Pat Riley w New York Knicks

Pat Riley

Pat Riley jest postacią kultową w świecie amerykańskiej koszykówki, a jego wpływ na New York Knicks w latach 90. jest niezaprzeczalny. Przygoda z Knicksami zaczęła się w 1991 roku, kiedy objął funkcję głównego trenera drużyny.

Riley, już wtedy uważany za jednego z najwybitniejszych trenerów NBA, przybył do Nowego Jorku z imponującym CV – był czterokrotnym mistrzem NBA z Los Angeles Lakers. Stał za sterami „Jeziorowców” w latach świetności tej drużyny w latach 80., kiedy dominowała w lidze pod nazwą „Showtime”.

Jak Pat Riley zmienił Nowy Jork?

Tyle że Knicks to nie byli Lakers. Nowojorska drużyna, znana z twardej gry i fizycznej obrony, wymagała innego podejścia. Riley, który zyskał reputację wizjonera, szybko zrozumiał, że w Madison Square Garden trzeba będzie stworzyć zespół oparty na sile, determinacji i defensywie. Riley widział, jak NBA zmienia się z otwartej, szybkiej ligi w bardziej brutalną. Choć chciał grać szybko i swobodnie, zdał sobie sprawę, że jedynym sposobem na wygranie mistrzostw wytrzymałość i fizyczność. Przekształcił więc drużynę New York Knicks w zespół pełen walki i charakteru, który doskonale pasował do surowego klimatu Nowego Jorku. W książce „Blood in the garden” Chris Herring opisuje metody i ćwiczenia, jakimi posługiwał się szkoleniowiec:

„Na początku sezonu, podczas jednego z treningów w Purchase, w stanie Nowy Jork, niedawno wybrany trener Knicks nakazał sześciu graczom ustawieni się z jednej strony strefy podkoszowej, a sześciu kolejnym z drugiej. Następnie powiedział im, by atakowali barkami i łokciami obrońcę Geralda Wilkinsa, którego zadaniem było przedarcie się pod tablicę w nienaruszonym stanie.

„Nigdy tego nie zapomnę. Ustawił mnie na linii i mówił: >>No dobra, Gerald. Jeśli uda ci się przez nich wszystkich przedrzeć, jutro nie ma treningu<< – opowiada Wilkins. – Jak się domyślasz, bardzo chcieliśmy mieć dzień wolny, ale ci goście nie zamierzali mnie tak po prostu przepuścić. To nie ten typ graczy”.

Wilkins porozciągał się chwilę, po czym wziął głęboki oddech. Riley gwizdnął, a zawodnik zaczął biec. Zbliżał się do pierwszego z dwóch graczy, już gotowych by go powalić. W ułamku sekundy Wilkins postanowił obiec ten szpaler, niczym wytrawny gracz futbolu amerykańskiego, który zauważył lukę w obronie rywali przy linii bocznej.

„Gdy już miałem przebiec między nimi, pomyślałem sobie >>A w życiu!<< – opowiada Wilkins. – Nie warto”.

Cytowany fragment pochodzi z książki "Blood in the garden" wydanej niedawno przeze Wydawnictwo SQN
Cytowany fragment pochodzi z książki „Blood in the garden” wydanej niedawno przeze Wydawnictwo SQN

Ćwiczenie, które Riley na własny użytek nazwał „aleją samobójców”, wiele mówiło o tym, jak wielkich fizycznych poświęceń żądał od swoich zawodników, nawet podczas treningów. Pokazywało też, jak ten dystyngowany, uwielbiający muzykę z Motown trener, który nadzorował płynny atak Lakersów, potrafił zmienić prosty taneczny układ w coś niezwykle brutalnego.

Skrzydłowy Kiki VanDeWeghe musiał dosłownie zbroić się przed treningami. Miesiąć przed rozpoczęciem obozu przeżył wypadek samochodowy, w którym złamał dwa żebra. Z tego powodu u zmierzchu swojej zawodniczej kariery musiał nosić kamizelkę ochronną, zabezpieczającą jego tułów przed ciosami, których nie mógł spodziewać się ze strony kolegów z drużyny.

Gdyby Knicks wykazali się dalekowzrocznością, być może od razu zapewniliby podobne wdzianka także członkom sztabu szkoleniowego.

Niezadowolony z gry obronnej swojego zespołu Riley postanowił wdrożyć ćwiczenie mające ułatwić sprawną pomoc w przekazywaniu krycia. Uważał, że Knicks zbyt często gubią się w obronie – z jednej strony nie biegają dostatecznie szybko na obwód, by zapobiegać rzutom z dystansu, a z drugiej nie zajmują wystarczająco dobrej pozycji w obronie, by uniemożliwić rywalom minięcie ich i wejście pod kosz. Poinstruował swoich asystentów, żeby wcielili się w strzelców rywali, a gracze Knicks mieli robić wszystko, aby jak najbardziej utrudnić im oddanie rzutu, a przynajmniej odciąć możliwość wejścia w strefę podkoszową.

Podczas pierwszej próby Anthony Mason ze zbyt małym zaangażowaniem rotował w obronie do jednego z asystentów trenera, Boba Salmiego, a następnie przewrócił się na parkiet, usiłując wymusić faul w ataku. Riley był wściekły, bo uważał, że Mason nie dał z siebie wszystkiego w defensywie.

– Widzicie? O tym właśnie mówię! Nie robimy tego, co jest niezbędne w obronie! – krzyczał trener. – Gracie za miękko! Naprawdę boisz się fizycznej walki z Salamim?

Riley nakazał Masonowi powtórzyć ćwiczenie.”.

Determinacja i siła

Podczas pierwszego sezonu Rileya, Knicks stali się jedną z najtwardszych ekip w lidze, zdominowaną przez silne osobowości i fizyczną grę. Centralną postacią planu był Patrick Ewing, dominujący środkowy, który był sercem zespołu. Riley zbudował wokół niego grupę, która grała z niezwykłą determinacją i agresywnością, co przyciągało rzesze fanów do Madison Square Garden.

Wprowadzenie przez Rileya defensywnej filozofii gry sprawiło, że Knicks zaczęli być postrzegani jako poważni rywale dla każdego przeciwnika. Ich styl gry polegał na twardej obronie i ograniczaniu przestrzeni przeciwnikom. W sezonie 1992-1993 wygrali 60 meczów, co było najlepszym wynikiem w historii zespołu, i dotarli do finału Konferencji Wschodniej. Niestety, ich sen o mistrzostwie przerwał Michael Jordan i jego Chicago Bulls. Choć nowojorczycy byli rywalem niespotykanie wymagającym.

Jednym z najbardziej charakterystycznych momentów Rileya w Knicks była właśnie rywalizacja z Bulls. Mecze te były pełne ekscytacji, dramatów i fizycznej walki. Knicks regularnie spotykali się z Chicago w play-offach, ale Jordan i jego drużyna stanowili barierę nie do pokonania. Riley jednak nieustannie motywował swoich zawodników do walki. Może dlatego mecze z Chicago często przeradzały się w bitwy. Knicks zwykli przecież grać granicy faulu. Zespół Riley’a zdobył szacunek kibiców i przeciwników, stając się symbolem twardej gry i nowojorskiego ducha.

Pat Riley jako koszykarz w roku 1974
Pat Riley jako koszykarz w roku 1974

Jednak, mimo licznych sukcesów, Pat Riley nie zdołał doprowadzić drużyny do mistrzostwa NBA. Po czterech latach niespodziewanie opuścił drużynę. Powody jego odejścia były wielokrotnie analizowane. Wielu uważa, że Riley, jako człowiek o ogromnych ambicjach, pragnął większej kontroli nad drużyną, co doprowadziło do napięć z zarządem Knicks. Jego odejście z Nowego Jorku wywołało fale kontrowersji. Niektórzy kibice Knicks czuli się wręcz zdradzeni. Mimo to Riley pozostawił po sobie ogromne dziedzictwo w Nowym Jorku. To pod jego wodzą Knicks byli najbliżej zdobycia mistrzostwa od lat 70. Wkrótce podpisał kontrakt z Miami Heat, gdzie kontynuował swoją karierę trenerską, osiągając wreszcie upragnione mistrzostwo NBA w 2006 roku.

0 0 Głosy
Ocena artykułu

Zobacz podobne:

Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 Komentarze
Najstarsze
Najnowsze Najczęściej oceniane
Informacje zwrotne w linii
Zobacz wszystkie komentarze