www.historiasportu.info

Historia sportu w internecie. Nie znajdziesz tutaj samych wyników, statystyk i liczb. Bo sport i jego historia to coś więcej.

Fausto Coppi źródło: https://www.gazzetta.it/
Cykle Historie Kuse historie

Kuse historie: kolarstwo szosowe – śpioch, cwaniak i zakochany Fausto Coppi

W kolejnej części „Kusych historii” wsiądziemy na rowery. Kolarstwo szosowe to sport niezwykle emocjonujący i zaskakujący. Za wyścigowymi kulisami kryją się całkiem ciekawe historie. Dziś wybrałem i opisałem trzy: śpiący przedstawiciel reprezentacji Nikaragui, cwany Gabriel Poulain oraz Fausto Coppi i jego romans.


 Ach śpij, bo właśnie…

Pamiętacie historię jamajskich bobsleistów i ich pozbawiony racjonalizmu start w Calgary, w 1988 roku? Tam duch sportu święcił tryumf, a wydarzenia toczyły się w myśl słów Pierra de Coubertina:
„Istotą igrzysk nie jest zwyciężyć, ale wziąć udział. Nie musisz wygrać, bylebyś walczył dobrze”.
Dziś historia nieco humorystyczna i zapomniana, ale podobna. Historia kolarzy z Nikaragui.

Montreal. 18 lipca 1976 roku. Na starcie stukilometrowej trasie drużynowej jazdy na czas staje 28 reprezentacji. Polskim kibicom dzień ten zapadnie w pamięci. Tadeusz Mytnik, Mieczysław Nowicki, Stanisław Szozda i Ryszard Szurkowski pojadą wybornie i przywiozą do kraju srebrne medale olimpijskie. Gdzieś w tle rywalizacji o najwyższe cele, toczyła się walka o ukończenie wyścigu. Walka, która rozpoczęła się jeszcze przed startem.

Reprezentacja Nikaragui nie ma wielkich tradycji olimpijskich. Sportowcy, z położonego w Ameryce Środkowej państwa, pierwszy raz zjawili się na igrzyskach w 1968 roku. W Meksyku. Od tamtej pory startują co prawda regularnie, ale nie odnoszą znaczących sukcesów: na trzynaście startów (1968-2018) jeszcze nigdy nie zdobyli medalu.

Kolarze Miguel Espinoza, David Iornos, Hamblin González i Manuel Largaespada wyjeżdżając w 1976 roku do Kanady spełniali dziecięce marzenia. Zdawali sobie jednak sprawę ze swoich możliwości i nie biadolili o nierealnych rezultatach. Dla nich liczył się start, przejazd i meta. Nic więcej. Tylko na tym chcieli się koncentrować. Niestety, pojawił się pewien problem.

Bernt Johansson - indywidualny mistrz olimpijski z 1976 roku źródło: wikipedia.org
Bernt Johansson – indywidualny mistrz olimpijski z 1976 roku źródło: wikipedia.org

Przed wspomnianym startem odbywało się posiedzenie UCI, na którym kierownicy ekip zgłaszali składy zespołów. Wiecie, takie sprawy formalne. Oczywiście delegat z Nikaragui pojawił się na zebraniu. Przywitał wszystkich, wymienił kilka uśmiechów i usiadł gdzieś na uboczu. Nie wiem, jak męczącą rozmowę przeprowadzali przedstawiciele drużyn, ale nasz bohater zasnął. I nie była to lekka drzemka, z której mogło wzbudzić go brzęczenie muchy. Facet zasnął tak twardo, że gdy wywołano nazwę jego kraju – nie zareagował! A że w środowisku był postacią anonimową, to nikt go nie budził.

Niezgłoszona drużyna mogła pakować walizki. Wśród gospodarzy igrzysk znaleźli się jednak osobnicy „ogarnięci”, którzy kojarzyli wspomnianą czwórkę z Nikaragui. Zadzwoniono więc do wioski olimpijskiej i poproszono kierownictwo z tego kraju, by czym prędzej wysłało swojego przedstawiciela, który poda skład.

Jak to? Przecież tam jest nasz przedstawiciel! – wykrzyczał głos w słuchawce. Nastąpiła głucha cisza.

Na wszelki wypadek Espinoza, Iornos, González i Largaespada wskoczyli na rowery i ruszyli w stronę hotelu, w którym odbywało się zebranie. To były pierwsze kilometry ich olimpijskiego startu. Na szczęście zdążyli i zgłosili sami siebie. Co zatem stało się ze śpiącym delegatem? W obliczu zamieszania, które wybuchło sporo osób opuściło salę. Gdy „śpioch” otworzył oczy uznał, że zebranie się zakończyło i opuścił lokal jeszcze przed przyjazdem swoich rodaków. Nie wiem, czy i jaką karę poniósł później. Dobrze, że jego drzemka nie odebrała tym chłopakom możliwości startu.

 

Reprezentanci Nikaragui dojechali na metę na przedostatnim, 27 miejscu, z blisko 43 minutową stratą do radzieckich zwycięzców. Za nimi sklasyfikowani zostali zdyskwalifikowani kolarze z Kamerunu. Start ten był więc… nieważne. Najważniejsze, że w ogóle był!


Czego się nie robi dla paru groszy

 

Są sportowcy, którzy potrafią skutecznie zarabiać i inwestować pieniądze. Nie jest to jakieś novum. Dość powiedzieć, że już na początku ubiegłego stulecia znaleźli się zawodnicy, którzy mieli (bądź wydawało im się, że mają) smykałkę do mnożenia mamony poprzez swoje sportowe wyczyny. Jeden z nich, francuski kolarz torowy i drobny cwaniaczek – Gabriel Poulain – wyciskał ze swojego roweru znacznie więcej niż mógł. Do czasu.

Gabriel Poulain w 1904 roku źródło: wikipedia.org
Gabriel Poulain w 1904 roku źródło: wikipedia.org

Na początek trzeba cesarzowi oddać, co cesarskie. Gabriel był naprawdę dobrym zawodnikiem: złotym i czterokrotnym srebrnym medalistą mistrzostw świata w sprincie. Kibice sportowi kojarzyli to nazwisko i chętnie śledzili jego poczynania z trybun. 14 czerwca 1906 roku również licznie wstawili się na zawodach, rozgrywanych na niemieckiej ziemi. Żądna widowiska publika chciała zobaczyć, który z wielkich torowych sprinterów jest lepszy: Poulain czy reprezentant gospodarzy – Henri Mayer. Organizatorzy przewidzieli dla zwycięzcy, niespotykaną wcześniej, premię finansową.

Obaj kolarze znali swoje możliwości i możliwości rywala. Obaj zdawali sobie sprawę, że w tamtym wyścigu nie ma wyraźnego faworyta. Widmo porażki sprawiło, że obaj nie chcieli ryzykować. Zaserwowali więc widzom sportową farsę. Gdy sędzia wydał startową komendę, zawodnicy nawet nie ruszyli. Po dwudziestu minutach Mayer zgłosił defekt i… „wyścig” rozpoczął się od nowa. Tym razem to Poulain dojeżdżał do wirażu i zatrzymywał rower. Niemiec kopiował jego zachowanie, a później znów zgłosił defekt. Panowie nie zrobili nawet okrążenia!

Trzecia próba startu była podobna. Sędziowie widząc, jak ogromne problemy mają asy torowego kolarstwa, zaproponowali remis i podział premii. Francuz i Niemiec zgodzili się na taki układ! Nie powinno to jednak dziwić, gdyż zachodzi podejrzenie, że mężczyźni jeszcze przed startem postanowili się dogadać. Żaden nie chciał przegrać, a obaj chcieli zarobić. No to czemu nie?

Gabriel Poulain i próba Peugeota źródło: wikipedia.org
Gabriel Poulain i próba Peugeota źródło: wikipedia.org

Czy było to zachowanie fair? Sami oceńcie. Warto jednak dodać, że po latach karma wróciła. Do Poulaina. Otóż w 1921 roku francuska firma Peugeot zaoferowała 10 tysięcy franków dla osoby, która jako pierwsza wzbije się w powietrze sterując dowolną maszyną za pomocą siły własnych mięśni. Warunek był tylko jeden: należało pokonać co najmniej 10 metrów. Gabriel oczywiście wyzwanie przyjął. Wykorzystał doń swój rower, do którego, pomocą przyjaciół, zamontował skrzydła. 18 czerwca 1921 roku rozpędził się i uniósł się na około 50 centymetrów. Po 2,6 sekundy wylądował. Przedstawiciele Peugeota zmierzyli pokonany dystans. Ten wyniósł… 8 metrów. Do zgarnięcia kasy zabrakło odrobinę.


Fausto Coppi był wybitnym kolarzem. Swoją jazdą i sukcesami potrafił porwać tłumy. Jednak kilka lat przed śmiercią lwia część jego fanów odwróciła się od niego. Próżno jednak w takim zachowaniu kibiców szukać podtekstów czysto sportowych. Fausto zaszedł za skórę konserwatywnym Włochom tym, że zostawił żonę dla innej kobiety. Była nią Giulia Occhini, zwana też „Dama Bianca”.
Fausto Coppi źródło: https://www.gazzetta.it/
Fausto Coppi źródło: https://www.gazzetta.it/

Współcześnie związki sportowców, ich rozstania i powroty nie są sensacją. W dobie internetu i szybkości, z jaką pojawiają się informacje, takie sytuacje stały się normalnością. Chlebem powszednim. Siedemdziesiąt lat temu, na Półwyspie Apenińskim, było zupełnie inaczej. Tradycjonalizm i niechęć do cudzołożników były silniejsze, niż jakiekolwiek sukcesy na stadionach, czy kolarskich trasach. Więcej! We włoskim prawie z lat 50-tych rozwód był zakazany, a przyłapani na cudzołóstwie kochankowie trafiali za kraty.

Coppi trafił na usta wszystkich w 1953 roku, kiedy wyszło na jaw, że zostawił żonę. U jego boku coraz częściej pojawiała się wspomniana Occhini. Parę widywano w restauracjach, w hotelach. Kobieta towarzyszyła też kolarzowi w czasie wyścigów. Poznali się w 1948 roku, gdy mąż Occhini poprosił sportowca o autograf dla żony, a ten – kreśląc kolejne litery swojego nazwiska – zerknął w jej kierunku. I się zaczęło: najpierw pisanie listów, potem niewinne spotkania. Ich skrzętnie ukrywana relacja na tyle się pogłębiła, że w 1953 roku wyjechali razem na wakacje. Wtedy balon pękł.

Sportowy wzór i idol z dnia na dzień został potępiony. I jeśli myślicie, że tylko prasa i część kibiców interesowała się jego spotkaniami z „Damą Biancą”, to jesteście w błędzie. Nowy związek Coppiego był tematem ogólnonarodowym. Zahaczał nawet o politykę. Ludzie na każdym kroku i wszędzie wytykali mu niemoralne postępowanie, a gdy tylko pojawiła się informacja, że porzucona żona rozpoczyna batalię sądową z Fausto – murem stanęli po jej stronie.
Kolarzowi odebrano również paszport, co uniemożliwiło mu starty za granicą. Przez pewien czas zabroniono mu nawet startu we Włoszech i aresztowano na dwa miesiące. Do tego wszystkiego, Papież Pius XII oficjalnie poprosił kolarza, by ten wrócił do rodziny i zagroził, że nie pobłogosławi Giro d’Italia jeśli tego nie zrobi.

Fausto Coppi i Giulia Occhini źródło: wikipedia.org
Fausto Coppi i Giulia Occhini źródło: wikipedia.org

A co na to Fausto Coppi i Giulia Occhini?

Żyli ze sobą. Wyjechali nawet do Meksyku, gdzie wzięli ślub, ale małżeństwo to nie zostało uznane w ich kraju. W 1955 roku na świat przyszedł ich syn – Angelo Fausto. Podróżowali też po świecie. W grudniu 1959 roku Prezydent Burkina Faso zaprosił kolarza do swojego kraju. Ten przyjął zaproszenie. W tym afrykańskim kraju został zarażony malarią. Zmarł 2 stycznia 1960 roku. Miał wówczas 40 lat.

Istnieje też pewna relacja. Ponoć do umierającego Coppiego wezwano ojca Lorenzo Ferrarazzo, który miał udzielić mu ostatniego namaszczenia. Gdy przybył on na miejsce zapowiedział, że zrobi to, ale tylko pod warunkiem, że Fausto rozstanie się z Giulią i wróci do żony. Zrozpaczony i świadomy zbliżającego się końca kolarz miał spełnić żądanie.

 

Sprawa Coppiego i Occhini była największą tego typu „aferą” w pierwszej połowie XX wieku. Włosi, którzy wcześniej ubóstwiali sportowca – nagle go przekreślili. Musiało upłynąć trochę czasu, nim Fausto Coppi znów kojarzony był z tym, czym powinien – ze znakomitą jazdą na rowerze. Ze zwycięstwami w mistrzostwach świata, Tour de France czy Giro d’Italia.


Podziel się:
Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Informacje zwrotne w linii
Zobacz wszystkie komentarze
Ciągle jeszcze młody, 31–letni twórca strony, na której jesteś. Mąż Aliny, ojciec Antka i Franka, których zawsze stawia sobie na pierwszym miejscu. Fan sportu, historii, książek i filmu. Zatrudniony w jednym z bielskich przedsiębiorstw stara się połączyć pracę i pasje.
0
Chciałbym poznać Twoje zdanie, proszę o komentarz.x
()
x