„Supergwiazda” sportu w starożytnej Grecji. Mocarz. Pierwowzór kulturysty. Bożyszcze tłumów,potrafiące swoją sławę wykorzystać. Ale i człowiek, którego zgubiła zbytnia pewność siebie. Milon z Krotonu. 

Na sukces w profesjonalnym sporcie składa się szereg większych bądź mniejszych elementów. Spełnienie sportowe wiąże się z masą wyrzeczeń, setkami godzin spędzonych na treningu. W końcowym rozrachunku może to doprowadzić do  pieniędzy czy sławy. Odpowiednie prowadzenie kariery, z finansowego punktu widzenia, może się opłacać. Tyle, że ogromna kasa niekoniecznie wpływa na konta bankowe tylko i wyłącznie wybitnych atletów czy gwiazd sportu. W dzisiejszych czasach nawet ci słabsi potrafią skutecznie się realizować.  Ich sukces sprowadza się niekiedy tylko do jednego słowa: „wizerunek”. Umiejętnie kreowany, często zamykany w ciasne ramy kampanii marketingowych, w których każdy kolejny krok jest przemyślany, daje „niespełnionym” sportowcom możliwość udowodnienia swojego ja. I dobrze! Niech i oni mają! W dziejach sportu był jednak facet, który bez doradców, reklam, social media przyczepił sobie etykietkę najwybitniejszego sportowca antyku. Swój obraz budował sportowymi sukcesami oraz… nieco przerysowanymi, ale skutecznymi przekazami ustnymi.  Panie i Panowie: Milon – wybitny olimpijczyk, który poruszył starożytne tłumy.

Milon z Krotonu – garść faktów

Milon pochodził z Krotonu, miasta leżącego obecnie we Włoszech, nad Morzem Jońskim. Jego życie to zlepek anegdot, w które trochę ciężko uwierzyć i faktów, których tak naprawdę jest „jak na lekarstwo”. Co więc wiemy na pewno? Otóż antyczny bohater urodził się VI wieku p.n.e. i był wybitnym zapaśnikiem. Około 510 roku p.n.e. brał udział w wojnie Krotończyków z mieszkańcami Sybaris. Efektem tego konfliktu było całkowite zburzenie tego drugiego miasta. Wiadomo też, że od najmłodszych lat zwyciężał w zdecydowanej większości walk. Sześciokrotnie w latach 540-516 p.n.e. tryumfował w igrzyskach olimpijskich i pytyjskich, dziesięciokrotnie w istmijskich i dziewięciokrotnie w nemejskich. Nie ulega wątpliwości, że takimi sukcesami stały ponadprzeciętna siła i regularny trening. Tyle faktów. Przyszedł czas na historie, które… z resztą przeczytajcie sami.

Wyczyny niezwykłe

Będąc jeszcze młodzieńcem Milon zaczął wdrażać w życie swój program treningowy. Według przekazów ludowych zakupił młodego byka, którego – codziennie podnosząc – wykorzystywał jako sztangę. Czas płynął, zwierzę rosło, zwiększało swoją masę, a przyszły olimpijczyk i tak nic sobie z tego nie robił. Dźwigał i dźwigał! Prowadząc tak aktywny tryb życia Krotończyk musiał odpowiednio się odżywiać. I tu znów z pomocą przychodzi starożytny marketing szeptany. Ludzie mówili, że Milon potrafił zjeść dziennie około 8 kilogramów mięsa, tyle samo chleba, a wszystko to popijał 10 litrami wina! Pozostańmy jeszcze przy jedzeniu. Ponoć w czasie fetowania jednego ze swoich zwycięstw, uradowany atleta złapał młodego cielaka, wrzucił na swoje ramiona i ku uciesze zgromadzonej publiczności biegał wokół stadionu, by na końcu zabić go jednym, potężnym ciosem. Następnie zabrał go do domu i… zjadł w całości. 

Swoją legendę Milon z Krotonu zbudował też na wspomnianej wcześniej wojnie z mieszkańcami Sybarisu. Będąc dowódcom trzykrotnie mniejszych oddziałów Krotończyków zmiażdżył wroga. Był bohaterem. Idolem. To nie ulega wątpliwości. Starożytni traktowali go jak uosobienie siły. A on potrafił to wykorzystywać. Lubił  udowadniać swoją moc. Pewnego razu kazał obwiązać sobie głowę, w okolicach skroni, grubą liną, a następnie napinał mięśnie i węzły pękały. Pycha i pogoń za sławą, uznaniem i dobrami materialnymi, które otrzymywał za swoje wyczyny musiały go jednak zgubić. W swoich rodzinnych stronach założył się, że gołymi rękami rozerwie pień drzewa. Gdy towarzyszący mu ludzie usunęli kliny Milon uświadomił sobie, że tym razem nie da rady. Drzewo zmiażdżyło mu ręce, a on sam nie mógł się uwolnić. Pozostawionego samemu sobie mocarza rozszarpały wilki. Tyle, że to nie zwierzęta go zabiły. Zginął przez pychę i pogoń za utrzymaniem swojego obrazu – niezwyciężonego siłacza z Koryntu. A kto wie? Może tamtego dnia nie miał przy sobie tajemniczego kamienia, który towarzyszył mu przy każdej kolejnej próbie siły…

Milon z Krotonu rozszarpywany przez wilki

Milon z Krotonu rozszarpywany przez wilki


 

Podziel się: