Igrzyska przełomów? Cortina d’Ampezzo 1956

Igrzyska w Cortina d'Ampezzo w 1956 roku w wielu kwestiach były przełomowe

Cortina d’Ampezzo, włoska miejscowość zwana „Królową włoskich Dolomitów”, już w latach 20. i 30. była znanym narciarskim kurortem. Piękne położenie, dostępność tras i obiektów sprawiały, że wyglądała na naturalnego kandydata do organizacji zimowych igrzysk olimpijskich. Te jednak powierzono jej dopiero na rok 1956.

Włoski łyżwiarz Guido Caroli wpadł w kadr, zanim na dobre narodziła się „era telewizji”. Był 26 stycznia 1956 roku, a w Cortina d’Ampezzo rozpoczynały się zimowe igrzyska olimpijskie. Ostatni odcinek sztafety z ogniem miał być czystą, symboliczną „kropką nad i”. Guido odebrał pochodnię od Zeno Colo i pognał na łyżwach po torze. Tymczasem na lodzie, kilka metrów przed olimpijskim zniczem, rozciągnięto nowość, której sport jeszcze omijać nie potrafił. Był to… kabel kamery. Caroli, zapatrzony w trybunę honorową, nie zauważył tej przeszkody. Najechał nań i runął jak długi. Tłum wstrzymał oddech. Ale płomień ocalał!

Nie bohater, a klaun?

W kronice tej ceremonii wszystko jest jak z filmu: średniowieczni fanfarzyści w czerwono-niebieskich strojach, orkiestra wojsk alpejskich, a nad stadionem panorama dolomickich szczytów, z Monte Tofano i Cristallo błyszczącymi w słońcu. Na ulicach Corso Italia defilują ekipy, publiczność przegania z lodu fotoreporterów i filmowców. Wreszcie na trybunie zasiada prezydent Republiki Włoskiej, Giovanni Gronchi. I właśnie wtedy łyżwiarz ląduje na lodzie.

Paradoksalnie tamten upadek okazał się najlepszą reklamą sprawności organizatorów. Caroli szybko się bowiem pozbierał, a znicz zapłonął zgodnie z planem. Później łyżwiarz stwierdził, że czuł się jak klaun, a nie jak bohater ceremonii otwarcia. Cóż, może to była cena, jaką przyszło mu zapłacić? Przysięgę olimpijską, pierwszy raz w historii, złożyła w imieniu sportowców kobieta – Giuliana Minuzzo. Kolejna niezwykłość.

Ceremonia dobiegła końca. Prezydent opuścił trybunę, a Cortina dała to, na co czekał cały świat: sygnał, że igrzyska zostały otwarte.

Guido Caroli ląduje na lodowej tafli w trakcie ceremonii otwarcia zimowych igrzysk olimpijskich w Cortina d’Ampezzo 1956 fot. domena publiczna
Guido Caroli ląduje na lodowej tafli w trakcie ceremonii otwarcia zimowych igrzysk olimpijskich w Cortina d’Ampezzo 1956 fot. domena publiczna

„Przez następne 10 dni płonący znicz będzie przypominał wszystkim sportowcom z 32 krajów o ich przysiędze” — notował jeden z polskich dziennikarzy.

|Czytaj też: Dzień, w którym skończyła się norweska dominacja w skokach

Niespodzianki i wielkie odejścia

A potem zaczęła się właściwa opowieść. Igrzyska z 1956 roku były nieprzewidywalne. Może nawet nerwowe i pełne niespodzianek, dlatego typowanie faworytów szybko traciło sens. Już po pierwszych dwóch dniach było widać, że temperatura walki rośnie, a stawianie jakichkolwiek sportowych horoskopów stało się bezcelowe.

Najgłośniej wybrzmiała sensacja w narciarstwie alpejskim kobiet, gdzie triumf zaliczyła Ossi Reichert w slalomie gigancie. „Nie liczono na nią” — czytamy w starych prasowych ocenach— a jednak w rywalizacji narciarek to dyspozycja dnia i chłodna głowa przeważyły nad nazwiskami. Niemka wygrała, a kilka miesięcy później… zakończyła karierę. Wystartowała jeszcze w mistrzostwach swojego kraju i w Polsce, na Nosalu, gdzie po zawodach powiedziała:

Przysięgę olimpijską, pierwszy raz w historii, złożyła w imieniu sportowców kobieta - Giuliana Minuzzo fot. domena publiczna
Przysięgę olimpijską, pierwszy raz w historii, złożyła w imieniu sportowców kobieta – Giuliana Minuzzo fot. domena publiczna

„Z narciarstwem oczywiście nie rozstaną się nawet gdy… zostaną babką. Ale dobry zawodnik powinien wyczuć szczyt swojej kariery. Wtedy trzeba z honorem zrezygnować z wyczynu. Wydaje się, że właśnie w tym roku osiągnąłem górną granicą swojej kariery i dlatego postanowiłam wycofać się w tym sezonie”.

W biegach narciarskich mężczyzn emocje wylały się na 30 kilometrach. Na starcie stanęli wszyscy giganci śnieżnych tras, a zwycięstwo odniósł Veikko Hakulinen, zostawiając w tyle wyrównaną stawkę i dorzucając do igrzysk kolejny rozdział fińskiej dominacji. Prasa opisywała jego pojedynek z koalicją zawodników radzieckich i wskazywała, jak ważne — obok formy — bywają okoliczności dnia i taktyka biegu.

|Czytaj też: Długie narty, czyli sposób Zeno Colò na mistrzostwo

Nowe medium

Z polskiego punktu widzenia Cortina zaczęła się od Tadeusza Kwapnia. Dwunaste miejsce na 30 km przedstawiono jako rezultat doskonały i zaszczytny. Tym cenniejszy, że osiągnięty wśród ścisłej światowej czołówki i z wyraźnym postępem. Sam zawodnik mówił bez kokieterii:

„Na ostatnim kilometrze przed metą minął mnie Hakulinen. Gdy ustępowałem świetnemu Finowi, z toru przypomniała mi się ciekawa rzecz i aż się w duchu roześmiałem. Mianowicie przed rokiem dokładnie w tym samym miejscu Hakulinen również mnie mijał. Między tamtym rokiem a obecnym jest taka tylko różnica, że wówczas biegliśmy na 15 km i na tym dystansie Fin pokonał mnie ok. 4.5 minuty, a dzisiaj na dystansie dwa razy dłuższym wygrał ze mną tylko o 5 minut. To dla mnie wielka satysfakcja i najlepszy dowód, że okresu przygotowań do Olimpiady nie zmarnowałem”.

Równolegle toczył turniej hokejowy, który od pierwszych spotkań podkręcił dramaturgię. Zwracano uwagę na ciężko wywalczone zwycięstwo Czechosłowacji nad USA 4:3, remis Austrii z Włochami 2:2 oraz na to, że w tej fazie wyraźnie najmocniej wyglądały Kanada i ZSRR. Hokej na tamtych igrzyska był osobnym teatrem niespodzianek. Największą było przerwanie właśnie kanadyjskiej hegemonii. Do 1956 roku zawodnicy z tego północnoamerykańskiego kraju tylko raz (w 1936) nie zdobyli złota. A w Cortinie musieli uznać wyższość nie tylko ZSRR – debiutującego mistrza – ale i Amerykanów.

Nad Wisłą igrzyska zyskały za to nowe medium — radio. Prezentowano codzienne sprawozdania z zawodów i transmisje, a także stałe meldunki z wynikami. Olimpijska aura docierała więc do kraju nie tylko przez depesze i fotografie, lecz także przez głos sprawozdawców, który budował napięcie dzień po dniu.  

Cortina d’Ampezzo 1956: gwiazdy i przełomy

Na miejscu podziw wzbudziła nowa, osiemdziesięciometrowa skocznia, a trasa zjazdowa pozwalała na osiągnięcie niespotykanych dotychczas szybkości. Blisko 900 zawodników z 22 państw pobiło rekord dotychczasowy rekord frekwencji. Po raz pierwszy znaleźli się wśród nich reprezentanci obu państw niemieckich. Stało się tak dzięki uznaniu przez MKOI narodowego komitetu NRD.

Postaci nietuzinkowych i pamiętanych latami zrodziła ta impreza kilka. Weźmy choćby Wsiewołoda Bobrowa, radzieckiego hokeistę i mistrza olimpijskiego, który w 1952 roku reprezentował ZSRR na igrzyskach olimpijskich w Helsinkach, tyle że w turnieju piłkarskim.

Bezsprzecznie największą gwiazdą w Cortinie był Austriak Toni Sailer. „Błyskawica z Kitzbuehel”, bo tak go nazwano, zdobył złote medale we wszystkich konkurencjach alpejskich. Wedle zwyczaju dało mu to również tytuł mistrza świata w kombinacji.

Skocznia olimpijska w 1956 roku fot. domena publiczna/jakość poprawiona dzięki AI

Polacy też mieli powody do sportowej radości. Franciszek Gąsienica Groń wywalczył pierwszy w dziejach zimowy medal dla Polski. W kombinacji norweskiej był trzeci.

Pod wieloma względami Cortina d’Ampezzo 1956 była więc przełomowa…

0 0 Głosy
Ocena artykułu

Zobacz podobne:

Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 Komentarze
Najstarsze
Najnowsze Najczęściej oceniane
Informacje zwrotne w linii
Zobacz wszystkie komentarze