Prawdziwe „Reegae na lodzie”

Prawdziwe „Reegae na lodzie”

Zimowe igrzyska olimpijskie w Calgary, rok 1988. Debiutanci z Jamajki pozują do zdjęcia z Howdy’m, oficjalną maskotką tamtej imprezy. Ten ktoś, kto przywdział strój tego sympatycznego niedźwiedzia polarnego, na pewno zdawał sobie sprawę, że właśnie otoczyły go gwiazdy. I to nieszablonowe.

(więcej…)

Podziel się:
Wilson Kiprugut, biegacz, od którego wszystko się zaczęło

Wilson Kiprugut, biegacz, od którego wszystko się zaczęło

O historii sportu można mówić na wiele sposobów: przez pryzmat bramek, pobitych rekordów, a nawet uwarunkowań społeczno-gospodarczych, czy politycznych danego okresu. Dzieje stadionowych zmagań można przedstawić również za pomocą sportowej fotografii, uchwycającej to, co niejednokrotnie wydawałoby się nieuchwytne. Dlatego też proponujemy naszym czytelnikom nowy dział: „Historia jednego zdjęcia”, w którym będziemy przedstawiać najważniejsze wydarzenia z dziejów kultury fizycznej, uwiecznione na fotograficznej kliszy. W pierwszej części historia kenijskiego biegacza, który przetarł szlaki swoim rodakom na olimpijskich, lekkoatletycznych arenach.

(więcej…)

Podziel się:
Abebe Bikila – bosy mistrz z Etiopii

Abebe Bikila – bosy mistrz z Etiopii

Wskazując dziś  faworytów w biegach długodystansowych, w jakiejkolwiek zawodach, od razu na myśl przychodzą zawodnicy z Afryki. Jednak 50 lat temu nie było to takie oczywiste. Wszystko zmienił etiopski supermaratończyk – Abebe Bikila – który światu dał się poznać z kilku powodów. Na pewno był wybitnym sportowcem. Facetem, który swój największy życiowy sukces wybiegał bez butów… ale nie tylko.

 

Koronny, maratoński dystans 42 kilometrów i 195 metrów, dla wielu ludzi czynnie uprawiających sport, jest nie lada wyzwaniem. Zwycięstwo na takim dystansie świadczy nie tylko o ponadprzeciętnej wydolności i sprawności fizycznej. Maraton to również ogromna walka, która rozgrywa się w głowie biegacza. W czasie rzymskich igrzysk, w 1960 roku, taką wewnętrzną wojnę na swoją korzyść rozstrzygnął Abebe Bikila.

Urodzony w 1932 roku, w etiopskiej wiosce Jato, sportowiec nie uchodził za faworyta wspomnianej imprezy. Bez wątpienia był nim wtedy Marokańczyk Rhadi Ben Abdesselem. Nasz bohater do swojej konkurencji wystawiony został w ostatniej chwili. Tak naprawdę w zastępstwie. Czas, w którym musiał się przygotować do startu, był tak krótki, że nie zdążył nawet dobrać odpowiedniego obuwia! Co prawda firma wyposażająca zawodników w sprzęt wywiązała się z umowy i jakieś tam buty dostarczyła, ale Abebe stwierdził, że są one nieodpowiednie. Postanowił wystartować tak, jak biegał na co dzień – boso. Chyba nikt wtedy nie przypuszczał, że tak zrodzi się ogromna legenda…

Pierwsze kilometry olimpijskiego biegu maratońskiego przebiegały dość spokojnie. Marokański faworyt i nasz bohater urwali się reszcie stawki dopiero na 18 kilometrze. Gdy do mety pozostało mniej, więcej 2 km, Etiopczyk gwałtownie przyśpieszył. Ku uciesze i jednoczesnemu zdumieniu ogromnych rzesz kibiców, wbiegł na metę jako pierwszy, w czasie 2:15,16! Ludzie klaskali, wiwatowali, a on sam uśmiechał się, nie wykazując najmniejszych oznak zmęczenia.

Tamten moment, kiedy pierwszy czarnoskóry sportowiec z Afryki, staje na najwyższym stopniu podium w Igrzyskach Olimpijskich przeszedł do historii. Być może dla Bikili było to spełnienie marzeń. Tyle, że apetyt rośnie w miarę jedzenia. Cztery lata później, w Tokio znów stanął na starcie. Cel? Oczywiście obronić, jako pierwszy maratończyk w dziejach, złoto olimpijskie. Tym razem biegł już w pełnym uposażeniu. Zakochani w nim Japończycy wspierali go w każdym kroku. A on? Po 2 godzinach i 12 minutach zameldował się na finiszu. Pierwszy! Znów wyglądał, jakby właśnie wrócił z kilkuminutowego spaceru. Porozciągał się i oczekiwał na resztę stawki. Wszystko to wydarzyło się po operacji usunięcia wyrostka robaczkowego, którą Abebe musiał przejść kilka tygodni przed startem.

Abebe Bikila po wypadku samochodowym.

Abebe Bikila po wypadku samochodowym.

Żywot Abebe Bikili to nie tylko blask złota. Kiedy wrócił do Etiopii po IO w Rzymie, jego ojczyznę ogarnęła wojna domowa. Dekolonizująca się Afryka głośno domagała się swoich praw. Jego rodacy zbuntowali się reżimowi Hajle Sellasje. Wojska rządowe skutecznie stłumiły tamto powstanie. Jego uczestnikom seryjnie wymierzano karę śmierci. Olimpijczyk był wśród zbuntowanych. Cesarz jednak okazał mu łaskę. Być może jego międzynarodowa sława uchroniła go przed straceniem.

Największa tragedia w jego życiu wydarzyła się rok po nieudanych igrzyskach w Meksyku (1968). Jechał swoim Volkswagenem Garbusem. Po drodze chciał minąć grupę protestujących studentów. Wykonując manewr stracił panowanie nad pojazdem i rozbił go. W wyniku poniesionych obrażeń został przykuty do wózka inwalidzkiego. On, ikona afrykańskiego biegania, sportowiec, który zapoczątkował nową erę w biegach długodystansowych, do końca życia nie mógł zrobić nawet  jednego kroku. Ogromna tragedia. Chociaż próbował jeszcze swoich sił w sporcie dla niepełnosprawnych, to gdzieś w środku odczuwał ogromny ból. Nie wierzę, że taki obrót spraw nie miał wpływu na jego przedwczesną śmierć. Zmarł mając zaledwie 41 lat, 25 października 1973 roku.


Tomek Sowa – ciągle jeszcze młody, 27 – letni „wynalazca” strony, na której jesteś. Mąż Aliny i ojciec Antosia, których zawsze stawia sobie na pierwszym miejscu. Fan sportu, historii, książek i filmu. Zatrudniony w jednym z bielskich przedsiębiorstw stara się połączyć pracę i pasje.

 

 

Podziel się:
Strona 1 z 3123