Pierwsze mistrzostwa świata w podnoszeniu ciężarów rozegrano 29 marca 1891 roku w Londynie. Widowiskowość imprezy była trampoliną sukcesu i dawała zwycięzcy ogromną szansę na zaistnienie nie tylko w sporcie. Mimo to ze sztangą zmierzyło się raptem siedmiu śmiałków.

Zawody zorganizowała Międzynarodowa Federacja Podnoszenia Ciężarów (IWF), która kilka lat starała się „zetrzeć” ze sobą najlepszych atletów z Londynu, Brukseli, Berlina, Hamburga, Wiednia i Rzymu. Propozycja spodobała się nieformalnym związkom sportowym, dzięki czemu w stolicy Wielkiej Brytanii zameldowało się siedmiu reprezentantów z sześciu państw. Pomysł był nowy, niedopracowany więc wiele znanych nam obecnie regulacji na pierwszych mistrzostwach nie zastosowano. Ot chociażby podziału na kategorie wagowe. Mimo to konkurs był ciekawy, a licznie zgromadzona brytyjska publiczność wniebowzięta: oto ich heros, odpowiednik Herkulesa – Edward Lawrence Levy – podrzucał nad głowę, jednorącz ciężary od 56 do 84 funtów (około 25 do 38 kilogramów). Dało mu to złoty medal i wieczną chwałę. Tuż za nim uplasował się Giacomo Zafarana z Italii oraz Belg Arthur François. Po zakończeniu zawodów, kariera Edwarda ruszyła do przodu. Przez następne kilka lat 14 krotnie bił rekordy świata. Został też sędzią w czasie premierowego konkursu olimpijskiego w Atenach, w 1896 roku. Ponadto swoją niewątpliwą rozpoznawalność postanowił wykorzystać w czasie promocji swoich książek. A napisał ich kilka! Prężnie działał też w Birmingham – swoim rodzinnym mieście. Był aktywistą żydowskim, założycielem amatorskiego stowarzyszenia gimnastycznego, członkiem Partii Konserwatywnej. Nieźle jak na ciężarowca. Zmarł w 1932 roku.

Zawody, które tak bardzo pomogły Brytyjczykowi postanowiono nadal organizować. Tyle, że robiono to bardzo niereguralnie. II edycja rozegrana została dopiero po siedmiu latach, a III po ośmiu. Najważniejsze jednak, że sama idea przetrwała.


Tomek Sowa – ciągle jeszcze młody, 27 – letni „wynalazca” strony, na której jesteś. Mąż Aliny i ojciec Antosia, których zawsze stawia sobie na pierwszym miejscu. Fan sportu, historii, książek i filmu. Zatrudniony w jednym z bielskich przedsiębiorstw stara się połączyć pracę i pasje.
Podziel się: