Trener Gerard Cieślik i piłkarscy działacze

Trener Gerard Cieślik i piłkarscy działacze

Gerard Cieślik, wybitny piłkarz, zapytany kiedyś o swoją trenerską pracę i relacje na linii trener-działacz, odpowiedział – kto wie – czy nie ponadczasowo i proroczo. Czy jego opinia o piłkarskich działaczach jest nadal aktualna?

„Działacze klubowi opierają swoją opinię o zawodniku niejednokrotnie na podstawie sporadycznego, błyskotliwego zagrania lub jednej nieudanej akcji, sytuacji podczas niedzielnego meczu. Mają swoje sympatie i antypatie, mają ambicje wylansowania swego pupila na gwiazdę. Są niecierpliwi. Często przenoszą na teren działania w sporcie swoje zawodowe nawyki. A że kierują w wielu przypadkach ogromnymi zakładami pracy, mają władzę nad setka i ludzi, przeto
i tu, w zupełnie odrębnej, rządzonej innymi prawami dziedzinie, na której w dodatku nie zawsze najlepiej się znają, chcą narzucać swój punkt widzenia. Stąd konflikty między trenerami
i działaczami. Jest to jeden z mniej widocznych, ale wysoce szkodliwych w polskiej piłce nożnej konfliktów. Bo czy może być coś bardziej szkodliwego niż stałe zmiany trenerów, brak stabilizacji w szkoleniu czołowych zespołów ligowych?”1

Gerard Cieślik przyznał również, że to właśnie nerwowa praca szkoleniowca zapoczątkowała jego przygodę z paleniem tytoniu. Jakoś musiał odreagować. Przytoczony cytat był też auto proroctwem. Swego czasu trener Cieślik został zatrudniony w klubie bijącym się o ligowy byt. Gdy obejmował stery zespół zdobył 7 punktów w 9 potyczkach. Włodarze przedstawili ambitnemu i sumiennemu szkoleniowcowi cel: utrzymać drużynę w ówczesnej II lidze. Kilkanaście rozegranych meczy przyniosło całkiem pokaźną ilość punktów i ów zespół znalazł się piątym miejscu w tabeli. A że do końca rozgrywek pozostało jeszcze trochę gier, to irracjonalni działacze cel zmienili. W klubowym gabinecie pan Gerard usłyszał, że pora powalczyć o awans. W czasie tamtej rozmowy Cieślik wytknął działaczom słabą sytuację kadrową, brak zaplecza i mocno naruszone fundamenty klubu. W zamian zaproponował poczekać jeszcze rok lub dwa. W tym czasie panowie w garniturach mieli zająć się poprawą organizacji zespołu. Taką od podstaw. On zaś zobowiązał się wprowadzać do zespołu młodych zawodników, ogrywać ich swoją filozofię gry i dopiero później szturmować wrota I ligi.

Chyba nie trudno przewidzieć, że pomysł ten nie spodobał się działaczom, a zdobywca dwóch słynnych  bramek w spotkaniu z ZSRR, z miejsca stał się nieprzyjacielem włodarzy. Tamta sytuacja sprawiła, że musiał opuścić szeregi „ambitnego” klubu.


 

 

Źródła:
[1] Tadeusz Olszański, Za metą i dalej, wyd. Sport i Turystyka, Warszawa 1970

zdjęcie: www.pilkarskaprawda.pl

Tomek Sowa

Tomek Sowa

autor

Ciągle jeszcze młody, 29–letni twórca strony, na której jesteś. Mąż Aliny
i ojciec Antka i Franka, których zawsze stawia sobie na pierwszym miejscu. Fan sportu, historii, książek i filmu. Zatrudniony w jednym z bielskich przedsiębiorstw stara się połączyć pracę i pasje.

Historia piłki ręcznej: Feldhandball – zagrajmy na trawie

Historia piłki ręcznej: Feldhandball – zagrajmy na trawie

Feldhandball, czyli piłka ręczna na trawie, to wymysł niemieckich maniaków tego sportu. W latach 20-tych XX wieku, sport ten zaczął zyskiwać popularność. Złotymi czasami tej, wydawać by się mogło, dziwnej dyscypliny były rządy Adolfa Hitlera. To właśnie on zamarzył sobie, by stał się on konkurencją olimpijską, kosztem tej tradycyjnej odmiany. A skoro wódz chciał…to tak się stało. W czasie berlińskich igrzysk (1936), Feldhandball zaliczył swój debiut.

(więcej…)