Jak Igloopol Dębica w lidze debiutował

Fragment meczu Igloopol Dębica-Zagłębie Lubin

W sezonie 1990/1991 w pierwszoligowej stawce pojawił się Igloopol Dębica. Powstały przy Kombinacie Rolno-Przemysłowym w Dębicy w 1978, zarządzany był przez Edwarda Brzostowskiego. Szybko wspiął się w futbolowej hierarchii…

Najpierw puchary!

Niektórzy zwalili wszystko na… tremę. Inni na futbolowy klimat, który w Dębicy miał być inny niż choćby w Białymstoku. Tam, latem 1987 po awansie Jagiellonii do najwyższej ligi polskiej, tłumy lgnęły na stadion. Debiut Igloopolu w ówczesnej pierwszej lidze przypadł na 27 lipca 1990 roku. Do Dębicy przyjechało Zagłębie Lubin, wtedy wicemistrz kraju. Może i pierwsze koty za płoty nie były aż tak tłuste jak te podlaskie, ale sześć tysięcy wiernych fanów obecnych na stadionie i tak czuło dumę.

Najpierw były ceremoniały i nagrody. Dla debiutanta puchary ufundował zarząd PZPN, a wręczał Andrzej Strejalu w asyście wiceprezesa, Józefa Wiśniewskiego. Byli też wysłannicy z centrali LZS-u. Po wszystkim zespoły stanęły naprzeciwko siebie. Debiutant grał w składzie: Kłak – Bajor, Makuch, Stefanik, Zieliński – Chłąd, Kaczówka, Kucharski, Podbrożny, Szary i Nalepka.

Igloopol Dębica grał na tym stadionie. fot. http://www.igloopol.info/CC0

Przed pierwszym gwizdkiem trener Wojciech Tylak przyznał, że zakłada, iż jego chłopcy utrzymają styl, który prezentowali na drugoligowych murawach. Tam grali na wskroś ofensywnie, strzelili najwięcej bramek w sezonie 1989/1990 (60 trafień) i potrafili wygrywać wysoko.  Tyle że pierwsza część debiutanckiej potyczki była… szara. Na boisku wiało nudą. Dopiero druga odsłona przyniosła pewne zmiany.

|Czytaj też: Remanent 4. Portrety na polu karnym – fragmenty

Igloopol Dębica szans miał więcej

Jerzy Chromik pisał wówczas dla „Sportowca”. W numerze z 3 sierpnia 1990 roku znalazł się jego artykuł „Igloo na gorąco”. Autor relacjonował:

„W zespole Igloopolu zwracał na siebie uwagę 24-letni napastnik Podbrożny. To typ nieobliczalnego skrzydłowego o pozornie nieskoordynowanych ruchach. Ta dziwna koordynacja pozwala mu wprawiać w zakłopotanie obrońców, bo nie bardzo wiadomo, co zrobi z piłką w sytuacji jeden na jednego. Może wykonać dowolny, często przypadkowy zwód, złamać kręgosłup w najmniej spodziewany sposób i uciec, gdy wydaje się to niemożliwe. Popisał się przewrotką na polu karnym Jarosława Baki i choć nie domknął dobrze tych „nożyc”, to zdradził duże możliwości. Potrafił też silnie strzelić z dystansu. Trener Świerk rozpływał się w zachwytach i nawet jeśli uwzględnić współczynnik kurtuazji, to wypada się zgodzić, że to ciekawy zawodnik.

Igloopol był sobą przez 15 minut drugiej połowy. Otrząsnął się z tremy i zaatakował z pasją. Prawy obrońca Stefanik zagrał wreszcie tak, jak lubi, włączając się często do akcji ofensywnych. Solidna obrona gości zaczęła popełniać błędy. Bako po raz kolejny musiał interweniować sam na sam, ale chcąc przerwać akcję Stefanika, zrobił to nieprawidłowo. Rzut karny bezdyskusyjny. Ludzie na trybunach dostali amoku. Pierwsza bramka w ekstraklasie wydawała się w zasięgu wzroku. Nic z tego. Trzeba było przetrzeć oczy ze zdumienia… Kaczówka nie trafił z jedenastu metrów”.

Gdy zegarek sędziego Marka Kowalczyka odmierzał ostatnie sekundy w Dębicy bramek nadal nie oglądano… Gwizdek i 0:0.

Solidna defensywa

Bezbramkowy remis w debiucie gracze Igloopolu mogli potraktować jak sukces połowiczny. Z jednej strony Zagłębie było jednym z najgroźniejszych rywali w lidze, z drugiej to gospodarze stworzyli sobie więcej okazji do zdobycia gola. Gości skutecznie powstrzymywała dębicka defensywa. Prym wiódł w niej Marek Bajor, któremu żaden z napastników z Lubina nie dał rady. Spokojne zawody pomiędzy słupkami rozegrał Aleksander Kłak. Może nie miał tego dnia aż tyle roboty, co kolega po fachu z naprzeciwka, ale gdy już podejmował interwencję, to skutecznie…

A Zagłębie? W „Nowinach” z 30 lipca 1990 roku Roman Rybicki oceniał surowo:

„Wicemistrz Polski, reprezentant kraju w Pucharze UEFA całkowicie rozczarował. Prawdą jest, że dębiczanie nie pozwalali rywalom na zbyt wiele. No, ale zespół tej klasy powinien sobie dużo lepiej radzić z beniaminkiem. Przede wszystkim zaś stworzyć więcej sytuacji podbramkowych”.

Tak w pierwszej lidze – dzisiejszej ekstraklasie – debiutował Igloopol Dębica. W pierwszym sezonie był rywalem trudnym. W drugim zajął ostatnie miejsce w tabeli i spadł do 2. ligi…

Inspiracją do napisania artykułu była książka Jerzego Chromika „Remanent 6. Proza ligowa”, która na polskim rynku pojawiła się dzięki Wydawnictwu SQN. Link i okładkę znajdziesz w komentarzu.

0 0 Głosy
Ocena artykułu

Zobacz podobne:

Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 Komentarze
Najstarsze
Najnowsze Najczęściej oceniane
Informacje zwrotne w linii
Zobacz wszystkie komentarze