„Czarny weekend” w Grand Prix San Marino 1994

„Czarny weekend” w Grand Prix San Marino 1994

 ”Nauka płynąca z cierpienia, z największego cierpienia! Czyż nie wiecie, że właśnie ta nauka przyczyniła się do dotychczasowego postępu ludzkości?” . Słowa Fryderyka Nietzschego, niemieckiego filozofa bardzo dosadnie obrazują wydarzenia z kwietnia i maja 1994 roku, kiedy na torze Imola w San Marino, doszło do jednego z najtragiczniejszych weekendów w historii sportu. (więcej…)
Podziel się:
Litewski „Dream Team”

Litewski „Dream Team”

Barcelońskie igrzyska olimpijskie kibicom koszykówki kojarzą się z pierwszym „Dream Teamem”. Naszpikowana gwiazdami NBA amerykańska reprezentacja była zdecydowanym faworytem turnieju. I nie zawiodła oczekiwań. Gdzieś w blasku amerykańskiego złota, tliła się historia Litwinów, którzy nie grali tylko o medale.

 

Litewski „Dream Team”: Początek
Litwa głośno domagała się wolności

Litwa głośno domagała się wolności

11 marca 1990 rok. Ulice i place Wilna gromadzą ludzi, którzy świętują odzyskanie przez Litwę niepodległości. Niewielki kraj, zamieszkały przez niespełna 3 miliony ludzi, wreszcie uwalnia się od radzieckiego zwierzchnictwa. Trwało ono pół wieku i doprowadziło państwo litewskie do ruiny. Oczywiście Sowieci nie pozostawili takiego obrotu sprawy – ot tak – bez echa. W styczniu 1991 roku, w czasie pokojowej demonstracji w Wilnie pojawiło się radzieckie wojsko. 13 osób zginęło też w czasie obrony wieży telewizyjnej. Ale to nie złamało Litwinów. Co więcej, scementowało ich jeszcze bardziej i w końcu przyniosło oczekiwany skutek: demokracja na Litwie została obroniona. Od tego momentu niemal każda płaszczyzna życia musiała być tworzona od fundamentów. Sport również. Entuzjazm i odzyskana wolność dawały jednak obywatelom przysłowiowego „kopa”. Wśród tego typu budowniczych znalazł się Šarūnas Marčiulionis – złoty medalista olimpijski w koszykówce z Seulu. Był jednym z kilku Litwinów, którzy wystąpili wtedy w reprezentacji ZSRR. Skąd więc wzięła się w tej nacji taka koszykarska moc? Dlaczego w wielomilionowym ZSRR o sile reprezentacji decydowali ludzie niedużego, nadbałtyckiego państwa? My, Polacy powinniśmy to rozumieć najlepiej. Podobnie jak dla kibiców naszej reprezentacji w piłce nożnej czy hokeju, tak dla Litwinów zwycięstwa nad „bratnim narodem”, tyle że w koszykówce, były okazją do zademonstrowania swojej wyższości czy niezależności. Był to jasny sygnał wysyłany w kierunku Moskwy: „halo, chociaż próbujecie nas stłamsić, my nadal jesteśmy”. Swój udział w tej bitwie miały też kluby litewskie: Žalgiris Kowno i Statyba Wilno, które w latach osiemdziesiątych ubiegłego stulecia z powodzeniem walczyły z zespołami moskiewskimi, zdobywający przy tym mistrzostwa ZSRR. Szkoliły przy tym wybitnych graczy. Tym bardziej kibiców tych drużyn cieszył fakt, że po odzyskaniu niepodległości, ich koszykarze otwarcie przyznawali, że są obywatelami Litwy, a nie ZSRR.

Šarūnas Marčiulionis

Šarūnas Marčiulionis

Wróćmy do wspomnianego Marčiulionisa. Nazwałem go budowniczym i nie ma w tym określeniu żadnego przypadku. Gdy jedni zaczynali tworzyć litewską gospodarkę czy administrację, on od podstaw tworzył koszykówkę: zarówno w wydaniu reprezentacyjnym, jak i ligowym. Nie można twierdzić, że zrobił to całkiem sam, ale grając na parkietach NBA i znając życie po drugiej stronie żelaznej kurtyny mógł załatwić naprawdę sporo. I robił to: pisał, telefonował do młodych i zdolnych graczy, odkurzał stare znajomości i namawiał weteranów litewskiego basketu, by grali dla kraju. Personalne zabiegi przynosiły wymierne efekty, toteż Šarūnas Marčiulionis zajął się kwestiami technicznymi. Tworząca się federacja koszykówki nie była na tyle bogata, aby zakupić sprzęt koszykarski. Z pomocą przyszli muzycy z Grateful Dead znani z zamiłowania do basketu. Wiedząc co dzieje się w nadbałtyckim państwie i z jakimi problemami zmagają się tamtejsi zawodnicy, członkowie kapeli wsparli ich finansowo. Zafundowali im też nadzwyczajne stroje, które na igrzyskach w Barcelonie zrobiły furorę: jaskrawy odcień koszulek, przypominający barwy narodowe kraju, a w centralnym punkcie kościotrup wykonujący efektowny wsad. Nie było kibica, któryby nie popatrzył! Ale przecież koszulki nie grają…

 

Litewski „Dream Team”: Mecz ważniejszy niż udział

Do barcelońskich IO reprezentanci Litwy zakwalifikowali się bez problemów. Trener Garastas wyjeżdżał do Hiszpanii z 12 zawodnikami, wśród których znaleźli się m.in. Valdemaras Chomičius, Rimas Kurtinaitis, Šarūnas Marčiulionis i Arvydas Sabonis, a więc ci sami, którzy cztery lata wcześniej zdobywali złoto dla ZSRR.

Słynne koszulki reprezentacji Litwy

Słynne koszulki reprezentacji Litwy

Mecze fazy zasadniczej odbywały się w dwóch grupach. W grupie A znalazł się m.in. amerykański „Dream Team” stworzony z graczy występujących na parkietach NBA. Amerykanie przeszli tę część zmagań jak burza, rzucając w każdym meczu ponad 100 punktów. No, ale nie mogło być inaczej: Larry Bird, Magic Johnson, Scottie Pippen, Michael Jordan i reszta cudownej drużyny była murowanym kandydatem do złota. Gra miała toczyć się tak naprawdę o dwa pozostałe krążki. A kandydatów było wielu…

W drugiej grupie, bohaterowie naszej opowieści rywalizowali z: Australią, Puerto Rico, Wenezuelą, Chinami i Wspólnotą Niepodległych Państw. Ostatni rywal był szczególny, ponieważ składał się w większości z koszykarzy rosyjskich. Gdy prezydent litewskiej federacji, pan Artūras Poviliūnas dowiedział się, z kim przyjdzie się zmierzyć jego pupilom powiedział:

 „Marzyliśmy całe nasze życie o graniu przeciwko Związkowi Radzieckiemu. Mimo, że tak naprawdę ta reprezentacja nie nazywa się Związek Radziecki, to mecz przeciwko niej będzie bardzo ważny i bardzo symboliczny. Będzie to wydarzenie równie ważne jak sam udział w tych igrzyskach”

Pierwszym przeciwnikiem podopiecznych Garastasa byli Chińczycy. Litwini zwyciężyli 75-112. Dzień później odprawili z kwitkiem Wenezuelę (79-87). Trzeciego rywala – Puerto Rico – również pokonali 104-91. 31 lipca 1992 roku miało się spełnić wielkie marzenie Marčiulionisa i spółki, a także ich wiernych kibiców. W meczu rangi olimpijskiej stanęli naprzeciw koszykarzy Wspólnoty Niepodległych Państw, tak silnie utożsamianych z państwem radzieckim. Pomimo wiary, wygranej pierwszej połowy i dobrej gry duetu SabonisMarčiulionis ponieśli porażkę 80-92. Wilno i inne miejscowości jakby posmutniały. Przecież ten mecz był równie ważny jak sam udział w igrzyskach! Ale los miał dla Litwy inne, dużo radośniejsze rozwiązanie…

 

Litewski „Dream Team”: druga szansa i historyczna chwila

W ostatnim meczu grupowym rywale z Australii musieli uznać wyższość niedawnych przegranych (87-98). Litwini awansowali więc z drugiej pozycji i w ćwierćfinale zmierzyli się z Brazylią, określaną mianem „czarnego konia” turnieju. Tyle, że w dniu meczu „koń” okazał się co najwyżej „kucykiem”. Brazylijczycy przegrali 114-96 i pożegnali się z walką o medale. Litwa grała dalej, ale półfinałowe zadanie było kolosalnie trudne – ograć USA. Na szczęście Amerykanie zwyciężyli (127-76). Dlaczego piszę, że to było szczęśliwe rozstrzygnięcie? Dzięki niemu mogły spełnić się marzenia obu ekip. Amerykanie mogli zdobyć złoto i pokazać światu swój „power” (no i zrobili to). A Litwini? Dostali drugą szansę. W meczu o brąz znów mogli zmierzyć się z graczami Wspólnoty Niepodległych Państw! Tyle, że ten mecz miał już dużo większy ciężar gatunkowy. W grę wchodziły nie tylko symbole i polityka, ale przede wszystkim, tak ważne dla sportowca medale. Swój pierwszy sukces koszykarski jako niepodległe państwo Litwa mogła urzeczywistnić pokonując znienawidzonego rywala. Na drużynę Garastasa kładły się jednocześnie oczy rodaków i odpowiedzialność. Trzeba było sobie z tym poradzić.

Litewski "Dream Team"

Litewski „Dream Team”

8 sierpnia 1992 roku, kraj który dwa lata wcześniej odzyskał niepodległość, zatrzymał się. Wszystko stanęło w miejscu. Ludzie tkwili przy odbiornikach radiowych i telewizyjnych. Czekali na kolejne trafienia, żywiołowo reagowali na boiskowe wydarzenia. Pierwszą połowę wygrali ich reprezentanci 39-33. Na drugą wyszli mocno skoncentrowani i nawet w nerwowych momentach konsekwentnie realizowali zadania taktyczne. Końcowa syrena i…82-78 dla Litwy! Niedawny kolonizator został pokonany, a mieszkańcy niewielkiego kraju oszaleli z radości! Wychodzili na ulice miast przyodziani w narodowe barwy, tańczyli, śpiewali. Ich wielkie marzenie ziściło się dzięki koszykówce: symbolicznie udowodnili swoją niezależność, wolność i siłę. A zawodnicy? Dla „wielkiej czwórki” z Seulu (Valdemaras Chomičius, Rimas Kurtinaitis, Šarūnas Marčiulionis i Arvydas Sabonis) ten medal był ważniejszy niż złoto wywalczone dla ZSRR. Nic dodać nic ująć…


Tomek Sowa – ciągle jeszcze młody, 27 – letni „wynalazca” strony, na której jesteś. Mąż Aliny i ojciec Antosia, których zawsze stawia sobie na pierwszym miejscu. Fan sportu, historii, książek i filmu. Zatrudniony w jednym z bielskich przedsiębiorstw stara się połączyć pracę i pasje.
Podziel się:
Strona 1 z 212