historiasportu.info

Janusz Kierzkowski – torowa ledenda

Janusz Kierzkowski
Podziel się:

Wokół jego startu na igrzyskach olimpijskich w 1968 roku działo się tak wiele, że swoimi „przygodami” mógłby obdzielić kilku innych kolarzy. Najważniejszym jest fakt, że zdobył medal – brązowy na 1000 metrów ze startu zatrzymanego. Janusz Kierzkowski był, jest i będzie dla kolarstwa torowego tym, kim Ryszard Szurkowski dla odmiany szosowej. Legendą. Najlepszym Polakiem w historii tej konkurencji.

Gdyby zsumować wszystkie niezręczne bądź pechowe sytuacje, które spotkały Kierzkowskiego w Meksyku, to można by założyć, że z tamtych igrzysk „Kicha” nie mógł wrócić z medalem. Przecież był debiutantem. Bardzo utalentowanym, 21-letnim, ale jednak debiutantem. Jego czas miał dopiero nadejść.

Niedoszły koszykarz

Urodził się 26 lutego 1947 w Borku koło Gorzowa Wielkopolskiego, lecz całe dorosłe życie związał z Wrocławiem. W stolicy Dolnego Śląska poznał trenera Józefa Grundmana, cenionego fachowca i dobrego człowieka. To on go ukształtował. Niewątpliwy wpływ na jego zamiłowanie do kolarstwa miał też przyjaciel i mama, która w prezencie za ukończenie szkoły podstawowej kupiła mu „Huragana”. Ten cykl zdarzeń na zawsze zmienił jego życie. Przynajmniej sportowe. Bo to mogło potoczyć się inaczej…

„Omal nie zostałem koszykarzem. Grałem w koszyków we wrocławskim MKS, którego trener byt zwolennikiem sportów uzupełniających i mnie przypisał jazdę na rowerze. Spodobało mi się to, zacząłem kolarstwo traktować poważnie, a kiedy w wyścigu przełajowym zająłem drugie miejsce, zapragnąłem być pierwszy, wygrywać. Jeszcze pilniej pracowałem na treningach, wiele trudności musiałem pokonać, lecz w tym czasie nic już mnie nie mogło zniechęcić, pasjonowałem się jazdą zarówno na szosie jak i na torze, który stal się moją wielką namiętnością” – mówił w 1972.

Janusz rozwijał się prędko. Zdobywał juniorskie tytuły mistrza kraju. W 1967 wyjechał na mistrzostwa świata do Amsterdamu. W Holandii, po latach posuchy, kolarze torowi przywieźli nad Wisłę medal. Srebro zdobył Wacław Latocha, którego rywalizacja z „Kichą” motywowała do większych starań na treningu. A i sam Kierzkowski, widząc dobrze dysponowanego kolegę-rodaka, postanowił skupić się na wyścigach 1 km ze startu zatrzymanego. Trenował siłę i wytrzymałość – niezbędne w tej konkurencji. I w 1968 wyjechał do Meksyku.

Czytaj też: Kuse historie: kolarstwo szosowe – śpioch, cwaniak i zakochany Fausto Coppi

Janusz Kierzkowski – mistrz świata

W swoim olimpijskim starcie do samego końca toczył bój o zwycięstwo. Po przejechaniu 200 metrów nawet prowadził! W końcowym fragmencie opadł nieco z sił i miał pecha. Ponoć nadział się na czołowy wiatr, który go wyhamował. Ale olimpijski brąz i tak należy traktować jako przeogromny sukces. Tym bardziej, że różnica pomiędzy drugim Nielsem Fredborgiem z Danii, a piątym Rogerem Gibbonem z Trynidadu i Tobago wynosiła tylko 0,05 sekundy. W trakcie tego wyścigu ustanowił też rekord Polski, który poprawił dopiero Marek Skórski w 1986 roku.

Radości Kierzkowskiego nie ugasili nawet nieporadni organizatorzy, którzy zaliczyli wielką wpadkę w trakcie ceremonii dekoracyjnej. Gdyby dziś miała miejsce podobna sytuacja, to z pewnością wybuchłaby wielka afera. Co konkretnie zrobili Meksykanie? Otóż medal dla Polaka tak bardzo ich zaskoczył, że nie zdążyli przygotować biało-czerwonej flagi. Kiedy „Kicha” stał na podium na maszcie powiewały flagi Francji, Danii i Włoch. Organizatorzy przewidywali, że brąz wywalczy reprezentant Italii, Gianni Sartori…

Godzinę po tym sukcesie Janusz otrzymał telegram gratulacyjny od swojego pierwszego trenera. Grundman był dumny ze swojego chłopaka. Zresztą, tak jak wszyscy kibice kolarstwa nad Wisłą. Wszak na podobny sukces czekali długie 44 lata, od pamiętnego startu i srebra torowców w Paryżu.

Rok meksykańskim sukcesie przyszedł kolejny. W Antwerpii wywalczył wicemistrzostwo globu w swojej koronnej konkurencji… i przyszedł słabszy okres. Odrodził się w 1973. I to jak!

Janusz Kierzkowski fot. bali_82/CC BY-SA 4.0
Janusz Kierzkowski fot. bali_82/CC BY-SA 4.0

Przed mistrzostwami świata w San Sebastian „Kicha” nie został objęty centralnym szkoleniem. Cieszył się z tego, bo mógł trenować indywidualne i u siebie, nie tracąc czasu na podróże. System ten pozwalał też na przebywanie z rodziną, co dla sportowca było bardzo ważne.

Do San Sebastian nie jechał jako faworyt. W ciszy, trochę w zapomnieniu… wystrzelił! Kilometrową trasę przejechał najszybciej, prezentując niezwykły kunszt i wytrzymałość na ostatnich metrach.

„Na treningach miałem słabe starty, przeprowadziłem więc specjalną rozgrzewkę. Ruszyłem ostro, na drugim okrążeniu trochę zwolniłem, by na całego pójść na trzecim okrążeniu. Miałem wyjątkowo dobrą końcówkę, wytrzymałem kondycyjnie jak nigdy. Goniłem ten tytuł, goniłem, aż go wreszcie mam!” – streścił dziennikarzom.

Ten złoty medal był pierwszym, który kolarz torowy rodem z Polski wywalczył na imprezie tej rangi. Później zdobywał jeszcze dwa brązowe krążki. Rok po roku – w 1973 i 1974 roku. A karierę zakończył w 1979.

Dziś Janusza Kierzkowskiego nie ma już z nami. Zmarł w 2011 roku w swoim ukochanym Wrocławiu. Wcześnie, ale jako legenda polskiego sportu.

Czytaj też:

Podziel się:
Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Informacje zwrotne w linii
Zobacz wszystkie komentarze
Facebook
Archiwa

Warto zobaczyć

Young Griffo

Young Griffo – uzależniony fenomen

Podziel się:

W ringu był nieuchwytny. Szybki, przewidujący ruchy przeciwnika Young Griffo zyskał miano specjalisty od defensywy. W życiu prywatnym nie potrafił sobie poradzić z najsilniejszym przeciwnikiem. Z alkoholem…

Podziel się:
Czytaj więcej

Jan Banaś i Krok, który zmienił karierę

Podziel się:

Idolów miał kilku. Był wśród nich genialny brazylijski drybler Garrincha. Był też Gerard Cieślik. I George Best, do którego często go porównywano. Choć, jak sam przyznawał, że nie pił w przeciwieństwie do Irlandczyka

Podziel się:
Czytaj więcej
0
Chciałbym poznać Twoje zdanie, proszę o komentarz.x
Scroll to Top