wp-content/uploads/2020/09/2-1.jpg" alt="Filip Czerniec to utytułowany zawodnik." width="960" height="540" srcset="https://historiasportu.info/wp-content/uploads/2020/09/2-1.jpg 960w, https://historiasportu.info/wp-content/uploads/2020/09/2-1-300x169.jpg 300w" sizes="(max-width: 960px) 100vw, 960px" /></a><figcaption id="caption-attachment-3330" class="wp-caption-text">Filip Czerniec to utytułowany zawodnik.</figcaption></figure>
<p>Wiele trików, które Filip wykonuje na wodzie, z powodzeniem wykonałby również na śniegu.<br />
&#8211; Myślę, że byłbym w stanie to zrobić, lecz musiałbym dużo więcej pojeździć. Snowbord i wake to sporty pokrewne, lecz sama dynamika i technika wykonywania trików jest trochę inna. Mimo różnic, te dwie dyscypliny bardzo dobrze się uzupełniają, w szczególności w takim kraju jak Polska z czterema porami roku.</p>
<hr />
<p>&nbsp;</p>
<h3>Filip Czerniec: wakeboard w Polsce</h3>
<p>W Polsce jest już ponad 70 wyciągów. Powstają często w małych miejscowościach, a nawet wioskach, gdzie jest dostęp do wody i plaży. Dzięki temu coraz więcej osób ciągnie do wakeboarningu. Początkujący amatorzy tego sportu nie muszą mieć od razu własnego sprzętu – podobnie jak w narciarstwie. Kamizelki, kaski, deskę – to wszystko można wypożyczyć. Ma to również taką zaletę, że przed zakupem już swojego własnego sprzętu, można przetestować różne marki i wybrać coś odpowiedniego dla siebie. Ceny nowego sprzętu oscylują w granicach 1500-2000 zł, a nowy zestaw wiązania plus deska to wydatek około 3000-4000 zł. Można także przebierać w używanym sprzęcie na forach, na których pojawia się codziennie wiele ciekawych ofert.</p>
<p><a href="https://historiasportu.info/wp-content/uploads/2020/09/5-1.jpg"><img decoding="async" class="aligncenter size-large wp-image-3333" src="https://historiasportu.info/wp-content/uploads/2020/09/5-1-1024x683.jpg" alt="" width="1000" height="667" srcset="https://historiasportu.info/wp-content/uploads/2020/09/5-1-1024x683.jpg 1024w, https://historiasportu.info/wp-content/uploads/2020/09/5-1-300x200.jpg 300w, https://historiasportu.info/wp-content/uploads/2020/09/5-1-1536x1025.jpg 1536w, https://historiasportu.info/wp-content/uploads/2020/09/5-1.jpg 2000w" sizes="(max-width: 1000px) 100vw, 1000px" /></a></p>
<p>Wakeboard jest najbardziej popularny w USA, gdyż tam powstał; zaczęło się od pływania za motorówką, co w USA dzięki taniej benzynie i sprzyjającym warunkom ekonomicznym było bardziej dostępne niż gdzie indziej. Wakeboard za wyciągiem rozwinął się w Niemczech i tam też jest najbardziej popularny (dwie największe firmy na świecie produkujące wyciągi są niemieckie: Sesitec i Rixen) W Europie praktycznie w każdym kraju jest gdzie popływać i to przekłada się na coraz większą popularność tego sportu. Oprócz Niemiec warto wspomnieć o: Anglii, Francji, Hiszpanii, Włoszech, Holandii i Skandynawii.</p>
<hr />
<p>&nbsp;</p>
<h3><strong>Co było pierwsze: narty czy wake?</strong></h3>
<p>&nbsp;</p>
<p>&#8211; Wakeboard wywodzi się z narciarstwa wodnego, a większość pierwszych zawodników wake’a również zaczynało od nart. &#8211; W moim przypadku było podobnie – mówi Filip. &#8211; Zaczynałem na nartach, a skończyłem na wake’u. W ciągu ostatnich 10 lat popularność wakeboard’u urosła na tyle, że spotkanie narciarza wodnego na wyciągu jest rzadkością.<br />
Istnieją dwie odmiany wakeboard’u: za wyciągiem i za motorówką. W Europie popularniejsza jest odmiana za wyciągiem. gdyż jest względnie tańsza &#8211; wyciąg jedzie ze stałą prędkością (ok. 28-32 km/h). Prawdziwą matką wakeboard’u jest jazda za motorówką, która szczególnie popularna jest w USA; motorówka płynie z nieco większą prędkością wynoszącą około 32-36 km/h.</p>
<figure id="attachment_3339" aria-describedby="caption-attachment-3339" style="width: 1000px" class="wp-caption aligncenter"><a href="https://historiasportu.info/wp-content/uploads/2020/09/11.jpg"><img loading="lazy" decoding="async" class="size-large wp-image-3339" src="https://historiasportu.info/wp-content/uploads/2020/09/11-1024x683.jpg" alt="" width="1000" height="667" srcset="https://historiasportu.info/wp-content/uploads/2020/09/11-1024x683.jpg 1024w, https://historiasportu.info/wp-content/uploads/2020/09/11-300x200.jpg 300w, https://historiasportu.info/wp-content/uploads/2020/09/11.jpg 1423w" sizes="auto, (max-width: 1000px) 100vw, 1000px" /></a><figcaption id="caption-attachment-3339" class="wp-caption-text">WakeZone Stawiki</figcaption></figure>
<hr />
<p>&nbsp;</p>
<h3><strong>Z pasji, nie dla kasy</strong></h3>
<p>&nbsp;</p>
<p>Filip przez ostatnie trzy lata stawał na najwyższym podium mistrzostw Polski. Nie było na niego silnych. I trzy razy odbierał nagrodę. Nie, to nie był przelew. Stan konta się nie zmienił. Tą nagrodą był przysłowiowy uścisk dłoni prezesa.<br />
&#8211; Trudno mówić o profitach wynikających z uprawiania wakeboardu, ale na szczęście są zawody, na których pojawiają się już coraz częściej sponsorzy, którzy są skłonni inwestować w takie imprezy. Za granicą wygląda to trochę lepiej. Organizowane są komercyjne zawody, takie jak np. <strong>Plastic Playground</strong> czy też cały festiwal sportów ekstremalnych <strong>FISE</strong>, na których sponsorzy fundują nagrody.<br />
Filip Czerniec od kilku lat mieszka w Warszawie i tam też trenuje. Sprzęt wake’owy od wielu lat dostaje od <a href="https://wakeshop.pl/" target="_blank" rel="noopener noreferrer">WAKESHOP.PL.</a></p>
<p><a href="https://historiasportu.info/wp-content/uploads/2020/09/9.jpg"><img loading="lazy" decoding="async" class="aligncenter size-large wp-image-3337" src="https://historiasportu.info/wp-content/uploads/2020/09/9-1024x683.jpg" alt="" width="1000" height="667" srcset="https://historiasportu.info/wp-content/uploads/2020/09/9-1024x683.jpg 1024w, https://historiasportu.info/wp-content/uploads/2020/09/9-300x200.jpg 300w, https://historiasportu.info/wp-content/uploads/2020/09/9-1536x1024.jpg 1536w, https://historiasportu.info/wp-content/uploads/2020/09/9.jpg 1920w" sizes="auto, (max-width: 1000px) 100vw, 1000px" /></a></p>
<p>&nbsp;</p>
<p>– Na resztę muszę sam zarobić &#8211; dodaje Filip</p>
<p>– To są koszty treningów, wyjazdów na zawody, diet, przygotowania do sezonu, rehabilitacji. Dużo pomagają mi też rodzice, za co im bardzo dziękuję. W okresie wakacyjnym najczęściej jestem na moim homespocie, czyli <strong>Wake&amp;Skate</strong> Parku w Książenicach. Często też bywam i trenuję pod Łodzią, gdzie niedawno powstał super wyciąg wake’owy <strong>CWP &#8211; Central Wakepark</strong>. Oczywiście staram się odwiedzać jak największą ilość wakepark’ów, lecz nie zawsze jest to możliwe ze względu na napięty terminarz wakacji.</p>
<p>Kto jest Twoim największym rywalem?<br />
&#8211; Przez ostanie 2-3 lata pojawiło się wielu młodych zdolnych zawodników i to oni są moim głównymi konkurentami, praktycznie na każdym wyciągu można spotkać ludzi, którzy pływają na wysokim poziomie.</p>
<hr />
<p>&nbsp;</p>
<h3><strong>Filip Czerniec: gdyby nie wakeboarding to&#8230;</strong></h3>
<p>&nbsp;</p>
<p>&#8211; Sam sobie często zadaję to pytanie i myślę, że nadal trenowałbym pływanie w basenie. Sport – dzięki ojcu – stał się częścią mojego życia i nie wyobrażam sobie innego zajęcia. Wake to również pewna filozofia życia. Dzięki niemu poznałem mnóstwo wspaniałych ludzi z wielu zakątków świata. Planuję dalej pływać na wake’u i dobrze się przy tym bawić. Chciałbym przekazywać moją wiedzę i doświadczenia młodszemu pokoleniu, a przy tym dalej popularyzować ten sport, który wbrew pozorom nadal jest niszowym sportem w naszym kraju. W wake’u fajne jest to, że każdy, nawet początkujący, może sobie znaleźć jakiś łatwy trik, nad którym będzie pracował na wodzie i stopniowo przechodził do tych trudniejszych. Znam jednak ludzi, którym wystarczy samo pływanie w kółko i czerpią z tego ogromną przyjemność &#8211; dodaje Filip Czerniec, jeden z faworytów zbliżających się mistrzostw Polski w wakeboardingu.<br />
.</p>
<p><a href="https://historiasportu.info/wp-content/uploads/2020/09/8.jpg"><img loading="lazy" decoding="async" class="aligncenter size-full wp-image-3336" src="https://historiasportu.info/wp-content/uploads/2020/09/8.jpg" alt="" width="720" height="960" srcset="https://historiasportu.info/wp-content/uploads/2020/09/8.jpg 720w, https://historiasportu.info/wp-content/uploads/2020/09/8-225x300.jpg 225w" sizes="auto, (max-width: 720px) 100vw, 720px" /></a><br />
Ramka Ściganie w nocy<br />
<strong>Red Bull Wake&#8217;n&#8217;Night</strong> – to jedyna taka impreza w Polsce rozgrywana w nocy. W 2013 r. na wrocławskim kąpielisku Glinianki najlepszym „nocnym” zawodnikiem był 16-letni wówczas Filip Czerniec<br />
Ramka</p>
<p>Sport dla każdego<br />
<strong>SitWake Extreme Challenge</strong> – to impreza, która promuje nie tylko wakeboard, ale również sitwake w wykonaniu osób z niepełnosprawnością.</p>
<p>Zawody w wakeboardzie są oceniane według dwóch kategorii: poziomu i różnorodności wykonanych sztuczek oraz jak dany zawodnik się prezentował &#8211; czas w powietrzu, ułożenie ciała, styl, kontrola deski, a więc to, jak pływał zawodnik.</p>
<p>Filip jak na razie nie zawodzi. Mistrz rodem z Lublina wciąż jest w ścisłej czołówce. Kto wie, czy za jakiś czas nie pokusi się o to najwyższe trofeum – mistrza świata, czemu mu z całego serca życzymy.</p>
<hr />
<p>&nbsp;</p>
<p>[su_note note_color=&#8221;#ff2d26&#8243; text_color=&#8221;#ffffff&#8221;]„Moje podium” to cykl reportaży o ludziach sportu, którzy kiedykolwiek w swojej karierze zdobywali medale i stawali na podium. Bohaterami są nie tylko sami sportowcy, ale także trenerzy, szkoleniowcy, działacze – ci wszyscy, którzy mieli swój udział w zdobywanym medalu. To przecież także ich zasługa. Te reportaże to opowieści nie tylko o nich, to również dokument czasów, w których trenowali, brali udział w zawodach. Ich bohaterami są sportowcy w rożnych wieku i różnych dyscyplin. Często już zapominani, ale łączy ich jedno – znają nie tylko smak zwycięstwa, ale i gorycz porażki. Skupmy się jednak na tym pierwszym. Zapraszamy na sportową podróż w przeszłość. „Moje podium” powstało pod patronatem Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego.[/su_note]</p>
<p>&nbsp;</p>
<hr />
<p><a href="https://historiasportu.info/wp-content/uploads/2020/07/stypendium_czerwona-1-e1595673197718.jpg"><img loading="lazy" decoding="async" class="aligncenter size-full wp-image-3212" src="https://historiasportu.info/wp-content/uploads/2020/07/stypendium_czerwona-1-e1595673197718.jpg" alt="„Moje podium” powstało pod patronatem Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego." width="566" height="274" srcset="https://historiasportu.info/wp-content/uploads/2020/07/stypendium_czerwona-1-e1595673197718.jpg 566w, https://historiasportu.info/wp-content/uploads/2020/07/stypendium_czerwona-1-e1595673197718-300x145.jpg 300w" sizes="auto, (max-width: 566px) 100vw, 566px" /></a></p>
<hr />
<p>&nbsp;</p>
<p>Artykuł <a href="https://historiasportu.info/2020/09/29/filip-czerniec-i-wakeboarding/">Filip Czerniec i wakeboarding</a> pochodzi z serwisu <a href="https://historiasportu.info">historiasportu.info</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://historiasportu.info/2020/09/29/filip-czerniec-i-wakeboarding/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Wanda Brzyska &#8211; profesor ze spadochronem</title>
		<link>https://historiasportu.info/2020/09/10/wanda-brzyska-profesor-ze-spadochronem/</link>
					<comments>https://historiasportu.info/2020/09/10/wanda-brzyska-profesor-ze-spadochronem/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Krzysztof Załuski]]></dc:creator>
		<pubDate>Thu, 10 Sep 2020 11:59:23 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Cykle]]></category>
		<category><![CDATA[Legendy]]></category>
		<category><![CDATA[Moje Podium]]></category>
		<category><![CDATA[moje podium]]></category>
		<category><![CDATA[spadochroniarstwo]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://historiasportu.info/?p=3300</guid>

					<description><![CDATA[<p>Wanda Brzyska w ciągu dni pracowała nad rozpuszczalnością alkanodwukarboksylanów lantanowców lekkich, a po pracy na uczelni jechała na lotnisku w Radawcu, gdzie trenowała spadochroniarstwo. Jej karierę przerwał tragiczny wypadek, kiedy koledzy nie otworzył się spadochron. Spadł wprost pod nogi jej męża. – Albo ja, albo skoki – usłyszała od niego. Wybrała karierę naukowca.</p>
<p>Artykuł <a href="https://historiasportu.info/2020/09/10/wanda-brzyska-profesor-ze-spadochronem/">Wanda Brzyska &#8211; profesor ze spadochronem</a> pochodzi z serwisu <a href="https://historiasportu.info">historiasportu.info</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<div id="bsf_rt_marker"></div><h2><strong>Wanda Brzyska w ciągu dni pracowała nad rozpuszczalnością alkanodwukarboksylanów lantanowców lekkich, a po pracy na uczelni jechała na lotnisku w Radawcu, gdzie trenowała spadochroniarstwo. Jej karierę przerwał tragiczny wypadek, kiedy koledzy nie otworzył się spadochron. Spadł wprost pod nogi jej męża. – Albo ja, albo skoki – usłyszała od niego. Wybrała karierę naukowca.</strong></h2>
<hr />
<p><span id="more-3300"></span></p>
<p>Najbardziej utkwił jej w pamięci srebrny medal drużynowych mistrzostw Polski w Krakowie w 1957 r. Wprawdzie nie było to najwyższe trofeum, ale wicemistrzostwo było dużym osiągnięciem. Skakali na celność z wysokości 600 metrów.</p>
<p>&#8211; Na dole były ustawione koła z namalowanym krzyżykiem i trzeba było precyzyjnie wylądować w sam środek celu. Do złotego medalu zabrakło niewiele, ale i tak wszyscy się cieszyliśmy ze srebra, zwłaszcza, że nasz instruktor <strong>Jerzy Kowalczuk</strong> był najlepszym w klasyfikacji indywidualnej.</p>
<p>Wandę Brzyską, rocznik 1931, emerytowana dziś profesor chemii UMCS, od dziecka interesowało wszystko to, co było na górze.</p>
<p>Słysząc samolot, wybiegała z domu i z zadartą głową śledziła jego lot. Nie „wyleczyła” się z tego nigdy.<br />
Po wojnie, w latach 50. zgłosiła się do siedziby <strong>Aeroklubu Lubelskiego</strong>, który mieścił się nieopodal hotelu „Europa” przy pl. Litewskim. Była wtedy studentką I roku.</p>
<figure id="attachment_3302" aria-describedby="caption-attachment-3302" style="width: 1000px" class="wp-caption aligncenter"><a href="https://historiasportu.info/wp-content/uploads/2020/09/1-scaled.jpg"><img loading="lazy" decoding="async" class="size-large wp-image-3302" src="https://historiasportu.info/wp-content/uploads/2020/09/1-1024x622.jpg" alt="Spadochron w tamtych czasach ważył przeszło 20 kg" width="1000" height="607" srcset="https://historiasportu.info/wp-content/uploads/2020/09/1-1024x622.jpg 1024w, https://historiasportu.info/wp-content/uploads/2020/09/1-300x182.jpg 300w, https://historiasportu.info/wp-content/uploads/2020/09/1-1536x933.jpg 1536w, https://historiasportu.info/wp-content/uploads/2020/09/1-2048x1244.jpg 2048w" sizes="auto, (max-width: 1000px) 100vw, 1000px" /></a><figcaption id="caption-attachment-3302" class="wp-caption-text">Spadochron w tamtych czasach ważył przeszło 20 kg</figcaption></figure>
<p>&#8211; Co? Pani z takim nazwiskiem (panieńskie i niemieckobrzmiące Sztejn- przyp. red.) i do tego po szkole urszulanek chce do aeroklubu? Niech pani wybije to sobie z głosy!</p>
<p>Pamiętajmy, że działo się to w latach <a href="https://historiasportu.info/2020/01/31/pilkarskie-historie-szczeki-niepokorny-paul-i-zdrajca-ojczyzny/" target="_blank" rel="noopener noreferrer">głębokiego komunizmu</a>, gdzie każdy mógł być podejrzany o szpiegostwo czy dywersję, a aeroklub był szczególnie narażony na takich „wywrotowców”.</p>
<p>&#8211; Ówczesne władze bały się, że ktoś taki jak ja może chociażby porwać samolot i czmychnąć na Zachód – mówi pani Wanda. – W tamtych latach znany był przypadek Witolda Łokuciewskiego, pilota słynnego Dywizjonu 303, który powrócił po wojnie do kraju i zamiast zostać należycie uhonorowanym za męstwo, był szykanowany przez komunistów. Miał m.in. zakaz zbliżania się do lotniska w Radawcu na mniejszą odległość niż 500 metrów.</p>
<hr />
<h3></h3>
<h3><strong>Wanda Brzyska &#8211; pierwszy raz w chmurach</strong></h3>
<p>&nbsp;</p>
<p>Po pewnym czasie pani Wanda spełniła swoje marzenie. Zapisała się do aeroklubu. A było to tak:</p>
<p>&#8211; Na studiach dorabiałam jako nauczycielka w szkole urszulanek. Było w niej dużo dodatkowych zajęć, kół zainteresowań. Lotnictwo było mi chyba pisane, bo zostałam opiekunką ligi lotniczej, która prężnie działała w szkole.</p>
<p>W programie mieli m.in. wizytę na lotnisku w Radawcu. Pojechała tam z małą grupą uczniów. Jeden z instruktorów zaprosił ich do samolotu. Oczy pani Wandy musiały chyba wiele wyrażać, bo ów instruktor od razu spytał:</p>
<p>&#8211; Nie chciałaby pani nauczyć się latania?</p>
<p>Kiedy opowiedziała, jak wyglądał jej pierwszy, mało sympatyczny kontakt z biurem aeroklubu, odparł, żeby niczym się nie przejmowała i kazał jej następnego dnia zgłosić się znów do siedziby przy pl. Litewskim.<br />
Tak też zrobiła. O dziwo, nikt już nie robił jej problemów z nazwiskiem i szkołą urszulanek. Instruktor musiał być rzeczywiście ważną osobą, bo wszyscy byli dla niej niezwykle mili. Wyszła rozpromieniona.</p>
<figure id="attachment_3305" aria-describedby="caption-attachment-3305" style="width: 1000px" class="wp-caption aligncenter"><a href="https://historiasportu.info/wp-content/uploads/2020/09/4-scaled.jpg"><img loading="lazy" decoding="async" class="size-large wp-image-3305" src="https://historiasportu.info/wp-content/uploads/2020/09/4-1024x753.jpg" alt="Lotnisko w Radawcu zimą" width="1000" height="735" srcset="https://historiasportu.info/wp-content/uploads/2020/09/4-1024x753.jpg 1024w, https://historiasportu.info/wp-content/uploads/2020/09/4-300x221.jpg 300w, https://historiasportu.info/wp-content/uploads/2020/09/4-1536x1129.jpg 1536w, https://historiasportu.info/wp-content/uploads/2020/09/4-2048x1505.jpg 2048w" sizes="auto, (max-width: 1000px) 100vw, 1000px" /></a><figcaption id="caption-attachment-3305" class="wp-caption-text">Lotnisko w Radawcu zimą</figcaption></figure>
<p>Następnego dnia przeżyła szok. Ów instruktor, który pomógł jej w otrzymaniu legitymacji aeroklubu zginął w wypadku, do jakiego doszło na <strong>Starym Mieście</strong>. Holował szybowiec, kiedy jego samolot prawdopodobnie uległ awarii i zaczepił o komin jednej z kamienic. Pilotem jednak nie została. Na przeszkodzie stanął niski wzrost.</p>
<p>&#8211; Zabrakło mi 3 centymetrów. Na kurs przyjmowali osoby o wzroście co najmniej 160 cm. Ledwo dotykałam nogami do pedałów. Byłam tak zdesperowana, że przed kolejnymi badaniami lekarskimi, położyłam się na stole i prosiłam kolegów, żeby jeden ciągnął mnie za nogi, a drugi za głowę. Myślałam, że w ten sposób uda się dodać te nieszczęsne centymetry.</p>
<p>Pozostało spadochroniarstwo, gdzie niski wzrost nie stanowił przeszkody.</p>
<p>&#8211; Takich jak ja zapaleńców było kilkudziesięciu. Czasami na lotnisku w Radawcu siedzieliśmy pół dnia, żeby w końcu oddać chociaż jeden skok.</p>
<p>Na treningi starała się jeździć tak często, jak się tylko dało.</p>
<p>&#8211; Do Radawca to była wtedy cała wyprawa. Często całą gromadą szliśmy przez Park Ludowy na dworzec i stamtąd pociągiem do <strong>Motycza</strong>, a dalej już pieszo na lotnisko.</p>
<p>Pierwszy pociąg był tuż po siódmej rano. Pani Wanda zaczęła trenować spadochroniarstwo w tajemnicy przed mamą, dlatego wychodziła z domu najciszej jak się tylko dało.</p>
<hr />
<h3></h3>
<h3><strong>Zapaleńcy na lotnisku</strong></h3>
<p>&nbsp;</p>
<p>Trenujących spadochroniarstwo łączyło jedno – wspólna pasja, której w całości się poświęcili. Wśród nich byli ludzie różnych profesji – studenci, naukowcy, urzędnicy.</p>
<p>&#8211; Mieliśmy naprawdę zgraną paczkę. Znaliśmy się jak łyse konie. Zresztą nic dziwnego, bo spędzaliśmy ze sobą wiele godzin razem.</p>
<figure id="attachment_3306" aria-describedby="caption-attachment-3306" style="width: 1000px" class="wp-caption aligncenter"><a href="https://historiasportu.info/wp-content/uploads/2020/09/5-scaled.jpg"><img loading="lazy" decoding="async" class="size-large wp-image-3306" src="https://historiasportu.info/wp-content/uploads/2020/09/5-1024x812.jpg" alt="Rok 1984. Kazimierz, spotkanie członków aeroklubu. Wanda Brzyska na dole z prawej strony obok męża" width="1000" height="793" srcset="https://historiasportu.info/wp-content/uploads/2020/09/5-1024x812.jpg 1024w, https://historiasportu.info/wp-content/uploads/2020/09/5-300x238.jpg 300w, https://historiasportu.info/wp-content/uploads/2020/09/5-1536x1218.jpg 1536w, https://historiasportu.info/wp-content/uploads/2020/09/5-2048x1623.jpg 2048w" sizes="auto, (max-width: 1000px) 100vw, 1000px" /></a><figcaption id="caption-attachment-3306" class="wp-caption-text">Rok 1984. Kazimierz, spotkanie członków aeroklubu. Wanda Brzyska na dole z prawej strony obok męża</figcaption></figure>
<p>Do dzisiaj mają ze sobą kontakt. Wielu z nich już nie żyje, ale pozostali wciąż się spotykają w klubie seniorów.</p>
<hr />
<p>&nbsp;</p>
<h3><strong>Pierwszy skok</strong></h3>
<p>&nbsp;</p>
<p>A właściwie pierwsze trzy skoki, to były skoki z liną.<br />
&#8211; Spadochron otwierał się automatycznie – mówi pani Wanda. – Dopiero potem pozwolili nam robić to samodzielnie. Sam skok wymagał też dużej sprawności fizycznej. Ci o słabych nogach odpadali, bo trzeba było naprawdę sporo ćwiczyć, żeby podczas lądowania nie zrobić sobie krzywdy.</p>
<figure id="attachment_3304" aria-describedby="caption-attachment-3304" style="width: 1000px" class="wp-caption aligncenter"><a href="https://historiasportu.info/wp-content/uploads/2020/09/3-scaled.jpg"><img loading="lazy" decoding="async" class="size-large wp-image-3304" src="https://historiasportu.info/wp-content/uploads/2020/09/3-1024x789.jpg" alt="Szkolenie z teorii spadochroniarstwa" width="1000" height="771" srcset="https://historiasportu.info/wp-content/uploads/2020/09/3-1024x789.jpg 1024w, https://historiasportu.info/wp-content/uploads/2020/09/3-300x231.jpg 300w, https://historiasportu.info/wp-content/uploads/2020/09/3-1536x1184.jpg 1536w, https://historiasportu.info/wp-content/uploads/2020/09/3-2048x1579.jpg 2048w, https://historiasportu.info/wp-content/uploads/2020/09/3-110x85.jpg 110w" sizes="auto, (max-width: 1000px) 100vw, 1000px" /></a><figcaption id="caption-attachment-3304" class="wp-caption-text">Szkolenie z teorii spadochroniarstwa</figcaption></figure>
<p>Na treningach i zawodach używali starych, często wojskowych spadochronów. Były ciężkie i niewygodne.<br />
&#8211; Jak się rozłożyły, to miały coś koło 70 mkw. I trudno było nimi sterować. Dzisiejsze są nie tylko lżejsze, z o niebo lepszych materiałów, ale można na nich wylądować z minimalną prędkością. Te stare do tego ważyły 20 kilo. Nie wiem, jak ja to uniosłam. Nogi to się pode mną uginały od ciężaru.</p>
<hr />
<p>&nbsp;</p>
<h3><strong>Kadra</strong></h3>
<p>&nbsp;</p>
<p>Do kadry narodowej trafiła dość szybko, już po kilku latach treningów.<br />
&#8211; Dzisiaj, żeby zająć się spadochroniarstwem, trzeba mieć nie tylko predyspozycje, ale również pieniądze. I to niemałe. My w aeroklubie za nic nie płaciliśmy. W kadrze nawet płacili nam za skoki.<br />
Z takich zawodów wracała czasami z dość pokaźną kwotą, jak na tamte czasy. W zależności od wysokości, z jakiej skakali, było to od 100 do nawet 600 złotych. Przy wielu skokach zarabiała tyle, ile przez dwa miesiące jako wykładowca na UMCS-ie.</p>
<figure id="attachment_3307" aria-describedby="caption-attachment-3307" style="width: 1000px" class="wp-caption aligncenter"><a href="https://historiasportu.info/wp-content/uploads/2020/09/6-scaled.jpg"><img loading="lazy" decoding="async" class="size-large wp-image-3307" src="https://historiasportu.info/wp-content/uploads/2020/09/6-1024x452.jpg" alt="Na spotkaniu sympatyków latania – Wanda Brzyska w środku" width="1000" height="441" srcset="https://historiasportu.info/wp-content/uploads/2020/09/6-1024x452.jpg 1024w, https://historiasportu.info/wp-content/uploads/2020/09/6-300x132.jpg 300w, https://historiasportu.info/wp-content/uploads/2020/09/6-1536x678.jpg 1536w, https://historiasportu.info/wp-content/uploads/2020/09/6-2048x904.jpg 2048w" sizes="auto, (max-width: 1000px) 100vw, 1000px" /></a><figcaption id="caption-attachment-3307" class="wp-caption-text">Na spotkaniu sympatyków latania – Wanda Brzyska w środku</figcaption></figure>
<p>&#8211; Nikt jednak wtedy nie patrzył na profity ze sportu. My spadochroniarstwo po prostu kochaliśmy. Na zawodach mieliśmy spartańskie warunki. Zdarzało się, że spaliśmy gdzieś w hangarze na piętrowych łóżkach. Zero luksusów. Z nami, dziewczynami było najtrudniej, bo ani się gdzie przebrać w ustronnym miejscu, ani umyć, ale jakoś dawałyśmy radę.</p>
<p>Podczas zawodów w Krakowie, a było to w latach 50., przyszło jej nocować pod gołym niebem.<br />
&#8211; Było ciepło, po zawodach zrobiło się już późno, to położyłam się na trawie, przykryłam jakimś kocem i tak usnęłam. Rano coś mnie obudziło. Jakiś dziwny odgłos. Otwieram oczy, patrzę, a tu tuż obok mnie pasie się krowa.<br />
Skok z najwyższej wysokości, jaki oddała to było 3,6 km. Trzy kilometry leciało się wtedy bez otwartego spadochronu.</p>
<hr />
<p>&nbsp;</p>
<h3><strong>W stroju ubeka?</strong></h3>
<p>&nbsp;</p>
<p>W 1956 r. pani Wanda pojechała z kadrą na zawody do Poznania. Było to tuż przez poznańskimi wydarzeniami, kiedy robotnicy dali wyraz swojemu niezadowoleniu z tego, co się działo w kraju. Sytuacja była niezwykle napięta.<br />
&#8211; Wtedy to były jedne z nielicznych imprez sportowych, kiedy mieszkaliśmy w hotelu. Codziennie jeździliśmy na lotnisko do Środy Wielkopolskiej. Na kwaterę wracaliśmy późnym popołudniem. Któregoś dnia podjeżdżamy pod hotel, a tu czołg stoi. Okazało się, że przyjechał sam <a href="https://pl.wikipedia.org/wiki/J%C3%B3zef_Cyrankiewicz" target="_blank" rel="noopener noreferrer"><strong>Józef Cyrankiewicz</strong></a> ze swoją świtą i zamieszkał w tym samym budynku. Nie wiedzieliśmy, że sytuacja w Poznaniu robi się coraz poważniejsza. Nie interesowaliśmy się polityką, nie zdawaliśmy sobie sprawy, jakie dramatyczne wydarzenia wkrótce miały się rozegrać.</p>
<p>Młodych spadochroniarzy bardziej interesowała niezwykła limuzyna Cyrankiewicza stojąca przed hotelem i czołg, niż polityczne zawirowania. Nawet poprosili załogę, żeby ich wpuścili do środka, bo nigdy nie siedzieli pod pancerzem. Żołnierze bez żadnych oporów pokazali im zresztą wnętrze czołgu. Być może był to ten sam, który wjechał potem w tłum protestujących…</p>
<p>Mimo napiętej sytuacji w mieście, zawodów nie przerwano.<br />
Kolejnego dnia – jak zwykle – wracali do hotelu. W pewnym momencie posłyszeli krzyki, jakieś głośne nawoływania. Okazało się, że to robotnicy zbierali się na sąsiedniej ulicy do marszu protestacyjnego. Zaciekawieni spadochroniarze podeszli bliżej, żeby to zobaczyć. Pani Wanda, podobnie jak i inni była ubrana w skórzaną kurtkę. Z daleka wszyscy wyglądali tak samo.</p>
<p>&#8211; Kiedy byliśmy już blisko, posłyszałam, że ktoś z tego tłumu wziął nas za ubeków. Oni też często ubierali się w skórzaną odzież. I nagle ten tłum ruszył na nas. Na szczęście w porę wyjaśniliśmy nieporozumienie. Kazali nam zmykać.</p>
<hr />
<p>&nbsp;</p>
<h3><strong>Ten ostatni skok</strong></h3>
<p>&nbsp;</p>
<p>Profesor Wanda Brzyska oddała w swoje karierze 149 skoków. Na więcej nie pozwolił jej mąż. Kazał wybierać – albo on, albo skoki. Powiedział to w dramatycznych okolicznościach, które pamięta do dzisiaj.<br />
&#8211; To było na zawodach w Radawcu. Czekałam na swoją kolejkę i patrzyłam jak z samolotu wyskoczył kolejny skoczek. Nie otworzył mu się spadochron.<br />
To był Andrzej, jej kolega. Kilka dni wcześniej zdał maturę. Na lotnisku był wówczas mąż pani Wandy – również związany z aeroklubem.<br />
&#8211; Andrzej spadł wprost pod nogi mojego męża. Spojrzał jeszcze na niego, jakby chciał coś powiedzieć.<br />
Zginął na miejscu.</p>
<figure id="attachment_3308" aria-describedby="caption-attachment-3308" style="width: 1000px" class="wp-caption aligncenter"><a href="https://historiasportu.info/wp-content/uploads/2020/09/7-scaled.jpg"><img loading="lazy" decoding="async" class="size-large wp-image-3308" src="https://historiasportu.info/wp-content/uploads/2020/09/7-1024x617.jpg" alt="Wspomnienia po latach" width="1000" height="603" srcset="https://historiasportu.info/wp-content/uploads/2020/09/7-1024x617.jpg 1024w, https://historiasportu.info/wp-content/uploads/2020/09/7-300x181.jpg 300w, https://historiasportu.info/wp-content/uploads/2020/09/7-1536x926.jpg 1536w, https://historiasportu.info/wp-content/uploads/2020/09/7-2048x1234.jpg 2048w" sizes="auto, (max-width: 1000px) 100vw, 1000px" /></a><figcaption id="caption-attachment-3308" class="wp-caption-text">Wspomnienia po latach</figcaption></figure>
<p>&#8211; Kiedy zastanawialiśmy się, kto i jak powiadomi jego rodziców, wtedy wstał nasz kolega Władek i powiedział:<br />
&#8211; Słuchajcie, ja to zrobią. Jestem księdzem.<br />
Wszyscy spojrzeli na niego ze zdumieniem. Okazało się, że ukrywał to przed pozostałymi, bo bał się, że w tamtych czasach zabronią mu przynależności do aeroklubu.<br />
&#8211; Tego samego dnia mój mąż postawił mi warunek – skoki albo on. Nie dane mi było oddać więcej skoków.</p>
<hr />
<p>&nbsp;</p>
<h3><strong>Wanda Brzyska dzisiaj</strong></h3>
<p>&nbsp;</p>
<p>Mimo, że od tego ostatniego skoku upłynęło już kilkadziesiąt lat, pani Wanda wciąż żyje spadochroniarstwem i aeroklubem.<br />
&#8211; Co miesiąc spotkamy się z dawnymi znajomymi w klubie seniora. Często odwiedzamy wciąż lotnisko w Radawcu. Wciąż interesujemy się spadochroniarstwem, lotnictwem.<br />
Ten sport ma w sobie magię. Ktoś, kto spróbował już raz być tam, w górze – kiedy czuć w pełni swobodę, jak się spada – ten nigdy już spadochroniarstwa nie zdradzi.<br />
Co mi dał sport? Bardzo dużo. Nauczył mnie pokory, odpowiedzialności, życia w grupie; dał mi poza tym tyle radości i frajdy, że do dzisiaj na myśl o skakaniu, usta same składają się do uśmiechu.</p>
<hr />
<p>[su_note note_color=&#8221;#ff2d26&#8243; text_color=&#8221;#ffffff&#8221;]„Moje podium” to cykl reportaży o ludziach sportu, którzy kiedykolwiek w swojej karierze zdobywali medale i stawali na podium. Bohaterami są nie tylko sami sportowcy, ale także trenerzy, szkoleniowcy, działacze – ci wszyscy, którzy mieli swój udział w zdobywanym medalu. To przecież także ich zasługa. Te reportaże to opowieści nie tylko o nich, to również dokument czasów, w których trenowali, brali udział w zawodach. Ich bohaterami są sportowcy w rożnych wieku i różnych dyscyplin. Często już zapominani, ale łączy ich jedno – znają nie tylko smak zwycięstwa, ale i gorycz porażki. Skupmy się jednak na tym pierwszym. Zapraszamy na sportową podróż w przeszłość. „Moje podium” powstało pod patronatem Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego.[/su_note]</p>
<p>&nbsp;</p>
<hr />
<p><a href="https://historiasportu.info/wp-content/uploads/2020/07/stypendium_czerwona-1-e1595673197718.jpg"><img loading="lazy" decoding="async" class="aligncenter size-full wp-image-3212" src="https://historiasportu.info/wp-content/uploads/2020/07/stypendium_czerwona-1-e1595673197718.jpg" alt="„Moje podium” powstało pod patronatem Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego." width="566" height="274" srcset="https://historiasportu.info/wp-content/uploads/2020/07/stypendium_czerwona-1-e1595673197718.jpg 566w, https://historiasportu.info/wp-content/uploads/2020/07/stypendium_czerwona-1-e1595673197718-300x145.jpg 300w" sizes="auto, (max-width: 566px) 100vw, 566px" /></a></p>
<p>Artykuł <a href="https://historiasportu.info/2020/09/10/wanda-brzyska-profesor-ze-spadochronem/">Wanda Brzyska &#8211; profesor ze spadochronem</a> pochodzi z serwisu <a href="https://historiasportu.info">historiasportu.info</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://historiasportu.info/2020/09/10/wanda-brzyska-profesor-ze-spadochronem/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Waldemar Białowąs &#8211; sport uczy życia</title>
		<link>https://historiasportu.info/2020/08/29/waldemar-bialowas-sport-uczy-zycia/</link>
					<comments>https://historiasportu.info/2020/08/29/waldemar-bialowas-sport-uczy-zycia/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Krzysztof Załuski]]></dc:creator>
		<pubDate>Sat, 29 Aug 2020 08:29:11 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Cykle]]></category>
		<category><![CDATA[Moje Podium]]></category>
		<category><![CDATA[Sporty walki]]></category>
		<category><![CDATA[judo]]></category>
		<category><![CDATA[moje podium]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://historiasportu.info/?p=3275</guid>

					<description><![CDATA[<p>Waldemar Białowąs miał 17 lat, kiedy zaczął trenować judo. Od początku kariery miał „pod górkę”. W rodzinnym Świdniku nie było sekcji, musiał dojeżdżać do Lublina. Treningi odbywały się o godz. 20 na Starym Mieście i kiedy się kończyły, miał dwie możliwości powrotu do domu: czekać na pierwszy pociąg o 5 rano lub wracać pieszo. Wybierał to drugie rozwiązanie.</p>
<p>Artykuł <a href="https://historiasportu.info/2020/08/29/waldemar-bialowas-sport-uczy-zycia/">Waldemar Białowąs &#8211; sport uczy życia</a> pochodzi z serwisu <a href="https://historiasportu.info">historiasportu.info</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<div id="bsf_rt_marker"></div><h2><strong>Waldemar Białowąs miał 17 lat, kiedy zaczął trenować judo. Od początku kariery miał „pod górkę”. W rodzinnym Świdniku nie było sekcji, musiał dojeżdżać do Lublina. Treningi odbywały się o godz. 20 na Starym Mieście i kiedy się kończyły, miał dwie możliwości powrotu do domu: czekać na pierwszy pociąg o 5 rano lub wracać pieszo. Wybierał to drugie rozwiązanie.</strong></h2>
<hr />
<p><span id="more-3275"></span></p>
<p>&#8211; Do judo trafiłem przypadkowo – wspomina pan Waldemar. – Grałem jak wielu innych chłopaków w piłkę nożną w Avii u trenera <strong>Żmijewskiego</strong>. Któregoś dnia zobaczyłem w gazecie ogłoszenie o naborze do sekcji judo. Chodziło o klub <strong>Energetyk</strong>. Mieścił się na ul. Garbarskiej w Lublinie. Pojechałem tam.</p>
<p>Pierwsza wizyta w klubie rozczarowała przyszłego judokę. Okazało się, że mogą go przyjąć do sekcji pod jednym warunkiem – najpierw musi odbyć szkolenie z samoobrony, za które musiał też zapłacić. Wcześniej jednak zbadał go Sławomir Urbański, późniejszy jego trener. Uznał, że może i coś z niego będzie, bo po odbytym szkoleniu przyjął go do upragnionej sekcji. Piłka nożna poszła w odstawkę.</p>
<p>&nbsp;</p>
<figure id="attachment_3285" aria-describedby="caption-attachment-3285" style="width: 1000px" class="wp-caption aligncenter"><a href="https://historiasportu.info/wp-content/uploads/2020/08/waldek-pochod.jpg"><img loading="lazy" decoding="async" class="size-large wp-image-3285" src="https://historiasportu.info/wp-content/uploads/2020/08/waldek-pochod-1024x662.jpg" alt="W latach 70. pochód pierwszomajowy nie ominął młodego judoki" width="1000" height="646" srcset="https://historiasportu.info/wp-content/uploads/2020/08/waldek-pochod-1024x662.jpg 1024w, https://historiasportu.info/wp-content/uploads/2020/08/waldek-pochod-300x194.jpg 300w, https://historiasportu.info/wp-content/uploads/2020/08/waldek-pochod-1536x994.jpg 1536w, https://historiasportu.info/wp-content/uploads/2020/08/waldek-pochod.jpg 1920w" sizes="auto, (max-width: 1000px) 100vw, 1000px" /></a><figcaption id="caption-attachment-3285" class="wp-caption-text">W latach 70. pochód pierwszomajowy nie ominął młodego judoki</figcaption></figure>
<p>&nbsp;</p>
<hr />
<p>&nbsp;</p>
<h3><strong>&#8222;Avia&#8221; &#8211; gość ze Świdnika</strong></h3>
<p>&nbsp;</p>
<p>&#8211; Pamiętam, że trudno było wtedy dostać judogę, strój do judo. Trener dał mi używaną, poprzecieraną w wielu miejscach tzw. plecionkę. W domu ją pozszywałem, uprałem i służyła mi przez jakiś czas.</p>
<p>Po roku treningów młody siedemnastolatek prześcignął już umiejętnościami wielu kolegów, którzy trenowali kilka lat dłużej od niego. Wkrótce trafił do kadry wojewódzkiej. Od tego czasu osiągnął w judo bardzo dużo – i jako zawodnik i jako trener, a także jako działacz.</p>
<p>&#8211; Sporty walki były zawsze postrzegane jako coś wyjątkowego. Cieszyły się też dużym szacunkiem. Wielu kolegów z zazdrością przyjmowało moje sukcesy na macie.</p>
<figure id="attachment_3281" aria-describedby="caption-attachment-3281" style="width: 1000px" class="wp-caption aligncenter"><a href="https://historiasportu.info/wp-content/uploads/2020/08/waldek-grupa.jpg"><img loading="lazy" decoding="async" class="size-large wp-image-3281" src="https://historiasportu.info/wp-content/uploads/2020/08/waldek-grupa-1024x973.jpg" alt="Waldemar Białowąs: Takie były początki… " width="1000" height="950" srcset="https://historiasportu.info/wp-content/uploads/2020/08/waldek-grupa-1024x973.jpg 1024w, https://historiasportu.info/wp-content/uploads/2020/08/waldek-grupa-300x285.jpg 300w, https://historiasportu.info/wp-content/uploads/2020/08/waldek-grupa-1536x1459.jpg 1536w, https://historiasportu.info/wp-content/uploads/2020/08/waldek-grupa.jpg 1920w" sizes="auto, (max-width: 1000px) 100vw, 1000px" /></a><figcaption id="caption-attachment-3281" class="wp-caption-text">Waldemar Białowąs: Takie były początki…</figcaption></figure>
<p>W latach 70 i 80 ubiegłego wieku polskie judo święciło triumfy. Młodzi garnęli się do tego sportu, nie brakowało też sukcesów.</p>
<p>&#8211; Mieliśmy swoich idoli, jak chociażby <strong>Antoni Zajkowski</strong>, <strong>Marian Tałaj</strong> czy <strong>Andrzej Sądej</strong>. Każdy z nas chciał osiągać takie sukcesy jak oni.</p>
<p>Młody judoka ze Świdnika pochłaniał wiedzę o judo z każdego możliwego źródła. Duże wrażenie zrobił na nim film wyświetlany w kinie Kosmos – „Saga o judo” Kurosawy.</p>
<p>&#8211; Judo to także filozofia życia. Od pierwszego dnia na macie wpajano nam szacunek dla rywala, dla miejsca, dla czasu. Judoka nie doskonali się, żeby walczyć, on walczy, żeby się doskonalić – to jedna z maksym, która dotyczy też innych dziedzin życia.</p>
<hr />
<p>&nbsp;</p>
<h3><strong>Waldemar Białowąs &#8211; pierwszy medal</strong></h3>
<p>&nbsp;</p>
<p>Zdobył go jeszcze jako junior. Po nich przyszły kolejne; trudno zliczyć wszystkie. Wiele walk wygrywał przed czasem. Są jednak takie pojedynki, które pan Waldemar pamięta do dzisiaj.</p>
<p>&#8211; W latach 70. regularnie walczyliśmy z judokami z <strong>Brześcia</strong>. Pewnego razu przyjechali do Lublina w bardzo silnym składzie.</p>
<p>&#8211; Waldek, będziesz dziś walczyć z nie byle kim – usłyszałem od trenera. – To gość, który jest mistrzem ZSRR. Daj z siebie wszystko. Masz dobrą technikę, możesz sprawić niespodziankę.</p>
<p>Tak też się stało. Po zaciętej walce w trzymaniu, udało mu się rzucić przeciwnika na matę i wygrał przed czasem.</p>
<p>&#8211; To było coś. Dopiero za jakiś czas dotarło do mnie, że wygrałem z naprawdę wymagającym przeciwnikiem.</p>
<figure id="attachment_3279" aria-describedby="caption-attachment-3279" style="width: 1000px" class="wp-caption aligncenter"><a href="https://historiasportu.info/wp-content/uploads/2020/08/waldek-dawid-1.jpg"><img loading="lazy" decoding="async" class="size-large wp-image-3279" src="https://historiasportu.info/wp-content/uploads/2020/08/waldek-dawid-1-1024x677.jpg" alt="Dawid – pierwszy z lewej na dole poszedł w ślady ojca" width="1000" height="661" srcset="https://historiasportu.info/wp-content/uploads/2020/08/waldek-dawid-1-1024x677.jpg 1024w, https://historiasportu.info/wp-content/uploads/2020/08/waldek-dawid-1-300x198.jpg 300w, https://historiasportu.info/wp-content/uploads/2020/08/waldek-dawid-1-1536x1015.jpg 1536w, https://historiasportu.info/wp-content/uploads/2020/08/waldek-dawid-1.jpg 1654w" sizes="auto, (max-width: 1000px) 100vw, 1000px" /></a><figcaption id="caption-attachment-3279" class="wp-caption-text">Dawid – pierwszy z lewej na dole poszedł w ślady ojca</figcaption></figure>
<p>Za rok odbył się rewanż. W Brześciu. Juniorzy z Lublina weszli na salę, gdzie miały się odbyć zawody i przeżyli szok. Okazało się, że na sali nie ma materacy. Musiał im wystarczyć zwykły filc, który przykrywał drewnianą podłogę. Rozgrzewając się, rozglądali się za swoimi rywalami. Na sali jednak nikogo oprócz nich nie było. Nagle drzwi się otworzyły i do środka wszedł pluton wojska. W mundurach, żołnierskich butach, w czapkach na głowie.</p>
<p>&#8211; Trenerze, kto to jest? Gdzie są ich juniorzy?</p>
<p>&#8211; U nas juniorzy tak wyglądają – odparł trener z Brześcia i kazał się przebrać swoim „juniorom” &#8211; starszym od Polaków o co najmniej pięć lat</p>
<p>Goście dostali od nich wtedy srogie lanie.</p>
<hr />
<p>&nbsp;</p>
<h3><strong>Żołnierz i trener</strong></h3>
<p>&nbsp;</p>
<p>W 1978 r., rok po maturze Waldemar Białowąs trafił do wojska. Zamiast w okopach, walczył jednak na macie. Reprezentował silny wówczas klub wojskowy Kadrę Rembertów. Judocy tego zespołu walczyli w I lidze. W swoim składzie mieli też wielu reprezentantów kraju.</p>
<figure id="attachment_3286" aria-describedby="caption-attachment-3286" style="width: 225px" class="wp-caption aligncenter"><a href="https://historiasportu.info/wp-content/uploads/2020/08/waldek-wojsko.jpg"><img loading="lazy" decoding="async" class="wp-image-3286 size-medium" src="https://historiasportu.info/wp-content/uploads/2020/08/waldek-wojsko-225x300.jpg" alt="W wojsku Waldemar Białowąs reprezentował barwy Kadry Rembertów" width="225" height="300" srcset="https://historiasportu.info/wp-content/uploads/2020/08/waldek-wojsko-225x300.jpg 225w, https://historiasportu.info/wp-content/uploads/2020/08/waldek-wojsko-768x1024.jpg 768w, https://historiasportu.info/wp-content/uploads/2020/08/waldek-wojsko-1152x1536.jpg 1152w, https://historiasportu.info/wp-content/uploads/2020/08/waldek-wojsko.jpg 1536w" sizes="auto, (max-width: 225px) 100vw, 225px" /></a><figcaption id="caption-attachment-3286" class="wp-caption-text">W wojsku Waldemar Białowąs reprezentował barwy Kadry Rembertów</figcaption></figure>
<p>Po zakończeniu kariery zawodniczej, z dyplomem AWF z Wrocławia zajął się m.in. szkoleniem dzieci i młodzieży. Jest trenerem klasy mistrzowskiej, posiada VII Dan judo oraz VIII Dan w Ju-Jitsu. W swojej karierze trenerskiej wychował wielu znakomitych zawodników, członków kadry narodowej. Przez dwie kadencje wchodził w skład zarządu  i przewodniczył <strong>Radzie Trenerów Polskiego Związku Judo</strong>. Jest także autorem programów telewizyjnych „I Ty możesz się obronić” oraz „Broń się sama”.</p>
<hr />
<p>&nbsp;</p>
<h3><strong> Niedaleko pada jabłko od&#8230;</strong></h3>
<p>&nbsp;</p>
<p>Sportową pasję ojca przejęły także jego dzieci – również najmłodsza, 10-letnia Marysia</p>
<p>&#8211; Córka się śmieje, że trenuje judo, żeby mi zrobić przyjemność. Ale jej największą pasją jest jednak taniec i myślę, że to on będzie dla niej najważniejszy.</p>
<figure id="attachment_3277" aria-describedby="caption-attachment-3277" style="width: 768px" class="wp-caption aligncenter"><a href="https://historiasportu.info/wp-content/uploads/2020/08/waldek-cora.jpg"><img loading="lazy" decoding="async" class="size-full wp-image-3277" src="https://historiasportu.info/wp-content/uploads/2020/08/waldek-cora.jpg" alt="Waldemar Białowąs z córką" width="768" height="768" srcset="https://historiasportu.info/wp-content/uploads/2020/08/waldek-cora.jpg 768w, https://historiasportu.info/wp-content/uploads/2020/08/waldek-cora-300x300.jpg 300w, https://historiasportu.info/wp-content/uploads/2020/08/waldek-cora-150x150.jpg 150w" sizes="auto, (max-width: 768px) 100vw, 768px" /></a><figcaption id="caption-attachment-3277" class="wp-caption-text">Waldemar Białowąs z córką</figcaption></figure>
<p>Dwaj synowie, Daniel i Darek ze sportem byli związani już od dziecka. Nietrudno zgadnąć, w jakiej dyscyplinie. Darek okazał się jednak za wysoki na judo i ostatecznie poświęcił się piłce nożnej i koszykówce. Dawid z kolei prześcignął ojca. Już jako junior młodszy okazał się niezwykle utalentowanym zawodnikiem. Występował nawet w austriackiej Bundeslidze.</p>
<figure id="attachment_3278" aria-describedby="caption-attachment-3278" style="width: 520px" class="wp-caption aligncenter"><a href="https://historiasportu.info/wp-content/uploads/2020/08/waldek-darek.jpg"><img loading="lazy" decoding="async" class="size-full wp-image-3278" src="https://historiasportu.info/wp-content/uploads/2020/08/waldek-darek.jpg" alt="Dwaj piłkarze, dwaj judocy – Waldemar Białowąs z synek Darkiem" width="520" height="588" srcset="https://historiasportu.info/wp-content/uploads/2020/08/waldek-darek.jpg 520w, https://historiasportu.info/wp-content/uploads/2020/08/waldek-darek-265x300.jpg 265w" sizes="auto, (max-width: 520px) 100vw, 520px" /></a><figcaption id="caption-attachment-3278" class="wp-caption-text">Dwaj piłkarze, dwaj judocy – Waldemar Białowąs z synek Darkiem</figcaption></figure>
<p>&#8211; Walczył w tym samym klubie, w którym był <a href="https://pl.wikipedia.org/wiki/Pawe%C5%82_Nastula"><strong>Paweł Nastula</strong></a>. Dawid za zwycięstwo otrzymywał 200 euro, Nastula – pięć razy tyle.</p>
<p>Dawid był również zawodnikiem klubu w Słowenii, a po igrzyskach olimpijskich w Atenach wyjechał do Japonii. Tam wziął udział w prestiżowym turnieju, podczas którego dokonał nie lada sztuki – wygrał wszystkie swoje walki przez czasem. A wszystkie pojedynki z jego udziałem trwały raptem 1,5 minuty. Tam też spotkał samego <a href="https://pl.wikipedia.org/wiki/Yasuhiro_Yamashita"><strong>Yasuhiro Yamashitę</strong></a>, znakomitego judokę, złotego medalistę z igrzysk w Los Angeles. Mistrz widział kilka walk Dawida i pochwalił go za dobrą technikę.</p>
<figure id="attachment_3283" aria-describedby="caption-attachment-3283" style="width: 899px" class="wp-caption aligncenter"><a href="https://historiasportu.info/wp-content/uploads/2020/08/waldek-mistrz.jpg"><img loading="lazy" decoding="async" class="size-full wp-image-3283" src="https://historiasportu.info/wp-content/uploads/2020/08/waldek-mistrz.jpg" alt="Ojciec z synem Dawidem w Japonii. W środku sam Yasuhiro Yamashita" width="899" height="519" srcset="https://historiasportu.info/wp-content/uploads/2020/08/waldek-mistrz.jpg 899w, https://historiasportu.info/wp-content/uploads/2020/08/waldek-mistrz-300x173.jpg 300w" sizes="auto, (max-width: 899px) 100vw, 899px" /></a><figcaption id="caption-attachment-3283" class="wp-caption-text">Ojciec z synem Dawidem w Japonii. W środku sam Yasuhiro Yamashita</figcaption></figure>
<hr />
<p>&nbsp;</p>
<h3><strong>Sport dał mi pozytywnego kopa w życiu – mówi Waldemar Białowąs</strong></h3>
<p><strong> </strong></p>
<p>– Nie chodzi tylko o to, że do dzisiaj nie muszę korzystać z windy, bo wciąż cieszę się dobrą kondycją. Judo nauczyło mnie szacunku dla innych, pokonywania własnych słabości. To chcę dzisiaj przekazać innym. Tak samo jak to, że nie ma lepszej metody wychowawczej od uprawiana sportu. Powinni to sobie wziąć do serca wszyscy rodzice. Im wcześniej dziecko zetknie się ze sportem, rywalizacją, poczuje smak zwycięstwa czy gorycz porażki – tym łatwiej poradzi sobie w życiu.</p>
<p>Waldemar Białowąs jest założycielem klubu <strong>Shiroikaj Judo Club</strong> w Świdniku, ponad 40 lat spędził na macie jako zawodnik judo. To także inicjator programu „Bezpieczna kobieta”, który istnieje od 1994 r. Dzięki niemu pięć tysięcy kobiet poznało proste i skuteczne techniki unieszkodliwiania przeciwnika. Był też założycielem pierwszej klasy sportowej ze specjalizacją judo w Polsce.</p>
<p>&#8211; Nadal z pasją prowadzę zajęcia,   doskonalę swoją wiedzę i umiejętności, startuję na mistrzostwach świata w kategorii masters – mówi.</p>
<figure id="attachment_3282" aria-describedby="caption-attachment-3282" style="width: 237px" class="wp-caption aligncenter"><a href="https://historiasportu.info/wp-content/uploads/2020/08/waldek-malys.jpg"><img loading="lazy" decoding="async" class="wp-image-3282 size-medium" src="https://historiasportu.info/wp-content/uploads/2020/08/waldek-malys-237x300.jpg" alt="Waldemar Białowąs z Adamem Małyszem" width="237" height="300" srcset="https://historiasportu.info/wp-content/uploads/2020/08/waldek-malys-237x300.jpg 237w, https://historiasportu.info/wp-content/uploads/2020/08/waldek-malys.jpg 759w" sizes="auto, (max-width: 237px) 100vw, 237px" /></a><figcaption id="caption-attachment-3282" class="wp-caption-text">Waldemar Białowąs z Adamem Małyszem</figcaption></figure>
<p>W ciągu wielu lat działalności sportowej w uznaniu zasług otrzymywał liczne nagrody i wyróżnienia, m.in.: Złoty Krzyż Zasługi Prezydenta RP, Tytuł Mistrz Sportu, Mistrz Życia, medal Zasłużony dla rozwoju Polskiego Judo, Honorowe Odznaki PZ Judo czy Odznakę Zasłużony Działacz Kultury Fizycznej (UKFiT).</p>
<p>– Jako instruktor zawsze czerpałem ogromną satysfakcję z tego, że mogę uczyć słabszych jak się bronić, a radość podopiecznych była i jest dla mnie największą satysfakcją. Bo człowiek jest tyle wart, ile daje z siebie innym.</p>
<hr />
<p>&nbsp;</p>
<p>[su_note note_color=&#8221;#ff2d26&#8243; text_color=&#8221;#ffffff&#8221;]„Moje podium” to cykl reportaży o ludziach sportu, którzy kiedykolwiek w swojej karierze zdobywali medale i stawali na podium. Bohaterami są nie tylko sami sportowcy, ale także trenerzy, szkoleniowcy, działacze – ci wszyscy, którzy mieli swój udział w zdobywanym medalu. To przecież także ich zasługa. Te reportaże to opowieści nie tylko o nich, to również dokument czasów, w których trenowali, brali udział w zawodach. Ich bohaterami są sportowcy w rożnych wieku i różnych dyscyplin. Często już zapominani, ale łączy ich jedno – znają nie tylko smak zwycięstwa, ale i gorycz porażki. Skupmy się jednak na tym pierwszym. Zapraszamy na sportową podróż w przeszłość. „Moje podium” powstało pod patronatem Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego.[/su_note]</p>
<p><a href="https://historiasportu.info/wp-content/uploads/2020/07/stypendium_czerwona-1-e1595673197718.jpg"><img loading="lazy" decoding="async" class="aligncenter size-full wp-image-3212" src="https://historiasportu.info/wp-content/uploads/2020/07/stypendium_czerwona-1-e1595673197718.jpg" alt="„Moje podium” powstało pod patronatem Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego." width="566" height="274" srcset="https://historiasportu.info/wp-content/uploads/2020/07/stypendium_czerwona-1-e1595673197718.jpg 566w, https://historiasportu.info/wp-content/uploads/2020/07/stypendium_czerwona-1-e1595673197718-300x145.jpg 300w" sizes="auto, (max-width: 566px) 100vw, 566px" /></a></p>
<p>Artykuł <a href="https://historiasportu.info/2020/08/29/waldemar-bialowas-sport-uczy-zycia/">Waldemar Białowąs &#8211; sport uczy życia</a> pochodzi z serwisu <a href="https://historiasportu.info">historiasportu.info</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://historiasportu.info/2020/08/29/waldemar-bialowas-sport-uczy-zycia/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Jerzy Witaszek. Spełnione marzenia</title>
		<link>https://historiasportu.info/2020/08/22/jerzy-witaszek-spelnione-marzenia/</link>
					<comments>https://historiasportu.info/2020/08/22/jerzy-witaszek-spelnione-marzenia/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Krzysztof Załuski]]></dc:creator>
		<pubDate>Sat, 22 Aug 2020 12:08:45 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Cykle]]></category>
		<category><![CDATA[Moje Podium]]></category>
		<category><![CDATA[Piłka ręczna]]></category>
		<category><![CDATA[moje podium]]></category>
		<category><![CDATA[piłka ręczna]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://historiasportu.info/?p=3260</guid>

					<description><![CDATA[<p>Jerzy Witaszek z piłką ręczną zetknął się po raz pierwszy dzięki temu, że złamał nogę... skacząc na nartach.</p>
<p>Artykuł <a href="https://historiasportu.info/2020/08/22/jerzy-witaszek-spelnione-marzenia/">Jerzy Witaszek. Spełnione marzenia</a> pochodzi z serwisu <a href="https://historiasportu.info">historiasportu.info</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<div id="bsf_rt_marker"></div><h2><strong>Jerzy Witaszek z piłką ręczną zetknął się po raz pierwszy dzięki temu, że złamał nogę&#8230; skacząc na nartach. Było to jeszcze w szkole podstawowej w Busku Zdroju. </strong></h2>
<hr />
<p><span id="more-3260"></span></p>
<h3><strong>Początek. Podwórkowe mecze.</strong></h3>
<p>&nbsp;</p>
<p>&#8211; Mieszkaliśmy z rodzicami obok Byczej Góry. W zimie zjeżdżaliśmy z niej z kolegami na łyżwach. Ktoś wpadł na pomysł, żeby zrobić na niej skocznię. Wkrótce każdy starał się polecieć jak najdalej. Któregoś dnia postanowiłem pobić rekord skoczni. Niestety, nie udało się. Cudem udało mi się uniknąć lądowania na drzewie, ale i tak skok był pechowy, bo złamałem nogę w trzech miejscach. W Pińczowie jakoś mi tę nogę poskładali, ale przez dwa lata chodziłem o kulach. Kiedy już w miarę zacząłem normalnie się poruszać, znalazłem w domu dziwną piłkę. Pierwszy raz taką widziałem. Była mniejsza od nożnej. Domyśliłem się, że ojciec ją kupił, żeby mnie nie kusiła gra w nożną, tylko w <a href="https://historiasportu.info/2016/11/04/szczypiorniak-setka-wilta-pierwsza-kobieta-formule-1/">ręczną</a>. Bał się widocznie o moje nogi. Mając w tamtych czasach własną piłkę, byłem już „kimś”. To nic, że do piłki ręcznej, o której mieliśmy wtedy wszyscy mgliste pojęcie. Sami ustalaliśmy zasady gry. Graliśmy np. dotąd, aż jedna z drużyn zdobędzie dwadzieścia goli. Potem oczywiście były mecze w nożną, ale tym już się rodzicom nie chwaliłem.</p>
<figure id="attachment_3266" aria-describedby="caption-attachment-3266" style="width: 1000px" class="wp-caption aligncenter"><a href="https://historiasportu.info/wp-content/uploads/2020/08/jerzy-7.jpg"><img loading="lazy" decoding="async" class="size-large wp-image-3266" src="https://historiasportu.info/wp-content/uploads/2020/08/jerzy-7-1024x778.jpg" alt="Jerzy Witaszek - młody zawodnik źródło: archiwum prywatne" width="1000" height="760" srcset="https://historiasportu.info/wp-content/uploads/2020/08/jerzy-7-1024x778.jpg 1024w, https://historiasportu.info/wp-content/uploads/2020/08/jerzy-7-300x228.jpg 300w, https://historiasportu.info/wp-content/uploads/2020/08/jerzy-7-110x85.jpg 110w, https://historiasportu.info/wp-content/uploads/2020/08/jerzy-7.jpg 1475w" sizes="auto, (max-width: 1000px) 100vw, 1000px" /></a><figcaption id="caption-attachment-3266" class="wp-caption-text">Drużyna Jerzego Witaszeka &#8211; młody zawodnik źródło: archiwum prywatne</figcaption></figure>
<p>&#8211; Graliśmy na klepisku. Szło mi nieźle, zazwyczaj zdobywałem najwięcej bramek. Pewnego dnia spotkałem starszych o rok kolegów, którzy już wtedy grali w szkolnej drużynie. Zaproponowałem im mecz – my, „podwórkowcy” przeciwko „zawodowcom”. I daliśmy im łupnia, a mecz oglądał jeden z trenerów. Po meczu dał mi od razu koszulkę i kazał przyjść na trening. Byłem wniebowzięty, ale bałem się reakcji rodziców, którzy wciąż pamiętali, że nie tak dawno przecież miałem nogę w gipsie. Nie przyznałem im się. Koszulkę schowałem pod poduszką. Okazało się jednak, że mama znalazła ją w nocy. Nic nie mówiąc, wyprała ją, wyprasowała i z powrotem schowała w to samo miejsce. Za to jestem jej do dzisiaj wdzięczny.</p>
<p>W końcu nadszedł dzień debiutu w prawdziwej, szkolnej drużynie. Szło mu nieźle, a mogłoby być jeszcze lepiej, gdyby o meczu nie dowiedział się ojciec. Nie bacząc na protesty syna, zabrał go do domu wprost z boiska. Nie przekonały go argumenty trenera, że strzelił pięć bramek. Kariera przesunęła się niestety w czasie.</p>
<p>&#8211; Byłem jednak uparty. Po skończeniu 8 klasy powiedziałem rodzicom, że pójdę do liceum pod jednym warunkiem: że będę mógł chodzić na SKS-y. I tak zaczęła się moja przygoda ze sportem, która trwa do dzisiaj.</p>
<p>Hal sportowych było kiedyś niewiele, jeśli już &#8211; to raczej w większych miastach.</p>
<p>&#8211; Trenowaliśmy na dworze. Nic dziwnego, że po upadku na klepisko czy też asfalt (pojawił się później) każdy z nas boleśnie odczuł kontakt z szorstką nawierzchnią. Najgorsze były chyba jednak upadki na nawierzchnię z ubitego, drobnego żwiru, kiedy takie drobne grudki wbiły się pod skórę, to wtedy rana długo się goiła. Kiedy zaczynałem grać, nie było jeszcze żadnych ochraniaczy: nakolanników czy nałokietników. Przy upadku każdy starał się tak upaść, żeby odnieść jak najmniejsze obrażenia. Kiedyś ojciec zobaczył mnie w łazience, kiedy się przebierałem po treningu. Aż zbladł. Miałem strup na strupie. Nikt się wtedy jednak tym nie przejmował.</p>
<figure id="attachment_3265" aria-describedby="caption-attachment-3265" style="width: 1000px" class="wp-caption aligncenter"><a href="https://historiasportu.info/wp-content/uploads/2020/08/jerzy-6.jpg"><img loading="lazy" decoding="async" class="size-large wp-image-3265" src="https://historiasportu.info/wp-content/uploads/2020/08/jerzy-6-1024x746.jpg" alt="Źródło zdjęcia: Jerzy Witaszek archiwum prywatne" width="1000" height="729" srcset="https://historiasportu.info/wp-content/uploads/2020/08/jerzy-6-1024x746.jpg 1024w, https://historiasportu.info/wp-content/uploads/2020/08/jerzy-6-300x219.jpg 300w, https://historiasportu.info/wp-content/uploads/2020/08/jerzy-6-1536x1120.jpg 1536w, https://historiasportu.info/wp-content/uploads/2020/08/jerzy-6.jpg 2003w" sizes="auto, (max-width: 1000px) 100vw, 1000px" /></a><figcaption id="caption-attachment-3265" class="wp-caption-text">Źródło zdjęcia: Jerzy Witaszek archiwum prywatne</figcaption></figure>
<p>&#8211; Jeśli graliśmy po deszczu, to zdarzało się, że rzucając do bramki wykorzystywało się…kałuże. Piłka odbijała się od niej, nabierała rotacji i bramkarze byli najczęściej bezradni wobec takiego strzału. Niektórzy trenerzy poświęcali takim rzutom część treningu. Czasami graliśmy też w strugach deszczu, wtedy trzeba było często zmieniać piłkę, bo nasiąkała wodą i stawała się ciężka. Pamiętam też, że na meczach używaliśmy żywicy, żeby piłka lepiej trzymała się dłoni. Stała zawsze w słoiku czy puszce obok ławki. Rzeczywiście, dzięki niej łatwiej było chwycić piłkę, ale miała też dużą wadę – strasznie brudziła spodenki czy koszulkę i trudno było to potem doprać.</p>
<hr />
<p>&nbsp;</p>
<h3><strong>Jerzy Witaszek &#8211; mój debiut</strong></h3>
<p>&nbsp;</p>
<p>&#8211; Takie wydarzenie pamięta się do końca życia. Miałem wtedy 17 lat. Najmłodszy w zespole. Graliśmy ze Skarżyskiem. W szkolnej reprezentacji trener ustawiał mnie na rozegraniu, w klubie zaś na prawym skrzydle. To była trudna pozycja, zwłaszcza że byłem praworęczny. Ale jakoś dawałem radę. Nagle gwizdek. Karny. Nikt ze starszych kolegów nie kwapił się, żeby stanąć na linii siedmiu metrów. Trener – ku mojemu zdumieniu – wskazuje na mnie. Trema jednak zrobiła swoje. Wziąłem piłkę do ręki. Spojrzałem na bramkarza. Powoli ustawiłem piłkę na klepisku. Sędzia chyba domyślił się, że w głowie młodego zawodnika pojawiła się niedorzeczna myśl, żeby wykonać karnego nogą, bo coś powiedział i zrozumiałem swój błąd. Czerwony ze wstydu wykonałem prawidłowy rzut. Mocny, soczysty, ale niestety daleko obok bramki. A tam stał jeden z kibiców ze swoim rowerem. Piłka uderzyła w przednie koło, wyginając szprychy. Taki to był debiut…</p>
<figure id="attachment_3264" aria-describedby="caption-attachment-3264" style="width: 1000px" class="wp-caption aligncenter"><a href="https://historiasportu.info/wp-content/uploads/2020/08/jerzy-3.jpg"><img loading="lazy" decoding="async" class="size-large wp-image-3264" src="https://historiasportu.info/wp-content/uploads/2020/08/jerzy-3-1024x784.jpg" alt="Jerzy Witaszek " width="1000" height="766" srcset="https://historiasportu.info/wp-content/uploads/2020/08/jerzy-3-1024x784.jpg 1024w, https://historiasportu.info/wp-content/uploads/2020/08/jerzy-3-300x230.jpg 300w, https://historiasportu.info/wp-content/uploads/2020/08/jerzy-3-1536x1176.jpg 1536w, https://historiasportu.info/wp-content/uploads/2020/08/jerzy-3-2048x1568.jpg 2048w, https://historiasportu.info/wp-content/uploads/2020/08/jerzy-3-110x85.jpg 110w" sizes="auto, (max-width: 1000px) 100vw, 1000px" /></a><figcaption id="caption-attachment-3264" class="wp-caption-text">Źródło zdjęcia: Jerzy Witaszek archiwum prywatne</figcaption></figure>
<p>&#8211; W <strong>AKS</strong>-ie grałem do matury. Byłem chyba dobrze zapowiadającym się zawodnikiem, bo chcieli mnie w <strong>Kielcach</strong>. Przyjechali do ojca, żeby ten mnie puścił, ale odeszli z kwitkiem, a ja i tak wylądowałem po maturze w<strong> Krakowie</strong>, gdzie krótko grałem jeszcze w Cracovii. Zrezygnowałem z grania, bo tam z kolei trener widział mnie na lewym skrzydle, co mi w ogóle nie odpowiadało.</p>
<hr />
<p>&nbsp;</p>
<h3><strong>Studia</strong></h3>
<p>&nbsp;</p>
<p>&#8211; Dowiedziałem się, że kilku moich kolegów wybiera się na AWF. Zazdrościłem im. Rodzice widzieli mnie jednak jako inżyniera i chcieli, żebym studiował na <strong>WSI</strong> w <strong>Kielcach</strong>. Uprzedziłem ich zamiary. W tajemnicy przed nimi wziąłem kilka lekcji korepetycji i pojechałem na egzaminy na <strong>AWF</strong> do <strong>Gdańska</strong>. Udało się.<br />
Na roku byłem m.in. z <a href="https://pl.wikipedia.org/wiki/Andrzej_Grubba" target="_blank" rel="noopener noreferrer"><strong>Andrzejem Grubbą</strong></a>, <strong>Markiem Panasem</strong>. Po pięciu latach nauki miałem w kieszeni dyplom trenera II klasy. I mnóstwo planów…</p>
<hr />
<p>&nbsp;</p>
<h3><strong>Jerzy Witaszek: ja, trener</strong></h3>
<p>&#8211; W najśmielszych snach nie przypuszczałem jednak, że zaraz po studiach – jako świeżo upieczony trener – spełnią się moje najskrytsze marzenia. Wszystko dzięki <strong>prof. Czerwińskiemu</strong>. Wysłał mnie, „młodziaka” do Zakopanego. Miałem się zgłosić do samego <strong>Jacka Zglinickiego</strong>, który przebywał wtedy w COS-ie z pierwszą kadrą narodową piłkarzy ręcznych. Zostałem trzecim trenerem reprezentacji, mającej w swoim składzie takich zawodników jak Klempel, Panas, Kałuziński, bracia Tłuczyńscy.</p>
<figure id="attachment_3262" aria-describedby="caption-attachment-3262" style="width: 685px" class="wp-caption aligncenter"><a href="https://historiasportu.info/wp-content/uploads/2020/08/jerzy-1-scaled.jpg"><img loading="lazy" decoding="async" class="size-large wp-image-3262" src="https://historiasportu.info/wp-content/uploads/2020/08/jerzy-1-685x1024.jpg" alt="Jerzy Witaszek" width="685" height="1024" /></a><figcaption id="caption-attachment-3262" class="wp-caption-text">Jerzy Witaszek &#8211; trener</figcaption></figure>
<p>&#8211; Kiedy zgłosiłem się do COS-u, to początkowo wzięli mnie za kolejnego zawodnika i w ten sposób byłem w pokoju z <strong>Andrzejem Tłuczyńskim</strong>. Lekko nie było. Trener Zglinicki mając mnie, jako młodego trenera przydzielił mi rolę…”zająca” podczas treningów biegowych. Dobrze, że kondycyjnie nie odstawałem od zawodników, bo miałem za zadanie nadawać tempo podczas mozolnych biegów w górach. Dziś z dumą mogę przyznać, że zdarzało mi się kończyć trening w pierwszej trójce zawodników, a i niektórzy potem dużo dłużej sapali ode mnie.</p>
<hr />
<p>&nbsp;</p>
<h3><strong>Puławy były mi pisane</strong></h3>
<p>&nbsp;</p>
<p>&#8211; Nie chciałem być trenerem ligowej drużyny. Chciałem sam taką drużynę stworzyć. Od podstaw. Po jakimś czasie przypomniałem sobie, że kiedyś ktoś wspomniał o <strong>Puławach</strong>, że zbudowali tam nowoczesną halę, że to ładne miasto. Niewiele myśląc, spakowałem torbę, wsiadłem do autobusu i wieczorem zameldowałem się w Puławach. Nawet nie sądziłem, że spędzę tu tyle lat.<br />
W szkole SP 5 była już drużyna piłki ręcznej. Po miesiącu trenowania miałem okazję sprawdzić, na jakim poziomie jesteśmy. Na pierwszym turnieju dostawaliśmy lanie od każdego. Wróciliśmy z kompletem porażek. Nie załamałem się tym. Zimę ostro trenowaliśmy. Wiosną przyszły pierwsze efekty. W lidze nie było na nas mocnych.</p>
<hr />
<p>&nbsp;</p>
<h3><strong>Mistrzowie!</strong></h3>
<p>&nbsp;</p>
<p>W 1985 r. młodzi podopieczni trenera <strong>Jerzego Witaszka</strong> zostali mistrzami kraju. Na turnieju w Nowej Soli wygrali w finale z <strong>Junakiem Włocławek</strong> 29:24. Dwa lata później wiślacy sięgnęli po srebro mistrzostw kraju. W finałach, które odbywały się w Puławach udowodnili, że wciąż są w czołówce najlepszych zespołów w kraju. Był rok 1990, gdy  drużyna Witaszka osiągnęła kolejny cel – awansowała do II ligi. Dwanaście miesięcy później piłkarze Wisły sięgnęli po najwyższe trofeum w rywalizacji juniorów – zostali mistrzami kraju. Drużyna Jerzego Witaszka pokonała w finale faworyzowaną<strong> Pogoń Szczecin</strong> 32:23 (14:12).<br />
W 1992 r. Wiślacy obronili tytuł najlepszej drużyny w kraju.</p>
<figure id="attachment_3261" aria-describedby="caption-attachment-3261" style="width: 1000px" class="wp-caption aligncenter"><a href="https://historiasportu.info/wp-content/uploads/2020/08/azoty-1.jpg"><img loading="lazy" decoding="async" class="size-large wp-image-3261" src="https://historiasportu.info/wp-content/uploads/2020/08/azoty-1-1024x706.jpg" alt="Drużyna z Puław prowadzona przez Jerzego Witaszka - źródło: archiwum własne" width="1000" height="689" srcset="https://historiasportu.info/wp-content/uploads/2020/08/azoty-1-1024x706.jpg 1024w, https://historiasportu.info/wp-content/uploads/2020/08/azoty-1-300x207.jpg 300w, https://historiasportu.info/wp-content/uploads/2020/08/azoty-1-1536x1059.jpg 1536w, https://historiasportu.info/wp-content/uploads/2020/08/azoty-1-2048x1413.jpg 2048w" sizes="auto, (max-width: 1000px) 100vw, 1000px" /></a><figcaption id="caption-attachment-3261" class="wp-caption-text">Drużyna z Puław prowadzona przez Jerzego Witaszka &#8211; źródło: archiwum własne</figcaption></figure>
<hr />
<p>&nbsp;</p>
<h3><strong>Wychowankowie w elicie</strong></h3>
<p>&nbsp;</p>
<p>Rzadko się zdarza, żeby awans do najwyższej klasy rozgrywkowej wywalczył zespół złożony wyłącznie z wychowanków. Tak było w przypadku podopiecznych Jerzego Witaszka, który wprowadził Wisłę na piłkarskie salony. Z całej drużyny jedynie <strong>Grzegorz Kucharski</strong> nie zaczynał swojej kariery w Puławach, ale tu się urodził, a b jako 14-latek przeprowadził się do Puław z Biłgoraja.</p>
<p>Awans do elity najlepszych był w 1994 r. jednym z najważniejszych, o ile nie najważniejszym wydarzeniem sportowym na Lubelszczyźnie. To, co przez lata nie udawało się chociażby <strong>Lubliniance</strong> – udało się dopiero w Puławach. Po raz pierwszy w historii Lubelszczyzny mieliśmy swój zespół w I lidze.</p>
<p>&#8211; To był bardzo zgrany zespół, złożony z samych wychowanków. Było to połączenie młodości z rutyną. Wszyscy, razem ze mną byli głodni sukcesu. Ten mecz z Grodkowem, który decydował o awansie pamiętam jak przez mgłę. To były tak duże emocje i przeżycia, że zapamiętałem jedno: po końcowym gwizdku sędziego zawodnicy zaczęli mnie podrzucać do góry, a ja modliłem się tylko, żeby mnie złapali.</p>
<hr />
<p>&nbsp;</p>
<h3><strong>Z Puławami na dobre i na złe</strong></h3>
<p>&nbsp;</p>
<p>&#8211; Kiedy zacząłem odnosić z Wisłą pierwsze sukcesy, to zaczęły się telefony z Polski. Chcieli mnie w <strong>Rudzie Śląskiej</strong>, potem były propozycje z <strong>Wybrzeża</strong> i <strong>Wisły</strong>. Nie chciałem być jednak trenerem na sezon, dwa. Chciałem się związać z Puławami, z Wisłą na stałe. To była moja idea: zacząć od podstaw budowanie zespołu, patrzeć jak drużyna dojrzewa, potem cieszyć się z pierwszego sukcesu &#8211; to było coś, co mnie pobudzało do działania.</p>
<p>To tak jak jest z dzieckiem czy wnukiem: patrzysz jak rośnie, pamiętasz do końca życia jak wymówiło pierwsze słowo, zrobiło pierwszy krok, poniosło pierwszą porażkę. Tak samo jest w sporcie. Nie chciałem niczego przegapić, dlatego mam co wspominać i nie zamieniłbym tych wspomnień na żaden – nawet największy &#8211; sukces w klubie, z którym nie czułbym się związanym na dobre i na złe. W przypadku Puław do dzisiaj pamiętam, jak ponad 40 lat temu po raz pierwszy wszedłem do hali i nie żałuję do dzisiaj ani jednego dnia tu spędzonego.</p>
<figure id="attachment_3263" aria-describedby="caption-attachment-3263" style="width: 1000px" class="wp-caption aligncenter"><a href="https://historiasportu.info/wp-content/uploads/2020/08/jerzy-2-scaled.jpg"><img loading="lazy" decoding="async" class="size-large wp-image-3263" src="https://historiasportu.info/wp-content/uploads/2020/08/jerzy-2-1024x638.jpg" alt="Jerzy Witaszek dziś jest prezesem Azotów Puławy" width="1000" height="623" srcset="https://historiasportu.info/wp-content/uploads/2020/08/jerzy-2-1024x638.jpg 1024w, https://historiasportu.info/wp-content/uploads/2020/08/jerzy-2-300x187.jpg 300w, https://historiasportu.info/wp-content/uploads/2020/08/jerzy-2-1536x956.jpg 1536w, https://historiasportu.info/wp-content/uploads/2020/08/jerzy-2-2048x1275.jpg 2048w" sizes="auto, (max-width: 1000px) 100vw, 1000px" /></a><figcaption id="caption-attachment-3263" class="wp-caption-text">Jerzy Witaszek dziś jest prezesem Azotów Puławy</figcaption></figure>
<hr />
<h3><strong>A co dzisiaj?</strong></h3>
<p>&nbsp;</p>
<p>Marzenia pana Jurka się spełniły. Dzisiaj jest prezesem klubu, który sam założył – <strong>Azotów Puławy</strong>, które od wielu lat należą do ścisłej krajowej czołówki PGNiG Superligi i walczy w europejskich pucharach. Kolejne marzenie również wkrótce się ziści. To nowa hala sportowa w Puławach, która już jest na ukończeniu. Być może to w niej jego podopieczni z czasem sięgną po europejskie puchary. To będzie kolejny sukces Jerzego Witaszka, bez którego nie byłoby piłki ręcznej w Puławach na takim poziomie, jaki jest dzisiaj.</p>
<hr />
<p>[su_note note_color=&#8221;#ff2d26&#8243; text_color=&#8221;#ffffff&#8221;]„Moje podium” to cykl reportaży o ludziach sportu, którzy kiedykolwiek w swojej karierze zdobywali medale i stawali na podium. Bohaterami są nie tylko sami sportowcy, ale także trenerzy, szkoleniowcy, działacze – ci wszyscy, którzy mieli swój udział w zdobywanym medalu. To przecież także ich zasługa. Te reportaże to opowieści nie tylko o nich, to również dokument czasów, w których trenowali, brali udział w zawodach. Ich bohaterami są sportowcy w rożnych wieku i różnych dyscyplin. Często już zapominani, ale łączy ich jedno – znają nie tylko smak zwycięstwa, ale i gorycz porażki. Skupmy się jednak na tym pierwszym. Zapraszamy na sportową podróż w przeszłość. „Moje podium” powstało pod patronatem Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego.[/su_note]</p>
<p><a href="https://historiasportu.info/wp-content/uploads/2020/07/stypendium_czerwona-1-e1595673197718.jpg"><img loading="lazy" decoding="async" class="aligncenter size-full wp-image-3212" src="https://historiasportu.info/wp-content/uploads/2020/07/stypendium_czerwona-1-e1595673197718.jpg" alt="„Moje podium” powstało pod patronatem Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego." width="566" height="274" srcset="https://historiasportu.info/wp-content/uploads/2020/07/stypendium_czerwona-1-e1595673197718.jpg 566w, https://historiasportu.info/wp-content/uploads/2020/07/stypendium_czerwona-1-e1595673197718-300x145.jpg 300w" sizes="auto, (max-width: 566px) 100vw, 566px" /></a></p>
<hr />
<p>&nbsp;</p>
<p>Artykuł <a href="https://historiasportu.info/2020/08/22/jerzy-witaszek-spelnione-marzenia/">Jerzy Witaszek. Spełnione marzenia</a> pochodzi z serwisu <a href="https://historiasportu.info">historiasportu.info</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://historiasportu.info/2020/08/22/jerzy-witaszek-spelnione-marzenia/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Moje podium: Piotr Kitliński</title>
		<link>https://historiasportu.info/2020/08/16/moje-podium-piotr-kitlinski/</link>
					<comments>https://historiasportu.info/2020/08/16/moje-podium-piotr-kitlinski/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Krzysztof Załuski]]></dc:creator>
		<pubDate>Sun, 16 Aug 2020 09:00:29 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Dyscypliny]]></category>
		<category><![CDATA[Lekkoatletyka]]></category>
		<category><![CDATA[Moje Podium]]></category>
		<category><![CDATA[lekkoatletyka]]></category>
		<category><![CDATA[moje podium]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://historiasportu.info/?p=3245</guid>

					<description><![CDATA[<p>Jego dobrze zapowiadającą się karierę lekkoatletyczną zastopowała kontuzja, ale Piotr Kitliński nie zrezygnował z biegania. Co więcej, zarażał nim innych.</p>
<p>Artykuł <a href="https://historiasportu.info/2020/08/16/moje-podium-piotr-kitlinski/">Moje podium: Piotr Kitliński</a> pochodzi z serwisu <a href="https://historiasportu.info">historiasportu.info</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<div id="bsf_rt_marker"></div>
<h2 class="wp-block-heading">Jego dobrze zapowiadającą się karierę lekkoatletyczną zastopowała kontuzja, ale Piotr Kitliński nie zrezygnował z biegania. Co więcej, zarażał nim innych.</h2>



<span id="more-3245"></span>



<hr class="wp-block-separator has-alpha-channel-opacity"/>



<h3 class="wp-block-heading">Bierzemy przykład z dziadka</h3>



<p>Nikt nie wie, kto w rodzinie Kitlińskich jako pierwszy zaczął interesować się sportem, ale wszystko wskazuje na to, że to pradziadek Piotra – <strong>Walenty</strong>, urzędnik z Hrubieszowa. Od niego się wszystko zaczęło…</p>



<p><em>&#8222;W domu mówiło się, że to on kupował sprzęt sportowy dla swojego starszego syna, a mojego stryja – mówi Piotr, znany były lekkoatleta, wielokrotny medalista mistrzostw kraju. – Potem ten sprzęt odziedziczył mój ojciec Marek Ambroży Kitliński, który uprawiał chyba wszystkie możliwe dyscypliny sportowe. W domu miał nawet siłownię; strzelał z łuku, jeździł motocyklem, boksował, a w końcu poświęcił się lekkiej atletyce&#8221;</em>.</p>



<p>Pan Marek Ambroży (używa dwóch imion, żeby odróżnić się od syna Marka) to znana postać w Hrubieszowie. Wychował wielu znakomitych lekkoatletów. Wielu jego uczniów do dzisiaj też pamięta, że jak nikt inny potrafił zachęcić do uprawiana sportu. Nic dziwnego, że jego dzieci – Piotr i młodszy Marek &#8211; od małego byli „skazani” na sport. Również ich mama była przez lata zawodowo związana ze sportem. Marek, młodszy o pięć lat brat Piotra przez wiele lat również zajmował się sportem. Zaczynał oczywiście od lekkiej atletyki, ale zdecydował się jednak na piłkę nożną. Trenował m.in. z <strong>Tomaszem Kiełbowiczem</strong>, późniejszym zawodnikiem <strong>Legii</strong>. Marek grał także w trzecioligowym <strong>AZS Biała Podlaska</strong> i <strong>Stali Kraśnik</strong>.</p>



<p><em>&#8222;Rodzice nie musieli nas zmuszać do sportu – mówi Piotr. – Nam to sprawiało frajdę. Ja jako dziecko spędzałem mnóstwo czasu na stadionie, jeździłem z ojcem na obozy, zgrupowania. Sport poznałem już wtedy od podszewki&#8221;.</em></p>


<div class="wp-block-image">
<figure class="aligncenter"><a href="https://historiasportu.info/wp-content/uploads/2020/08/1-2-scaled.jpg"><img loading="lazy" decoding="async" width="1024" height="576" src="https://historiasportu.info/wp-content/uploads/2020/08/1-2-1024x576.jpg" alt="1.1989 rok - tuż po wygraniu Mistrzostw Polski U18 w Kielcach. Od prawej: Piotr Kitliński, Dorota Brzozowska, Marek Ambroży Kitliński" class="wp-image-3247" srcset="https://historiasportu.info/wp-content/uploads/2020/08/1-2-1024x576.jpg 1024w, https://historiasportu.info/wp-content/uploads/2020/08/1-2-300x169.jpg 300w, https://historiasportu.info/wp-content/uploads/2020/08/1-2-1536x864.jpg 1536w, https://historiasportu.info/wp-content/uploads/2020/08/1-2-2048x1152.jpg 2048w" sizes="auto, (max-width: 1024px) 100vw, 1024px" /></a><figcaption class="wp-element-caption">1989 rok &#8211; tuż po wygraniu Mistrzostw Polski U18 w Kielcach. Od prawej: Piotr Kitliński, Dorota Brzozowska, Marek Ambroży Kitliński</figcaption></figure>
</div>


<p>Niektórzy mieszkańcy Hrubieszowa do dzisiaj pamiętają dość dziwną parę, która często biegała po pobliskich łąkach. Nikt wówczas nie słyszał o joggingu, a tą parą był <strong>Marek Kitliński</strong> z żoną.</p>



<p><strong>Janina Kitlińska</strong>, mama Piotra wciągnęła syna również do harcerstwa. Na obozach były organizowane różnego rodzaju zawody sportowe, zdobywało się odznaki sprawnościowe. Dla Piotra była to okazja, żeby wykazać się swoimi umiejętnościami sportowymi. A te odziedziczył chyba po ojcu, bo w większości konkurencji nie miał sobie równych – zwłaszcza w bieganiu.</p>



<hr class="wp-block-separator has-alpha-channel-opacity"/>



<h3 class="wp-block-heading">Moje pierwsze zawody</h3>



<p>To było w czwartej klasie podstawówki. Piotr koniecznie chciał biegać na średnich dystansach. Ojciec namówił go na czwórbój. Jedną z konkurencji był bieg na 800 metrów. Konkurenci byli o dwa lata starsi. W tym wieku jest to bardzo dużo.</p>



<p>&#8222;<em>Po pierwszym okrążeniu ojciec się śmiał, czy w ogóle dobiegnę do mety, ale się zaparłem. Ku jego zaskoczeniu, nie byłem ostatni. To był mój pierwszy, który pamiętam bieg konkursowy w oficjalnych zawodach&#8221;</em>.</p>


<div class="wp-block-image">
<figure class="aligncenter"><a href="https://historiasportu.info/wp-content/uploads/2020/08/2-2-scaled.jpg"><img loading="lazy" decoding="async" width="1024" height="668" src="https://historiasportu.info/wp-content/uploads/2020/08/2-2-1024x668.jpg" alt="1989 rok - tuż po wygraniu Mistrzostw Polski U18 w Kielcach. To była dla Piotra niesamowita niespodzianka. Złoty medal !!!" class="wp-image-3248" srcset="https://historiasportu.info/wp-content/uploads/2020/08/2-2-1024x668.jpg 1024w, https://historiasportu.info/wp-content/uploads/2020/08/2-2-300x196.jpg 300w, https://historiasportu.info/wp-content/uploads/2020/08/2-2-1536x1002.jpg 1536w, https://historiasportu.info/wp-content/uploads/2020/08/2-2-2048x1335.jpg 2048w" sizes="auto, (max-width: 1024px) 100vw, 1024px" /></a><figcaption class="wp-element-caption">1989 rok &#8211; tuż po wygraniu Mistrzostw Polski U18 w Kielcach. To była dla Piotra niesamowita niespodzianka. Złoty medal !!!</figcaption></figure>
</div>


<p>O tej pory Piotr na dobre związał się na lekką atletyką. Hrubieszów w latach 70. i 80. był silnym ośrodkiem lekkoatletycznym. Praca takich szkoleniowców jak <strong>Marek Ambroży Kitliński</strong>, <strong>Andrzej Kulczyński</strong> czy <strong>Marek Watras</strong> zaczęła przynosić efekty. Zawodnicy Unii zdobywali regularnie medale na najważniejszych imprezach w kraju. Wśród nich wyrastał kolejny talent – <strong>Piotra Kitlińskiego</strong>.</p>



<p>&#8222;<em>Brałem udział we wszystkich możliwych zawodach. A było tego naprawdę dużo&#8221;</em>.</p>



<p>Jako młodzik trenował pod okiem <strong>Małgorzaty Muzyczuk</strong>, jednej z najbardziej wszechstronnych lekkoatletek Unii w historii klubu. Ojciec bacznie się jednak przyglądał poczynaniom syna. Kiedy Piotr osiągnął wiek juniorski – to on wtedy zajął się jego dalszą karierą.</p>



<p>&#8211; Kiedy ojciec był z ciebie najbardziej dumny jako zawodnika? &#8211; zapytałem</p>



<p><em>&#8222;Myślę, że po raz pierwszy w 1989 r. kiedy wygrałem bieg na 800 metrów na spartakiadzie w Kielcach. Zdobyłem tytuł mistrza Polski juniorów młodszych. Tata był przeszczęśliwy. Drugi raz to było na Mistrzostwach Polski w Pile w 1994 r. Byłem wtedy zawodnikiem AZS UMCS. Zdobyłem złoto na 1500 m. Tata był wtedy w Hrubieszowie. Czekał na telefon ode mnie. Po zawodach od razu pobiegłem na pocztę. Kiedy odebrał, spytałem: „Tata, ty wiesz co ja zrobiłem?”.</em></p>



<p>Co ciekawe, złoty medal w Pile byłe też pierwszym złotym medalem dla AZS UMCS w historii lekkiej atletyki uczelnianego klubu.</p>


<div class="wp-block-image">
<figure class="aligncenter"><a href="https://historiasportu.info/wp-content/uploads/2020/08/3-2-scaled.jpg"><img loading="lazy" decoding="async" width="1024" height="576" src="https://historiasportu.info/wp-content/uploads/2020/08/3-2-1024x576.jpg" alt="3.1989 rok. Bieg na 600 m na rekord życiowy. Przed Piotrem (na razie) biegnie Nowosad, a za nim Maciej Tucki." class="wp-image-3249" srcset="https://historiasportu.info/wp-content/uploads/2020/08/3-2-1024x576.jpg 1024w, https://historiasportu.info/wp-content/uploads/2020/08/3-2-300x169.jpg 300w, https://historiasportu.info/wp-content/uploads/2020/08/3-2-1536x864.jpg 1536w, https://historiasportu.info/wp-content/uploads/2020/08/3-2-2048x1152.jpg 2048w" sizes="auto, (max-width: 1024px) 100vw, 1024px" /></a><figcaption class="wp-element-caption">1989 rok. Bieg na 600 m na rekord życiowy. Przed Piotrem (na razie) biegnie Nowosad, a za nim Maciej Tucki.</figcaption></figure>
</div>


<p>Kolejne lata to dalsze medale, tytuły, kadra narodowa. W 1994 r. nikt w Polsce nie biegał szybciej od niego na 1000 m. Rok później pobił rekordy życiowe na 800 i 1500 m na <strong>Memoriale Kusocińskiego</strong> i podczas mityngu w <strong>Białogardzie</strong>. Był w szczytowej formie, kiedy odniósł poważną kontuzję. To był niestety Achilles. Najpierw operacja, potem długa rehabilitacja i próba powrotu na bieżnię.</p>



<p>&#8222;<em>Były dni, kiedy wydawało się, że wszystko jest jak na najlepszej drodze. Jeszcze razem z moim trenerem, nieodżałowanym Honoratem Wiśniewskim pojechaliśmy na jakiś mityng, gdzie na 800 m miałem czas 1:49 – to był dziesiąty wtedy wynik w Polsce. Niestety, chęci były, zapał też, ale nie odbudowałem się psychicznie. Zrozumiałem, że to koniec&#8221;</em>.&nbsp;</p>



<p>Było to w 1996 r. Piotr Kitliński, świeżo upieczony absolwent historii nie chciał wracać do rodzinnego Hrubieszowa, zwłaszcza że poznał tu swoją przyszłą żonę – Agnieszkę, również lekkoatletkę i również specjalizującą się w biegach na 800 metrów. Z dyplomem w ręku zaczął szukać pracy, ale nie jako historyk, tylko wuefista. Udało się w SP 4, gdzie pracuje do dzisiaj.</p>



<p>Bez biegania – już jako nauczyciel &#8211; wytrzymał trzy miesiące.</p>



<p><em>&#8222;Ciągnęło mnie na bieżnię. To jak narkotyk. Ojciec doradził mi, żebym spróbował na długich dystansach -w biegach ulicznych. Tak zrobiłem. Zacząłem biegać na 5, 10, 20 kilometrów. Jeździłem na różne zawody i przywoziłem co rusz nowe nagrody – w ten sposób zdobyłem kilka telewizorów, a już o śpiworach, namiotach czy tosterach nie wspomnę&#8221;.</em></p>


<div class="wp-block-image">
<figure class="aligncenter"><a href="https://historiasportu.info/wp-content/uploads/2020/08/4-2-scaled.jpg"><img loading="lazy" decoding="async" width="1024" height="665" src="https://historiasportu.info/wp-content/uploads/2020/08/4-2-1024x665.jpg" alt="4.1988 rok - obóz sportowy w Biłgoraju: Tomek Naja, Dorota Brzozowska, Beata Danilczuk, Joanna Lenard, Marek Ambroży Kitliński, Zalewska, na dole Małgorzata Muzyczuk, Mariusz Mazurek, Piotr Kitliński" class="wp-image-3250" srcset="https://historiasportu.info/wp-content/uploads/2020/08/4-2-1024x665.jpg 1024w, https://historiasportu.info/wp-content/uploads/2020/08/4-2-300x195.jpg 300w, https://historiasportu.info/wp-content/uploads/2020/08/4-2-1536x997.jpg 1536w, https://historiasportu.info/wp-content/uploads/2020/08/4-2-2048x1329.jpg 2048w" sizes="auto, (max-width: 1024px) 100vw, 1024px" /></a><figcaption class="wp-element-caption">1988 rok &#8211; obóz sportowy w Biłgoraju: Tomek Naja, Dorota Brzozowska, Beata Danilczuk, Joanna Lenard, Marek Ambroży Kitliński, Zalewska, na dole Małgorzata Muzyczuk, Mariusz Mazurek, Piotr Kitliński</figcaption></figure>
</div>


<hr class="wp-block-separator has-alpha-channel-opacity"/>



<h3 class="wp-block-heading">Canicross</h3>



<p>W 1997 r. zaczął się nowy sportowy rozdział w karierze Piotra Kitlińskiego. Zaczął biegać…z psami. Może nie końca, bo to były specjalnie szkolone psy, a ta „bieganina” to canicross, dyscyplina w której odbywają się nawet mistrzostwa świata.</p>



<p>&#8222;<em>Namówił mnie do tego Wiesław Nowak, trener Nefrytu Lubartów. – To było dla mnie zupełnie nowe doświadczenie. Mieliśmy psy specjalnie tresowane do biegów, do tego uprząż mocowaną do talii i elastyczną smycz. Psy reagowały na podstawowe komendy, jak „w prawo”, „w lewo”. Przed samym startem lub na rozgrzewce zachowywały się jak „normalne” psy – wąchały, obszczekiwały inne psy, były rozkojarzone. Kiedy padała komenda „go!” zapominały o wszystkim, liczył się tylko bieg. Wtedy to już były zupełnie inne psy&#8221;</em>.</p>


<div class="wp-block-image">
<figure class="aligncenter"><a href="https://historiasportu.info/wp-content/uploads/2020/08/5-2-scaled-e1597567441151.jpg"><img loading="lazy" decoding="async" width="1024" height="576" src="https://historiasportu.info/wp-content/uploads/2020/08/5-2-scaled-e1597567441151-1024x576.jpg" alt="1988 rok – Lublin: Anna Kwiatkowska, Małgorzata Kuniczuk, Dorota Brzozowska, Muzyczuk, na górze: Jarek Sienkiewicz, Piotr Kitliński, Jacek Ulidowski" class="wp-image-3251" srcset="https://historiasportu.info/wp-content/uploads/2020/08/5-2-scaled-e1597567441151-1024x576.jpg 1024w, https://historiasportu.info/wp-content/uploads/2020/08/5-2-scaled-e1597567441151-300x169.jpg 300w, https://historiasportu.info/wp-content/uploads/2020/08/5-2-scaled-e1597567441151-1536x864.jpg 1536w, https://historiasportu.info/wp-content/uploads/2020/08/5-2-scaled-e1597567441151-2048x1152.jpg 2048w" sizes="auto, (max-width: 1024px) 100vw, 1024px" /></a><figcaption class="wp-element-caption">1988 rok – Lublin: Anna Kwiatkowska, Małgorzata Kuniczuk, Dorota Brzozowska, Muzyczuk, na górze: Jarek Sienkiewicz, Piotr Kitliński, Jacek Ulidowski</figcaption></figure>
</div>


<p>Piotr tak się wciągnął w to bieganie, że omal nie został mistrzem Europy.</p>



<p><strong>&nbsp;</strong>Wygrał zawody, ale sędziowie uznali, że jego pies ugryzł na starcie innego psa.</p>



<p><em>&#8222;Dowodów na to nie było, odwołanie i cała procedura odbywała się w jęz. francuskim, którego nie rozumiałem, i tak zostałem pozbawiony tytułu. Potem się okazało, że w komisji sędziowskiej zasiadała matka jednego z zawodników – tego, który się odwoływał i dzięki temu zajął trzecie miejsce&#8221;.</em></p>



<p>Canicross okazało się dużym wyzwaniem dla Piotra. Nie ze względu na dystans, bo ścigano się na 2, 3 i 5 kilometrów, ale ze względu na uzyskiwane prędkości.</p>



<p><em>&#8222;Na 1000 metrów miałem czas lepszy o dwie sekundy od rekordu życiowego. Były biegi, kiedy osiągałem lepsze czasy od rekordów na igrzyskach (bez psa). Przy takich obciążeniach bałem się jednak o swojego Achillesa&#8221;.</em></p>



<p>Piotr zdążył jeszcze przed zakończeniem <a href="https://pl.wikipedia.org/wiki/Canicross">canicrossu</a> zdobyć brązowy medal na mistrzostwach świata w Hiszpanii.</p>


<div class="wp-block-image">
<figure class="aligncenter"><a href="https://historiasportu.info/wp-content/uploads/2020/08/7-2.jpg"><img loading="lazy" decoding="async" width="1024" height="1019" src="https://historiasportu.info/wp-content/uploads/2020/08/7-2-1024x1019.jpg" alt="1994 rok; reprezentacja Polski do lat 23 i start w Pucharze Europy w Lillehammer 1500 m. Piotr zajął 2. Miejsce, a Polska drużynowo była pierwsza: Anna Jakubczak, Krzysztof Bałdyga, ?, Piotr Kitliński" class="wp-image-3253" srcset="https://historiasportu.info/wp-content/uploads/2020/08/7-2-1024x1019.jpg 1024w, https://historiasportu.info/wp-content/uploads/2020/08/7-2-300x300.jpg 300w, https://historiasportu.info/wp-content/uploads/2020/08/7-2-150x150.jpg 150w, https://historiasportu.info/wp-content/uploads/2020/08/7-2-1536x1529.jpg 1536w, https://historiasportu.info/wp-content/uploads/2020/08/7-2-2048x2039.jpg 2048w" sizes="auto, (max-width: 1024px) 100vw, 1024px" /></a><figcaption class="wp-element-caption">7. 1994 rok; reprezentacja Polski do lat 23 i start w Pucharze Europy w Lillehammer 1500 m. Piotr zajął 2. Miejsce, a Polska drużynowo była pierwsza: Anna Jakubczak, Krzysztof Bałdyga, ?, Piotr Kitliński</figcaption></figure>
</div>


<hr class="wp-block-separator has-alpha-channel-opacity"/>



<h3 class="wp-block-heading">Widać następców</h3>



<p><strong>Michał</strong> i <strong>Bartek</strong> już ojca prześcignęli. Wystarczy porównać ich wyniki na 800 metrów. Bartek, najmłodszy (w tym roku kończy 16 lat) biega w czasie 1:54; Piotr w jego wieku miał 1:57. To również gorszy czas od Michała, który jako 16-latek (rocznik 1998) biegał o sekundę szybciej od ojca.</p>



<p>Od małego było wiadomo, że zostaną lekkoatletami. I jeden i drugi grał i w kosza i w siatkę, ale nie mogło być inaczej – w końcu poszli w ślady dziadka i ojca.</p>


<div class="wp-block-image">
<figure class="aligncenter"><a href="https://historiasportu.info/wp-content/uploads/2020/08/6-2-scaled.jpg"><img loading="lazy" decoding="async" width="1024" height="496" src="https://historiasportu.info/wp-content/uploads/2020/08/6-2-1024x496.jpg" alt="6.2020 rok - rodzina Kitlińskich: od lewej Bartosz, Marek Ambroży, Michał, Piotr – Mityng w Zamościu i rekordy życiowe w biegu na 600 m Michał 1:19,99 rekord rodziny, Bartosz rekord życiowy1:22,13 minimalnie gorzej od rekordu taty z 1989 roku 1:21,89." class="wp-image-3252" srcset="https://historiasportu.info/wp-content/uploads/2020/08/6-2-1024x496.jpg 1024w, https://historiasportu.info/wp-content/uploads/2020/08/6-2-300x145.jpg 300w, https://historiasportu.info/wp-content/uploads/2020/08/6-2-1536x744.jpg 1536w, https://historiasportu.info/wp-content/uploads/2020/08/6-2-2048x992.jpg 2048w" sizes="auto, (max-width: 1024px) 100vw, 1024px" /></a><figcaption class="wp-element-caption">2020 rok &#8211; rodzina Kitlińskich: od lewej Bartosz, Marek Ambroży, Michał, Piotr – Mityng w Zamościu i rekordy życiowe w biegu na 600 m Michał 1:19,99 rekord rodziny, Bartosz rekord życiowy 1:22,13 minimalnie gorzej od rekordu taty z 1989 roku (1:21,89).</figcaption></figure>
</div>


<p><em>&#8222;Kiedy Michał był w gimnazjum, namówiłem nauczycielkę WF-u, żeby zgłosiła Michała i &nbsp;trzech innych moich zawodników do zawodów szkolnych. Wygrali najpierw zawody miejskie, potem wojewódzkie, a na mistrzostwach Polski zdobyli brązowy medal. Na drugi rok &nbsp;z kolegami byli najlepsi w kraju&#8221;</em>.</p>



<p>Michał w 2012 roku wygrał przełaje w makroregionie; rok później był szósty w Polsce. Młodszy Bartek od początku zapowiedział, że i tak będzie najlepszym z Kitlińskich. I wciąż dąży do tego. Zdobył już złoty medal mistrzostw Polski młodzików na 600 metrów. Marek Ambroży Kitliński nie ma wątpliwości, że do właśnie Bartek biega z całej rodziny najbardziej stylowo.</p>



<hr class="wp-block-separator has-alpha-channel-opacity"/>



<h3 class="wp-block-heading">Piotr Kitliński &#8211; Trener Roku</h3>



<p>Taki tytuł Piotr otrzymał w 2019 roku w plebiscycie <a href="https://historiasportu.info/2020/07/31/moje-podium-cezary-samczuk/">Kuriera Lubelskiego</a>. Podobnie jak ojciec, propaguje bieganie. Uczy, namawia, trenuje. Do tego sam stara się przynajmniej kilka razy w tygodniu przebiec kilka kilometrów lub przejechać kilkadziesiąt na rowerze. W domu trenuje też na ergometrze. Jak trzeba – przebiegnie też maraton.</p>


<div class="wp-block-image">
<figure class="aligncenter"><a href="https://historiasportu.info/wp-content/uploads/2020/08/8-scaled.jpg"><img decoding="async" src="https://historiasportu.info/wp-content/uploads/2020/08/8-576x1024.jpg" alt="Piotr po jednym z biegów" class="wp-image-3254"/></a><figcaption class="wp-element-caption">Piotr po jednym z biegów</figcaption></figure>
</div>


<p><em>&#8222;Do biegania namawiam każdego. I każdemu powtarzam, że można to robić w każdym wieku. Oczywiście trzeba to robić z głową, nie rzucać się od razu na głęboką wodę, zaczynamy najlepiej od marszobiegów, a dopiero potem, stopniowo zwiększać obciążenia. Na pewno bieganie po asfalcie nie jest najlepszym rozwiązaniem. O wiele korzystniej wpływa bieganie po miękkim podłożu&#8221;.</em></p>



<hr class="wp-block-separator has-alpha-channel-opacity"/>



<h3 class="wp-block-heading">Piotr Kitliński o dzisiejszym sporcie</h3>



<p><em>Nie wygląda to najlepiej. Kiedyś młodzi garnęli się do sportu. Dzisiaj na dodatkowe zajęcia zgłasza mi się pięć, sześć osób. Niedawno robiłem sprawdzian kilku nastolatkom. Na dwudziestu, zaledwie jednemu udało się podciągnąć na drążku. Kiedyś to było nie do pomyślenia. Ale są też pozytywy. To fajnie, że wiele osób próbuje jednak biegać, uprawiać nordic walking czy całymi rodzinami jeździć na rowerowe wycieczki. To właśnie rodzice powinni dawać przykład, że oprócz smartfonów i laptopów są też inne przyjemne rozrywki. Jestem wdzięczny swoim rodzicom, że mi to pokazali. Dzięki temu przeżyłem w życie wspaniałe chwile. A oni razem ze mną&#8221;.</em></p>


<div class="wp-block-image">
<figure class="aligncenter"><a href="https://historiasportu.info/wp-content/uploads/2020/08/9.jpg"><img loading="lazy" decoding="async" width="921" height="1024" src="https://historiasportu.info/wp-content/uploads/2020/08/9-921x1024.jpg" alt="1994 rok - tuż po wygraniu biegu na 1500m i Mistrzostwo Polski seniorów w Pile. Obok Piotr Piekarski, multimedalista mistrzostw Polski " class="wp-image-3255" srcset="https://historiasportu.info/wp-content/uploads/2020/08/9-921x1024.jpg 921w, https://historiasportu.info/wp-content/uploads/2020/08/9-270x300.jpg 270w, https://historiasportu.info/wp-content/uploads/2020/08/9-1382x1536.jpg 1382w, https://historiasportu.info/wp-content/uploads/2020/08/9-1843x2048.jpg 1843w, https://historiasportu.info/wp-content/uploads/2020/08/9.jpg 2038w" sizes="auto, (max-width: 921px) 100vw, 921px" /></a><figcaption class="wp-element-caption">1994 rok &#8211; tuż po wygraniu biegu na 1500m i Mistrzostwo Polski seniorów w Pile. Obok Piotr Piekarski, multimedalista mistrzostw Polski</figcaption></figure>
</div>


<hr class="wp-block-separator has-alpha-channel-opacity"/>



<p><span style="background-color: #ff0000; color: #ffffff;">„Moje podium” to cykl reportaży o ludziach sportu, którzy kiedykolwiek w swojej karierze zdobywali medale i stawali na podium. Bohaterami są nie tylko sami sportowcy, ale także trenerzy, szkoleniowcy, działacze – ci wszyscy, którzy mieli swój udział w zdobywanym medalu. To przecież także ich zasługa. Te reportaże to opowieści nie tylko o nich, to również dokument czasów, w których trenowali, brali udział w zawodach. Ich bohaterami są sportowcy w rożnych wieku i różnych dyscyplin. Często już zapominani, ale łączy ich jedno – znają nie tylko smak zwycięstwa, ale i gorycz porażki. Skupmy się jednak na tym pierwszym. Zapraszamy na sportową podróż w przeszłość. „Moje podium” powstało pod patronatem Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego.</span></p>


<div class="wp-block-image">
<figure class="aligncenter"><a href="https://historiasportu.info/wp-content/uploads/2020/07/stypendium_czerwona-1-e1595673197718.jpg"><img loading="lazy" decoding="async" width="566" height="274" src="https://historiasportu.info/wp-content/uploads/2020/07/stypendium_czerwona-1-e1595673197718.jpg" alt="„Moje podium” powstało pod patronatem Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego." class="wp-image-3212" srcset="https://historiasportu.info/wp-content/uploads/2020/07/stypendium_czerwona-1-e1595673197718.jpg 566w, https://historiasportu.info/wp-content/uploads/2020/07/stypendium_czerwona-1-e1595673197718-300x145.jpg 300w" sizes="auto, (max-width: 566px) 100vw, 566px" /></a></figure>
</div>


<hr class="wp-block-separator has-alpha-channel-opacity"/>
<p>Artykuł <a href="https://historiasportu.info/2020/08/16/moje-podium-piotr-kitlinski/">Moje podium: Piotr Kitliński</a> pochodzi z serwisu <a href="https://historiasportu.info">historiasportu.info</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://historiasportu.info/2020/08/16/moje-podium-piotr-kitlinski/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Moje podium: Cezary Samczuk</title>
		<link>https://historiasportu.info/2020/07/31/moje-podium-cezary-samczuk/</link>
					<comments>https://historiasportu.info/2020/07/31/moje-podium-cezary-samczuk/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Krzysztof Załuski]]></dc:creator>
		<pubDate>Fri, 31 Jul 2020 19:55:11 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Cykle]]></category>
		<category><![CDATA[Legendy]]></category>
		<category><![CDATA[Moje Podium]]></category>
		<category><![CDATA[moje podium]]></category>
		<category><![CDATA[pływanie]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://historiasportu.info/?p=3234</guid>

					<description><![CDATA[<p>Do wody ciągnęło go od dziecka. Kiedy Cezary Samczuk miał sześć lat, pojechał z rodzicami nad Piaseczno. Pływać nauczył się sam. Spróbował położyć się na wodzie i mocno się zdziwił, gdy woda go uniosła. Woda też się zdziwiła, że zaczął płynąć. Ale na prawdziwą naukę pływania rodzice zapisali go dopiero za rok, gdy otwarto pierwszy w Lublinie kryty basen, popularnie nazywany „wostiwem”.</p>
<p>Artykuł <a href="https://historiasportu.info/2020/07/31/moje-podium-cezary-samczuk/">Moje podium: Cezary Samczuk</a> pochodzi z serwisu <a href="https://historiasportu.info">historiasportu.info</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<div id="bsf_rt_marker"></div>
<h2 class="wp-block-heading">Do wody ciągnęło go od dziecka. Kiedy Cezary Samczuk miał sześć lat, pojechał z rodzicami nad Piaseczno. Pływać nauczył się sam. Spróbował położyć się na wodzie i mocno się zdziwił, gdy woda go uniosła. Woda też się zdziwiła, że zaczął płynąć. Ale na prawdziwą naukę pływania rodzice zapisali go dopiero za rok, gdy otwarto pierwszy w Lublinie kryty basen, popularnie nazywany „wostiwem”.</h2>



<hr class="wp-block-separator has-alpha-channel-opacity"/>



<span id="more-3234"></span>



<h3 class="wp-block-heading"><strong>Chciał być pływakiem, został dziennikarzem</strong></h3>



<p>Najpierw zawoziła go mama, a gdy był starszy, chodził na basen sam lub z kolegami. Zimowe powroty na piechotę nie wyszły mu na dobre. Okazało się, że nabawił się zatok i z pływaniem trzeba było się pożegnać na dłużej.</p>



<p>&#8211; Pod koniec podstawówki zapisałem się na kurs młodszego ratownika. Wymogiem było chyba  ukończenie 14 lat. Marzyłem o czapeczce z emblematem WOPR i własnej pieczątce. Kurs prowadził na pozór groźny, ale jak się potem okazało, wspaniały człowiek &#8211; Czesław Jedliński Na egzaminie najbardziej bałem się chwytów ratowniczych. Zaliczyłem, ale przy okazji wypiłem litry basenowej wody.</p>



<p>Pierwsze wakacje mógł spędzić nad wodą jako młodszy ratownik. &#8211; W wieku 15-16 lat nie było mowy o samodzielnej pracy, ale sam fakt pomagania doświadczonym ratownikom, to było wyróżnienie – mówi. Potem, jako osiemnastolatek ukończył kurs ratownika wodnego i każde wakacje spędzał pracując nad wodą.</p>



<p>&#8211; Dla młodego chłopaka była to ogromna frajda. Częściej jako ratownik jeździłem na kolonie i obozy. Miałem zakwaterowanie, zapewnione wyżywienie, do tego poznawałem mnóstwo ludzi, z którymi utrzymuję kontakt do dzisiaj.</p>



<hr class="wp-block-separator has-alpha-channel-opacity"/>



<h3 class="wp-block-heading"><strong>Cezary Samczuk: respekt do wody</strong></h3>



<p>Mimo, że w wodzie czuje się doskonale, podchodzi do niej z respektem.</p>



<p>&#8211; Jako 14-latek byłem z rodzicami w Bułgarii. Pewnego dnia wypłynąłem poza boje. Tak sobie spokojnie płynąłem, fale mnie unosiły… W pewnym momencie odwróciłem się i zamarłem. Nie było widać brzegu. Ogarnęła mnie panika. Po kilku chwilach  udało mi się opanować emocje. Położyłem się na plecy i dopłynąłem do brzegu. To mnie nauczyło pokory. Od tego czasu, kiedy nie muszę, staram się nie tracić w wodzie gruntu pod nogami.</p>


<div class="wp-block-image">
<figure class="aligncenter"><a href="https://historiasportu.info/wp-content/uploads/2020/07/kiry.jpg"><img loading="lazy" decoding="async" width="1024" height="889" src="https://historiasportu.info/wp-content/uploads/2020/07/kiry-1024x889.jpg" alt="Na zimowym zgrupowaniu w Kirach. Cezary Samczuk – pierwszy w lewej u góry" class="wp-image-3237" srcset="https://historiasportu.info/wp-content/uploads/2020/07/kiry-1024x889.jpg 1024w, https://historiasportu.info/wp-content/uploads/2020/07/kiry-300x260.jpg 300w, https://historiasportu.info/wp-content/uploads/2020/07/kiry.jpg 1214w" sizes="auto, (max-width: 1024px) 100vw, 1024px" /></a><figcaption class="wp-element-caption">Na zimowym zgrupowaniu w Kirach. Cezary Samczuk – pierwszy w lewej u góry</figcaption></figure>
</div>


<hr class="wp-block-separator has-alpha-channel-opacity"/>



<h3 class="wp-block-heading"><strong>Powrót na basen</strong></h3>



<p>Do sportowego <a href="https://historiasportu.info/2020/03/06/recenzja-ksiazki-od-auschwitz-do-ameryki/" target="_blank" rel="noopener noreferrer">pływania</a> wrócił w klasie maturalnej w „Zamoju”. Jako wolontariusz pomagał przy nauce pływania dla dzieci, którą prowadziła sekcja <strong>Lublinianki</strong>.&nbsp; Nawet w najśmielszych myślach nie przypuszczał wtedy, że pływanie wciągnie go na wiele lat,&nbsp; a życie skupi się wokół treningów, zgrupowań, obozów. I że jako trener będzie przeżywał radość z medali swoich podopiecznych, ale także zasmakuje goryczy porażki.</p>



<p>Po maturze zaczął studiować ekonomię na <strong>UMCS</strong>, ale nadal społecznie „bawił się” w pływanie. Jesienią 1981 roku dostał „ćwiartkę” etatu w Lubliniance.</p>



<p>&#8211; Praca w wojskowym klubie miała ważny atut; po studiach, zamiast iść na rok w kamasze,  można było tutaj odrobić wojsko – opowiada  – Wojsko się o  mnie na szczęście nie upomniało. Jednak praca w sekcji tak mi się spodobała, że na pływalni zostałem na dłużej, najpierw pracując w szkółkach pływackich, potem z klasami sportowymi.</p>



<p>W 1984 roku młody magister ekonomii, a wtedy jeszcze  instruktor pływania Cezary Samczuk dostał czwartą klasę pływacką. Był w niej m.in. <strong>Marek Żuber</strong>, <strong>Mariusz Siembida</strong> i <strong>Michał Cięszczyk</strong>.</p>



<p>&#8211; O dziwo, klasa pływacka nie powstała w sąsiadującej z pływalnią SP 20 (nie zgodził się jej dyrektor), ale w „trzynastce” na Narutowicza. Tam też uczyli się moi pływacy. Wśród nich od początku wyróżniał się Mariusz. Już wtedy widać było, że ma duży potencjał i zajdzie daleko Założyłem się o to nawet z ówczesnym szefem Lublinianki – płk. Józefem Wiśniewskim. Po latach okazało się, że miałem rację. Ale o co założyliśmy się? Naprawdę nie pamiętam.</p>



<hr class="wp-block-separator has-alpha-channel-opacity"/>



<h3 class="wp-block-heading"><strong>Cezary Samczuk: pływanie, ekonomia czy pisanie?</strong></h3>



<p>To był prawdziwy dylemat pana Cezarego. Z jednej strony ukończył ekonomię, został na uczelni i zaczął pisać pracę doktorską (o handlu zagranicznym Japonii). Z  drugiej miał etat w Lubliniance. Musiał się na coś zdecydować.</p>



<p>&#8211; Pływanie początkowo traktowałem jako coś dodatkowego. Widziałem siebie raczej na uczelni.  I właśnie wtedy pojawił się w moim życiu epizod z dziennikarstwem.</p>



<p>Było to tak: na zajęcia, które prowadził pan Cezary przychodziły dzieci dwóch dziennikarzy <em>Kuriera Lubelskiego</em> – <strong>Zbigniewa Halczuka</strong> i <strong>Cezarego Mikulskiego</strong>. Ten pierwszy zaproponował mu napisanie tekstu o nauce pływania.</p>



<p>&#8211; Tekst się ukazał w gazecie, potem napisałem kolejny i tak się zaczęła moja przygoda z dziennikarstwem. Podczas wakacji pracowałem w redakcji w dziale łączności z czytelnikami i przez miesiąc zarobiłem dwa razy tyle, co mój ojciec jako nauczyciel.</p>



<p>W 1990 roku trzeba było jednak podjąć decyzję. Postanowił odejść z uczelni i ukończyć podyplomowe studia trenerskie. Na wiele lat związał się z sekcją pływacką Lublinianki oraz redakcją&nbsp; najpierw gazety <em>„Dzień”</em>, a potem <em>„Dziennika Wschodniego”</em>.</p>


<div class="wp-block-image">
<figure class="aligncenter"><a href="https://historiasportu.info/wp-content/uploads/2020/07/img.jpg"><img loading="lazy" decoding="async" width="1024" height="909" src="https://historiasportu.info/wp-content/uploads/2020/07/img-1024x909.jpg" alt="Jedne z pierwszych zawodów Czarka (siedzi z brodą)" class="wp-image-3238" srcset="https://historiasportu.info/wp-content/uploads/2020/07/img-1024x909.jpg 1024w, https://historiasportu.info/wp-content/uploads/2020/07/img-300x266.jpg 300w, https://historiasportu.info/wp-content/uploads/2020/07/img.jpg 1044w" sizes="auto, (max-width: 1024px) 100vw, 1024px" /></a><figcaption class="wp-element-caption">Jedne z pierwszych zawodów Czarka (siedzi z brodą)</figcaption></figure>
</div>


<hr class="wp-block-separator has-alpha-channel-opacity"/>



<h3 class="wp-block-heading"><strong>Mistrz Mariusz</strong></h3>



<p><a href="https://pl.wikipedia.org/wiki/Mariusz_Siembida" target="_blank" rel="noopener noreferrer"><strong>Mariusz Siembida</strong></a> od początku był „materiałem” na mistrza. Pierwszy medal mistrzostw Polski zdobył w marcu 1988 roku w kategorii 13-latków, a już latem był mistrzem kraju. Trzy lata później w <strong>Puławach</strong> ustanowił pierwszy rekord kraju 16-latków na 200 m grzbietem. A potem bił już regularnie rekord za rekordem.</p>



<p>W tym czasie sukcesy odnosili też inni podopieczni. Np. na mistrzostwach Polski 15-latków w Szczecinie Mariusz Siembida i <strong>Rafał Wójcicki</strong> trzykrotnie stawali na najwyższym podium, a <strong>Marek Żuber</strong> na 200 i 100 delfinem otarł się o medal.</p>



<p>&#8211; Nie ukrywam, że dla takich chwil warto było poświęcić niejedną godzinę spędzoną z nimi na treningu. Widzieć swojego zawodnika na podium, to dla trenera największa nagroda. Tak samo cieszy medal w kategorii piętnastolatka, jak i złoto na światowej seniorskiej imprezie. Ja w swojej pracy trenerskiej doświadczyłem tego tyle razy, że nie jestem w stanie zliczyć.</p>



<hr class="wp-block-separator has-alpha-channel-opacity"/>



<h3 class="wp-block-heading"><strong>Kadra</strong></h3>



<p>W 1990 r. Mariusz dostał powołanie na pierwsze duże, międzynarodowe zawody jako reprezentant Polski. Była to pływacka impreza „Przyjaźń” w<strong> Sofii</strong>.</p>



<p>&#8211; Tam poznałem ówczesnego trenera kadry narodowej, Jurka Smutka (potem zmienił nazwisko na Kowalski). Zaproponował mi współpracę z kadrą Polski juniorów. To było dla mnie duże wyróżnienie. W pierwszej fazie pracy trenerskiej wiele nauczyłem się od <strong>Witka Ruzikowskiego</strong>, twórcy lubelskiego pływania. Nie mogę nie wspomnieć o dwóch innych doskonałych trenerach z naszego województwa: <strong>Ryśku Kowalczyku</strong> z Puław czy nieżyjącym już  <strong>Konradzie Wąsiku</strong> z Avii Świdnik.</p>



<hr class="wp-block-separator has-alpha-channel-opacity"/>



<h3 class="wp-block-heading"><strong>Igrzyska olimpijskie</strong></h3>



<p>W 1991 r. Siembida wyjechał na roczny staż do USA.</p>



<p>&#8211; Ja w tym czasie trenowałem kolejne grupy dzieciaków i nie bardzo wiedziałem co będzie dalej. Wtedy się jeszcze wahałem, czy wrócić na uczelnię, zwłaszcza że wkrótce splajtował „Dzień”, gazeta w której krótko pracowałem. Ale wtedy zaproponowano mi pracę w „Dzienniku Wschodnim” m.in. jako reporter kryminalny.</p>



<p>Ale kolejne lata współpracy zaowocowały coraz lepszymi wynikami i kwalifikacją najpierw do kadry Polski seniorów, potem do kadry olimpijskiej. Powołanie do tej ostatniej Mariusz „wypływał” na mistrzostwach świata w Rzymie w 1994. Zarówno w starcie indywidualnym, jak i sztafecie.</p>



<p>Trener i jego podopieczny zdawali sobie sprawę, że czeka ich teraz ogrom pracy. Częste zgrupowania, liczne zawody – to wszystko  trzeba było pogodzić jeszcze z pracą w Dzienniku.</p>



<p>&#8211; Miałem to szczęście, że moi szefowie w redakcji: Leszek Gzella i Paweł Chromcewicz pomagali mi, żebym mógł to wszystko pogodzić.</p>



<p>Oprócz Mariusza w kadrze olimpijskiej znalazła się jego koleżanka klubowa <strong>Dagmara Komorowicz</strong>, podopieczna trenera <strong>Jacka Kasperka</strong>.</p>



<p>&#8211; Nasza współpraca układała się naprawdę doskonale, wiedziałem, że na Jacka zawsze można było liczyć.</p>



<p>W 1995 r. nadszedł jeden z najważniejszych sprawdzianów – Mistrzostwa Europy w <strong>Wiedniu</strong>, będące jednocześnie kwalifikacją do igrzysk w <strong>Atlancie</strong>. Mariusz wypadł znakomicie, zajął czwarte miejsce na setkę grzbietem i zdobył minimum na Atlantę, potem wspólnie z kolegami zdobył brązowy medal w sztafecie.</p>



<p>Na rok przed igrzyskami byli ciągle w rozjazdach. Jedyny wówczas 50-metrowy, kryty basen w Polsce znajdował się w Oświęcimiu. Ale trudno było tam wytrzymać 180 dni obozowych, które przewidywał program „Atlanta 1996”. Jeździli więc na zgrupowania do Francji, Hiszpanii czy Izraela.</p>



<p>&#8211; W kadrze narodowej zetknąłem  się z niemieckim fizjologiem i specjalistycznymi badaniami pod kątem wydolnościowym. W Polsce takie badania były jeszcze w powijakach. Po testach Mariusza usłyszałem: &#8211; Czarek, on może być mistrzem – powiedział mi, pokazując wydruki z wykresami. – Wyniki ma super.</p>



<hr class="wp-block-separator has-alpha-channel-opacity"/>



<h3 class="wp-block-heading"><strong>Rozczarowanie Atlantą?</strong></h3>



<p>&#8211; Nie ukrywam, że liczyliśmy na więcej. Mariusz chyba „spalił się”. Na 100 grzbietem był dziewiąty. Dwa dni później płynął w sztafecie 4&#215;100 m. Na swojej zmianie „wykręcił” taki czas, że gdyby to był wyścig indywidualny, byłby w finale. Sam występ na igrzyskach w Atlancie trzeba oceniać pozytywnie, bo w każdym starcie bił życiówki ustanawiając jednocześnie rekordy kraju. Wymarzonego finału jednak nie było. Przez długi czas analizowałem te jego 100 metrów. Zastanawiałem się, czy mógł być wyżej. Myślę, że tak. Był dobrze przygotowany.</p>



<p>Kilka miesięcy później, kiedy opadły emocje związane z igrzyskami odbyły się Mistrzostwa Europy w <strong>Rostocku</strong>. Mariusz wystartował w nich na luzie, bez żadnych obciążeń, oczekiwań. Zdobył bez problemu dwa złote medale – na 50 i 100 metrów.</p>


<div class="wp-block-image">
<figure class="aligncenter"><a href="https://historiasportu.info/wp-content/uploads/2020/07/img_0006.jpg"><img loading="lazy" decoding="async" width="1024" height="715" src="https://historiasportu.info/wp-content/uploads/2020/07/img_0006-1024x715.jpg" alt="Na Mistrzostwach Świata w Rostocku. Cezary Samczuk (stoi w okularach) obserwuje czasy zawodników" class="wp-image-3236" srcset="https://historiasportu.info/wp-content/uploads/2020/07/img_0006-1024x715.jpg 1024w, https://historiasportu.info/wp-content/uploads/2020/07/img_0006-300x209.jpg 300w, https://historiasportu.info/wp-content/uploads/2020/07/img_0006-1536x1073.jpg 1536w, https://historiasportu.info/wp-content/uploads/2020/07/img_0006.jpg 1727w" sizes="auto, (max-width: 1024px) 100vw, 1024px" /></a><figcaption class="wp-element-caption">Na Mistrzostwach Świata w Rostocku. Cezary Samczuk (stoi w okularach) obserwuje czasy zawodników</figcaption></figure>
</div>


<p>W 1997 r. pojechali na Mistrzostwa Europy do <strong>Sewilli</strong>. Przez eliminację Mariusz przeszedł jak burza. Wielu działaczy, dziennikarzy widziało go już na najwyższym podium. Był czwarty, przez niefortunny start. Pech.</p>



<p>Dwa dni później była powtórka z Atlanty. W sztafecie popłynął na swojej zmianie uzyskując taki czas, że indywidualnie miałby w cuglach złoty medal.</p>



<hr class="wp-block-separator has-alpha-channel-opacity"/>



<h3 class="wp-block-heading"><strong>Pożegnanie</strong></h3>



<p>Byli jeszcze razem na Mistrzostwach Świata w <strong>Perth</strong> (Australia). Potem ich drogi się rozeszły.</p>



<p>&#8211; Mnie urodził się syn i chciałem więcej czasu poświęcić rodzinie, a Mariusz postanowił, że dalszą karierę będzie kontynuować w Gdańsku, gdzie miał też dziewczynę. Po latach wrócił do Lublina, wciąż jest związany w pływaniem, robi dla pływania dobrą robotę.</p>



<p>Trener <strong>Samczuk</strong> przez kolejne miesiące pracował z innym znakomitym lubelskim pływakiem &#8211; <strong>Maćkiem Kajakiem</strong>.</p>



<p>&#8211; Ogromny talent, wspaniałe czucie wody. Wielokrotny mistrz Polski na 100, 200 i 400 metrów kraulem – wspomina pan Cezary Samczuk</p>



<p>Kilka lat temu zrezygnował z pracy trenerskiej.</p>



<p>&#8211; Ale wciąż oglądam zawody pływackie, śledzę wyniki, rekordy. Pływanie sprzed 20 lat, a dzisiejsze to przepaść. Dużo się zmieniło – technika, nawroty, starty, do tego dochodzi lepszy sprzęt, odżywki, nowe metody treningowe.</p>



<hr class="wp-block-separator has-alpha-channel-opacity"/>



<h3 class="wp-block-heading"><strong>Trener-redaktor</strong></h3>



<p>Przez wiele lat łączył pracę trenera z pracą w <em>Dzienniku Wschodnim</em>. Najpierw o szóstej rano był trening, a potem od 9 redakcja. Miał działkę kryminalną.</p>



<p>&#8211; To była taka odskocznia na kilka godzin od treningu, bo przecież o 16 musiałem wrócić na basen.</p>



<p>Znów ponad dwie godziny pracy z zawodnikami i pędem na <strong>Zana</strong>, by zebrać newsy z popołudnia. Na początku bez komórek i internetu.</p>



<p>&#8211; Tak się złożyło, że  w kadrze pracowało trzech trenerów-dziennikarzy: Marek Młynarczyk z Trójki Łódź, związany z Ekspresem Ilustrowanym, Stefan Tuszyński z Wyborczej i ja.</p>



<p>Z pracą dziennikarską wiąże się pewna historia. Pod koniec 1995 roku lubelscy dziennikarze opisali  nieprawidłowości w śledztwie dotyczącym śmiertelnego wypadku na budowie.</p>



<p>&#8211; Prokuratura wpadła w szał, skąd dziennikarze mieli materiały ze śledztwa. Zażądano od nas ujawnienia źródła informacji. Kiedy odmówiliśmy, ukarano nas grzywną z możliwością zamiany na odsiadkę – opowiada C. Samczuk. &#8211; Sprawa stała się głośna na całą Polskę, interweniował minister sprawiedliwości. Dziś z uśmiechem, wspominam tę historię, ale wtedy nie było mi do śmiechu. Za pasem były igrzyska, a ja musiałem tłumaczyć się w prokuraturze.</p>



<hr class="wp-block-separator has-alpha-channel-opacity"/>



<h3 class="wp-block-heading"><strong>Historia kołem się toczy</strong></h3>



<p>&#8211; Często z przerażeniem obserwuję, jak ludzie igrają z życiem. Niedawno byłem nad morzem. Staliśmy z kolegą na brzegu. Były dość duże fale. Obok nas ojciec z dwójką małych chłopców. Wziął ich za ręce, wyszli kilka metrów w głąb morza i zaczęli skakać na falach. Nie wytrzymałem, zwróciłem mu uwagę. Odburknął, żebym się nie wtrącał. Nie minęło kilkanaście sekund, gdy fala porwała  jednego z chłopców. Na moment zniknął pod wodą. Naprawdę było o włos od tragedii.</p>



<p>Ratownictwo pozostaje w człowieku na zawsze. Nawet wypoczywając nad wodą instynktownie zachowuje się czujność.</p>


<div class="wp-block-image">
<figure class="aligncenter"><a href="https://historiasportu.info/wp-content/uploads/2020/07/img_0002.jpg"><img loading="lazy" decoding="async" width="1024" height="663" src="https://historiasportu.info/wp-content/uploads/2020/07/img_0002-1024x663.jpg" alt="Fot. Stypendium czerwna" class="wp-image-3235" srcset="https://historiasportu.info/wp-content/uploads/2020/07/img_0002-1024x663.jpg 1024w, https://historiasportu.info/wp-content/uploads/2020/07/img_0002-300x194.jpg 300w, https://historiasportu.info/wp-content/uploads/2020/07/img_0002-1536x994.jpg 1536w, https://historiasportu.info/wp-content/uploads/2020/07/img_0002.jpg 1780w" sizes="auto, (max-width: 1024px) 100vw, 1024px" /></a><figcaption class="wp-element-caption">Fot. Stypendium czerwna</figcaption></figure>
</div>


<p>I inny, może bardziej pozytywny przykład. Obok mnie nad jeziorem wypoczywa rodzina z dziećmi. Ojciec pije piwo. I co się dzieje? Kilkuletni syn zwraca mu uwagę, żeby tego nie robił, bo po alkoholu nie można wchodzić do wody.</p>



<p>&#8211; Jestem za tym, by w szkołach więcej mówiło się o bezpieczeństwie nad wodą. Takie pogadanki i spotkania z ratownikami powinny być obowiązkowe przed każdymi wakacjami.</p>



<p>Pan Cezary Samczuk jest też orędownikiem powszechnej nauki pływania. Dlatego ostatnio postanowił wrócić do pływania &#8211; tego na najniższym poziomie. To nauka dla „pierwszaków” w ramach miejskiego projektu „umiem pływać”.</p>



<hr class="wp-block-separator has-alpha-channel-opacity"/>


<p>Moje podium” to cykl reportaży o ludziach sportu, którzy kiedykolwiek w swojej karierze zdobywali medale i stawali na podium. Bohaterami są nie tylko sami sportowcy, ale także trenerzy, szkoleniowcy, działacze – ci wszyscy, którzy mieli swój udział w zdobywanym medalu. To przecież także ich zasługa. Te reportaże to opowieści nie tylko o nich, to również dokument czasów, w których trenowali, brali udział w zawodach. Ich bohaterami są sportowcy w rożnych wieku i różnych dyscyplin. Często już zapominani, ale łączy ich jedno – znają nie tylko smak zwycięstwa, ale i gorycz porażki. Skupmy się jednak na tym pierwszym. Zapraszamy na sportową podróż w przeszłość. „Moje podium” powstało pod patronatem Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego.</p>


<div class="wp-block-image">
<figure class="aligncenter"><a href="https://historiasportu.info/wp-content/uploads/2020/07/stypendium_czerwona-1-e1595673197718.jpg"><img loading="lazy" decoding="async" width="566" height="274" src="https://historiasportu.info/wp-content/uploads/2020/07/stypendium_czerwona-1-e1595673197718.jpg" alt="„Moje podium” powstało pod patronatem Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego." class="wp-image-3212" srcset="https://historiasportu.info/wp-content/uploads/2020/07/stypendium_czerwona-1-e1595673197718.jpg 566w, https://historiasportu.info/wp-content/uploads/2020/07/stypendium_czerwona-1-e1595673197718-300x145.jpg 300w" sizes="auto, (max-width: 566px) 100vw, 566px" /></a></figure>
</div>


<hr class="wp-block-separator has-alpha-channel-opacity"/>
<p>Artykuł <a href="https://historiasportu.info/2020/07/31/moje-podium-cezary-samczuk/">Moje podium: Cezary Samczuk</a> pochodzi z serwisu <a href="https://historiasportu.info">historiasportu.info</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://historiasportu.info/2020/07/31/moje-podium-cezary-samczuk/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Moje podium: Piotr Choduń</title>
		<link>https://historiasportu.info/2020/07/25/moje-podium-piotr-chodun/</link>
					<comments>https://historiasportu.info/2020/07/25/moje-podium-piotr-chodun/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Krzysztof Załuski]]></dc:creator>
		<pubDate>Sat, 25 Jul 2020 10:44:04 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Cykle]]></category>
		<category><![CDATA[Dyscypliny]]></category>
		<category><![CDATA[Legendy]]></category>
		<category><![CDATA[Moje Podium]]></category>
		<category><![CDATA[moje podium]]></category>
		<category><![CDATA[rugby]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://historiasportu.info/?p=3202</guid>

					<description><![CDATA[<p>Rugby to nie jest sport dla mięczaków. To twarda, nieustępliwa gra, w której nikt nie udaje. Na pewno nie odnalazłby się w niej Neymar. Co innego Piotr Choduń, który wiele lat biegał po boisku z jajowatą piłką. I zdobywał medale.</p>
<p>Artykuł <a href="https://historiasportu.info/2020/07/25/moje-podium-piotr-chodun/">Moje podium: Piotr Choduń</a> pochodzi z serwisu <a href="https://historiasportu.info">historiasportu.info</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<div id="bsf_rt_marker"></div><h2>„Moje podium” to cykl reportaży o ludziach sportu, którzy kiedykolwiek w swojej karierze zdobywali medale i stawali na podium. Bohaterami są nie tylko sami sportowcy, ale także trenerzy, szkoleniowcy, działacze – ci wszyscy, którzy mieli swój udział w zdobywanym medalu. To przecież także ich zasługa.</h2>
<h2>Te reportaże to opowieści nie tylko o nich, to również dokument czasów, w których trenowali, brali udział w zawodach. Ich bohaterami są sportowcy w rożnych wieku i różnych dyscyplin. Często już zapominani, ale łączy ich jedno – znają nie tylko smak zwycięstwa, ale i gorycz porażki. Skupmy się jednak na tym pierwszym. Zapraszamy na sportową podróż w przeszłość.</h2>
<h2>„Moje podium” powstało pod patronatem Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego.</h2>
<hr />
<p><span id="more-3202"></span></p>
<p>&nbsp;</p>
<h3><span style="color: 19a56f;"> Rugby to nie jest sport dla mięczaków. To twarda, nieustępliwa gra, w której nikt nie udaje. Na pewno nie odnalazłby się w niej Neymar. Co innego Piotr Choduń, który wiele lat biegał po boisku z jajowatą piłką. I zdobywał medale.</span></h3>
<p>&nbsp;</p>
<p>Jak większość młodych chłopaków w jego wieku, zaczynał od piłki nożnej. Potem przyszła fascynacja <a href="https://historiasportu.info/2019/06/17/jak-to-sie-zaczelo-tenis-stolowy-i-pilkarskie-transfery/">tenisem stołowym</a>, a w piątej klasie – koszykówką, którą zaczął trenować w MKS-ie. Wtedy zachorował. Nie było to jakieś błahe przeziębienie, czy niegroźna angina, tylko zapalenie opon mózgowych. Kiedy wyzdrowiał, przez dłuższy czas musiał zapomnieć o jakimkolwiek sporcie.</p>
<p><figure id="attachment_3206" aria-describedby="caption-attachment-3206" style="width: 1000px" class="wp-caption aligncenter"><a href="https://historiasportu.info/wp-content/uploads/2020/07/4.jpeg"><img loading="lazy" decoding="async" class="size-large wp-image-3206" src="https://historiasportu.info/wp-content/uploads/2020/07/4-1024x696.jpeg" alt="Na obozie w górach – Poitr Choduń na dole – pierwszy z prawej" width="1000" height="680" srcset="https://historiasportu.info/wp-content/uploads/2020/07/4-1024x696.jpeg 1024w, https://historiasportu.info/wp-content/uploads/2020/07/4-300x204.jpeg 300w, https://historiasportu.info/wp-content/uploads/2020/07/4.jpeg 1294w" sizes="auto, (max-width: 1000px) 100vw, 1000px" /></a><figcaption id="caption-attachment-3206" class="wp-caption-text">Na obozie w górach – Piotr Choduń na dole – pierwszy z prawej</figcaption></figure></p>
<p>Po szkole podstawowej został uczniem <strong>Państwowych Szkół Budownictwa</strong>. Ciągnęło go do sportu. Do koszykówki nie wrócił, bo doszedł do wniosku, że ze swoim niskim &#8211; jak na tę dyscyplinę &#8211; wzrostem kariery nie zrobi. Na Dziesiątej, gdzie mieszkał prężnie działało lokalne <strong>TKKF</strong> z sekcją dla kulturystów.</p>
<p>Wówczas głośno było o <strong>Dariuszu Estce</strong>, który stał się jednym z czołowych polskich kulturystów. Piotrek chciał pójść w jego ślady. Jego koledzy z dzielnicy – <strong>Krzysiek Okapa</strong> i <strong>Jacek Chachaj</strong> namówili go jednak, żeby przyszedł na trening rugby w Budowlanych, gdzie również jest siłownia, do tego za darmo dla zawodników.</p>
<p>[su_quote] Siłownia była jedynie dodatkiem. Odnalazłem się w rugby. Wreszcie znalazłem dyscyplinę, która pochłonęła mnie do reszty.[/su_quote]</p>
<p>Początki nie były łatwe. Zaczął dość późno trenować, bo miał już 17 lat. Wielu zawodników w zespole grało już od kilku lat. Ale zaparł się.</p>
<p>[su_quote] Na jednym z pierwszych treningów złamałem kość śródręcza. Nie dałem jednak poznać po sobie, że coś mi jest, bo już na pierwszych zajęciach zobaczyłem, że w drużynie są sami twardziele. To są rugby – to nie jest miejsce dla mięczaków, każdy gra na maksa. Zacisnąłem zęby i dalej trenowałem mimo bólu.[/su_quote]</p>
<p><figure id="attachment_3210" aria-describedby="caption-attachment-3210" style="width: 638px" class="wp-caption aligncenter"><a href="https://historiasportu.info/wp-content/uploads/2020/07/adf.jpeg"><img loading="lazy" decoding="async" class="size-full wp-image-3210" src="https://historiasportu.info/wp-content/uploads/2020/07/adf.jpeg" alt="Z kolegami z reprezentacji – Piotr pierwszy z lewej" width="638" height="884" srcset="https://historiasportu.info/wp-content/uploads/2020/07/adf.jpeg 638w, https://historiasportu.info/wp-content/uploads/2020/07/adf-217x300.jpeg 217w" sizes="auto, (max-width: 638px) 100vw, 638px" /></a><figcaption id="caption-attachment-3210" class="wp-caption-text">Z kolegami z reprezentacji – Piotr pierwszy z lewej</figcaption></figure></p>
<p>Ciężka praca przyniosła efekty. Jego pierwszy trener, <strong>Maciej Powała-Niedźwiecki</strong> zawsze miał nosa do talentów. Wiedział, że wcześniej czy później Piotr dużo osiągnie w rugby. Tak też się stało. Wkrótce zadebiutował w ekstralidze. Po roku zaledwie treningów dostał powołanie do kadry narodowej U-18.</p>
<p>[su_quote] To było ogromne przeżycie. Zagrać z orzełkiem na piersi jest marzeniem każdego sportowca. Spełnił się mój sen.[/su_quote]</p>
<p>W 1988 r. pojechał na mistrzostwa świata do <strong>Makarskiej</strong> (Chorwacja). W grach zespołowych udało się dotychczas niewielu zawodnikom z Lubelszczyzny. Jego kariera nabierała rozpędu. W kadrze narodowej rozegrał jedenaście oficjalnych spotkań międzynarodowych, zdobył dziewięć punktów.</p>
<p>[su_quote] Miałem pecha, bo na mojej pozycji było jeszcze trzech równorzędnych zawodników – Darek Marciniak, Paweł Piekarek i Tomek Barwik. Rywalizacja była spora.[/su_quote]</p>
<hr />
<p>&nbsp;</p>
<h3><span style="color: 19a56f;"> Piotr Choduń: Pierwszy medal </span></h3>
<p>&nbsp;</p>
<p>Zaczął od razu od złota. Były to mistrzostwa Polski juniorów w 1988 r. Tytuł mistrzowski był też pierwszym w historii klubu. Potem były srebrne i brązowe.</p>
<p>[su_quote] Mieliśmy super zespół, ale na ten medal naprawdę ciężko pracowaliśmy. Jak trzeba było, to trenowaliśmy dwa razy dziennie. Dzisiaj młodzi zawodnicy narzekają czasami, że treningi są za często. Prawda jest taka, że w sporcie nie ma kompromisów – albo zasuwasz i chcesz coś osiągnąć, albo bawisz się w sport, to wtedy lepiej zapisz się do amatorskiego stowarzyszenia. [/su_quote]</p>
<p>Jako, że Piotr Choduń nigdy nie uznawał kompromisów, to nic dziwnego, że przez kolejnych kilkanaście lat poświęcił się całkowicie rugby. W lidze rozegrał 182 mecze; więcej od niego zagrał tylko jeden zawodnik – <strong>Tomek Jóźwik</strong>.</p>
<p><figure id="attachment_3211" aria-describedby="caption-attachment-3211" style="width: 1000px" class="wp-caption aligncenter"><a href="https://historiasportu.info/wp-content/uploads/2020/07/rrrr-rotated.jpeg"><img loading="lazy" decoding="async" class="size-large wp-image-3211" src="https://historiasportu.info/wp-content/uploads/2020/07/rrrr-1024x935.jpeg" alt="W kadrze zadebiutował już po roku treningów. Na zdjęciu Piotr Choduń z piłką" width="1000" height="913" srcset="https://historiasportu.info/wp-content/uploads/2020/07/rrrr-1024x935.jpeg 1024w, https://historiasportu.info/wp-content/uploads/2020/07/rrrr-300x274.jpeg 300w, https://historiasportu.info/wp-content/uploads/2020/07/rrrr-rotated.jpeg 1243w" sizes="auto, (max-width: 1000px) 100vw, 1000px" /></a><figcaption id="caption-attachment-3211" class="wp-caption-text">W kadrze zadebiutował już po roku treningów. Na zdjęciu Piotr Choduń z piłką</figcaption></figure></p>
<hr />
<p>&nbsp;</p>
<h3><span style="color: 19a56f;">Piotr Choduń: takie mecze się pamięta</span></h3>
<p>&nbsp;</p>
<p>Było ich sporo. Na pewno debiut, na pewno każdy mecz, po którym zdobywali medale. Są jednak takie dwa mecze, które szczególnie zapamiętał.</p>
<p>[su_quote] Pierwszy to mecz z Holandią w 1993 r. To było ogromne przeżycie, bo graliśmy u siebie, w Lublinie. Mnóstwo kibiców, hymny, do tego znajomi, rodzina na trybunach – takie spotkania pamięta się do końca życia. Drugi mecz z kolei, który dostarczył mi wielu wzruszeń, to mój pożegnalny jako zawodnika. Razem ze mną po raz ostatni zagrał też Zbyszek Czarnecki. Po ostatnim gwizdku dostaliśmy pamiątkowe koszulki; z Juvenią zdobyłem też swoje ostatnie punkty w karierze. [/su_quote]</p>
<p>Los spłatał jednak figla i w 2007 r. Piotr Choduń znowu pojawił się na boisku, chociaż nie planował tego.</p>
<p>[su_quote] Byłem wtedy trenerem. Mieliśmy problemy ze składem, spadaliśmy z ligi. Na kilku meczach nie mogliśmy skompletować składu i groził nam walkower. W rugby tak się nie robi. Jeśli już mieliśmy spaść, to honorowo, dlatego z konieczności wyszedłem na boisko. [/su_quote]</p>
<p><figure id="attachment_3207" aria-describedby="caption-attachment-3207" style="width: 1000px" class="wp-caption aligncenter"><a href="https://historiasportu.info/wp-content/uploads/2020/07/5.jpeg"><img loading="lazy" decoding="async" class="size-large wp-image-3207" src="https://historiasportu.info/wp-content/uploads/2020/07/5-1024x731.jpeg" alt="W stroju reprezentanta Polki – Piotr Choduń pierwszy z lewej u góry" width="1000" height="714" srcset="https://historiasportu.info/wp-content/uploads/2020/07/5-1024x731.jpeg 1024w, https://historiasportu.info/wp-content/uploads/2020/07/5-300x214.jpeg 300w, https://historiasportu.info/wp-content/uploads/2020/07/5-1536x1096.jpeg 1536w, https://historiasportu.info/wp-content/uploads/2020/07/5.jpeg 1604w" sizes="auto, (max-width: 1000px) 100vw, 1000px" /></a><figcaption id="caption-attachment-3207" class="wp-caption-text">W stroju reprezentanta Polki – Piotr Choduń pierwszy z lewej u góry</figcaption></figure></p>
<p>Z gry w reprezentacji zapamiętał też wyjazd do Rzymu i spotkanie z papieżem.</p>
<p>[su_quote] To była niesamowita historia. Nikt z nas nie planował, ani nie marzył, że zobaczymy <strong>Jana Pawła II</strong>. To był zupełny przypadek, a ja tego sprawcą. [/su_quote]</p>
<p>Cała ekipa pojechała do Watykanu. Piotrek skorzystał z okazji i poszedł do spowiedzi. Kiedy ksiądz dał mu już rozgrzeszenie, spytał, skąd jest i co tu robi.</p>
<p>[su_quote]Powiedziałem, że jestem rugbistą, przyjechaliśmy na mecz z reprezentacją, a że byliśmy w Rzymie, to żal byłoby nie zobaczyć Watykanu, gdzie przecież mieliśmy „swojego” papieża.</p>
<p>&#8211; A nie chcielibyście zobaczyć się z Ojcem Świętym?</p>
<p>&#8211; Ale jak? Gdzie? To trzeba wcześniej chyba załatwić?[/su_quote]</p>
<p>To, co wydawało się niemożliwe, stało się faktem. Ów ksiądz spowiednik – dzięki swojemu wstawiennictwu – załatwił nam następnego dnia audiencję u samego papieża! To było niesamowite przeżycie dla nas wszystkich. A ja stałem się cichym bohaterem w kadrze – jako ten, który ma „chody” w Watykanie.</p>
<hr />
<p>&nbsp;</p>
<h3><span style="color: 19a56f;">Piotr Choduń: czym są rugby?</span></h3>
<p>&nbsp;</p>
<p>[su_quote] To nie tylko wspaniały sport, to również filozofia życia. Wielu kibiców zachwyca się angielską piłką i Premiership, jej nieustępliwością, grą do ostatniej sekundy meczu. Takie są też rugby. To nie jest gra dla mięczaków. Jeżeli rugbista leży na boisku i zwija się z bólu, to znaczy, że naprawdę go boli. Tu nie ma tak jak w piłce nożnej, że sędzia co rusz karze kartką zawodnika, który udaje faul. Taki Neymar nie miałby tu czego szukać. Przede wszystkim straciłby szacunek u kolegów. Dla aktorów miejsce jest na scenie, a nie na boisku do rugby. Chociaż może nie do końca. Rugbistom zdarza się też udawać na meczu. Udają, że nie boli. [/su_quote]</p>
<p>Do tego sportu trafia wielu takich, którzy próbowali wcześniej w innych dyscyplinach. Co ciekawe, swoich sił jako rugbista – przez rok w łódzkich Budowlanych – próbował <a href="https://pl.wikipedia.org/wiki/Mariusz_Pudzianowski"><strong>Mariusz Pudzianowski</strong></a>. Wybrał jednak inną dyscyplinę.</p>
<p>[su_quote] Pamiętam, że kiedyś na obozie zagraliśmy sparing w nożną z czwartoligową Muszynianką. Przed meczem byli pewni łatwej wygranej. Mieliśmy u siebie kilku byłych piłkarzy, a kiedy ci „prawdziwi” zobaczyli i poczuli na boisku, że dla nas nawet sparing jest jak mecz o mistrzostwo świata, to po tym spotkaniu miny mieli nietęgie, bo przegrali 0:1.</p>
<p>My nie graliśmy i nie gramy dla pieniędzy. Wśród nas są adwokaci, lekarze, biznesmeni, nauczyciele. Niektórzy mają jakieś tam stypendia – po 2 tys. zł. Za tyle to często czwartoligowy piłkarz nie wyjdzie na boisko. Budżety klubów, które walczą o medale mistrzostw Polski to ok. 800 tys. zł. Tyle miesięcznie zarabiają niektórzy piłkarze ekstraklasy, dlatego porównanie rugby z innymi grami zespołowymi mogą szokować. Mimo to, rugby są trzecią dyscypliną najchętniej oglądaną na świecie przez kibiców – po piłce nożnej i igrzyskach olimpijskich. [/su_quote]</p>
<hr />
<p>&nbsp;</p>
<h3><span style="color: 19a56f;"> Piotr Choduń: niespełnione marzenia</span></h3>
<p>&nbsp;</p>
<p>Było takie. Wszystko przez kontuzje. Wielu zawodników w latach 80 i 90. wyjeżdżało grać za granicę. Niektórym udało się zrobić karierę, jak chociażby <strong>Grześkowi Kacale</strong>.</p>
<p>[su_quote] Także Staszek Więciorek wyjechał do Francji, gdzie z powodzeniem grał. To byli wtedy jedni z najlepszych polskich rugbistów. [/su_quote]</p>
<p>Także i Piotrowi marzyła się międzynarodowa kariera. I był bliski celu.</p>
<p>[su_quote] Do Lublina przyjechała drużyna Auxerre. Grał tam Krzysiek Grochecki. Zagraliśmy z nimi sparing w Lublinie. Po meczu pojawiła się propozycja wyjazdu do Francji. Było to dla mnie spore wyróżnienie. Ustaliliśmy, że przyjadę na testy do Auxerre. Wkrótce zaczęła się nasza liga, a ja liczyłem dni, które pozostały mi do wyjazdu. I niestety, na jednym z meczów złamałem śródstopie. Noga w gipsie. Miałem jeszcze nadzieję, że jak zdejmę gips, to jakoś do tej Francji pojadę i zagram. Nie dałem rady. Owszem, gips zdjąłem, ale ból byt taki, że ani o graniu, ani nawet o chodzeniu nie było mowy.</p>
<p>Teraz sobie tłumaczę, że pan Bóg tak chciał. Do Francji mnie nie puścił, ale dzięki temu poznałem moją przyszłą żonę.</p>
<p><figure id="attachment_3209" aria-describedby="caption-attachment-3209" style="width: 984px" class="wp-caption aligncenter"><a href="https://historiasportu.info/wp-content/uploads/2020/07/18-rotated.jpeg"><img loading="lazy" decoding="async" class="size-full wp-image-3209" src="https://historiasportu.info/wp-content/uploads/2020/07/18-rotated.jpeg" alt="Jako nauczyciel WF-u w szkole na Podwalu" width="984" height="690" srcset="https://historiasportu.info/wp-content/uploads/2020/07/18-rotated.jpeg 984w, https://historiasportu.info/wp-content/uploads/2020/07/18-300x210.jpeg 300w" sizes="auto, (max-width: 984px) 100vw, 984px" /></a><figcaption id="caption-attachment-3209" class="wp-caption-text">Jako nauczyciel WF-u w szkole na Podwalu</figcaption></figure></p>
<p>W swojej karierze grałem  z wieloma zawodnikami. Byli lepsi i gorsi. Tacy też, którzy mieli „papiery” na granie, ale z różnych przyczyn nie do końca wykorzystali swój potencjał.</p>
<p>To m.in. Marek Staszczyk. Jako 18-latek zapowiadał się na niezłego „grajka”. Sprawny, obunożny. Jakoś mu jednak nie wyszło. Mógł osiągnąć więcej. Podobnie jak Paweł Pieniak, który mimo gry w reprezentacji, też nie do końca może być zadowolonym z tego, co osiągnął w rugby. [/su_quote]</p>
<hr />
<h3><span style="color: 19a56f;"><br />
Piotr Choduń &#8211; jako trener, nauczyciel, działacz</span></h3>
<p>Szkolił i wciąż szkoli kadetów, juniorów czy seniorów. Ma w swojej kolekcji wiele medali jako trener. Kiedy w 2003 r. odszedł z klubu, a seniorzy sięgnęli po brąz, kapitan drużyny – <strong>Konrad Jarosz</strong>, oddał mu swój medal, mówiąc, że to również jego zasługa.</p>
<p>Wychował wielu zawodników, nie tylko rugbistów. Jako nauczyciel WF-u kierował swoich uczniów do różnych klubów.</p>
<p>[su_quote] Jak widziałem, że chłopak ma prawie dwa metry wzrostu, jest skoczny i ma niezłą koordynację ruchową, to namawiałem do gry w koszykówkę czy siatkówkę. Nikt inny, jak właśnie nauczyciele WF-u są pierwszymi, którzy mają do czynienia z talentami.[/su_quote]</p>
<p>Tych niestety jest coraz mniej.</p>
<p>[su_quote] Kiedyś zwolnienie z WF-u było wstydem. Zwłaszcza dla chłopaków. Dzisiaj na tysiąc dzieciaków, ponad 150 nie ćwiczy, bo ma zwolnienie. To jest zatrważające. Kilkadziesiąt lat temu wyjątkiem byli uczniowie, którzy nie potrafili zrobić chociażby przewrotu w przód. Dzisiaj okazuje się, że dla wielu jest to zbyt trudny sprawdzian. Niedawno wchodziłem po schodach na trzecie piętro. Za mną ktoś szedł i głośno sapał. Sądziłem, że to jakiś staruszek. Kiedy się odwróciłem, ujrzałem nastolatka, który ledwo dyszał. Nie był chory, bo go o to spytałem. Nie miał po prostu kondycji. Rodzice od małego dbali o to, żeby się broń Boże nie spocił, bo zachoruje i nie pozwalali mu na żaden sport. I tak jak wielu swoich rówieśników wolny czas spędza głównie przed komputerem. To jest straszne, bo łatwo sobie wyobrazić, jak on będzie się męczył mając 40 czy 50 lat. Jak dożyje, jedząc zazwyczaj chipsy i popijając colą.[/su_quote]</p>
<p><figure id="attachment_3208" aria-describedby="caption-attachment-3208" style="width: 676px" class="wp-caption aligncenter"><a href="https://historiasportu.info/wp-content/uploads/2020/07/8-rotated.jpeg"><img loading="lazy" decoding="async" class="size-large wp-image-3208" src="https://historiasportu.info/wp-content/uploads/2020/07/8-676x1024.jpeg" alt="Przyszły reprezentant kraju w rugby zaczynał jak większość młodych chłopaków od piłki nożnej, potem była koszykówka" width="676" height="1024" srcset="https://historiasportu.info/wp-content/uploads/2020/07/8-676x1024.jpeg 676w, https://historiasportu.info/wp-content/uploads/2020/07/8-198x300.jpeg 198w, https://historiasportu.info/wp-content/uploads/2020/07/8-rotated.jpeg 743w" sizes="auto, (max-width: 676px) 100vw, 676px" /></a><figcaption id="caption-attachment-3208" class="wp-caption-text">Przyszły reprezentant kraju w rugby zaczynał jak większość młodych chłopaków od piłki nożnej, potem była koszykówka</figcaption></figure></p>
<hr />
<p>&nbsp;</p>
<h3><span style="color: 19a56f;">Piotr Choduń &#8211; jako radny</span></h3>
<p>&nbsp;</p>
<p>Od półtora roku Piotr Choduń jest radnym. Zajmuje się m.in. sportem – tym, na czym najlepiej się zna. Doradza, konsultuje, pomaga. Wie, jak powinien wyglądać dzisiejszy sport.</p>
<p>[su_quote] Przede wszystkim praca od podstaw. Bez tego daleko nie zajedziemy. Zawsze powtarzam, że nie ma lepszej metody wychowawczej od sportu. Marzy mi się powrót do idei 3xR – rekreacja, ruch radość. Mamy w Polsce już tak rozbudowaną infrastrukturę sportową, o jakiej wielu z nas, sportowców, przez całe życie marzyło. Trzeba to wykorzystać.[/su_quote]</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>[su_note]Piotr Choduń. Ur. 1969 r. W barwach KS Budowlani Lublin (w latach 1987-2001, 2007) rozegrał 183 mecze ligowe, zdobył 224 punkty. Debiutował w I lidze (obecnie ekstraliga) 03.05.1987 roku z Ogniwem Sopot (6:78) na wyjeździe. Wszedł na zmianę za Włodzimierza Zająca na pozycję filara. Zdobył srebrne medale mistrzostw Polski seniorów (1990, 1992), brązowe (1991, 1993), złoty medal mistrzostw Polski juniorów (1988). Pierwszy trener Maciej Powała-Niedźwiecki. W reprezentacji Polski seniorów rozegrał 11 oficjalnych meczów międzypaństwowych, zdobył dziewięć punktów, występował na pozycji młynarza i skrzydłowego młyna. Uczestnik mistrzostw świata juniorów (1988). Instruktor rugby (1995). Trener II klasy (1995). Trener kadetów Budowlanych Lublin (1993-1995, 2001-2005); srebrne medale mistrzostw Polski kadetów (2004, 2005), juniorów (2008, 2012-2014); złoty medal mistrzostw Polski juniorów (2013), srebrny (2008), brązowy (2012), srebrny medal mistrzostw Polski juniorów w rugby 7 (2013), trener seniorów Budowlanych Lublin (1995-2001, 2005-2011), Puchar Fair Play (2006). Sędzia rugby (2002-2005). Członek Zarządu KS Budowlani Lublin (1992-2015). Wiceprezes klubu (2011-2015). Odznaczony Honorową Srebrną Odznaką PZR (28.06.2003), złotą (06.2005), Brązowym Krzyżem Zasługi RP (28.03.2003), Medalem „Za zasługi w rozwoju sportu szkolnego” (Szkolny Związek Sportowy Zarząd Główny 27.03.2008). Radny miasta Lublin (od 2019).[/su_note]</p>
<hr />
<p><strong>„Moje podium” powstało pod patronatem Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego.</strong></p>
<p><a href="https://historiasportu.info/wp-content/uploads/2020/07/stypendium_czerwona-1-e1595673197718.jpg"><img loading="lazy" decoding="async" class="aligncenter size-full wp-image-3212" src="https://historiasportu.info/wp-content/uploads/2020/07/stypendium_czerwona-1-e1595673197718.jpg" alt="„Moje podium” powstało pod patronatem Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego." width="566" height="274" srcset="https://historiasportu.info/wp-content/uploads/2020/07/stypendium_czerwona-1-e1595673197718.jpg 566w, https://historiasportu.info/wp-content/uploads/2020/07/stypendium_czerwona-1-e1595673197718-300x145.jpg 300w" sizes="auto, (max-width: 566px) 100vw, 566px" /></a></p>
<hr />
<p>&nbsp;</p>
<p>Artykuł <a href="https://historiasportu.info/2020/07/25/moje-podium-piotr-chodun/">Moje podium: Piotr Choduń</a> pochodzi z serwisu <a href="https://historiasportu.info">historiasportu.info</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://historiasportu.info/2020/07/25/moje-podium-piotr-chodun/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
			</item>
	</channel>
</rss>
