Przez pierwsze dziesięciolecia stolicą polskich skoków było Zakopane. To pod Giewontem wykuwały się talenty. Tam przed II wojną światową organizowano mistrzostwa świata w narciarstwie klasycznym. I wreszcie to tam rodziły się legendy, z wielkim Stanisławem Marusarzem czy Bronisławem Czechem na czele.
W latach 30. w cieniu Tatr, w beskidzkim Szczyrku, dorastał chłopak, który miał rzucić wyzwanie tej hegemonii. Udowodnić, że mistrzem można zostać również z dala od tatrzańskich wierchów. Nazywał się Antoni Wieczorek. Uchodził za narciarza kompletnego. To on, w marcu 1948 jako pierwszy Polak osiągnął magiczną barierę 100 m.
„Z nartami zapoznałem się w szczenięcym wieku. Miałem trzech starszych braci, którzy starali się głębić sztukę jazdy na nartach. Mogłem więc czasem „wypożyczyć” pod ich nieobecność deski i próbować swych umiejętności. Najmilszym wspomnieniem z tamtego okresu jest dla mnie jazda na nartach na bosaka. Pewnego razu matka schowała mi buty, bo były niemożliwie przemoczone. Przypiąłem więc deski do bosych nóg” — mówił o swoich początkach.
|Czytaj też: Jan Mysłajek. Nie wiek, lecz pasja – na nartach przez życie (reportaż)
Marzenia Antka
Te pierwsze narty nie były profesjonalnym sprzętem. Miał mu je wystrugać ojciec z kawałków drewnianej beczki. Z deskami oswoił się szybko. Wygrywał wszystkie zawody, w których startował, bez względu na to, czy była to jazda zjazdowa, czy skoki. Ale to marzenie o lataniu wzięło w końcu górę.
„Bardzo lubię skoki: To wielka przyjemność znaleźć się w powietrzu i szybować jak ptak. Od dziecka ceniłem najwięcej skoki. Skakałem początkowo koło domu, gdzie miałem wspaniały teren. O wyjściu na prawdziwą skocznię tylko marzyłem”.
Miał zaledwie trzynaście lat, kiedy na terenowej skoczni w Szczyrku, pobił swój pierwszy rekord. Niedługo potem na wysokogórskiej skoczni na Skrzycznem ustanowił wynik 34 m — absolutny rekord tamtego obiektu, który przetrwał lata. Zresztą, Skrzyczne stało się dla Wieczorka miejscem szczególnym.
Z czasem Wieczorek stał się godnym rywalem dla samego Marusarza. Ich pojedynki w Zakopanem, Wiśle czy Szczyrku elektryzowały publiczność. Ale młody skoczek z Beskidów marzył o czymś więcej. Chciał poczuć to, co czuli najlepsi na świecie w — wówczas jugosłowiańskiej — Planicy.
„Marzyłem o stumetrowym skoku” — mówił pod koniec lat 40.
W tamtym czasie „setka” była dla skoczków strefą niemal mityczną.
|Czytaj też: Antek! Taki muzykant nart ze Szczyrku… – wspomnienie Antoniego Łaciaka
„Nie taka straszna”
Szansa przyszła w 1948 r. Ekipa w składzie: Wieczorek, Gąsienica i Kozak wyruszyła do Planicy. „Dziadek”, który znał tajemnice tego gigantycznego obiektu, przestrzegał młodszych kolegów przed zdradliwymi prądami powietrznymi i specyficznym „tunelem aerodynamicznym”. Planica nie wybaczała błędów. Antoni wspominał, że pęd powietrza podczas najazdu na próg był tak silny, że dosłownie wgniatał zawodnika. Uniemożliwiał jakiekolwiek ruchy. Sam moment wybicia porównał do wystrzelenia z katapulty.

W Planicy Antoni Wieczorek dokonał niemożliwego. Walcząc z ogromnym naporem powietrza, który groził utratą równowagi przy każdym najmniejszym ruchu, wylądował na setnym metrze. Stało się! Jako pierwszy polski skoczek przekroczył magiczną granicę stu metrów.
Był 15 marca 1948 r.
Choć w całych zawodach zajął 5. miejsce, a Szwajcar Fritz Tschannen ustanowił nowy rekord świata skokiem na 120 m, dla polskiego sportu wyczyn Antoniego był kamieniem milowym. Sam zawodnik twierdził, że mamut w Planicy wcale nie jest taki groźny. Wystarczy odwaga i umiejętności. No, ale przede wszystkim trzeba je posiadać.
Sukcesy beskidzkiego narciarza szybko dotarły do Zakopanego. W 1955 r. na Wielkiej Krokwi w Zakopanem, pobił rekord skoczni. W słoneczne południe, na oczach zakopiańskiej publiczności, skoczek ze Szczyrku udowodnił, że potrafi wygrywać z lokalnymi mistrzami. To był moment symboliczny. Monopol Zakopanego na wielkie skakanie został przełamany.
Marzenie o lataniu
Antoni Wieczorek w ciągu swojej kariery dwukrotnie zdobywał mistrzostwo Polski. Był budowniczym skoczni w Szczyrku: Zbójnickiej, Jeziorze i Skalitem czy igielitowej w Biłej. Z tej miłości do latania chciał stworzyć polskiego mamuta. Miał nawet przygotowane plany takiego obiektu.
Według Wieczorka to jego rodzinna miejscowość miała najlepszą lokalizację na budowę tego typu obiektu. Wieczorek z grupą znajomych wyznaczył dwa miejsca, w których możliwe były prace: pod Przełęczą Salmopolską (w 2017 i 2018 r. obok tego miejsca przejeżdżał peleton Tour de Pologne) lub pomiędzy Małym a Dużym Skrzycznem.
Niestety śmiałe plany, zaangażowanie i pasja nie miały szans w starciu z szarą powojenną rzeczywistością. Polska dopiero co budziła się z wojennego letargu, a sytuacja finansowa kraju i pewnie samego Szczyrku była ciężka. Obiekt nie mógł więc powstać.
Nie zmienia to jednak faktu, że Antoni Wieczorek był wizjonerem i człowiekiem uwielbiającym sport. To on jako pierwszy wykładał zeskok skoczni słomą, by móc trenować w okresie letnim. Miał ogromny dar do pracy z młodymi zawodnikami. Jego podopiecznym był, chociażby Antoni Łaciak — srebrny medalista mistrzostw świata z 1962 r.
