Miał dwadzieścia lat, gdy popełnił samobójstwo. Wcześniej błyszczał na ringach polskich i międzynarodowych. Obdarzony znakomitymi warunkami fizycznymi, nokautującym ciosem zwyciężył w 44 z 50 swoich walk. Zdobył dwa tytuły mistrza kraju. Alfred Kupka w latach 30. mógł zostać najlepszym pięściarskim towarem eksportowym w biało-czerwonych barwach. Niestety, nie poradził sobie z dyskwalifikacją po pojedynku z Mierzwą. A może z demonami, z którymi zmagał się już wcześniej…
W sierpniu 1929 r. w „Górnoślązaku” ukazała się szokująca informacja:
„W piątek 16 sierpnia około godziny 11-tej mistrz polski w pięściarstwie Kupka, syn rzeźnika Kupki, popełnił samobójstwo przez zastrzelenie. Śmierć nastąpiła natychmiast. Kupka brał udział w zawodach bokserskich w Bytomiu, gdzie nie miał powodzenia. Przyczyną targnięcia się na życie było podobno silne podniecenie wzgl. przygnębienie z powodu porażki, doznanej w Bytomiu.”
Alfred Kupka, talent czystej wody
Odszedł sportowiec niezwykle utalentowany. Jako siedemnastoletni chłopak Alfred Kupka grał w bramce Kolejowego K.S. w Katowicach. Tam jego zwinność połączoną z siłą odkryło go baczne oko znanego pioniera boksu W. Snopka, który zimą 1926 r. wziął go pod swoje skrzydła. Warunki fizyczne miał idealne: 188 cm wzrostu i waga blisko 90 kg.
Nadzieje i trenerska intuicja Snopki nie zawiodły, bowiem już rok później Kupka, wówczas jeszcze w wadze półciężkiej, doszedł mistrzostwach Polski do finału, ulegając nieznacznie na punkty ówczesnemu mistrzowi Gerbichowi. W roku 1928, już w wadze ciężkiej, zdobył mistrzostwo Polski. W kraju zaczęło brakować dla niego godnych rywali, dlatego walczył za granicą: w Niemczech, Danii czy Szwecji. Pokonywał najlepszych bokserów z tych państw.

W drugiej połowie 1928 roku Alfred wyjechał na tournee po Europie. W Danii stanął w ringu z Michaelem Michaelsenem, medalistą mistrzostw Starego Kontynentu i igrzysk olimpijskich. Przegrał na punkty, ale wrażenie po sobie zostawił jak najlepsze. Kolejny pojedynek kończy jednak wygraną. W Szwecji walczył trzy razy. Dwukrotnie to jego ręce wędrowały ku górze. Raz tylko przegrał, na punkty. Później przyszły walki w meczach międzypaństwowych: z Węgrami, Niemcami i Czechosłowacją. We wszystkich pojedynkach zwycięża. Siła jego ciosu jest tak potężna, że lwią część starć kończy przez nokaut.
|Czytaj też: „Słodki” bokser. Sugar Ray Leonard
Siła ciosu
W 1929 roku ponownie został mistrzem Polski w kategorii ciężkiej. Walczył też w kilku turniejach organizowanych przez Śląski Związek Bokserski i klub BKS Katowice. Po zawodach zawsze podkreślano jego potężne uderzenia. W “Na straży” można było przeczytać:
“Kupka przy swej technice był o ułamek sekundy za powolny, jakby się namyślał nad własnym ciosem i szukał jego skutków. A skutek tego był odmienny, bo szybki przeciwnik tylko to momenty odsłaniania się przez Kupkę umiał błyskawicznie wyczekiwać na skuteczne ciosy w pierś i boki. Poza tem Kupki zasłony i górne uniki były bardzo dobre. Bezwzględnie górował Kupka siłą swoich ciosów”.
W tym roku zdążył jeszcze wziąć udział w turnieju o mistrzostwo śląskiej policji. Jego walka z Niemcem Niesplem zapowiadana była jako najciekawsze starcie dnia. I faktycznie nim było. Kupka walczył dzielnie, ale przegrał na punkty, co ujmy mu nie przyniosło.
“Walka ta ponownie dowiodła, że Kupka to materiał ma wielkiego pięściarza, który przez pilny a regularny trening wybić może się na boksera o światowej sławie. Do tego potrzeba jednak dobrej chęci, tej widocznie brak naszemu mistrzowi” – oceniono w “Polsce Zachodniej”.
|Czytaj też: Whisky, biznes i boks. Życie Johna L. Sullivana
Demony
15 sierpnia 1929 roku pojechał z Policyjnym K.S. do Bytomia. Miał walczyć z Buchałą. Przeciwnik zrezygnował, więc Kupka staje do pojedynku z lżejszym Mierzwą, eks-mistrzem południowo-wschodnich Niemiec w wadze półciężkiej. Dwukrotnie posłał go na deski, ale ostatecznie zostaje zdyskwalifikowany. Werdyktem jest załamany. Wrócił do domu. Dzień później odebrał sobie życie.

Aż trudno uwierzyć, że po jednej dyskwalifikacji – a przecież w karierze poniósł kilka porażek – Alfred Kupka zdecydował się na taki krok. Być może cierpiał na depresję, na co dowodem mogą być wzmianki o jego silnych zaburzeniach, które zaobserwowano jeszcze przed występem w Bytomiu.
“Przegląd Sportowy”, żegnając Kupkę, pisał:
“Odszedł od nas jeden z największych talentów bokserskich, jedna z największych naszych nadziei. Życie jego skończyło się w chwili, gdy dla innych dopiero się zaczyna. Lecz pamięć o nim długo pozostanie w sercach nas wszystkich, który teraz jednoczymy się w bólu po jego utracie. Cześć jego pamięci!”.
Kontrowersyjny pogrzeb?
Żegnało go wielu sympatyków boksu, znajomi i rodzina. Większość pewnie twierdziła, że odszedł za wcześnie. Ale z ostatnią drogą Kupki wiąże się jeszcze jedna kontrowersja. Już po uroczystościach “Gazeta Robotnicza”, związana ze środowiskiem PPS-u, opublikowała artykuł, w którym uderzała w księży, którzy przeprowadzili uroczystości.
“A jednak! Jest różnica między Kupką a innymi samobójcami. Różnica jest w pogrzebie. Otóż Kupkę pochowano na cmentarzu, z wszelkimi honorami. Był ksiądz, nawet gadał i gadał do rzeczy. Tymczasem, gdy trafi na innego samobójcę, wtedy — rany boskie — księża robią obstrukcję. “Pod płot” — wołają. O to nam chodzi. O te podwójne i plugawe oblicze. Taką moralność piętnujemy jak najostrzej. Socjalistów, którzy zmarli w nieszczęśliwym wypadku, jak np. tow. Rzytki na kopalni nie chce się pochować, a samobójcy robi się wspaniały pogrzeb. Czyż to jest chrześcijańskie postępowanie?”.
