Historia Sportu TV prezentuje pierwszą część cyklu „Największe oszustwa w historii sportu”. Poznaj Bena Johnsona i „paraolimpijczyków”.

Ben Johnson

Jeden z najsłynniejszych sprinterów reprezentujących Kanadę, urodzony na Jamajce – Ben Johnson jest też bohaterem najgłośniejszego skandalu w historii Igrzysk Olimpijskich. Skandalu związanego z dopingiem. 15 letni Ben przeniósł się z rodzicami do Kanady i od razu chciał zjednać znaleźć akceptację rówieśników. Sposobem na zyskanie szacunku było bieganie. Do tego sportu miał smykałkę. Szybko zauważył to trener uniwersyteckiego klubu Charlie Francis. Otoczył opieką zdolnego nastolatka, a ten kilka miesięcy później zaczął się odwdzięczać. Zaczął wygrywać zawody, bić kolejne sprinterskie rekordy, by w końcu sięgnąć po dwa brązowe medale olimpijskie w Los Angeles. W 1987 roku symbioza obu panów przyniosła duży sukces: Ben został mistrzem świata w biegu na 100 metrów i z wynikiem 9,83 stał się rekordzistą świata. Z miejsca stał się też murowanym kandydatem do medalu olimpijskiego w 1988 roku.  Nawet rywalizujący z Johnsonem Carl Lewis czuł, że koreańska impreza będzie należała do Kanadyjczyka. Też było. W finale stu metrów Ben Johnson przekroczył linę mety jako pierwszy i znów pobił rekord globu. 62 godziny później media poinformowały, że złoto olimpijskie zostało Kanadyjczykowi odebrane. W jego organizmie wykryto stanozolol, substancję zakazaną.  Z każdym dniem na światło dzienne wychodziły kolejne brudy Johnsona i jego trenera. Szkoleniowiec sprintera podawał swojemu podopiecznemu niedozwolone specyfiki od 1980 roku. Faszerował też innych sportowców dzięki czemu zyskał przydomek „Aptekarz”. Po tej aferze Johnson stracił wszystko. Dziś zamieszkuje przedmieścia Toronto, trenuje młodzież i zaklina się na Boga, że sprinterski świat, w którym dane mu było przebywać przesiąknięty był dopingiem, a finał 100 metrów w Seulu był najbrudniejszym biegiem w historii, gdzie niemal wszyscy byli dodatkowo wspomagani.

 

„Paraolimpijczycy” z Hiszpanii

Kibicom sportowym nie trzeba chyba tłumaczyć czym jest paraolimpiada. Szczytny cel, wzniosła idea i stypendia sportowe. Tak, tak niektóre federacje krajowe naprawdę potrafią docenić niepełnosprawnych sportowców. Ten fakt postanowiła wykorzystać grupa Hiszpanów, która pojechała na paraolimpiadę w Sydney w 2000 roku. Pieczę nad całym przedsięwzięciem trzymał prezes federacji  Fernando Martina Vincente. O co chodziło? Otóż paraolimpijska reprezentacja Hiszpanii w koszykówce zdobyła we wspomnianej imprezie złoty medal. Radości nie było końca, MKOL docenił krajowy związek i przelał na jego konto prawie 150 tysięcy euro – za sukces oczywiście. Całe zdarzenie nie dawało jednak spokoju Carlosowi Ribagordzie, dziennikarzowi , który postanowił podstępem dostać się do wspomnianej „złotej” drużyny. To co zobaczył tylko utwierdziło go we wcześniejszych podejrzeniach. 10 na 12 paraolimpijskich zawodników udawało niepełnosprawność umysłową. Dalsze śledztwo wykazało, że nie tylko koszykarze oszukiwali. Pełnosprawni byli również tenisiści stołowi, pływacy i atleci. Śledczy odkryli również jak zdrowi mężczyźni dostawali się do drużyny. Wszystko zorganizował wspomniany Vincente, który załatwiał sfabrykowane zaświadczenia lekarskie. 18 osób postawiono przed sądem, ale karę poniósł tylko pan prezes. Zapłacił 5400 euro i publicznie przeprosił za całą sytuację. Czy kara była adekwatna do czynu?


 

Tomek Sowa – ciągle jeszcze młody, 27 – letni „wynalazca” strony, na której jesteś. Mąż Aliny i ojciec Antosia, których zawsze stawia sobie na pierwszym miejscu. Fan sportu, historii, książek i filmu. Zatrudniony w jednym z bielskich przedsiębiorstw stara się połączyć pracę i pasje.

Podziel się: