Sportowe ciekawostki (część 7), a w nich: najwyższy wynik międzypaństwowy w piłce nożnej, pierwsze sportowe audycje „na żywo”, a także tragedia w RPA.

Boiskowe lanie

Pamiętacie Mundial w Korei i Japonii? Dla Polaków szczególny z powodu awansu, na który kibice czekali aż 16 lat. Piękne eliminacje i ten Olisadebe. Ehhh łza się w oku kręci… a potem trzy mecze i do domu. Tyle, że podopieczni Jerzego Engela spełnili jakieś swoje marzenie i poczuli atmosferę mistrzostw. O tym samym na pewno marzyły reprezentacje Australii i Samoa Amerykańskiego. 11 kwietnia 2001 roku obie jedenastki stanęły naprzeciw siebie w spotkaniu eliminacyjnym do wspomnianej imprezy. Niczym Dawid i Goliat. „Kangury” klasyfikowane wtedy na 38 miejscu w rankingu FIFA i futboliści Samoa Amerykańskiego – 200 siła świata. Sytuacja w grupie przed pierwszym gwizdkiem również nie pozostawiała złudzeń: Australia rozegrała jeden mecz, w którym pokonała Togo 22-0. Samoa Amerykańskie po dwóch porażkach z Fidżi i Samoa zaprezentowały światu całkiem pokaźny bilans: 0 strzelonych i 21 straconych bramek. 3000 widzów zgromadzonych na International Sports Stadium mogło więc zacierać ręce i „w ciemno” obstawiać zwycięstwo swoich pupili. A raczej jego rozmiar. 11:0? 15:0? Mało! 20:0? Też. Po 90 minutach na tablicy i w sędziowskich raportach widniał wynik 31:0! Do dziś jest to najwyższe w historii zwycięstwo w meczu międzypaństwowym. Po pierwszej połowie było już 16:0. Chcecie dalszych super dokonań? Proszę bardzo: 13 trafień w tym meczu zaliczył napastnik Archie Thompson. Tym samym wyrównał rekord goli w jednym meczu, który w 1885 roku ustanowił John Petrie. Tak grająca Australia po czterech eliminacyjnych meczach zgromadziła komplet punktów, strzeliła przy tym 66 bramek, nie tracąc nawet jednej! Do tego w fazie finałowej odprawiła Nową Zelandię (6:1 w dwumeczu) i awansowała do play-offów interkontynentalnych. Niestety na Mudnial w Korei i Japonii nie pojechała. Przegrała w barażach z Urugwajem (3:1 po dwóch meczach). A szkoda…


 

Pierwsza sportowa audycja radiowa
KDKA Radio jako pierwsze nadało sportową audycję "na żywo"

KDKA Radio jako pierwsze nadało sportową audycję „na żywo”

11 kwietnia w Polsce obchodzony jest Dzień Radia. W dobie Internetu i nowoczesnych technologii ten zasłużony kanał informacyjny stopniowo spychany jest do lamusa. Radia słuchamy głównie w samochodzie, czasami w pracy. Trudno więc uwierzyć, że parę dekad temu to właśnie wokół odbiorników radiowych „kręciło” się życie medialne, a co się z tym wiąże również sportowe. Nie wiem ile w tym przypadku, ale również 11 kwietnia, tyle że w 1921 roku fani boksu z USA jako pierwsi w historii mogli wysłuchać sportowej transmisji radiowej. I to na żywo! W ringu rękawice skrzyżowali Johnny Ray i Johnny Dundee. Walkę relacjonował pisarz Florent Gibson, a stacja dla której pracował nazywała się KDKA Radio. Jej siedzibą był Pittsburgh. Jakaż radość zapanowała w kibicowskich domach! Od tego momentu mogli przeżywać sportowe wydarzenia nie wychodząc z domów. Przykre, że część ich wnuków to kanapowe kibicowanie odziedziczyła i kultywuje po dziś dzień.


 

Tragedia na stadionie
Ofiary na Ellis Park

Ofiary na Ellis Park

11 kwietnia jest też dniem, w którym świat sportu obserwował smutne wydarzenia. Jednym z nich jest tragedia na stadionie w Johannesburgu, w RPA. Tego dnia, w 2001 roku na tamtejszym Ellis Park doszło do spotkania dwóch największych zespołów tego kraju: Kaizer Chiefs i Orlando Pirates. Popularność obu drużyn odzwierciedliły liczby: rzecznik policji stwierdził, że ta obiekcie znajdowało się około 120 tysięcy osób, a przed jego bramami oczekiwało jeszcze… 60 tysięcy. Chęć zysku z biletów i słaba organizacja służb bezpieczeństwa doprowadziła do tragedii. Gdy znajdujący się poza stadionem ludzie dowiedzieli się, że sędzia rozpoczął mecz rzucili się w stronę wejść na sektory. Zachowanie to zapoczątkowało ogromną panikę. Ludzie tratowali się nawzajem, dusili w skutek panującego ścisku. Bilans tamtych minut był tragiczny: 43 osoby zginęły (w tym 25 bezpośrednio na Ellis Park), 250 kibiców odniosło rany. Wśród ofiar były dzieci. Najgorsze jest jednak to, że nikt nie wziął odpowiedzialności za tamte wydarzenia. Rządni zysku działacze klubowi obwiniali źle zorganizowaną policję, a ta odbijała piłeczkę.


Tomek Sowa – ciągle jeszcze młody, 27 – letni „wynalazca” strony, na której jesteś. Mąż Aliny i ojciec Antosia, których zawsze stawia sobie na pierwszym miejscu. Fan sportu, historii, książek i filmu. Zatrudniony w jednym z bielskich przedsiębiorstw stara się połączyć pracę i pasje.
Podziel się: