www.historiasportu.info

Historia sportu w internecie. Nie znajdziesz tutaj samych wyników, statystyk i liczb. Bo sport i jego historia to coś więcej.

Ciekawostki Historie

Kuse historie: tenis ziemny – gwiazda, bitwa i atak.

W trzeciej część „Kusych historii” znajdziesz pięć tenisowych historii. Poznasz pierwszą kobiecą gwiazdę sportu, która umarła zbyt wcześnie. Przeniesiesz się na korty Wimbledonu, gdzie rozegrano najdłuższy oficjalny mecz w historii tenisa ziemnego, a także do Hamburga, gdzie szaleniec Günter Parche zaatakował utalentowaną zawodniczkę.


Historia tenisa ziemnego: pierwsza wielka gwiazda

Niewątpliwie była pierwszą gwiazdą kobiecego sportu, która swoim blaskiem rozjaśniła niemal cały świat. Jej gracja i styl widoczny był nie tylko na kortach. Dziś nazwalibyśmy ją sportową celebrytką. Na początku lat 20-tych poprzedniego stulecia, francuski poeta – Claude Anet – nadał jej przydomek „La Divine” („Boska”).

Suzanne Lenglen ze sportem zetknęła się z powodów zdrowotnych. Jej ojciec – bogaty i szanowany biznesmen – musiał znaleźć dla swojej córki odpowiednie zajęcie, które ją wzmocni i poprawi zdrowie. Wybrał tenis ziemny. Nieprzypadkowo: dyscyplina ta sto lat temu uchodziła za elitarną i elegancką.

Suzanne Lenglen
Suzanne Lenglen źródło: rtl.fr

Kilkuletnia dziewczynka z taką radością i werwą uderzała piłeczkę, że Lenglen senior postanowił swój wolny czas poświęcić jej na trenowanie. Minęło parę lat i „Boska” rozpoczęła okres swoistej hegemonii w światowym tenisie. Od 1919 do 1926 wygrała 25 tytułów na kortach Rolanda Garrosa i Wimbledonie. Gdy w 1920 roku rozgrywała mecze na igrzyskach olimpijskich w Antwerpii, kibice przecierali oczy ze zdumienia. W 10 pojedynkach przegrała… tylko 4 gemy! Nie powinien więc dziwić fakt, że na jej punkcie oszaleli ludzie na całym świecie. Bez względu na pochodzenie czy status społeczny. „La Divine” chciał zobaczyć każdy.

Klasę sportową potrafiła przenieść na salony. O możliwość zagrania z nią kilku wymian zabiegali królowie europejskich państw: szwedzki Gustaw V i portugalski Manuel. Jej willę „Ariem” odwiedzali pisarze, aktorzy, sportowcy czy muzycy. Kochali ją nie tylko za zwycięstwa. Jej styl sprawiał, że naśladowali ją nawet wielcy francuskiego mainstreamu.

Ale Suzanne potrafiła się również zbuntować. Po wielkim, ale ostatnim w amatorskiej karierze, meczu z Hellen Wills postanowiła przejść na zawodowstwo. Nie mogła pogodzić się z tym, że na jej sukcesach (i nie tylko) zarabiają wyłącznie organizatorzy turniejów, a ona sama musi wszystko opłacać. Nawet opłaty startowe. Wielu dobrych, ale grających amatorsko zawodników poparło jej postawę.

Zmarła 4 lipca 1938 roku. Miała zaledwie 39 lat. Pokonała ją białaczka.


 

Historia tenisa ziemnego: Jadwiga Jędrzejowska – jak to się zaczęło?

Początek XX wieku. Kraków. Na kortach miejscowego Akademickiego Związku Sportowego w tenisa grywa ówczesna, miejska „śmietanka”. Ludzie z szeroko pojętych wyższych sfer, ich dzieci, możni przyjaciele. Tenis ziemny był wówczas sportem elitarnym.Na korcie nie było miejsca dla młodzieży z biedniejszych domów. Było go za to pełno wokół. Zawodnicy, najczęściej ubrani na biało, uwielbiali popisywać się zagraniami, które wśród gapiów wywoływały aplauz. Ci najwięksi „biedniejsi” szczęściarze mogli pomagać wirtuozom w czasie meczu. Podawali piłki, trzymali ręczniki. Funkcja taka przypadła córce krakowskiego robotnika – Jadwidze Jędrzejowskiej.

Zakochana w tenisie Jadzia po kryjomu sama odbijała piłeczkę. Pewnego dnia ktoś dostrzegł jej swobodę ruchów i  talent. Dziewczynkę od podawania piłek zaproszono do elity. Na treningach cechowała ją niespotykana pracowitość. Ktoś kto dał jej wtedy szansę, z całą pewnością czuł dumę, gdy już w wieku 16 lat, Jędrzejowska zameldowała się w finale mistrzostw kraju. Był to początek pasm sukcesów młodziutkiej Krakowianki.

Gdy dziewczynka od podawania piłek kończyła karierę mogła pochwalić się m.in. 22 tytułami mistrzyni kraju w grze pojedynczej, 5 w podwójnej, wicemistrzostwem Wimbledonu (1937), mistrzostwami wielu państw, które organizowały otwarte turnieje. Jako pierwszy polski sportowiec Jadwiga Jędrzejowska odebrała też tytuł „Zasłużonego Mistrza Sportu”.

Na filmie uwieczniono urywek z półfinału pomiędzy Jadwigą Jędrzejowską, a Alice Marble, rozegranego w czasie Mistrzostw USA (US OPEN). Wygrała Polka. Na tym samym turnieju nasza Jadwiga osiągnęła w 1937 finał grając z Lizaną z Chile.

źródło filmu: British Movietone


Historia tenisa ziemnego: początek wielkiej rywalizacji

32 lata temu stanęły po przeciwnych stronach kortu. Dwie drapieżnice. Głodne sukcesu. Młoda Niemka –Steffi Graf – oraz doświadczona, 31-letnia Czeszka – Martina Navrátilová (wówczas reprezentantka USA). To był finał gry pojedynczej pań na trawiastych kortach Wimbledonu.

Miesiąc wcześniej obie zawodniczki spotkały się w finale French Open. Tam lepsza była 18-letnia Steffi, dla której rok 1987 był nietuzinkowy. W siedemdziesięciu sześciu starciach nie zaznała smaku porażki. Przegrała tylko dwukrotnie. Ona nie pukała do światowej czołówki. Wdarła się tam i chciała rozsiąść w wygodnym tronie na następne kilka lat. Być może tą swobodą wygrywania rozjuszyła starą mistrzynię.

4 lipca 1987 roku, Martina wylała na głowę nastolatki kubeł zimnej wody. Wzięła rewanż za paryski finał i zwyciężyła 7:5, 6:3. Przerwała tym samym pokaźną serię wygranych Graf, zachowując status quo w Wimbledonie, gdzie zwyciężyła szósty raz z rzędu. Jakby tego było mało, kilka tygodni później znów pokazała Niemce, że nie warto było z nią zaczynać. W finale US Open odprawiła ją z kwitkiem, zwyciężając pewnie 7:6(4), 6:1.
Te dwie porażki musiały Stefi zaboleć. Rok później to ona postanowiła ugryźć i zranić. W finale Wimbledonu 1988 pokonała Navrátilovą, hamując tym samym jej siódmy tryumf.

Rywalizacja obu tenisistek rozpoczęła się na dobre. Każde z ich osiemnastu starć dla jednej oznaczało rozdrapanie ran, a dla drugiej ukojenie. Ostatni raz spotkały się w 1994 roku. Licznik ich rywalizacji zatrzymał się przy stanie 9 do 9. Ot tak, by sprawiedliwości stało się zadość.

Pozostańmy jeszcze przy Steffi Graf i jej tenisowej rywalizacji. Z jej „wiernym” fanem wiąże się pewna przykra historia.

 


 

Historia tenisa ziemnego: atak zakochanego psychopaty

Obsesja, która przerwała – pędzącą jak francuskie TGV – karierę. Fanatyzm, który swoim zasięgiem wykroczył poza standardy tenisa. 30 kwietnia 1993 roku Günter Parche zaatakował Monikę Seles, 20-letnią zawodniczkę, która ośmieliła się zdjąć z piedestału jego „miłość” – Steffi Graf.

To był ćwierćfinałowy mecz turnieju w Hamburgu. Seles usiadła na krześle by nieco się zregenerować. Jej rywalka Manuela Maleewa zrobiła to samo. Nagle za plecami Moniki pojawił mężczyzna. Nim zdążyła się odwrócić, poczuła ogromny ból w plecach. Facet dźgnął ją nożem. Chwilę później był już w rękach ochrony.

Utalentowana tenisistka po kilkunastu sekundach osunęła się na ziemię. Ludzie zgromadzeni na trybunach byli w szoku. Łapali się za głowę. Nie dowierzali. Gdy ranna zawodniczka była transportowana do szpitala, pojawiały się pierwsze informacje o napastniku. Okazało się, że jest nim niejaki Parche i Monikę Seles wybrał nieprzypadkowo. By jednak zrozumieć motyw jego działania musimy cofnąć się do roku 1990, kiedy w jego głowie zaczęła kiełkować bandycka myśl.

W 1990 roku, w finale Roland Garros w Paryżu spotkały się Steffi Graf i siedemnastoletnia wówczas Seles. Pomimo ogromnych starań, Niemka nie dała rady nastolatce. Przegrała. Śledzący tamto spotkanie w telewizji Günter Parche był załamany. Ale to nie był zwykły, kibicowski smutek po niepowodzeniu ukochanego gracza. Mężczyzna ubóstwiał Graf, a uczucie to nosiło znamiona choroby. Gdy Seles zwyciężyła w Paryżu, Parche wpadł w depresję. Gdy 11 marca 1991 roku młodziutka Jugosłowianka zastąpiła na pierwszej pozycji w rankingu WTA jego Steffi – chciał popełnić samobójstwo. Znienawidził ją. Marzył o zemście.

Przekonany o słuszności swojego działania Günter wyruszył z rodzinnego Heringen/Helme do Hamburga. Dokładnie przygotował plan działania, którego głównym założeniem była likwidacja niewygodnej konkurentki. Niestety, z perspektywy czasu, wiemy, że mu się udało. Po zamachu bowiem Monika zawiesiła swoją karierę. Uraz, który tamto wydarzenie pozostawił w głowie tenisistki był głęboki. Kobieta miewała lęki, depresje. Bardzo powoli wracała do sportu. Zapowiedziała również, że nigdy nie zagra na terenie Niemiec. Miała ku temu podstawy, gdyż Parch po dwóch latach wyszedł na wolność. 



W 1995 roku wznowiła karierę. Nadal potrafiła wygrywać, choćby US Open w 1999 roku, ale nie w sposób, który prezentowała wcześniej. A co z napastnikiem? Obecnie przebywa w domu spokojnej starości w Turyngii Nordhausen. Tylko czy rzeczywiście jest to miejsce spokojne?

 


 

Historia tenisa ziemnego: dłużej się nie dało?

Od 22 do 24 czerwca 2010 roku tenisowy świat stanął na głowie. Wszystkiemu winni byli dwaj zawodnicy: Amerykanin John Isner i Francuz Nicolas Mahut. Przewrotny los połączył obu panów w pierwszej rundzie Wimbledonu. Po pierwszym secie, wygranym przez Isnera 6:4, chyba żaden kibic nie spodziewał się, że jest świadkiem niecodziennego pojedynku. Nic nie wskazywało na to, co stanie się w najbliższych minutach. Ba! Nawet godzinach!

24 czerwca 2010 roku wspomniani tenisiści zakończyli najdłuższy mecz w historii tenisa ziemnego. Rozłożone na trzy dni, trwające 11 godzin i 5 minut starcie zakończyło się amerykańską victorią. John Isner zwyciężył 6:4, 3:6, 6:7(7), 7:6(3), 70:68! Jakby tego było mało, w trakcie tego spotkania pobito jeszcze kilka innych rekordów: 

John Isner i Nicolas Mahut
John Isner i Nicolas Mahut źródło: wikimedia.org


– największa liczba gemów od momentu wprowadzenia tie – breaka (183)
– rekord gemów w secie (138)
– najdłuższy set w historii (8 godzin i 11 minut)
– rekord asów serwisowych w jednym meczu (Isner – 113, Mahut – 103)
– rekord asów serwisowych w jednym secie (Isner – 84, Mahut – 78)

Mimo rekordów, historycznego wyczynu, dla Nicolasa Mahuta, porażka w takim meczu musiała być bardzo, bardzo bolesna.


 

Podziel się:

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o
Ciągle jeszcze młody, 30–letni twórca strony, na której jesteś. Mąż Aliny, ojciec Antka i Franka, których zawsze stawia sobie na pierwszym miejscu. Fan sportu, historii, książek i filmu. Zatrudniony w jednym z bielskich przedsiębiorstw stara się połączyć pracę i pasje.