Jennifer Capriati – z nieba do piekła i z powrotem

Jennifer Capriati – z nieba do piekła i z powrotem

Mając 13 lat poddała sobie sportowy świat. Fachowcy określali ją mianem fenomenu. Trudno się z nimi nie zgodzić. Przecież niezbyt często nastolatka dociera do seniorskiego finału w turnieju tenisa ziemnego. Jej to się udało. Życie Jennifer Capriati, bo o niej mowa, może stać się również przykładem jak z piedestału spaść na dno, odbić się i wrócić.  Istna życiowa sinusoida. (więcej…)

Podziel się:
Sebastian Faißt – śmierć kapitana

Sebastian Faißt – śmierć kapitana

Sebastian Faißt dla niemieckich szczypiornistów jest tym, kim dla biało-czerwonych siatkarzy był, jest Arkadiusz Gołaś. Dziś mija siedem lat od tragicznych wydarzeń, które rozegrały się w czasie meczu piłki ręcznej juniorów pomiędzy Niemcami i Szwajcarią.

Tragedia w czasie meczu

Sebastian Faißt

Chwila po upadku na parkiet.

Był 3 marzec 2009 roku. W Schaffhausen Trwał mecz piłki ręcznej pomiędzy juniorskimi reprezentacjami Niemiec i Szwajcarii. W 14 minucie spotkania młody zespół naszych zachodnich sąsiadów wracał na własną połowę boiska po przeprowadzonej akcji. Nagle na parkiet upadł Sebastian Faißt, 20 letni kapitan drużyny. Natychmiast podbiegli do niego koledzy, a kilka sekund później lekarze niemieckiej ekipy. Sebastian nie reagował na bodźce zewnętrzne, stracił przytomność. Medyk reprezentacji, Kurt Steuer nakazał przynieść nosze i wraz ze swoim szwajcarskim kolegą po fachu rozpoczął reanimację szczypiornisty. Mecz toczył się dalej. Nadeszła jednak 34 minuta i informacja, że zawodnik zmarł. Koledzy, trenerzy i kibice płakali. Faißt dostał wylewu krwi do mózgu.

 

Sebastian Faißt i Arek Gołaś połączeni przyjaźnią

Sebastian urodził się 7 marca 1988 roku w Aichhalden. Już w wieku 4 lat poszedł na pierwszy trening w klubie TV Alpirsbach. Szczypiorniaka uczył się tam do 2004 roku. Później został graczem TuS Schutterwald, by w 2008 dołączyć do zespołu Bundesligi – TSV Bayer Dormagen. Znawcy tematu podkreślali, że był bardzo utalentowany.

Polscy siatkarze odbierają srebrne medale MŚ 2006

Polscy siatkarze odbierają srebrne medale MŚ 2006

Siła drużyny tkwi w monolicie i odpowiedniej atmosferze. Polskich siatkarzy i niemieckich szczypiornistów połączyły tragiczne wydarzenia. W jaki sposób? W 2006 roku biało-czerwoni wywalczyli wicemistrzostwo świata. Gdy wchodzili na podium światu ukazały się jednakowe koszulki z numerem 16, który nosił ich przyjaciel, zmarły tragicznie w 2005 roku – Arkadiusz Gołaś. Niemcy wykonali podobny gest. Po zwycięstwie w mistrzostwach świata juniorów w piłce ręcznej odebrali złote krążki w koszulkach z numerem 20 i napisem „Sebi”. Wszyscy podkreślali, że zmarły kilka miesięcy wcześniej kapitan drużyny grał razem z nimi.

Niemcy złoci medaliści MŚ juniorów 2009

Niemcy złoci medaliści MŚ juniorów 2009


Tomek Sowa – ciągle jeszcze młody, 27 – letni „wynalazca” strony, na której jesteś. Mąż Aliny i ojciec Antosia, których zawsze stawia sobie na pierwszym miejscu. Fan sportu, historii, książek i filmu. Zatrudniony na etacie w jednym z bielskich przedsiębiorstw stara się połączyć pracę i pasje.
Podziel się:
Historia jednej walki: Stanley Ketchel – Jack Jonson

Historia jednej walki: Stanley Ketchel – Jack Jonson

Myli się ten, kto myśli, że to Andrzej Gołota był pierwszym Polakiem, któremu dane było walczyć o tytuł najlepszego ciężkiego. Ponad sto lat temu, 16 października 1909 roku, Stanley Ketchel (Stanisław Kiecal), syn polskich emigrantów – Jana i Julii ze wsi Sulmierzyce – stanął naprzeciw Jacka Johnsona.

 

Stanisław Kiecal

Stanley Ketchel

Nie ma w tym nic dziwnego, no może poza faktem, że Stanley Ketchel (tak nazywali go Amerykanie) był bokserem wagi średniej. Mierzył 173 centymetry wzrostu i ważył nieco ponad 77 kilogramów. Jego przeciwnik, król wagi ciężkiej był wyższy o 14 centymetrów i cięższy o 16 kilogramów! Dlaczego doszło do takiej walki? Po pierwsze Kiecal naprawdę potrafił walczyć. W swoim limicie wagowym nie miał sobie równych, a po drugie Johnson był czarnoskóry. Dla rasistowsko nastawionych obywateli USA był to policzek. Musieli znaleźć „nadzieję białych”. Tyle, że w wyższych kategoriach wagowych nikt nie podołałby mistrzowi świata. Polski emigrant miał jednak coś, co mogło przechylić szalę na jego korzyść i na korzyść białej rasy oczywiście. Był niesamowicie, piekielnie wręcz mocny w ofensywie. Zadawał mocne i szybkie kombinacje, czym zwalał swoich oponentów z nóg. W tym upatrywano jego szansy.

Jack Johnson

Jack Johnson

 

Sama walka, zakontraktowana na 25 rund mogła się podobać. Oto biblijny Dawid (Ketchel) lał większego i silniejszego Goliata (Johnson). Ba! W 12 rundzie posłał mistrza wagi ciężkiej na deski! Nie zachował jednak koncentracji i gdy tylko ruszył w stronę wstającego Johnsona otrzymał potężny cios. Stracił przytomność i przegrał. Wraz z nim, na deskach poległa rasa białych panów, którzy śnili o mistrzostwie wagi ciężkiej.

Po pojedynku mówiono, że zęby Stanley’a wbiły się w rękawice czarnoskórego obrońcy tytułu. On sam zaś przyznał, że nikt nigdy tak mocno go nie uderzył…

 

 

 

Podziel się:
Jerzy Iwanow-Szajnowicz: polsko-grecki Bond.

Jerzy Iwanow-Szajnowicz: polsko-grecki Bond.

Człowiek, który połączył Greków i Polaków, bohater narodowy tych pierwszych, nazywany „polskim Bondem” agent nr 033B, a także znakomity sportowiec AZS-u Warszawa. O kim mowa? 4 stycznia 1943 roku niemiecki SS-man rozstrzelał Jerzego Iwanowa-Szajnowicza.

Był synem Polki i Rosjanina. Okres przedwojenny spędzał na przemian w Grecji, gdzie jego matka poznała swojego drugiego męża, i w Polsce, gdzie dołączył do sekcji piłki wodnej AZS Warszawa i biało-czerwonej kadry. Kiedy wybuchła II wojna światowa ruszył z pomocą polskim uchodźcom w Grecji. Poczucie misji i obowiązku szybko przerodziło się w chęć walki z nazistami. Iwanow-Szajnowicz postanowił dostać się do Palestyny, gdzie stacjonowały polskie oddziały, by zostać żołnierzem Brygady Karpackiej. Jego rosyjsko brzmiące nazwisko odstraszyło jednak dowództwo. Skierowano go za to do Brytyjczyków, którzy szybko dostrzegli jego ogromny potencjał: znał sześć języków, a także posiadał niezwykły zmysł logistyczny. Przeszedł szkolenie w Aleksandrii i łodzią podwodną dostał się do Grecji, gdzie jako Kiriakos Paryssis zorganizował sieć kontaktów. Pasja i ochota jakie każdego dnia wkładał w powierzone mu zadania sprawiały, że Niemcy za wszelką cenę pragnęli go złapać. Nawet im się to udało. Trzykrotnie. Za pierwszym razem, wydany przez współpracownika, wyskoczył z transportującej go ciężarówki. Drugi raz złapali go włoscy karabinierzy. Iwanow-Szajnowicz zaprowadził ich do pewnej tawerny. Tam upił, rozebrał jednego z nich i uciekł w jego mundurze. Trzeci – ostatni – raz dał się schwytać we wrześniu 1942 roku w Atenach. Znów został wydany przez swoje otoczenie. Niemcy zdając sobie sprawę jak przebiegłym jest człowiekiem szybko zamknęli go w więzieniu. Kilka tygodni później stanął przed sądem. Przyznał, że jest brytyjskim agentem i walczy dla aliantów oraz swojej drugiej ojczyzny – Polski. Skazano go za to na potrójna karę śmierci. Wyrok wykonano 4 stycznia 1943 roku. Oczywiście nie bez problemów. Grecko-polski bohater podjął próbę ucieczki, tyle że nieudaną. Został ranny, a później rozstrzelany. Grecy mówią, że na sekundy przed śmiercią krzyknął: „Niech żyje Grecja, niech żyje Polska”.

Podziel się:
Strona 3 z 41234