historiasportu.info

František Plánička. Kot z Pragi

František Plánička
Podziel się:

119 lat temu, 2 czerwca 1934 roku, w Pradze urodził się František Plánička, legendarny czechosłowacki bramkarz. Niewielki wzrostem. Wielki pomiędzy słupkami.


Typowych dla bramkarza warunków fizycznych nie miał. Był mężczyzną o mizernej budowie ciała, niskim i niezbyt barczystym. Można by sądzić, że nie miał szans, aby zostać zmorą napastników. A jednak! František Plánička swoją kocią zwinnością i wręcz niewyobrażalną odwagą sprawił, że atakujący nienawidzili grać przeciw niemu.

Czytaj też: Mundial 1934 i ślepi sędziowie

Lojalny do końca

„Kot z Pragi”, bo tak często go nazywano, urodził się w czechosłowackiej stolicy, na Žižkovie, 2 czerwca 1904 roku, w rodzinie stolarza Karela Plánički. Był najstarszym z trojga dzieci. Dzieciństwo naznaczone długą nieobecnością ojca, walczącego podczas I wojny światowej, oraz nieustanna pomoc matce w utrzymaniu rodziny, ukształtowały jego charakter. Może stąd pragmatyzm i decyzja, by po ukończeniu szkoły pójść do zakładu tokarskiego. Dopiero po powrocie ojca mógł bardziej poświęcić się swojemu wielkiemu hobby. Piłce nożnej.

Na początku swojej futbolowej drogi tułał się po praskich klubach. Wszędzie wytykano mu niski wzrost. Ot, choćby w stołecznej Sparcie, gdzie trenerzy uważali, że akurat bramkarz to musi być kawał chłopa. I basta! On z taką opinią się nie zgadzał. Poszedł do lokalnego rywala.

František Plánička (z prawej) przed finałem mistrzostw świata w 1934 roku (fot. domena publiczna)

W Slavii pokazał, że teoria i rzeczywistość nie zawsze muszą kroczyć wspólnie, za rękę. Pomimo 172 centymetrów wzrostu w 1923 roku dostał szansę na regularną grę. Za zaufanie jakim go obdarzono odpłacił się najlepiej jak potrafił. Perfekcyjną i atrakcyjną grą. Stał się symbolem klubowej lojalności. Z klubem, który mu zaufał był na dobre i na złe. Do końca.

Po przeprowadzce do Slavii František Plánička, odbył zasadniczą służbę wojskową w pułku przeciwlotniczym w Pradze. Każdy zdrowy obywatel musiał to zrobić. Ożenił się ze swoją ukochaną z dzieciństwa, Boženą Chvojkovą. Małżeństwo było trwałe. Przetrwało całe życie. Doczekało dwóch córek.

Czytaj też: Historia polskiej piłki nożnej

Kot na salonach

Niektóre źródła podają, że Plánička w całej swojej karierze zagrał w 1442 meczach, w których miał przepuścić 1390 bramek, co daje fantastyczną średnią 0,96 straconego gola na mecz. Imponujące. Ponoć regularnie odmawiał łapania w jakikolwiek ochraniaczach na dłonie, bo brakowało mu w nich czucia. Pewnie łapał. Miał naturalną umiejętność czytania gry, dzięki czemu przerywał akcje przeciwników, nim ci w ogóle zdołali się zorientować. Nieźle bronił karne. Prawdopodobnie to on pierwszy powiedział, że nie ma obronionych jedenastek, są tylko źle uderzone…

Z Františkiem pomiędzy słupkami Slavia wywalczyła siedem tytułów mistrzowskich. Zawodnik szybko zadomowił się też w reprezentacji Czechosłowacji, z którą zdobył wicemistrzostwo globu w 1934 roku. W finałowym starciu tamtego turnieju, w dużej mierze dzięki jego postawie, sąsiedzi z południa cały czas „byli w grze”. Ostatecznie przegrali z Włochami (2:1). Po dogrywce. Porażka ujmy nie przyniosła. Wicemistrzostwo traktowano jak sukces. „Przegląd Sportowy” z 16 czerwca 1934 r. tak pisał:

„Czechom zgotowano entuzjastyczne przyjęcie w Pradze 200.000 ludzi oczekiwało ich na ulicach stolicy. Udekorowanymi kwiatami autokarami przejechali oni do ratusza, gdzie powitali ich przedstawiciele władz i miasta. Król obuwia Bata ofiarował każdemu z nich po 20.000 koron. Posypały się ubrania, bielizna, zegarki, nawet beczki piwa.”

František Plánička – Najlepszy w historii?

Plánička, obok Ricardo Zamory, uznawany jest za najlepszego bramkarza swojej generacji. Był jednak przeciwieństwem legendarnego Hiszpana. On nie kalkulował, nie poruszał się z gracją i wdziękiem, nie zbierał pochwał za techniczne aspekty bramkarskiego rzemiosła. Gdy tylko wymagała tego sytuacja potrafił wyjść i w ostatniej chwili wybić napastnikowi piłkę. Dosłownie z czubka buta. František, jak każdy piłkarz, miał też słabsze strony. Były nią strzały w lewy górny róg bramki.

Mecz Włochy-Czechosłowacja z 1931 roku. František Plánička łapie piłkę (fot. domena publiczna)
Mecz Włochy-Czechosłowacja z 1931 roku. František Plánička łapie piłkę (fot. domena publiczna)

O tym jak wielkim był zawodnikiem niech świadczą nagrody, którymi został uhonorowany. W 1985 roku za całokształt UNESCO przyznało mu nagrodę Fair Play. Ceniły go kolejne pokolenia Czeskich i Słowackich graczy. Kiedy zmarł, w lipcu 1996 roku, Karel Poborský przyjechał na jego pogrzeb. Podpisanie kontraktu z Manchesterem United mogło poczekać kilka dni. Złożenie hołdu najlepszemu bramkarzowi w historii kraju, nie.

Podziel się:
Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Informacje zwrotne w linii
Zobacz wszystkie komentarze
Facebook
Archiwa

Warto zobaczyć

0
Chciałbym poznać Twoje zdanie, proszę o komentarz.x
Scroll to Top