„Remanent 6” Jerzego Chromika. Portret polskiego futbolu lat 80.

„Remanent 6” Jerzego Chromika. Portret polskiego futbolu lat 80.

Uczył się fachu od najlepszych, dzięki czemu pisał o futbolu z rzadko spotykaną pasją. W jego słowniku nie było słowa „sztampa”. Każdy jego tekst rzetelnie oddawał przebieg wydarzeń na boisku, emocje kibiców i to, co działo się w szatniach polskich klubów.

Dziś Jerzy Chromik powraca z szóstym tomem „Remanentu”, w którym skupił się na tym, co lubi najbardziej, a mianowicie na pisaniu o ludziach, ich marzeniach, chwilach chwały i słabościach. Jego „Proza ligowa” przenosi kibiców na polskie stadiony lat 80. Autor wspomina mecze z udziałem Lecha Poznań, Legii Warszawa, Widzewa Łódź, Górnika Zabrze, Ruchu Chorzów, GKS-u Katowice, Górnika Wałbrzych, Motoru Lublin, Śląska Wrocław czy Jagiellonii Białystok, oraz bohaterów boisk, takich jak m.in. Jan Urban, Dariusz Dziekanowski, Mirosław Okoński, Krzysztof Warzycha, Stanisław Terlecki i Roman Kosecki. To historie przedstawione przez doświadczonego dziennikarza z miłości do piłki nożnej i słowa pisanego.

Książka „Remanent 6. Proza ligowa” jest dostępna na: https://bit.ly/historia-remanent6

Remanent 6. Proza ligowa – fragment

Uradowany tłum długo oblegał siatkę odgradzającą szatnię zawodników. Słychać było chóralne śpiewy za oknami. Ale twarze graczy nie zdradzały zachwytu. Satysfakcja z wygranej niewielka i chociaż można wziąć gorący prysznic, to jednak przychodzi ubierać się w spartańskich warunkach. Do zaczepienia cywilnych ciuchów służą cztery metalowe, stojące wieszaki, na zabłoconej podłodze brudna torba, do której wrzuca się stroje Adidasa. Sceneria dotkniętych grzybem ścian nie nastraja optymistycznie nawet wtedy, gdy do ekstraklasy tylko parę kroków. Ci, którzy ubrali się szybciej, grzecznie czekali na ociągających się kawalerów. Wyszli potem z szatni jak na komendę, pośpiesznie. Dla oczekującego tłumu wielbicieli są najwspanialsi, bo bliscy, niewiele różnią się od innych z tego miasta. Przeszli pod baldachimem z szalików o klubowych barwach, by wreszcie spotkać się z najwyższymi władzami województwa na okolicznościowym raucie w podziemiach stadionu.

Przy słonych paluszkach, ciastkach i herbacie głos zabrali wojewoda, trener i kapitan zespołu Mojsa. Najważniejszy człowiek w województwie obiecał złożyć nazajutrz podpis na odpowiednim dokumencie, by piłkarzom żyło się lepiej i bardziej zależało im na awansie do ekstraklasy. Trener mówił bez ogródek, że piłkarze wyprzedzili w Białymstoku czas. Miasto i region nie są jeszcze gotowe, aby sprostać wymaganiom zawodowstwa „po polsku”. Pozostało kilka miesięcy, aby stracony dystans nadrobić. To podstawowy warunek powodzenia. Same deklaracje dobrej woli już nie wystarczą, jeśli piłkarze mają wystąpić w smokingach na uroczystości 60-lecia klubu.

Janusz Wójcik fot. jagiellonia.pl
Janusz Wójcik fot. jagiellonia.pl

Janusz Wójcik stał się w Białymstoku postacią znaną niczym spiker telewizyjnego dziennika. Taksówkarze nie włączają taksometrów, gdy go wiozą, a po ostatnim meczu kibice zamówili na swój koszt szampana i poprosili kelnerów o podanie go na stół szkoleniowca. Trener »z importu« w ciągu dwunastu miesięcy przełamał kilka barier. Mecze na »własnym« stadionie rejestruje na magnetowidowej kasecie za dziesięć tysięcy złotych miejscowy specjalista. Piłkarze przyzwyczaili się już do odnowy biologicznej po każdej ligowej kolejce, pracuje się więc nowocześnie. Pozostało jeszcze trochę spraw, ale niepotrzebna jest już samoobrona przed „układami sędziowskimi”.

Głód dobrego futbolu dość długo dokuczał miejscowym kibicom. Gdy liznęli trochę sukcesów, zapanowała euforia. Na mecz z Hutnikiem do Warszawy pojechało aż czterdzieści autokarów. W trakcie spotkania z Górnikiem Knurów przed budynkiem „Gazety Współczesnej” trzy tysiące ludzi marzło w oczekiwaniu na aktualny wynik meczu ulubieńców. Zareagowali jak dzieci na widok Mikołaja, gdy umyślny przekazał wiadomość, że Jagiellonia pokonała lidera na jego stadionie. Po tym meczu na tablicy ogłoszeń w Trans-Mleczu wywieszony został komunikat specjalny. Dodano do niego wiersz zatytułowany „Przeciwnicy”:

„Wczoraj tylko Promień Mońki, takie trudne to początki.

Dzisiaj Knurów wykopany. I co? Jagiellonia Pany!

A już jutro, o cholera! Widzewowi dwa do zera…”

Powiadają, że jakiś złośliwy kibic z Zabrza, który wybrał się na mecz „filialnej” drużyny do Knurowa, podszedł do grupki kibiców z Białegostoku i gratulując im zwycięstwa, dorzucił: „Z pierwszej ligi spadnie Motor, niech więc wejdzie Jagiellonia. Znów będzie można na wschodzie wygrać z kimś za trzy punkty…”.

W Białymstoku taka opinia nie ma racji bytu. W niedzielne popołudnie sporo pito za zdrowie piłkarzy. Ludzie wierzą, że Jagiellonia nie da się szybko spuścić znów w szarość i mgłę.

|Czytaj też: Remanent 5. Pole karne z bliska – nowa książka Jerzego Chromika

O książce:

Pisanie o piłce nożnej to sztuka operowania słowem tak, by czytelnik poczuł się świadkiem wydarzeń na stadionie. Do perfekcji opanował ją Jerzy Chromik, który w kolejnej odsłonie Remanentu pod tytułem Proza ligowa zabiera nas w podróż do lat 80. i początku ostatniej dekady XX wieku.

Na stronach książki powracają mecze z udziałem Legii Warszawa, Widzewa Łódź, Lecha Poznań, Śląska Wrocław, Górnika Zabrze, Ruchu Chorzów, Pogoni Szczecin oraz Jagiellonii Białystok. Autor opisuje kontrowersje związane z uczciwością polskiej ligi oraz popisy takich artystów rodzimej piłki, jak Jan Urban, Stanisław Terlecki, Krzysztof Warzycha, Mirosław Okoński i Roman Kosecki.

Szósty tom Remanentu potwierdza warsztat doświadczonego dziennikarza i jego niezwykłą umiejętność prowadzenia rozmów. Chromik wchodzi bezpośrednio do klubowych szatni i z reporterskim zacięciem oddaje klimat tamtych czasów. Waży słowa i jednocześnie zadaje najtrudniejsze pytania. Dlaczego Leszek Jezierski nie był lubiany w PZPN? Za co Ludwik Sobolewski miał żal do Jerzego Engela? Jakim samochodem na mecz GKS-u Jastrzębie z Lechem Poznań przyjechał sędzia Mieczysław Piotrowski? Losy którego beniaminka przypominają historię Kaiserslautern z sezonu 1997/98 Bundesligi? I kto odziedziczył koszulkę z numerem 10 po Dariuszu Dziekanowskim w stołecznej drużynie?

Najnowszy Remanent to kolejny dowód, że pisać o futbolu trzeba tak, by po latach chciało się czytać archiwalne teksty nie dla wspomnień, ale dla stylu, kompozycji i języka dalekiego od szablonów. Autor przypomina, że w tym zawodzie każde napisane zdanie musi mieć sens, a zasady starej, dobrej szkoły dziennikarstwa pozostają ponadczasowe.

Książka jest dostępna na: https://bit.ly/historia-remanent6

Książkę polecają:

Znamy się od dziesięcioleci, a konkretnie od roku 1982, gdy trafił na staż do „Sportowca”. Na ten tygodnik czekała wtedy cała sportowa Polska. Teraz Jurek pisze książki, na które czeka piłkarski światek. Pisze z chłodnym obiektywizmem, bo nauczył się go w redakcji przy Mokotowskiej 24, ale o dziwo także w TVP. Był tam gwiazdą drugiego planu, bez której twarze programów sportowych byłyby bledsze. Nie miał jednak parcia na szkło, po prostu poprawiał, co było do poprawienia. Ale swoje zaobserwował i może opisze to kiedyś w książce.

Wielu marzyłoby o takim wywiadzie rzece z Andrzejem Strejlauem, jakim zadebiutował Jurek. Potem zaczął remanent swojej twórczości. Szósta część ma podtytuł Proza ligowa, a Chromik umiał ją barwnie przedstawić i opatrzyć komentarzem – dlatego warto go znowu poczytać.

Jan Okulicz-Kozaryn

To była ta sama ulica, więc nasze wózki mijały się od początku, już w roku 1956. Ja pierwszy wyjechałem z mamą, on kilka miesięcy później. Potem szkoła podstawowa, ta sama ławka, w liceum zawsze blisko siebie. Zazdrościłem mu łatwości pisania wypracowań. Rozłączyły nas dopiero studia, bo Jurek nie posłuchał podszeptów, by iść ze mną na medycynę, i wybrał dziennikarstwo. Całe szczęście!

Zbigniew Pachucki

Teksty, które wyszły spod pióra Chromika, chłonie już kolejne pokolenie Czytelników. Lektura tego tomu będzie dla starszych podróżą sentymentalną, a dla młodszych lekcją historii. Jerzy jest przewodnikiem rzetelnym i szczerym. Nie koloryzuje historii, więc momentami to podróż straszna, momentami groteskowa. Ale prawdziwa.

Damian Pechman

Bezkompromisowość, rzetelność, uczciwość i świetne pióro – to jest Chromik. Gdyby nie było takich dziennikarzy jak Jurek, polska piłka zeszłaby całkiem na psy, a „fryzjerstwo” miałoby się ciągle bardzo dobrze.

Artur Barciś

Zawsze lubiłem czytać teksty pisane przez Jurka. Po pierwsze dlatego, że pisze po polsku, po drugie dlatego, że wie, o czym pisze. Na futbolu zna się jak mało kto, więc nawet jeśli pisze o prozie ligowej, jak w tym tomie, to jest w tym  sporo poezji… Jak w poprzednim wydaniu Remanentu.

Marek Rudziński

Kiedy myślę o Jerzym i o jego książkach, przychodzą mi do głowy dwa słowa: miłość i teatr.

To, że Jerzy zna się na piłce nożnej jak niewielu z nas, wiemy dobrze. Myślę jednak, że taka znajomość świata futbolu jest niemożliwa bez miłości. Tak, Jerzy kocha ten sport. Jest pełen szacunku dla wysiłku, dyscypliny, wytrwałości, oddania tych sportowców.

Druga myśl to teatr.

Peter Brook, jeden z najwspanialszych reżyserów teatralnych XX i XXI wieku, porównywał pracę piłkarza do pracy aktora, a spektakle teatralne do meczów piłkarskich. Aktorzy i piłkarze znają doskonale zasady, które ich obowiązują. Znają scenariusz, partnerów, konkretne role, ćwiczone miesiącami czy latami na próbach i na treningach zagrania, mają reżysera w teatrze albo trenera na boisku. No i widownię, kostiumy, barwy, muzykę… Wszystko to łączy teatr i piłkę nożną.

A gdy w końcu zaczyna się mecz, spektakl, to zaczynamy improwizować.

Żyjemy.

I między innymi o tym pisze Jerzy Chromik.

Polecam najserdeczniej Prozę ligową. To lektura nie tylko „na jesienne, chłodne wieczory”.

Andrzej Seweryn

0 0 Głosy
Ocena artykułu

Zobacz podobne:

Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 Komentarze
Najstarsze
Najnowsze Najczęściej oceniane
Informacje zwrotne w linii
Zobacz wszystkie komentarze