Do igrzysk olimpijskich w Mediolanie zostały 32 dni. Odliczamy ciekawostkami! Dziś historia z Lake Placid, z roku 1932. Jak kryzys gospodarczy wpłynął na tę edycję?
Organizacja III Zimowych Igrzysk Olimpijskich w Lake Placid, w roku 1932, była przedsięwzięciem… graniczącym z cudem. Świat znajdował się wówczas w głębokiej zapaści po krachu na Wall Street w 1929 roku. Kiedy w 1929 roku przyznawano tej niewielkiej miejscowości prawo do organizacji zawodów, nikt nie przypuszczał, że trzy lata później bezrobocie w Stanach Zjednoczonych sięgnie 25%. Albo, że narodowe komitety olimpijskie w Europie będą walczyć o przetrwanie, zamiast planować kosztowne podróże transatlantyckie.
|Czytaj też: Andrzej Marusarz, narciarz, ratownik, marynarz
Polskie finansowanie
Skutki Wielkiego Kryzysu były widoczne przede wszystkim w statystykach. Liczba uczestników spadła do zaledwie 252 sportowców, co stanowiło niemal połowę frekwencji z poprzednich igrzysk w Sankt Moritz. Dla większości krajów europejskich wysłanie ekipy wiązało się z ogromnym wydatkiem na transport. Na takie rozwiązanie mogli pozwolić sobie tylko nieliczni. W efekcie ponad połowę wszystkich zawodników stanowili reprezentanci USA i Kanady, co nadawało imprezie charakter niemal lokalny. Co ciekawe, Polacy za Atlantyk pojechali. 12 stycznia 1932 roku na pierwszej stronie „Expressu Porannego” pisano (pisownia oryginalna):

„Wczoraj o godz. 10.30 wieczorem opuściła Warszawę polska ekspedycja na zimowe Igrzyska Olimpijskie w Lake Placid (Ameryka). Ekspedycja składa się z 15-tu zawodników: pięciu narciarzy i dziesięciu hokeistów. We środę ekspedycja wsiada w Havrze na parowiec „France” a 19b.m ląduje w N.Jorku. Po rozegraniu kilku spotkań propagandowych, drużyna hokejowa weźmie udział w turnieju olimpijskim, rozpoczynającym się d. 4 lutego w Lake Placid. Zaznaczyć należy, że ekspedycja zimowa jedzie prawie całkowicie na koszt Polonji amerykańskiej”.
|Czytaj też:
Lake Placid 1932 – pomysły Dewey’a
Ciężar organizacji igrzysk spoczął na barkach lokalnej społeczności, liczącej niespełna trzy tysiące mieszkańców. Kluczową postacią został Godfrey Dewey. Ten chorąży amerykańskiej ekipy z 1928 roku musiał wykazać się niezwykłą pomysłowościa, by przekonać legislaturę stanu Nowy Jork do sfinansowania budowy obiektów sportowych. Pracował w czasach, gdy fundusze publiczne bardziej niż na sportową rozgrywkę, przekazywano na walkę z gospodarczą zapaścią. Argumentem, który przeważył szalę, była wizja igrzysk jako formy robót publicznych. Miały one dać zatrudnienie lokalnym robotnikom. Dewey posunął się nawet do tego, że podarował własne grunty pod budowę toru bobslejowego, który był wówczas najnowocześniejszym i najszybszym obiektem tego typu na świecie.
Mimo finansowych sukcesów w budowie, organizatorów niemal pokonała natura. Zima 1932 roku była wyjątkowo łagodna i bezśnieżna, co zmusiło komitet do sprowadzania śniegu ciężarówkami i pociągami… aż z Kanady, generując kolejne, nieprzewidziane koszty w i tak już napiętym budżecie.
Przyszły prezydent otwiera
Kryzys wpłynął także na sam przebieg rywalizacji i nastroje wśród sportowców. Amerykanie, chcąc zmaksymalizować swoje szanse na sukces i przyciągnąć publiczność, przeforsowali zmiany w przepisach łyżwiarstwa szybkiego, wprowadzając start wspólny zamiast tradycyjnych biegów w parach. Wywołało to ogromne oburzenie i częściowy bojkot ze strony utytułowanych zawodników z Europy, którzy czuli się pokrzywdzeni zmianą reguł w trakcie gry.
Atmosfera była napięta, ale jednocześnie podniosła. Oficjalnego otwarcia dokonał ówczesny gubernator stanu Nowy Jork, Franklin Delano Roosevelt. Dla przyszłego prezydenta igrzyska stały się platformą do pokazania siły i niezłomności amerykańskiego społeczeństwa w obliczu trudności. Ostatecznie, mimo pustek w kasach (strata finansowa wyniosła około milion dolarów), braku śniegu i nielicznej obsady, igrzyska w Lake Placid doprowadzono do końca. Gdybyśmy chcieli poszukać przełomów, to wybudowana wówczas pierwsza w historii kryta hala lodowa stała się fundamentem pod przyszły rozwój sportów zimowych w Stanach Zjednoczonych.
