Jak Jarosława Jóźwiakowska srebro zdobywała
Popołudnie 8 września 1960 roku było w Rzymie szczęśliwe. Polscy dziennikarze prędko pisali do kraju teksty o jednej z wielkich, ale i pięknych olimpijskich niespodzianek. Jarosława Jóźwiakowska nie była przecież wymieniana w gronie największych faworytek skoku wzwyż. Ba, ponoć bilet powrotny do domu miała zarezerwowany na dzień eliminacji, których nie miała przejść. A jednak zakończyła konkurs ze srebrnym medalem olimpijskim na szyi.